[recenzja książki] Alex.Gi: Boginistka
"Boginistka" Aleksandry Gmyrek – jak przestać żyć według cudzych oczekiwań?
Są książki, które próbują powiedzieć kobiecie, jaka powinna być. Silna, ale nie za bardzo. Niezależna, ale nie na tyle, żeby ktoś obok poczuł się zagrożony. Czuła, opiekuńcza, atrakcyjna, zadbana, przedsiębiorcza, zaradna i seksualna, ale zawsze "z klasą". Dobra partnerka, matka, córka, przyjaciółka i pracownica. Powinna wspierać, rozumieć, wybaczać, dbać o innych, rozwijać się i jeszcze pamiętać o sobie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy tych oczekiwań robi się tak dużo, że kobieta przestaje wiedzieć, gdzie kończy się to, czego chce od niej świat, a zaczyna to, czego naprawdę chce ona sama.
"Boginistka" Aleksandry Gmyrek wyrasta właśnie z tego pęknięcia. Nie jest kolejnym poradnikiem uczącym kobietę, jak skuteczniej dopasować się do rzeczywistości. Zadaje znacznie bardziej niewygodne pytanie: czy rzeczywistość, do której przez lata próbowałaś się dopasować, w ogóle jest rzeczywistością, w której chcesz żyć?
To pytanie staje się osią całej książki. "Boginistka" jest przede wszystkim osobistym manifestem kobiecej podmiotowości i próbą odzyskania własnego głosu. Autorka nie chce stworzyć kolejnego modelu idealnej kobiecości. Próbuje raczej podważyć samo przekonanie, że taki model powinien istnieć.
Kim jest Boginistka? Kobiecość bez ideału
Boginistka nie jest więc kobietą doskonałą. Nie musi zawsze wiedzieć, czego chce, być silna, asertywna i niezależna. Jest kobietą, która zaczyna rozpoznawać momenty, w których przestaje być wierna samej sobie. Punkt ciężkości zostaje przesunięty z perfekcji na świadomość, z nieomylności na autentyczność i z udowadniania siły na umiejętność pozostawania po swojej stronie.
Jednym z najważniejszych tematów książki jest proces wychowywania kobiet do określonej roli społecznej. Dziewczynka bardzo wcześnie otrzymuje komunikaty dotyczące tego, jak powinna się zachowywać, czego nie wypada robić, ile miejsca może zajmować i jak ważna jest akceptacja innych.
Pozornie niewinne wychowanie do bycia "grzeczną", "dobrą" i "bezproblemową" może przekształcić się w mechanizm samokontroli. Kobieta zaczyna pilnować się sama, zanim ktokolwiek zdąży ją ocenić. Łagodzi komunikaty, przeprasza za potrzeby, tłumaczy decyzje i częściej zastanawia się nad tym, jak jej wybór zostanie odebrany, niż czego naprawdę chce.
Oddalanie się od siebie nie musi być wynikiem jednego dramatycznego wydarzenia. Częściej tworzą je setki drobnych decyzji: "tak" wypowiedziane zamiast "nie", zgoda na przekroczoną granicę, rezygnacja z własnych planów czy milczenie w obawie przed konfliktem. W ten sposób można zbudować życie, które z zewnątrz wygląda poprawnie, stabilnie, a nawet szczęśliwie, ale wewnątrz coraz bardziej przypomina cudzy scenariusz.
Psychologicznie "Boginistka" opowiada więc o odzyskiwaniu sprawczości. Kluczowe staje się pytanie: kto właściwie podejmuje decyzje w naszym wnętrzu? My, czy lęk przed odrzuceniem, potrzeba aprobaty, wychowanie, stereotypy i rodzinne scenariusze?
Przebudzenie Boginistki nie jest spektakularnym momentem. To proces rozpoznawania sytuacji, w których zdradzamy siebie, i tych, w których pozostajemy ze sobą w zgodzie.
Czy samoakceptacja może stać się kolejnym obowiązkiem?
Centralnym pomysłem książki jest stworzenie pojęcia Boginistki. Można zapytać, po co nowe słowo, skoro znamy już takie pojęcia jak niezależność, samoakceptacja, asertywność, autonomia czy samoświadomość.
Tutaj książka staje się interesująca. Boginistka nie jest jedynie określeniem cechy. To figura kobiety odzyskującej kontakt ze sobą i przestającej oddawać innym prawo do definiowania własnej wartości.
Autorka buduje wokół tego pojęcia cały system symboliczny: Boginie, Świątynia, tron, przebudzenie, droga i manifest. Dzięki temu "Boginistka" przypomina współczesny mit o odzyskiwaniu własnego miejsca. Nie chodzi jednak o przemianę w kogoś nowego, lecz o powrót do czegoś, co od początku było obecne, ale zostało przykryte przez oczekiwania i lęki.
Pojawia się tu jednak ważny paradoks. Autorka tworzy nową kategorię kobiecości po to, aby uwolnić kobietę od gotowych definicji. Czy sama Boginistka nie może więc stać się kolejnym ideałem, któremu trzeba sprostać?
Kobieta, która całe życie próbowała być "grzeczną dziewczynką", może zacząć odczuwać presję, by stać się "idealnie wyzwoloną kobietą": świadomą, silną, niezależną, asertywną, kochającą siebie i zawsze stawiającą granice.
Tymczasem prawdziwa autonomia powinna obejmować również prawo do słabości, zależności, pomocy, niepewności i zmiany zdania. Najciekawsze odczytanie "Boginistki" pojawia się więc wtedy, gdy nie traktujemy jej jako kolejnego poziomu do osiągnięcia, ale jako przypomnienie, że kobieta nie musi stale zdawać egzaminu z własnej kobiecości.
Granice w relacjach: jak przestać rezygnować z siebie?
"Boginistka" konsekwentnie przesuwa środek ciężkości z zewnętrznej walki na wewnętrzną zmianę. Wolność zaczyna się wtedy, gdy cudze opinie przestają być podstawowym kryterium podejmowania decyzji. Nie oznacza to ignorowania innych. Chodzi raczej o odzyskanie prawa do decydowania, które opinie są dla nas ważne.
Szczególnie istotnym obszarem są granice. Autorka nie sprowadza ich wyłącznie do popularnego dziś hasła "odcinania toksycznych ludzi". Granica nie jest karą. Określa przestrzeń, w której kończy się cudza możliwość ingerowania w moje życie.
Boginistka może kochać i powiedzieć "nie". Może wybaczyć, ale nie musi ponownie otworzyć drzwi. Może pomagać, ale nie musi poświęcać siebie. Może rozumieć cudzą perspektywę, ale nie musi się z nią zgadzać.
Cenne jest rozróżnienie między granicą a murem. Mur odcina, granica określa przestrzeń. Boginistka nie ma więc stawać się kobietą chłodną i niedostępną, lecz świadomą tego, kogo i co wpuszcza do swojego życia.
Problem w tym, że postawienie granicy często wiąże się z lękiem przed konfliktem, utratą relacji czy poczuciem winy. I właśnie poczucie winy jest jednym z niewidzialnych przeciwników kobiecej autonomii.
"Boginistka" nie jest książką przeciwko związkom. Nie przekonuje, że niezależność oznacza samotność. Problemem nie jest miłość, lecz uczynienie z niej warunku własnego istnienia.
Dojrzała relacja nie powinna polegać na tym, że jedna osoba ratuje drugą przed samotnością, nadaje jej wartość albo staje się gwarantem jej szczęścia. To spotkanie dwóch osób, które zachowują własną podmiotowość i decydują się dzielić życie.
Gmyrek próbuje znaleźć trzecią drogę między modelem kobiety podporządkowanej a relacją opartą na walce o przewagę. Boginistka może być silna bez dominowania, potrzebować drugiego człowieka bez utraty autonomii i przyjmować pomoc bez poczucia słabości.
Siostrzeństwo zamiast rywalizacji kobiet
Kolejnym ważnym wątkiem są relacje kobiet z innymi kobietami. Kobiety bywają wychowywane nie tylko do zdobywania aprobaty mężczyzn, ale również do rywalizowania między sobą o wygląd, atrakcyjność, pracę, macierzyństwo czy styl życia.
Media społecznościowe wzmacniają ten mechanizm, tworząc niekończący się ranking cudzych sukcesów, związków, ciał i domów.
Autorka przeciwstawia temu ideę siostrzeństwa. Nie oznacza ono bezkrytycznego popierania każdej kobiety, lecz rezygnację z potrzeby ciągłego porównywania się. Można się nie zgadzać, nie poniżając drugiej osoby. Najważniejsza staje się zmiana perspektywy: "nie muszę być lepsza od innych, żeby znać swoją wartość".
Ważną przestrzenią odzyskiwania sprawczości jest również ciało. Kobieta niemal od dzieciństwa otrzymuje sprzeczne komunikaty dotyczące wyglądu: ma być szczupła, zadbana, naturalna, seksowna, ale nie wulgarna, młoda, a jednocześnie "starzeć się z godnością".
"Boginistka" próbuje wyprowadzić kobietę z tej pułapki. Nie poprzez kolejny nakaz, tym razem nakaz pełnej akceptacji ciała, lecz poprzez pytanie o własny wybór. Można zmieniać wygląd, malować się, farbować włosy czy poddawać się zabiegom, jeśli wynika to z własnej decyzji, a nie z przymusu spełniania cudzych oczekiwań.
Podobną logikę autorka stosuje wobec seksualności. Kobieta ma prawo do pragnienia, ale również do jego braku, do bliskości, odmowy i własnych granic. Autonomia nie oznacza wyboru tego, co świat uznaje za "wyzwolone", lecz możliwość dokonania własnego wyboru.
Podobnie wygląda kwestia macierzyństwa. Kobieta może być matką, ale nie musi. Może chcieć jedno dziecko, kilkoro albo żadnego. Każda z tych dróg może być świadomym wyborem i żadna nie powinna wymagać społecznego uzasadnienia.
Autonomia ma również wymiar ekonomiczny. Własne środki finansowe mogą dawać możliwość odejścia z niezdrowej relacji, zmiany pracy czy podjęcia decyzji, która bez zaplecza finansowego byłaby niemożliwa.
Nie oznacza to jednak, że kobieta staje się bardziej wartościowa dlatego, że więcej zarabia. Pieniądze nie definiują człowieka, ale realnie wpływają na zakres jego wyborów.
Feminizm bez konfliktu? Warto polemizować
Jednym z obszarów, w których można wejść z autorką w polemikę, jest sposób przedstawienia feminizmu. Gmyrek krytycznie odnosi się do nurtów, które postrzega jako oparte przede wszystkim na konflikcie i walce, proponując wyjście poza tę logikę.
Można jednak zapytać, czy nie jest to pewne uproszczenie. Feminizm nie stanowi jednego, jednolitego nurtu. Ma wiele tradycji i sposobów rozumienia relacji między płciami, a historyczne zmiany praw kobiet często były możliwe właśnie dzięki walce o prawa i równość.
Z drugiej strony "Boginistka" nie jest analizą historii feminizmu. To osobista książka, w której autorka próbuje stworzyć kobiecą narrację zgodną z własnym doświadczeniem. Jej sprzeciw wobec budowania tożsamości wyłącznie na konflikcie można więc potraktować jako element osobistego manifestu.
Pozostaje jednak pytanie, czy rezygnacja z walki jest zawsze możliwa. Czy każda kobieta może po prostu "wybrać siebie", jeśli ogranicza ją przemoc, bieda, nierówność ekonomiczna czy brak wsparcia?
Nie wszystkie problemy można rozwiązać zmianą nastawienia. Czasami potrzebna jest zmiana prawa, kultury i społecznych mechanizmów. Wewnętrzna wolność nie powinna więc zastępować walki o zewnętrzne warunki tej wolności.
Świątynia Boginistki – jak odzyskać własny głos?
Jedną z ciekawszych metafor książki jest "Świątynia Boginistki" – symbol wewnętrznej przestrzeni, którą kobieta powinna chronić. Jej fundamentem jest miłość własna, a kolejnymi elementami granice, wartości, wybory i relacje.
Ta metafora nabiera znaczenia dopiero w codzienności. Łatwo powiedzieć "kocham siebie". Znacznie trudniej sprawdzić, jak ta miłość wygląda wtedy, gdy jesteśmy zmęczone, mamy obowiązki, rachunki i kolejne osoby oczekujące czegoś od nas.
Prawdziwy test odbywa się więc w małych sytuacjach: kiedy trzeba powiedzieć "nie", odpocząć, zadbać o własne potrzeby, zaakceptować czyjeś niezadowolenie albo podjąć decyzję, której nie wszyscy pochwalą. To właśnie codzienne wybory pokazują, czy rzeczywiście żyjemy w zgodzie ze sobą.
Ciekawym paradoksem jest również finałowe "Dziesięć przykazań Boginistki". Autorka przez całą książkę podważa gotowe scenariusze kobiecości, a jednocześnie tworzy własny zestaw zasad. Można je jednak potraktować nie jako kodeks, lecz jako drogowskazy przypominające o własnej wartości, granicach, podmiotowości i prawie do samostanowienia.
"Boginistka" Aleksandry Gmyrek – mocne strony i ograniczenia
"Boginistka" nie odkrywa psychologicznych prawd, których wcześniej nie znaliśmy. Jej wartość polega raczej na zebraniu znanych idei w spójny system symboliczny i nadaniu im języka, który może przemówić do konkretnej odbiorczyni.
Nie jest to publikacja naukowa ani podręcznik psychologiczny. Osoby oczekujące pogłębionej analizy opartej na badaniach mogą odczuwać niedosyt. Jej siłą jest natomiast osobisty ton, emocjonalność, bezpośredni język oraz humor i autoironia, dzięki którym książka przypomina rozmowę bardziej niż wykład.
Ta osobista perspektywa jest jednocześnie jej ograniczeniem. Nie każda kobieta potrzebuje tego samego rodzaju przebudzenia i nie każda utożsami się z kategorią Boginistki. I nie powinna.
Najlepiej czytać tę książkę nie jako instrukcję "jak być kobietą", ale jako propozycję określonego sposobu myślenia o kobiecości. "Boginistka" jest najciekawsza wtedy, kiedy nie mówi: "stań się taka jak ja", lecz prowokuje pytanie: "kim jesteś wtedy, kiedy przestajesz próbować spełniać cudze oczekiwania?".
Czy prawdziwa wolność oznacza prawo do bycia sobą?
Najważniejszą wartością "Boginistki" nie jest stworzenie kolejnej definicji kobiecości, lecz zakwestionowanie potrzeby, aby kobiecość w ogóle musiała mieć jedną definicję.
Jedna kobieta będzie chciała być matką, inna nie. Jedna wybierze karierę, inna dom. Jedna będzie potrzebowała związku, inna samotności. Jedna pokocha makijaż i modę, inna najlepiej poczuje się bez nich. Jeżeli wolność jest prawdziwa, musi obejmować również prawo do wyborów, których sama bym nie dokonała. Do pomyłki, zmiany zdania, powrotu, odejścia, słabości i proszenia o pomoc.
Być może problem współczesnych kobiet polega już nie tylko na tym, że przez lata mówiło im się, kim powinny być. Dziś z wielu stron słyszą również instrukcje dotyczące tego, jak powinny się wyzwolić, kochać siebie, stawiać granice, budować karierę i wyglądać jako "silne kobiety". Dlatego wolność nie powinna stać się kolejnym projektem do perfekcyjnego zrealizowania.
Po lekturze "Boginistki" zostaje przede wszystkim obraz kobiety, która nie stała się niezwyciężona, lecz przestała ciągle opuszczać samą siebie. Nie musi być zawsze silna. Nie musi wszystkiego wiedzieć, być najlepsza, lubiana ani niezależna w każdej sekundzie. Nie musi odrzucać miłości, żeby być wolna, ani rezygnować z siebie, żeby kochać. Nie musi być matką, żeby być kobietą. Nie musi odrzucać pomocy, żeby być silna.
Może po prostu być sobą. I właśnie dlatego "Boginistka" może wywoływać różne reakcje. Jedne czytelniczki odnajdą w niej potwierdzenie własnej drogi, inne nazwę dla doświadczeń, których wcześniej nie potrafiły określić, a jeszcze inne będą polemizować z podejściem autorki do feminizmu, duchowości czy relacji.
Każda z tych reakcji może być wartościowa, bo książka nie musi być zbiorem tez, z którymi wszyscy się zgodzą. Może być impulsem do myślenia o sobie inaczej.
Najważniejsze pytanie po jej lekturze nie brzmi więc: "Czy jestem Boginistką?". Brzmi znacznie trudniej: "W ilu miejscach mojego życia nadal próbuję być kobietą, którą ktoś kiedyś powiedział mi, że powinnam być?"
Być może właśnie tam zaczyna się prawdziwa rewolucja. Nie od krzyku, perfekcji ani walki o to, żeby wszystkim udowodnić swoją siłę. Czasami zaczyna się od jednego "nie", którego wcześniej bałyśmy się wypowiedzieć. Od granicy, za którą przestajemy przepraszać. Od decyzji, której nie musimy nikomu tłumaczyć. Od chwili, w której przestajemy pytać, czy wolno nam żyć po swojemu.
I wtedy Boginistka przestaje być nazwą czy metaforą. Staje się prostym, choć dla wielu kobiet niezwykle trudnym doświadczeniem: Tym razem nie opuszczę samej siebie. Bo może prawdziwa siła nie polega na tym, że już nigdy się nie zgubimy. Może polega na tym, że kiedy kolejny raz zgubimy drogę, będziemy wiedziały, jak wrócić do siebie.
"Boginistka" Aleksandry Gmyrek to książka o kobiecej podmiotowości, samoakceptacji i odwadze życia na własnych zasadach. Autorka porusza temat społecznych oczekiwań wobec kobiet, stawiania granic, niezależności, relacji, siostrzeństwa, cielesności i prawa do samostanowienia. W tej analitycznej recenzji sprawdzam, czy Boginistka pomaga odzyskać własny głos, czy może nieświadomie tworzy kolejny ideał kobiecości. Poznaj najważniejsze przesłania książki i przeczytaj, dlaczego prawdziwa wolność zaczyna się od rezygnacji z konieczności spełniania cudzych oczekiwań.
[/SEOFRAME]
Komentarze
Prześlij komentarz