Najnowsze

Anka Mrówczyńska: Powierzchownie jestem cicha, ale to, co dzieje się w mojej głowie, niejednego by ogłuszyło

Anka Mrówczyńska to alter ego kobiety na pozór zwyczajnej, ale jednak nie-zwyczajnej. Od kilku lat zmaga się ona z zaburzeniem znanym powszechnie jako borderline, o którym właściwie wiemy tak wiele, ale właściwie nie wiemy nic. Aby móc przybliżyć społeczeństwu tę przypadłość, postanowiła napisać książkę, a w zasadzie trzy książki o zmaganiu się ze swoim zaburzeniem. Na kartach „Młody bóg z pętlą na szyi” możemy przeczytać bez lukru, jak to jest być osobą z borderline, co ona czuje oraz jak reaguje na nią otoczenie oraz lekarze. Na portalu Kulturalne Rozmowy „Mrówka”, jak mówią o niej najbliżsi, opowiada o symptomach zaburzenia, o leczeniu oraz o emocjach z nim związanych. Zapraszam w niezwykłą podróż w głąb ludzkiej psychiki.   


Kim jest Anka Mrówczyńska?

Anka Mrówczyńska: Może nie każdy wie, ale Anka Mrówczyńska to mój pseudonim artystyczny. W dowodzie mam zupełnie inne imię i nazwisko. Podjęłam decyzję o nieujawnianiu swoich danych personalnych głównie ze względu na rodzinę, którą chcę chronić.
Anka Mrówczyńska to alter ego, które wyraża moje marzenia i ukryte pragnienia bycia twórczą artystką. Osoba, którą mam w dowodzie, pracuje, robi zakupy, gotuje. Jej życie jest prozaiczne i nudne. Natomiast Anka… Anka żyje tak, jak ja zawsze chciałam. Jest artystką, początkującą pisarką. Pisze i wydaje książki, jeździ na spotkania autorskie i rozdaje autografy.

Teraz jesteś młodym bogiem czy jednak masz pętlę na szyi?

Od lipca na szczęście jestem młodym bogiem, którego pętla jest odwieszona i czeka. Niestety, czeka. Skąd to wiem? Przez te wszystkie lata zdążyłam przyzwyczaić się do tej prawidłowości, że albo latam dziesięć centymetrów nad chodnikiem, albo nie potrafię podnieść się z łóżka, by pracować.

Na swoim profilu napisałaś o sobie takie słowa: „Jestem słowem. Jestem wolnością. Jestem ciszą". Co to właściwie znaczy?

Jestem słowem, ponieważ całe moje życie kręci się wokół pisania. Kiedyś wierszy, teraz prozy. Słowa i ich układanie w coraz to nowe kompozycje jest sensem mojego istnienia.
Jestem wolnością, gdyż moje ciało może być zniewolone, ale umysł na zawsze pozostanie nieskrępowany. Wolność jest dla mnie bardzo ważna i nie oddam jej za nic w świecie.
Jestem ciszą, ponieważ w ciszy znajduję swoje ukojenie. Jestem małomówna i lubię spokój. Jak głosi napis na jednej z moich ulubionych koszulek „Silent people have the loudest minds”. Tak właśnie uważam. Powierzchownie jestem cicha, ale to, co dzieje się w mojej głowie, niejednego by ogłuszyło.

Dlaczego podpisujesz swoje książki jako Anka, a nie Anna?

Wszystko zaczęło się od lutego 2007 roku i założenia bloga pod nazwą „Pisane łzami krwi”. Tak na marginesie, blog już nie istnieje, ale wydałam go jako e-book pod tytułem „Samobójstwo na raty”. Natomiast 12 listopada tego roku wyjdzie jego papierowa wersja.
Na samiuteńkim początku pisałam jako „autoagresja”, gdyż założeniem tego internetowego dziennika było ostrzeżenie innych przed piekłem samouszkodzeń. Jednak szybko stwierdziłam, że nie chcę identyfikować się z problemem, który ciągnie się za mną od lat. Dlatego zaczęłam myśleć nad inną nazwą autora. Nieco wcześniej odwrócił się ode mnie najlepszy przyjaciel, który był zafascynowany mrówkami. Z tęsknoty za nim nazwałam siebie mrówką.
Po jakimś czasie stwierdziłam, że skoro tak długo już prowadzę bloga, dobrze byłoby „stać się człowiekiem”. Od mrówki utworzyłam nazwisko Mrówczyńska. Długo myślałam nad imieniem. Aż w końcu zdecydowałam się na Ankę. Dlaczego akurat zgrubienie? Odpowiedź jest prosta – podoba mi się – w przeciwieństwie do pełnego imienia Anna.

Cykl „Młody bóg z pętla na szyi” składa się z 3 tomów. Czy od początku zakładałaś, że historia będzie tryptykiem? Jaka jest w ogóle geneza książki?

Nie, nie zakładałam, że dam radę napisać więcej niż jedną część. Ba! Myślałam, że nie ukończę nawet „Psychiatryka”. Na pomysł napisania książki o swoich problemach wpadłam podczas prób rozpoczęcia leczenia, po uzyskaniu diagnozy osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline. To był rok 2014. Odbijałam się od drzwi do drzwi, próbując podjąć terapię. Byłam w tak fatalnym stanie, że postanowiłam zgłosić się do psychologa w Centrum Interwencji Kryzysowej. Podczas spotkań  z panią psycholog zamarzyło mi się napisanie książki o swojej drodze od prób podjęcia leczenia do wyleczenia. Wtedy jeszcze – choć niby miałam tę wiedzę – nie byłam tak naprawdę świadoma, jak długa jest ta droga. Miałam już tytuł – „Młody bóg z pętlą na szyi”. Trzeba tylko było zacząć pisać…
Robiłam notatki, jednak bez przekonania. Rozpoczęłam terapię na Oddziale Dziennym Leczenia Nerwic. Stamtąd zostałam przeniesiona po kilku dniach na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. I to wtedy zaczęłam tak naprawdę pisać „Psychiatryk”.
Kiedy udało mi się go wydać i zobaczyłam, że zgodnie z moimi przewidywaniami, książka wzbudziła zainteresowanie, postanowiłam zabrać się za kolejne części.


Dla kogo i do kogo skierowany jest „Tryptyk”?

Przede wszystkim do specjalistów i ludzi mających w swoim otoczeniu osoby zaburzone. Dlaczego nie wymieniłam w pierwszej kolejności samych zainteresowanych? Odpowiedź jest prosta, gdyż ten dziennik jest przesiąknięty cierpieniem, bólem, autoagresją, autodestrukcją i dążeniem do samounicestwienia. Co prawda motywem przewodnim jest chęć wyleczenia się i normalnego życia, jednak droga do jako takiej stabilności była bardzo trudna i wyboista.
Myślę, że specjaliści wyciągną z niej dużo wniosków, gdyż podczas pisania skupiałam się, aby jak najwierniej oddać to, co myślę, czuję, jak interpretuję rzeczywistość czy rozmowy z psychologami, psychiatrami. Zależało mi na tym, aby Czytelnik mógł „wejść w moją skórę”, aby miał szansę zrozumieć mój sposób myślenia i odczuwania. Jest w tej książce sporo uwag, które, oczywiście, nie zostawały wypowiadane na głos w gabinetach. Te didaskalia mogą wskazać, jakie błędy popełniają specjaliści, używając obiegowych sformułowań, jak „z czym pani przychodzi?”. Jestem przekonana, że wielu z nich nie ma pojęcia i nie domyśliłoby się, że czasem wypowiadane przez nich słowa, mogą kogoś zrazić do leczenia i szukania pomocy.
Jeśli chodzi o bliskich osób z zaburzeniami, mogą oni przekonać się, z jak nadwrażliwymi osobami mają do czynienia. Mają szansę zrozumieć ich, często niezrozumiałe dla ogółu, zachowania i reakcje.
„Tryptyk” będzie również dobrą lekturą dla samych osób z pogranicza i z innymi zaburzeniami. Jednak radziłabym ostrożność i powstrzymanie się od czytania w trakcie negatywnych stanów emocjonalnych, gdyż wtedy – oczywiście, dużo zależy od konstrukcji psychiki danej osoby – kryzys może się pogłębić.

Po co powstają takie historie? Po co w ogóle pisze się autobiografie?

Myślę, że to zależy od autora. Jeśli ktoś jest sławny, ludzie chcą wiedzieć, jakie miał życie. Co doprowadziło do tego, że jest w tym, a nie innym punkcie życia. Powód napisania autobiografii np. przez celebrytę jest według mnie prozaiczny – pieniądze.
Natomiast jeśli chodzi o osoby mojego pokroju, czyli nieznane... Mogę mówić tylko w swoim imieniu. Moim celem było pokazanie, jak wygląda życie wewnętrzne i funkcjonowanie w społeczeństwie osoby z cierpiącej na borderline. Poza tym jestem emocjonalną ekshibicjonistką i – szczerze mówiąc – świadomość, że ktoś zapoznaje się z moją historią, łechce moje ego (śmiech).

Dlaczego zdecydowałaś się opowiedzieć tę trudną historię? Czy to autoterapia, oczyszczenie umysłu, akt desperacji i wołania o pomoc, a może jeszcze coś innego Tobą powodowało?

Początkowo była to czysta autoterapia, ponieważ wydawało mi się, że nikt nie wyda mojej historii. Uważałam, że nikogo ona nie zainteresuje, a ja nie potrafię pisać. Choć z drugiej strony miałam nadzieję, że uda mi się wydać już pierwszą część, czyli „Psychiatryk” i zapełni on pewną niszę na polskim rynku wydawniczym. Z czasem okazało się, że książka została bardzo dobrze przyjęta nie tylko przez osoby zaburzone i ich bliskich, ale również przez profesjonalne środowisko psychologiczno-psychiatryczne.
W czasopismach branżowych zaczęły pojawiać się recenzje i rekomendacje dla „Psychiatryka”, co dodało mi skrzydeł, utwierdziło w przekonaniu, że to co robię, ma sens i dodało sił do napisania kolejnych książek autobiograficznych.

Kim jest bohaterka Twojej powieści?

Bohaterką moich powieści autobiograficznych jestem ja sama. W skali jeden do jednego. Bez ściemniania, bez wybielania się i kłamania. Jestem w rzeczywistości taka sama jak Anka, bohaterka moich książek.

Kto zazwyczaj choruje na zaburzenia osobowości? Od czego się zaczyna?

Na to nie ma prostej odpowiedzi. To tak jakby w obecnych czasach zapytać, kto częściej choruje na nowotwory. Wiadomo, są pewne predyspozycje, czynniki ryzyka, ale tak naprawdę może to spotkać każdego.
Profesor Marsha Linehan – światowej sławy badaczka osobowości z pogranicza (również cierpiąca na to zaburzenie) – stworzyła w latach 80. teorię, zgodnie z którą występowanie borderline uwarunkowane jest biospołecznie. Co to oznacza w praktyce? Pewne cechy, które predysponują do tego zaburzenia są dziedziczone za pomocą genów. Chodzi tu m.in. o impulsywność, agresję, nietolerancję frustracji.
Mózg osób cierpiących na BPD ma nieco inną budowę niż osób zdrowych. Weźmy dla przykładu ciało migdałowate, które jest bardzo prymitywną strukturą i odpowiada za regulację emocji. U osób z osobowością z pogranicza jest ono mniejsze i jednocześnie nadaktywne w porównaniu z ogółem populacji. Skutkuje to tym, że doświadczamy emocji intensywniej, mamy nad nimi mniejszą kontrolę i dłużej dochodzimy do stanu wyjściowego. Trudniej jest się nam uspokoić niż osobom zdrowym.
Z kolei hipokamp odpowiada za przetwarzanie informacji i ich przenoszenie z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej, za pamięć przestrzenną oraz proces uczenia się i łączenie analizowanych danych z reakcjami emocjonalnymi. Nadaktywność hipokampu u osób z osobowością z pogranicza sprawia, że częściej źle interpretują bodźce i postrzegają otoczenie jako zagrażające.
Jeśli chodzi o przyczyny społeczne, jest to przede wszystkim unieważniające środowisko, czyli takie, które zaprzecza, trywializuje czy karze komunikaty dotyczące emocji i osobistych przeżyć jednostki. W takim środowisku emocje dziecka nie są prawidłowo rozpoznawane i nazywane, za to są lekceważone czy unieważniane właśnie. Rodzice uważają i przekazują dziecku informację, że jego emocje – szczególnie te negatywne – nie mają racji bytu i nie powinny być spontanicznie wyrażane, przez co nie uczy się ono ich rozpoznawania, regulacji i adekwatnej reakcji na nie. Tacy opiekunowie często ignorują reakcje emocjonalne dziecka do czasu, gdy stają się one ekstremalnie silne. To z kolei sprawia, że zaczyna ono oscylować między skrajnymi reakcjami.

Jak widzi i patrzy na świat oraz ludzi osoba z borderline?

Tu nie ma prostej odpowiedzi. Borderline występuje w 256 kombinacjach. Bierze się to stąd, że istnieje dziewięć kryteriów diagnostycznych, z których trzeba spełniać przynajmniej pięć, by zdiagnozować to zaburzenie. Jak więc widać, nie da się tak po prostu odpowiedzieć na pytanie, jaka jest osoba cierpiąca na BPD. Może być nieporadna życiowo lub świetnie sobie radzić. Może nie potrafić utrzymać pracy lub robić karierę. Może być nieśmiała lub duszą towarzystwa. To wszystko zależy od tego, jaki ma charakter oraz jakie kryteria diagnostyczne spełnia.
Mogę powiedzieć na swoim przykładzie. Gdy czuję się dobrze, świat jest piękny, bajkowy, wyjątkowy i patrzę na niego przez różowe okulary. Gdy jest źle, ten sam świat staje się zagrażający, nieprzyjazny, agresywny, próbuje wtargnąć w moje wnętrze.
Podobnie jest z ludźmi. W dobrych okresach uśmiecham się do nich na ulicy, mówię „na zdrowie”, gdy ktoś kichnie, „smacznego”, gdy widzę jedzącego, chętnie żartuję i zagaduję. Natomiast w czasie dekompensacji depresyjnej boję się ich i unikam.


Dlaczego tak wiele osób we współczesnym świecie boryka się z zaburzeniami osobowości? 

Tempo życia, niewiedza rodziców, brak czasu dla dzieci, niesprzyjające warunki dla osób wysoce wrażliwych – powodów jest wiele.
Inną kwestią jest to, że – mimo stygmatyzacji i wstydu – coraz więcej osób zgłasza się do specjalistów, a co za tym idzie, więcej osób zaburzonych jest diagnozowanych. Jednak wciąż zbyt mało. Moim marzeniem jest, by każda cierpiąca z powodów psychicznych osoba mogła znaleźć profesjonalną pomoc i wsparcie.

Czym charakteryzuje się borderline? Jak rozpoznać pierwsze symptomy? Jak rozpoznać osobę z borderline?

Zaburzenie osobowości borderline, jak również inne zaburzenia osobowości, można zdiagnozować najwcześniej u młodych dorosłych. Wynika to z faktu, że w okresie nastoletnim osobowość wciąż się rozwija. Możemy tu mówić na przykład o rozwijaniu się osobowości w kierunku borderline lub na przykład zaburzeniach zachowania i o tym należy pamiętać.
Borderline charakteryzuje się przede wszystkim niestabilnościami: obrazu własnej osoby, związków interpersonalnych oraz emocjonalną.
Tak naprawdę często trudno rozpoznać osobę cierpiącą na pograniczne zaburzenie osobowości, gdyż z obawy przed stygmatyzacją i odrzuceniem, często ukrywa ona swoje problemy przed innymi.
A tak na marginesie, po co szufladkować ludzi? Czyż nie lepiej oceniać ludzi po tym, jacy są, a nie po diagnozach?

Czego nie robić przy osobie chorej na borderline? Jak się zachowywać? Jakie emocje ukrywać czy pokazywać?  

Przede wszystkim chciałabym uściślić jedną kwestię. Borderline nie jest chorobą psychiczną, a zaburzeniem osobowości. Chorobą psychiczną określamy m.in. schizofrenię czy ChAD (chorobę afektywną dwubiegunową). Natomiast zaburzenia osobowości dotyczą zaburzonej struktury osobowości człowieka. Są to trwałe cechy charakterologiczne oraz wzorce postępowania, które utrudniają (a niekiedy wręcz uniemożliwiają) życie rodzinne, zawodowe czy ogólnie funkcjonowanie w społeczeństwie.
A wracając do pytania… Przede wszystkim, zachowywać się normalnie. Osoby z borderline mają dobrze rozwiniętą empatię emocjonalną, co oznacza, że świetnie czują emocje innych, a nawet je przejmują. Czasem do tego stopnia, że nie wiedzą, czy dane emocje są ich czy tej drugiej osoby. Szybko więc wyczuwają, że coś jest nie tak. Natomiast empatia kognitywna jest niewykształcona, co oznacza, że nie potrafią interpretować racjonalnie emocji pojawiających się u innych. Dlatego, mając do czynienia z osobą zaburzoną, powinno się mówić o swoich emocjach otwarcie i wprost. Nie ma dobrych i złych emocji. Wszystkie są potrzebne i wszystkie należy wyrażać. Na przykład złość może świadczyć o tym, że ktoś przekracza nasze granice.
À propos granic… Dla dobra zaburzonego, a przede wszystkim siebie samego, należy wyznaczać jasne granice i pilnować, by osoba chwiejna emocjonalnie ich nie przekraczała. Mamy tendencję do testowania granic innych i pozwolenie nam na to, nie kończy się dobrze. Także dla własnego komfortu i zdrowia psychicznego wyznaczajcie granice i nie pozwalajcie ich przekraczać. Osoba zaburzona może początkowo się buntować przeciwko temu, jednak pamiętajcie, że robicie to dla dobra Was obojga.
A czego nie robić? Nie podsycać lęków, czyli na przykład nie straszyć odejściem. Oraz, co ważne, nie unieważniać jej emocji. Gdy mówi, że jej smutno, jest zła, cierpi, nie komentować tego w taki sposób, by poczuła się, że jej emocje nie mają prawa bytu lub nie są normalne. Sformułowania typu „histeryzujesz”, „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „weź się w garść” sprawiają, że osoba ta czuje się jak w dzieciństwie, gdy unieważniano jej emocje, co z kolei przecież (między innymi) wpłynęło na rozwinięcie się u niej tego zaburzenia.

Jakie cechy osobowości występują u osób chorych na borderline?

Osoby cierpiące na borderline mają problemy na trzech płaszczyznach: tożsamościowej, regulacji emocji oraz relacji społecznych.
Według klasyfikacji ICD-10, do zdiagnozowania osobowości chwiejnej emocjonalnie typu borderline (F60.31), muszą występować co najmniej trzy spośród wymienionych cech:

- niejasności dotyczące obrazu własnej osoby,
- brak precyzyjnych celów i preferencji (również seksualnych),
- angażowanie się w intensywne, niestabilne związki prowadzące do kryzysów emocjonalnych,
- próby uniknięcia potencjalnego porzucenia,
- groźby lub działania samobójcze i samouszkadzające,
- stałe uczucie pustki wewnętrznej.
Natomiast zgodnie z klasyfikacją DSM-IV, osobowość z pogranicza diagnozuje się, gdy występuje przynajmniej pięć objawów z poniżej wymienionych:

- podejmowanie rozpaczliwych wysiłków w celu zapobieżenia porzuceniu realnemu lub wyimaginowanemu,
- niestałe, ale intensywne związki interpersonalne (krańcowe idealizowanie lub dewaluowanie),
- zaburzenia tożsamości – utrwalony i wyraźnie zaburzony, zniekształcony lub niestabilny obraz własnej osoby, lub poczucia własnej wartości,
- impulsywność w co najmniej dwóch obszarach stanowiących potencjalne zagrożenie dla samego siebie (życie seksualne, wydawanie pieniędzy, używanie substancji psychoaktywnych, ryzykowne prowadzenie samochodu, napadowe objadanie się),
- nawracające zachowania samobójcze, próby lub groźby samobójcze, dokonywanie samookaleczeń,
niestabilność emocjonalna wywołana nadmierną reaktywnością nastroju,
- przewlekłe uczucie pustki,
- nieadekwatny do sytuacji silny gniew lub brak kontroli nad wybuchami gniewu,
- przemijające, związane ze stresem myśli o charakterze paranoidalnym lub zaznaczone objawy dysocjacyjne.

Jeśli chodzi o inne często występujące cechy oraz objawy, to na pewno jest to wybuchowość, niestabilność emocjonalna, impulsywność, nieodporność na frustrację, myślenie dychotomiczne (istnieją tylko skrajności, coś jest albo czarne, albo białe, nie ma szarości), często wysoka wrażliwość, wysoko rozwinięta empatia emocjonalna, przy jednoczesnym słabym rozwinięciu empatii kognitywnej oraz dojrzałości i inteligencji emocjonalnej, nadmierna czujność względem otoczenia, które wydaje się zagrażające i wrogie, lękliwość, poczucie wewnętrznego chaosu lub/i chronicznej pustki, silne konflikty wewnętrzne m.in. na linii potrzeba bliskości – lęk przed nią (spowodowany obawami, że druga osoba nas „pochłonie” oraz/lub że nas opuści) lub na linii autonomia – zależność.


Borderline. Jak żyć z tym zaburzeniem?

Najnormalniej, jak tylko się da! Przede wszystkim ŻYĆ i BYĆ SOBĄ. No dobrze, w tym momencie osoba chwiejna emocjonalna powie „ona gada głupoty, przecież ja nie wiem, kim jestem”, co będzie uzasadnione, ponieważ ludzie z osobowością z pogranicza nie mają stabilnego obrazu siebie i często przechodzą kryzysy tożsamościowe. A ja odpowiem: wiem, znam ten ból. I tu przechodzimy do kolejnego punktu: terapia. Naprawdę, gorąco namawiam do podjęcia leczenia. Psychoterapia u dobrego i doświadczonego terapeuty pomaga odkryć, kim jesteśmy, czego pragniemy, potrzebujemy, jakie mamy cele i marzenia. U obecnego terapeuty leczę się cztery i pół roku i wciąż zdarza się, że mam fałszywy obraz własnej osoby. Mam duże tendencje do utożsamiania się ze swoją zaburzoną częścią i wydaje mi się, że prawdziwa ja to ta, która się okalecza, cierpi i próbuje zabić. Jednak mój terapeuta wciąż niezmiennie wyprowadza mnie z tego błędnego założenia. Dzięki temu mogę stwierdzić, że często jestem szczęśliwa i spełniam swoje marzenia. Realizuję się.
I jeszcze jedno, pamiętajcie, proszę, że przede wszystkim i w pierwszej kolejności jesteśmy sobą, taką, a nie inną osobą, a nie diagnozą. Nie utożsamiajmy się z nią, gdyż to tylko zestaw objawów determinujący co najwyżej schematy zachowań, reakcji emocjonalnych i myśli. Natomiast nie jesteśmy to my jako osoby. To nie jest istota naszej tożsamości i tego, kim jesteśmy.

Jak żyć z osobą z borderline?

Oj, to chyba raczej pytanie do mojego narzeczonego (śmiech).

Gdzie osoba z borderline szuka akceptacji? 

Oczywiście znów podkreślę, że mogę wypowiadać się tylko w swoim imieniu, ale jestem pewna, że część osób zaburzonych podpisze się pod moimi słowami.
Ja szukam akceptacji zawsze, wszędzie i u wszystkich. Jest dla mnie niezmierne ważne, żeby każdy mnie akceptował, nie krytykował. Nawet jeśli chodzi o panią w sklepie, czuję potrzebę bycia lubianą przez nią. Wynika to z niezaspokojenia w dzieciństwie potrzeby bycia akceptowanym takim, jakim się jest.

Czy Polacy są tolerancyjni?

Jeśli chodzi o tolerancyjność Polaków… Przede wszystkim zdecydowana większość ogółu nigdy nie słyszała terminu „borderline” i nie ma o nim pojęcia. Dlatego uważam, że należy edukować społeczeństwo, gdyż mniej więcej 1-5% ogółu (w zależności od różnych badań) spełnia kryteria diagnostyczne BPD.
Drugą sprawą jest fakt, że, szczególnie w Internecie, jesteśmy bardzo stygmatyzowani, zazwyczaj przez byłych partnerów/partnerki. Krążą obiegowe opinie, że jesteśmy psychopatami, socjopatami, a nawet mówi się o nas bordercy (skojarzenie ze słowem mordercy jest trafne). To bardzo krzywdzące stereotypy, które sprawiają, że ludzie wykluczają nas, odsuwają się od nas. Owszem, krzywdzimy, ale rzadko intencjonalnie. A potem mamy ogromne poczucie winy i jesteśmy dla siebie najsroższymi krytykami. Także apeluję, drodzy rodacy, więcej wiedzy i więcej akceptacji.

Na czym polega diagnoza i leczenie osoby z zaburzeniami osobowości?

Diagnozowanie zaburzeń osobowości polega na przeprowadzeniu testów diagnostycznych i na obszernym, rzetelnym wywiadzie. Na początek najlepiej udać się do psychiatry, który zaleci dalsze postępowanie i przeprowadzenie ww. testów. Warto również udać się do diagnosty. Sama otrzymałam diagnozę po blisko sześciotygodniowym pobycie na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego, gdzie trafiłam z rozpoznaniem epizodu depresji umiarkowanej. Przed hospitalizacją otrzymałam kilka wstępnych diagnoz osobowości chwiejnej emocjonalnie, które się potwierdziły.
Wielu specjalistów nie stawia diagnozy borderline, gdyż uważana jest ona za stygmatyzację, łatkę zarezerwowaną dla „najtrudniejszych” pacjentów. Osobiście uważam to za błąd. Jak można skutecznie się leczyć, nie wiedząc, co ci dolega? To tak, jakby onkolog bagatelizował stan osoby chorującej na nowotwór i zamiast raka, zdiagnozował zwykłe zapalenie. Skuteczne leczenie możliwe jest po uzyskaniu trafnej, rzetelnej diagnozy. Sama po sobie wiem, że jest ważne, by wiedzieć, z czym ma się do czynienia. W roku 2008 po obserwacji na oddziale zamkniętym spowodowanej próbą samobójczą przez powieszenie zdiagnozowano u mnie bierno-agresywne zaburzenie osobowości. Podobno rozważano postawienie diagnozy osobowości chwiejnej emocjonalnie, jednak ostatecznie się z tego wycofano. Skutki takiego obrotu spraw były dwa.
Po pierwsze skoro specjaliści zbagatelizowali moje problemy, zrobiłam to również ja. Skoro cierpiałam jedynie na bierną agresję, która objawia się np. niewyrażaniem negatywnych emocji wprost, tylko w zakamuflowany, okrężny sposób, jak uporczywe milczenie, obrażanie się, wycofywanie z relacji, stwierdziłam, że nie potrzebuję leczenia, mimo iż w wypisie zalecono mi psychoterapię.
Po drugie, straciłam niejako zaufanie do specjalistów, ponieważ czułam, że bierna agresja to nie jest mój najpoważniejszy problem. W końcu byłam po kilku próbach samobójczych. Nieustannie cierpiałam. Nie wiedziałam, kim jestem. Odczuwałam pustkę, której nie dało się niczym zapełnić. Działałam impulsywnie. Nadużywałam leków i alkoholu. Okaleczałam się. Te wszystkie objawy powodowały, że podejrzewałam u siebie borderline, a sprowadzenie moich problemów do zaburzenia pasywno-agresywnego sprawiło, że poczułam się jak hipochondryczka, która się nad sobą użala i wmawia sobie problemy. A to z kolei pchało mnie coraz bardziej w stronę zagubienia, autodestrukcji i samobójstwa.
Także gorąco namawiam specjalistów, by stawiali jasne i trafne diagnozy, gdyż to nie one są problemem, tylko ich stygmatyzacja. I zamiast unikania tej diagnozy, powinniśmy się skupić na edukowaniu społeczeństwa.
Leczenie zaburzeń osobowości polega przede wszystkim na długoterminowej psychoterapii indywidualnej. A w razie potrzeby – pomocniczo – lekarz psychiatra może zalecić farmakoterapię. W przypadku borderline najczęściej stosowane leki to antydepresanty, stabilizatory nastroju, leki przeciwpsychotyczne i uspokajające.
Jeśli chodzi o psychoterapię, jest to najważniejszy element leczenia zaburzeń. Bardzo ważne jest, aby znaleźć odpowiedniego, doświadczonego w pracy z tym zaburzeniem i certyfikowanego terapeutę, który podlega stałej superwizji. Aby psychoterapia była skuteczna, musimy tę osobę obdarzyć zaufaniem, inaczej nie będziemy w stanie wystarczająco się otworzyć, by wpuścić tego specjalistę do naszego życia wewnętrznego, co jest konieczne dla uzyskania zadowalających efektów terapii.
Do wyboru mamy różne nurty psychoterapeutyczne, m.in. psychodynamiczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny, schematów czy – stworzony specjalnie na potrzeby osób chwiejnych emocjonalnie – dialektyczno-behawioralny. Ten ostatni jest podobno najskuteczniejszy w przypadku borderline, jednak w Polsce wciąż mało popularny. Jego propagowaniem zajmuje się m.in. Polskie Towarzystwo Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT), które organizuje również szkolenia dla terapeutów oraz bezpłatne programy wsparcia dla rodzin i bliskich osób zaburzonych.

Gdzie takie osoby powinny szukać pomocy?

Chciałabym powiedzieć, że w Poradniach Zdrowia Psychicznego, za darmo, na NFZ. Jednak rzeczywistość nie nastraja optymistycznie. Na samą wizytę u psychiatry czeka się zazwyczaj od kilku tygodni do kilku miesięcy (w moim przypadku, w roku 2014 były to prawie trzy miesiące). Dopiero lekarz może wystawić skierowanie na psychoterapię, na którą czeka się jeszcze dłużej (kiedy pięć lat temu dowiadywałam się o terminy w moim mieście – a dzwoniłam do różnych poradni – był to zazwyczaj rok lub dłużej). Warto jednak sprawdzić, czy w danej PZP (Poradnia Zdrowia Psychicznego) honorują skierowania na psychoterapię od lekarza pierwszego kontaktu, ponieważ takie informacje do mnie docierają. Kiedy ja próbowałam podjąć terapię na NFZ, niestety, nigdzie nie uznawali takiego skierowania.
Ograniczeniami w terapii na Fundusz Zdrowia jest na pewno to, że często jest ona niewystarczająco długa, spotkania są zbyt rzadkie, a możliwości wyboru terapeuty i nurtu terapeutycznego ograniczone.
Oczywiście najlepiej i najszybciej jest uzyskać pomoc u prywatnego, sprawdzonego psychoterapeuty.
Należy pamiętać, że w razie kryzysu, zawsze można zgłosić się na Izbę Przyjęć do szpitala psychiatrycznego (tu radziłabym najpierw poczytać opinie o konkretnych szpitalach, gdyż są one naprawdę bardzo różne, a pobyty w niektórych mogą jeszcze pogorszyć stan osoby zaburzonej).
Inną opcją w przypadku kryzysu jest Centrum lub Ośrodek Interwencji Kryzysowej, gdzie możemy za darmo otrzymać pomoc psychologiczną, terapeutyczną, psychiatryczną, a nawet prawniczą. Sama korzystałam z pomocy psychologa w takim Centrum, zanim doczekałam się wizyty u psychiatry i nie ukrywam, że te spotkania uratowały mi życie.
Do dyspozycji mamy również różne stowarzyszenia, fundacje czy telefony zaufania, na które namiary można znaleźć w Internecie.
Należy również wspomnieć, że nawet 10% osób ze zdiagnozowaną osobowością chwiejną emocjonalnie typu borderline, umiera śmiercią samobójczą. Także naprawdę, nie lekceważmy tego. Jeśli podejrzewasz to zaburzenie u siebie lub kogoś z Twoich bliskich, koniecznie skontaktuj się ze specjalistą.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych poczynaniach pisarskich. 

A ja dziękuję za zaproszenie. Na koniec chciałabym dodać, że nie posiadam wykształcenia psychologicznego ani psychiatrycznego. Odpowiedzi na zadane pytania bazują na mojej, zdobytej samodzielnie, wiedzy i doświadczeniu.

Rozmawiała

2 komentarze:

  1. Dzień dobry.
    Bardzo dobry wywiad. Bardzo zrównoważone podejście autorki do swojego zaburzenia, wyczerpujące informacje. Ja jeszcze dodaję jeśli chodzi o leczenie borderline psychoedukację. Moim zdaniem podstawa dochodzenia do porozumienia ze sobą i światem zasadza się na wiedzy na temat ludzkich potrzeb i emocji. Przeszłam cykl takich warsztatów i treningów i to przyznam mocno pchnęło mnie w stronę zdrowia.

    Ja diagnozę borderline otrzymałam w 2000 roku. Ale leczyć zaczęłam się w 2006 roku. Od tego czasu przeszłam 4 lata terapii w nurcie psychoanalitycznym, 2 lata terapii w nurcie poznawczo-behawioralnym i w międzyczasie właśnie wspomniany cykl warsztatów i treningów psychoedukacyjnych. Byłam też wielokrotnie hospitalizowana i leczona farmakologicznie.

    Obecnie jedynie sporadycznie korzystam ze wsparcia terapeutki kryzysowej ale ma to związek z ChAD - Chorobą afektywną dwubiegunową, którą zdiagnozowano u mnie w 2013 roku albo po prostu z różnymi kryzysami sytuacyjnymi, np. stres w pracy, rozstanie z chłopakiem, etc.

    By zrozumieć lepiej tę chorobę dwa lata temu skorzystałam z rocznej psychoedukacji, polegającej na indywidualnej pracy z psychologiem i uczeniu się o ChAD i higienie zdrowia psychicznego. Dzięki temu w efekcie po raz pierwszy uzyskałam remisję, co wcześniej było w ogóle nieosiągalne.

    W 2017 przeszłam ponowną poszerzoną i pogłębioną psychologiczną diagnostykę pod kątem zaburzeń osobowości (w tym borderline), następnie, dla upewnienia się powtórzyłam ją w 2018. Oba badania nie wykazały już spełniania kryteriów zaburzenia osobowości borderline ani innego zaburzenia osobowości.

    Przez 24 lata swojego życia chorowałam też na bulimię. Od dwóch lat nie mam żadnych objawów zaburzeń odżywiania. Jest to także wynikiem mojej pracy, szczególnie w obszarze relacji z moją mamą. Bardzo wymowne, bo jako niemowlęta jesteśmy zupełnie zależni od matki i jej pokarmu.

    Przez długi czas mojego życia wszystkie wymienione wyżej diagnozy figurowały obok siebie na moich wypisach szpitalnych, kartach pacjenta i… w moim życiu. Dzisiaj mogę wreszcie powiedzieć, że jestem wolnym człowiekiem. Dzisiaj słowo wolność ma dla szczególne znaczenie. To tak trochę o moich doświadczeniach z borderline i nie tylko. :)

    Serdecznie pozdrawiam,
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo,
    Wzruszyło mnie to co napisałaś. Poczucie wolności jest niezwykle ważne i sama pamiętam kiedy ja poczułam się prawdziwie wolna. To było wyzwalające. Wysyłam do Ciebie dużo ciepła, trzymam kciuki i przytulam :) Martyna

    OdpowiedzUsuń