Najnowsze

Być aktorem można dopiero po wielu rolach – rozmowa z Mateuszem Mosiewiczem (Guncelem z „Korony królów”)

„Korona królów” to polska telenowela historyczna o życiu i panowaniu króla Kazimierza Wielkiego (w tej roli Andrzej Hausner, a wywiad z nim możecie przeczytać tutaj), ale nie tylko o Wawelu, ponieważ zawiera w sobie kilka znaczących wątków pobocznych jak chociażby świdnicki dwór, na którym schronienie a potem miłość u boku niepokornego rycerza Guncela znalazła dwórka Helena (grana przez Dagmarę Bąk, z którą miałam okazję rozmawiać jakiś czas temu, a efekty tej rozmowy znajdziecie tutaj). I właśnie między innymi o tę postać podpytuję Mateusza Mosiewicza. Ale nie tylko, ponieważ aktor opowiada mi również, dlaczego o mały włos nie zagrałby tej roli oraz o prawie, studiach aktorskich i samej grze na ekranie i w teatrze.    


Dlaczego zdawał Pan na prawo i je ukończył skoro ostatecznie poświęcił się Pan aktorstwu? Wielu by pewnie przerwało te studia… 

Mateusz Mosiewicz: Prawo było przed Szkołą Filmową. 
Na marginesie – uważam, że być aktorem można dopiero po wielu rolach, wielu wyjściach na scenę. Samo pojawienie się gdzieś przed kamerą tego nie załatwi. Śniłem ostatnio, że miałem przygotować jakąś scenę, etiudę z Janem Peszkiem. Ja rozpoczynałem scenę, a drugą połowę jej trwania miał zagospodarować właśnie Jan Peszek. Ten sen uzmysłowił mi, jaka jest przepaść między mną, a prawdziwym Aktorem (przez duże A!) oraz ile jeszcze muszę w życiu zawodowym doświadczyć i okiełznać, by móc swobodnie siebie tak nazywać. Chyba po to był ten sen... Ale tak, pracuję jako aktor.
Wracając do Prawa: na Prawo zdawałem od razu po maturze. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, gdzie zaprowadzą mnie pewne ścieżki. Równolegle rozpocząłem jeszcze studia na Politechnice. Przez rok próbowałem pogodzić tę niepokorną równoległość, aż w końcu zostałem na Prawie. Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że taką decyzję podjąłem. Przez okres szkolny chciałem zostać informatykiem, a skończyłem na drugim biegunie – studiach humanistycznych. Historia mojej edukacji to w ogóle nieco zagmatwana sprawa.

Ale na szczęście ostatecznie został Pan aktorem. Co Pana do tego skłoniło? 

O aktorstwie myślałem, w głębi marzyłem, ale się nie odważałem. Byłem dość wstydliwy (do dzisiaj jestem) i bardzo introwertyczny. Cały czas siedziało to we mnie, aż postanowiłem w końcu, że spróbuję pójść na jakiś casting. Tak trafiłem do Teatru mplusm, prowadzonego przez dwie cudowne Anie, gdzie zagrałem w kilku produkcjach i dzięki nim odważyłem się pojechać na egzaminy wstępne do Łodzi, żeby zobaczyć, co to jest. Nie dostałem się, ale już wiedziałem, że tam wrócę, lepiej przygotowany.
Nie rzuciłem studiów prawniczych z prostej przyczyny: informację, że zostałem przyjęty na pierwszy rok Wydziału Aktorskiego dostałem w lipcu, a we wrześniu miałem już zaplanowaną obronę pracy magisterskiej. 

Jak sobie Pan wtedy wyobrażał swoją zawodową przygodę z aktorstwem?

Jako ciężkie, wymagające zaangażowania i traktowane na poważnie spotkanie z drugim człowiekiem. Również jako studium nad nami – ludźmi. To się do dzisiaj nie zmieniło. 

Co dla Pana jest najprzyjemniejsze w zawodzie aktora? Na czym według Pana polega praca na planie w serialu czy w teatrze? 

Kiedy wykonam swoją robotę dobrze, gdy zrealizuję swoje zadanie. Wtedy mam pewność, że zrobiłem wszystko, by dać widzom to, po co mnie oglądają.
Praca w teatrze i serialu różnią się od siebie. W teatrze jest czas, można szukać, próbować. No i jest żywy kontakt z widownią, która powoduje, że codziennie spektakle wyglądają inaczej. Serial, niestety, nie daje zbyt dużych możliwości próbowania i szukania. Trzeba uprościć cały proces najbardziej jak się da. No i środki przekazu używane przez nas są inne. Ale istota jest ta sama!


Dlaczego ludzie w ogóle decydują się na bycie artystą, a w Pana przypadku, na aktorstwo? 

Trudne pytania Pani zadaje... Myślę, że z powodu ogromnej potrzeby wyrażania siebie ludzie zostają artystami. Potrzeba wyrażenia czegoś, co siedzi tam, w środku, i kotłuje się do wyjścia. To jest silne. To jest frustrujące, ale i uzależniające. My, aktorzy, pracujemy nad warsztatem długie lata. Ten warsztat ma nam pomóc w wyrażeniu nawet najdrobniejszych niuansów, ale wszyscy uwielbiamy ten moment, gdy zdarza się to coś, moment kiedy w trakcie spektaklu czy ujęcia nagle sami siebie zaskakujemy. Brniemy w jakieś niespodziewane rejony, które najprawdopodobniej wychodzą z podświadomości. Jakiś taki stan, można by rzec, weny twórczej. Wszystko jest na swoim miejscu, wszystko się zgadza i samo się z nas wydostaje. To są pojedyncze momenty.
Dlaczego ja zostałem aktorem? Chyba nigdy tego nie analizowałem i nie jestem gotowy na zadanie mi tego pytania tak, żeby uzyskać uczciwą odpowiedź. Oczywiście, jest pod tym chęć bycia różnymi  postaciami, chęć zmieniania się, ciekawość ludzkich wad i zalet oraz całej złożoności naszej natury, chęć spotkania z drugim człowiekiem, jest też ogromna chęć tworzenia i pokazywania świata swoimi oczyma,….ale tak naprawdę, jak by to sprowadzić do jednej rzeczy – nie wiem do końca. Czasami lepiej nie zadawać pytań i nie drążyć, jeśli intuicja tak podpowiada. 

Nie znalazłam o Panu zbyt wielu informacji, wywiadów. Czy to znaczy, że celowo unika Pan rozgłosu i skupia się tylko na pracy?

Owszem, wolę być oceniany za to, co robię jako aktor. W tym zawodzie, moim zdaniem, prywatny szum może bardziej szkodzić niż pomagać. Chętnie udzielam wywiadów, o ile mam coś do powiedzenia.

Gra Pan niepokornego rycerza Guncela w „Koronie królów”. Jak do tego doszło?

Zaproszono mnie na casting. O ile dobrze pamiętam, choć mogę się mylić, gdyż minęło trochę czasu – do zagrania była scena między Bolkiem a Agnieszką z pierwszego sezonu. Niewiele brakowało, a być może nie brałbym udziału w tej produkcji, ponieważ terminy rozpoczęcia zdjęć pokrywały się ze spektaklami w jednym z teatrów. Całe szczęście, że koledzy aktorzy zgodzili się (i mogli) zamienić dni.
I dobrze zrobili, ponieważ za sprawą tej roli dał się Pan poznać aktorsko szerszej publiczności przed telewizorami, ale także w sieci, gdzie ciągle słyszy Pan lub czyta komplementy na swój temat. Lubi Pan tą swoją popularność? Spodziewał się Pan, że rola drugoplanowa da Panu aż taki rozgłos?
Nie odczuwam tej „popularności”. Komplementy są miłe. Jednak nie można tylko na ich podstawie budować swojej siły i wartości, ale owszem – dają jakieś delikatne zapewnienie o tym, że to jest dobry czas i miejsce dla mnie. Oczywiście, lepiej, jeśli to są komplementy dotyczące pracy, niż warunków fizycznych, ale te są też bardzo przyjemne. Komplement to komplement – ma być docenieniem!

Guncel to postać bardzo złożona. Nie wiemy prawie nic o jego przeszłości. Kim on jest w Pana aktorskich oczach?

To prawda, niewiele wiadomo o Guncelu. Wiemy, że jest wierny Bolkowi, że prowadzi dość hulaszczy tryb życia, no i że to dobry rycerz, z wieloma zasługami. Gdzieś nawet pojawiła się informacja, że sztuki szermierczej uczył się na dworze angielskiego króla. To facet silny, pewny siebie, momentami bardzo bezkompromisowy, ale kierujący się dobrem księstwa. Na sam jego charakter teraz mi nieco łatwiej spojrzeć, ponieważ już wiem, co się wydarzy do końca sezonu, ale na początku niejednokrotnie zaskakiwało mnie jego zachowanie, gdy dostawałem kolejne scenariusze. W moim odczuciu to skomplikowany facet, ale w gruncie rzeczy kierujący się bardzo prostymi zasadami, wierny instynktowi. Jest o tyle ciekawy, że trudno go wpisać w jakiś konkretny typ bohatera, a do tego dochodzi jego radykalna przemiana. Na początku był bardzo zerojedynkowy – jego oddanie Bolkowi było bezwzględne. Tak samo jego niepokorność, zaczepność, prowokowanie świata. Moim zdaniem, jedyne w czym widział sens i co dobrze znał, to właśnie ciągła walka. To trochę taki buntownik.
Optyka zmieniła się w momencie poznania Heleny, gdyż dla Guncela jedynym rodzajem bliskości, jaki uważał za odpowiedni była cielesna bliskość z kobietą. To znał i to rozumiał. Helena zrobiła przewrót w jego świecie. Nagle zaczęły się w nim budzić odruchy, których nigdy nie doświadczył. Nastąpiła w nim rewolucja. Zaczął dostrzegać, że świat to coś więcej niż on sam. Rozpoczął się proces, który trwa do końca życia. Być może, po prostu, opadły mury, którymi swój wewnętrzny świat i swoje emocje obudował. Zaskoczyło mnie parę razy tym, jak bardzo się zmienił i jak dojrzale potrafi podejść do Heleny i jej problemów. Miłość go zmieniła, a w gruncie rzeczy ocaliła, ponieważ przy jego straceńczym trybie życia – kto wie, ile by pożył.
Dla mnie Guncel, do czasu poznania Heleny jest niebezpiecznym, gdyż nieprzewidywalnym i działającym na granicy pewnych zasad, typem. Helena wprowadziła w nim nową przestrzeń. Ciekawe jest to, że on te przestrzeń zaakceptował i nawet chciał ją, mimo że często się w niej gubił. Miłość, to naprawdę niesamowita sprawa.


Rozmawiamy o Pana serialowej postaci, ale też jestem ciekawa Pana opinii na temat tego, jacy w ogóle byli mężczyźni w czasach Kazimierza Wielkiego? Potrafi Pan ich dookreślić? Co przeniósłby Pan z ich zachowania, cech charakteru do naszych czasów? 

Ciężko generalizować, ponieważ znaczna większość ukazanej historii w serialu kręci się wokół elit. Na pewno cechuje ich honor, siła, oddanie, poświęcenie, etyka, ale też i bezwzględność. No i są bardzo męscy, w archetypicznym sensie. Ja osobiście jestem często bardzo niezdecydowany, dlatego sobie przysposobiłbym te cechy, które zniwelowałyby tę moją słabość! Poza tym, myślę, że współcześnie mamy po prostu inne priorytety i inne cechy charakteru ulegają uwypukleniu u mężczyzn.

Wie Pan, że jest pewne grona fanów, które czeka właściwie tylko na wątki z Panem i Heleną? Powstają nawet krótkie filmiki o Was ze scenami lub kadrami z serialu. Jak Pan na to reaguje?  
Naprawdę? To teraz czuję presję! 

Ale to chyba przyjemna presja? Co przesądziło według Pana, że wątek Heleny i Guncela stał się ważniejszy od historii, która zeszła nieco na drugi plan?

Hmm…, ciężko mi to ocenić, ponieważ nie wiedziałem, że tak się dzieje!
Mogę za to powiedzieć, że serial to takie podglądactwo i wszyscy to lubimy, stąd się bierze duże zainteresowanie tego typu produkcjami. Podglądać Króla – super sprawa! W przypadku wątku Heleny i Guncela chodzi o to, o czym wszyscy marzymy: kochać i być kochanym. Element zmiany bohatera pod wpływem miłości, piękne i szczere uczucie, które jest w stanie przezwyciężyć trudy przeszłości, teraźniejszości, a i prawdopodobnie przyszłości. No i ten dramatyzm, napięcie, które towarzyszy ich relacji od początku. To ponadczasowe. 

Gra Pan postać historyczną. Jak to wpływa na Pana jako aktora – ta świadomość, że za Pana sprawą ożywa postać z czasów średniowiecza? 

Na tym polega moja praca, ożywiać. Po to to robię. Ale przyznaję, że jest to dla mnie fascynujące przeżycie i podchodzę do niego z zapałem! 

Aktora zawsze ocenia się przez pryzmat jego ról i to one nadają mu charakter w oczach widzów. A jakby Pan miał się określić w kilku słowach, co Pan by o sobie powiedział? 

Cóż, jest we mnie pewna dwoistość i całe życie balansuję między dwoma skrajnymi biegunami. Taki jestem i to wpływa na moją pracę. W szkole, w Łodzi usłyszałem, że mogę zagrać od Hamleta, po krowę, a potem żeby się w końcu określić, jakim typem jestem. A ja nie wiem, czy chcę być jakimś typem. Jakoś tak się złożyło, że często kierujemy wzrok na zachód i idąc tym tropem: mimo pewnych warunków, aktorzy dostają możliwość działania im na przekór i często wychodzą z tego najciekawsze role! Tego chcę i do tego mam predyspozycje – różnorodność. Zatem to jest słowo mnie określające.

Aktorstwo wielu widzom kojarzy się z ciekawym życiem, blichtrem i tzw. „bywaniem”. A jak jest z tym naprawdę? Jak wygląda dzień z życia aktora? 

Wielu ludziom zależy na „bywaniu”, innym nie. Sprawa indywidualna. Czasem trzeba.
Ciekawe życie… większość prowadzi bardzo ustatkowane życie, szuka spokoju.
Ja sobie cenię równowagę, samotność, rytuały. Mam za sobą burzliwy etap.
Dni są różne! Dzisiaj wieczorem gram spektakl. Do tego czasu planuję zaliczyć trening, zająć się sprawami biurokratycznymi i zadzwonić do brata.
Na zakończenie proszę powiedzieć moim czytelnikom, gdzie oprócz „Korony…” będzie można jeszcze Pana zobaczyć? Co nowego się szykuje? 

Póki nie mam potwierdzonych projektów na 100%, to nie mówię o nich. Na pewno będzie mnie można zobaczyć w małej roli w najnowszym filmie Lecha Majewskiego, do którego zdjęcia zakończyły się pod koniec zeszłego roku, i obecnie robię coś z pogranicza aktorstwa teatralnego i filmowego, ale mówić mi nie wolno... No i chciałbym wrócić do czynnego udziału w moim Stowarzyszeniu B.SIDES, gdzie szykuje nam się parę teatralnych projektów.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę wielu genialnych wyzwań zawodowych. 

Zdjęcia: TVP/Marcin Makowski
Rozmawiała 


Jesteście ciekawi, co słychać u innych aktorów biorących udział w "Koronie królów"? Jeśli tak, zapraszam na wywiady z: Martą Bryłą - serialową królową Anną, Aleksandrą Przesław - serialową królową Adelajdą oraz z królem Kazimierzem Wielkim, czyli Andrzejem Hausnerem. Dla wielbicieli serialowej pary ze Świdnicy mam też niespodziankę w postaci wywiadu z Dagmarą Bąk

1 komentarz:

  1. Fajny wywiad interesująca rozmowa Mateusz jest bardzo skromnym facetem który daleko zajdzie w zawodzie aktorskim.Powodzenia Mateusz trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń