Najnowsze

Basia Gąsienica-Giewont: Turnau powiedział, że będę artystką

Basia Gąsienica-Giewont – góralka z krwi i kości. Jak nikt potrafi – czasem nawet z narażeniem życia albo ryzykując wiele – walczyć o swoje marzenia. Nie boi się wyzwań, a do wszystkiego podchodzi z ogromnym entuzjazmem. Karierę artystyczną wywróżył jej Grzegorz Turnau, gdy miała zaledwie 3 latka. Artystka to czynny kryminolog oraz aktorka musicalowa z zawodu, a także dyplomowana śpiewaczka operowa. Ostatnio widzowie mogą ją zobaczyć m.in. w niezwykłym musicalu Teatru Roma pt. „Aida”. Dla portalu Kulturalne Rozmowy znalazła chwilę, aby opowiedzieć o początkach kariery, o niezwykłej drodze artystycznej oraz planach na przyszłość. 

fot. Fotometryka
Kim jest Basia prywatnie i zawodowo? Przedstaw się proszę tym, którzy być może jeszcze nie wiedzą o Tobie zbyt wiele. 

Basia Gąsienica-Giewont: Basia jest góralką z Zakopanego kochającą scenę, zwierzęta, kryminalne historie i podróże. Ma najlepszą na świecie rodzinę. Mamę Anioła, Tatę kompletnie oddanego dzieciom, niesamowitą siostrę Agnieszkę, która ma wspaniałe córki i zupełnie wyjątkową siostrę Kasię z jej dwoma najpiękniejszymi synami. Ma świetnych szwagrów. Przyjaciółki, na które zawsze może liczyć i te jedną najbliższą Marysię. Ukochaną suczkę Fifi – adopcyjne światełko.
Szczęściara jednym słowem, a szczęście nie do końca się sprzedaje, a przynajmniej nie komercyjnie.
Jest wokalistką po Krakowskiej Akademii Muzycznej. Magistrem z dyplomem Uniwersytetu Warszawskiego.
Aktorką musicalową, wokalistką i kryminologiem. Jest kręconowłosą wariatką z ogromnymi pokładami energii. Nieco niecierpliwą, ale szczerą 50-cio kg kobitką (śmiech).
Czasami powinna się ugryźć w język, ale woli najgorszą prawdę niż sztuczny uśmiech. Uwielbia sushi – nic nie jest wtedy ważne. Nie odmówi także kuchni włoskiej.
Kocha roślinki. Oj, kwiatki mile widziane (śmiech).
Zawodowo wieczorami pokazuję się na scenach teatrów muzycznych – obecnie można ją zobaczyć
w Teatrze Muzycznym Roma w roli Aidy, oraz w Warszawskim Teatrze Capitol w roli Prymuski
w spektaklu „Wanna Archimedesa”.
W ciągu dnia pracuje w Ośrodku Badań Handlu Ludźmi na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, z czego czerpie nieopisaną satysfakcję.

Co to znaczy, że szczęście nie do końca się sprzedaje? 

Miałam w swoim życiu epizody z różnymi talent show. Nie jest to chyba tajemnicą, że przed takim programem musisz podpisać umowę. W dokumencie, który otrzymujesz jest pytanie o jakieś Twoje nieszczęście życiowe, przykre sytuacje. To dobrze działa w telewizji. Każdy ich doświadczył – ja też, ale nie chcę żyć tymi wszystkimi złymi i smutnymi historiami. Piętrzenie w sobie przykrych rzeczy nie daje radości życia.
Zatem już nieraz doświadczyłam sytuacji, w której gdybym opowiedziała o tym, co przykre mnie
w życiu spotkało, to może byłabym dalej. Wiele programów telewizyjnych bazuje na historii Twojego życia. Poza tym ludzie, widzowie, mają skłonność do przyjmowania takich historii z entuzjazmem, doznają wtedy czegoś takiego jak katharsis. Oczyszczają się, oglądając smutki i tragedie innych. To nie jest jakiś zarzut absolutnie. Podobne zjawisko istnieje na całym świecie. Jesteśmy tylko ludźmi.

Na swoim profilu na Instagramie napisałaś, że jesteś też kryminologiem. Trochę już o tym wspomniałaś, ale wyjaśnij dokładnie, o co chodzi? 

Miałam 14 lat i jechałam z Tatą samochodem do Krakowa. Wtedy powiedziałam mu, że będę kryminologiem. Spełniłam marzenie, ponieważ po to mamy siłę i zdolności do nauki, żeby z tego
w pełni korzystać. Jestem więc kryminologiem pracującym w zawodzie.

Serio? Co najbardziej lubisz w tej swojej „zwyczajnej” pracy? 

Ta praca jest dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym. Od dziecka byłam artystką i przebywałam z artystami. Teraz spotykam ludzi nauki, badaczy, czyli ludzi mocno stąpających po ziemi, chętnych do udowodnienia zła, ale też dobra. Jeden z najważniejszych ludzi w moim życiu powiedział mi przed rozpoczęciem tej pracy, że jak pójdę do zakładu karnego, to będę chciała tam wracać. Źle to brzmi, wiem, ale to prawda. To uzależnia.

Opowiadasz niezwykłe rzeczy, ale teraz wróćmy do Twoich artystycznych dokonań. Ukończyłaś operę, ale grasz w musicalach. Dlaczego to właśnie ta pasja zwyciężyła?


Opera była dla mnie przypadkiem, zaskoczeniem, doświadczeniem. Chciałam dostać się na studia aktorskie, ale nie było mi to pisane, więc spróbowałam także do Akademii Muzycznej. Pamiętam, że przyszłam z całą popisaną ręką. Włoski tekst nie był dla mnie wtedy łatwy. Śpiewając jedną z arii, pomyliłam wersy, więc zaczęłam wymyślać samodzielnie tekst. Było to wyjątkowe wydarzenie, a na pewno warte zapamiętania. Myślę że wpłynęło też na mój egzamin, ponieważ spodobałam się komisji i poczuli mój zew sceny. Dostałam się na studia klasyczne, chociaż marzeniem była scena rozrywkowa. Później, szukając czegoś pomiędzy, pojawił się musical, w którym odnalazłam się jak ryba w wodzie.
To był zbieg wielu okoliczności i przypadków. Chęć udowodnienia sobie i także innym osobom, które często mnie ściągały na ziemię, że można śpiewać klasykę i rozrywkę.

Miałaś jednak kilka operowych epizodów...

Był taki czas, kiedy bardzo mi dokuczano z tego powodu, że ciągnie mnie do rozrywki i nie jestem oddana klasycznemu śpiewaniu, iż poczułam ogromną determinację i udało mi się dostać rolę w operze „Jaś i Małgosia” Humperdincka. Co ciekawe, niedługo – na dniach – opera w naszym wykonaniu będzie dostępna na platformach internetowych. Jestem ogromnie ciekawa. Występowałam też w wielu koncertach muzyki klasycznej wraz z moimi wcześniejszymi Pedagogami. Bardzo ciepło to wspominam i myślę, że niedługo znowu będzie okazja.

fot. Fotometryka
Z pewnością obejrzę Cię w tej odsłonie. Czego nauczyłaś się na studiach operowych? Jak przygotowały Cię do przyszłej pracy artystycznej na scenie musicalowej?

To była szkoła życia. Kiedy zaczynasz studiować coś co nie było Twoim marzeniem, musisz się do tego jakoś ustosunkować. Ja zaczęłam czuć satysfakcje dzięki mojej Pani Profesor Oldze Popowicz. Ona zaszczepiła we mnie dużo wiary we własne możliwości.
Studia nauczyły mnie przede wszystkim tego, że nie są po to, żebyś je „odbębnić”, ale sam musisz chcieć się nauczyć. Sam musisz dążyć do wiedzy. Studia stają się niejaką platformą, dzięki której, poszerzasz swoje kontakty zawodowe. Oczywiście uczysz się podglądając, słuchając, dostając uwagi.
Bel canto, które jest tak ważne w klasyce, jest też ważne w każdej innej technice śpiewania. Dzięki otwartej głowie i nowej wiedzy, jaką była technika śpiewania klasycznego, mogłam otworzyć się na jeszcze inne pola muzyczne. Przy formie artystycznej jaką jest musical, śpiewanie klasyczne jest bardzo przydatne, dlatego każdy student musicalu przechodzi przez szkołę klasyki.

Stoisz teraz na scenie jednego z największych teatrów muzycznych. Można powiedzieć, że Grzegorz Turnau wywróżył Ci przyszłą karierę. Możesz przybliżyć moim czytelnikom i Twoim fanom, jak to się stało?

Moi rodzice prowadzili skromny pensjonat w Zakopanem. Mieli raptem 5 pokoi gościnnych i wspólną łazienkę. Takie czasy! Tatuś jeździł na taksówce. Któregoś dnia woził artystów Piwnicy pod Baranami, którzy mieli występować w Zakopanem. Okazało się, że jest jakiś problem z rezerwacją i nie mają gdzie mieszkać, zatem Tato zaproponował, żeby nocowali w naszych pokojach gościnnych. Tak też się stało. Polubili się z moimi rodzicami i zaczęli gościć u Nas częściej. Któregoś dnia przyjechał Grzegorz Turnau, ja tego nie pamiętam, ponieważ miałam 3 latka. Kazałam wszystkim gościom siedzieć, a sama występowałam przed nimi na tle moich czerwonych firan przypominających kurtynę. Wtedy Turnau powiedział, że będę artystką. Wywróżył.

To musiało być wspaniałe przeżycie szczególnie dla Twoich rodziców. Pewnie dlatego Twoje początki jako artystki były związane z Krakowem, ale od kilku lat mieszkasz i pracujesz w Warszawie. Gdzie się lepiej mieszka i pracuje? 

Nie odpowiadam na podchwytliwe pytania… oczywiście żartuję (śmiech). To są dwa zupełnie różne miasta, różni ludzie, różne tempo, różna kultura, pomimo jednego kraju. 
Kraków żyje wolniej. Spóźnianie się jest tutaj na porządku dziennym. Warszawa jest szybka. Każdy gdzieś się spieszy, coś musi załatwiać. Wszędzie jest dalej. W Krakowie wszystko dzieje się w centrum i blisko. W stolicy wszystko jest od siebie oddalone.
Lubiłam Kraków bardzo, kiedy tam mieszkałam i kiedy studiowałam, ale do pracy wolę Warszawę i teraz też dobrze mi się w stolicy mieszka. Mam marzenie, żeby kiedyś móc mieć działkę pod Warszawą i może tam wybudować domek, ponieważ brakuje mi spokoju i oddechu oraz gwiazd na niebie, ale też ciszy. Moje miejsce obecne jest świetne. Jestem tu bardzo szczęśliwa. Mieszkanie ma dobrą energie i czuję się w nim najlepiej. 

Obecnie widzowie mogą Cię zobaczyć w musicalu „Aida”, a wcześniej w „Pilotach”. Jak to się stało, że zaczęłaś grać w Romie? Wiem, że wiąże się z tym pewna zabawna historia. Opowiesz? 

Byłam na castingu, szalonym castingu. Pierwszy etap był spokojny – taki normalny. Skupiona i przygotowana przeszłam do kolejnego etapu. Czas pomiędzy etapami to ok. 3 tygodnie, więc między przedostatnim i ostatnim etapem byłam na wyjeździe urodzinowym w Portugalii. Wymarzyłam sobie Lizbonę i fado – muzykę serca. Ostatniego dnia pobytu zjadłam pyszny obiadek i jechaliśmy na lotnisko. Po powrocie w nocy już czułam się jakoś dziwnie. Rano ubrana, uczesana, umalowana, wybrałam się na ostatni etap castingu. Wszystko szło zgodnie z planem, oprócz tego, że nie odważyłam się iść do toalety. Cały dzień wytrzymałam i jak skończył się casting, podszedł do mnie ktoś z komisji – już nie pamiętam kto, ale powiedział, że następnego dnia będzie tzw. recall, na którym dopasują nas do partnerów scenicznych. Wiedziałam, że muszę być cała i zdrowa.
Pojechałam do domu, ale po drodze odezwał się mój ówczesny narzeczony, mówiąc, że przejmie mnie z taksówki i pojedziemy jeszcze do jego pracy. Wtedy byłam już zupełnie zielona. Jeden z jego pracowników zauważył, że coś jest nie tak. Pojechaliśmy do domu. Pierwsze co, to wylądowałam w toalecie, z której już nie schodziłam. Pamiętam karetkę i oddział zakaźny ze względu na powrót z obcego kraju. Cała noc upłynęła mi z problemami i kroplówkami. Rano powiedziałam pielęgniarce, że muszę wyjść, na co ona odparła, że muszę tu zostać na trzy dni…. Katastrofa! Na własne życzenie
i pod przymusem w stosunku do służby zdrowia wyszłam ze szpitala.
Nie wiem, czy można o tym mówić. Liczę na to, że sprawa się przedawniła (śmiech). Z wenflonami w dłoniach pojechałam do Teatru Roma na ostatni etap. Kolega, który miał ze mną odgrywać scenę, był przerażony i absolutnie mu się nie dziwię. Wyglądałam jak trup, a do tego nie pamiętałam ani jednego słowa, które powinnam wyśpiewać. Poszło chyba całkiem dobrze, pomimo przeszkód, ponieważ ostatecznie wygrałam ten etap, a to było dla mnie najważniejsze. Do „Aidy” już nie miałam takich historii. Szłam na casting z myślą, że nic się nie stanie, jak się nie uda, ponieważ mam też inne plany. No i… się udało.


Nie wiem, czy będąc na miejscu jury, wpuściłabym Cię na scenę, ale widać, że lubisz walczyć o swoje.

Gdyby wiedzieli co się stało, pewnie właśnie tak by się zachowali, ale ja wszystko kryłam. Jedynie wenflony było widać już na scenie.

Zanim jednak dostałaś się do „Aidy”, najpierw był Teatr Rampa oraz występ w „Legalnej blondynce”… 

„Legalna…” była super. Fantastycznie wspominam ekipę i podobała mi się bardzo praca z reżyserem, Panem Januszem Józefowiczem. Teatr Rampa od razu napełnia mnie ciepłem. Cudowni aktorzy, miła atmosfera i świetny spektakl. No i… moja ukochana rola Królowej…

Pracowałaś też przy spektaklu dla dzieci. Lubisz młodych widzów czy raczej wolisz grać dla dorosłych?

To są zupełnie inne emocje. Teatr dla dzieci wzbudza inne uczucia i sprawia, że sama odkrywam w sobie dużo dziecięcej energii. Wyzwaniem jest pozyskać zainteresowanie dzieci.
Granie dla dorosłych jest o tyle trudne, że odkrywasz wszystkie swoje karty. Swoje emocję wylewasz na zewnątrz. Czasami są to takie uczucia, którymi niekoniecznie chcesz się dzielić.
Uwielbiam obydwie formy sztuki – zarówno tę dla dzieci, jak i tę dla dorosłych. Kocham wszystkich odbiorców, którzy pragną przeżyć sztukę.

Które z dotychczasowych dokonań aktorskich uważasz za swoje największe osiągnięcie? 

Myślę, że najtrudniejsza ze wszystkich jest „Aida”, ale moim autorskim dokonaniem jest Królowa, ponieważ… Królowa jest tylko jedna (śmiech). 

Brałaś też udział jako wokalistka w międzynarodowych festiwalach. Co Ci dały te doświadczenia?

Dużo radości, nowych znajomych oraz zaskakujące przeżycia, kiedy śpiewasz po francusku przed francuskojęzyczną komisją, a tu kompletna pustka i zmyślasz cały tekst, a na koniec francuski aktor wstaje i bije Ci brawo, mówiąc, że jeszcze nigdy nie słyszał takiego wykonania. Zastanawiasz się wtedy, czy kpi czy naprawdę, pomimo wszystkich wpadek, Twój występ faktycznie był wyjątkowy. Podobno był, w końcu zdobył Grand Prix.

Oj, ryzyko to chyba Twoje drugie imię. Za co lubisz musical? 

Za połączenie muzyki z aktorstwem i tańcem.


Aktor musicalowy powinien… 

Powinien tak samo jak aktor dramatyczny posiadać wspaniały skill aktorski. Tak samo jak wokalista zawodowy – zawodowo śpiewać. Powinien mieć podstawy taneczne, tak aby móc wydobyć każdy charakter tańca. Wbrew temu, co wszyscy mówią, nie uważam, że musi być tancerzem. W każdym teatrze na Broadwayu czy West-Endzie spektakle są tak zrobione, że tancerze – w momentach,
w których powinni – przysłaniają aktorów, pomimo że oni również tańczą. To wszystko ma sens. Całkowite oddanie się formie tańca na scenie nie pozwoli na tak idealne śpiewnie, zatem musi to być nieco ograniczone. Nawet Beyonce, która jest fenomenalna tanecznie i wokalnie, ma pomoc techniczną, aby występ był jak najlepszy.

Oprócz typowo aktorskich dokonań, próbujesz swoich sił jako wokalistka. Wydałaś już kilka singli. O czym piszesz najczęściej?


O miłości. To temat, o którym wszyscy piszemy, nawet kiedy staramy się od niego uciec.

Jaka jest Basia-wokalistka? Czym różni się od Basi-aktorki?

Basia-wokalistka jest kompletnie wolna od reguł i na koncertach potrafi wydawać niespotykane dźwięki, zaskakując tym samą siebie, ale i kolegów. 
Basia-aktorka nie może sobie pozwolić na aż takie odejście od formy. Jednak obydwie te Basie mają niezliczone pokłady emocji, które kochają oddawać publiczności. 

Miałaś też okazję uczestniczyć w programach telewizyjnych dla młodych wokalistów. Jak oceniasz swoje udziały w chociażby w „Szansie na sukces. Eurowizja 2020”?

„Szansa na sukces” była świetną przygodą. Miałam szczęście wystąpić w odcinku ze wspaniałymi ludźmi – radosnymi i wspierającymi. Super sobie poradziłam i mogę to powiedzieć z bez wstydu, ponieważ męski repertuar, który przyszło mi śpiewać w oryginalnych tonacjach jest zawsze ogromnym wyzwaniem.

Jakie są Twoje najbliższe plany artystyczne? 


Chcę dokończyć muzykę, którą już nagrałam. Pragnę śpiewać swoje utwory i spełniać się, występując nie tylko w teatrze, ale też dla wszystkich, bez wyjątku. 

Bardzo dziękuję za to, że znalazłaś dla mnie czas. Życzę powodzenia w dalszej karierze. 

Rozmawiała 

Brak komentarzy