Najnowsze

Madox: Muszę walczyć z wiatrakami oraz z ludźmi, którzy krzyczą o wolności, a w rzeczywistości boją się jej jak ognia

Madox, a właściwie Marcin Majewski to wokalista, kompozytor, producent i model. Przez długi czas wychowywał się w Paryżu. Tam nauczył się tolerancji i innego traktowania drugiego człowieka, więc gdy wrócił do Polski, spotkał się z wieloma nieprzychylnymi mu osobami. Wszystko „zawdzięcza” swojemu dość osobliwemu wyglądowi. Te wydarzenia odcisnęły piętno na jego twórczości. W swoich utworach porusza tematy ostracyzmu oraz braku akceptacji. Tłumaczy mi dlaczego pisze głównie w języku angielskim oraz francuskim. Na portalu Kulturalne Rozmowy artysta mówi o obecnej sytuacji w naszym kraju i na świecie. Zdradza również najbliższe plany muzyczne. 

fot. P. Kotecka
Kim był Madox sprzed rozpoczęcia kariery? 

Madox: Przed rozpoczęciem kariery Madox był młodym chłopakiem, który kochał śpiewać i bawić się wizerunkiem.

Jakiego rodzaju ludzie i wydarzenia obudziły w Tobie miłość do muzyki?

Odkąd sięgam pamięcią czułem ogromną potrzebę słuchania muzyki. Myślę, że na miłość do dźwięków mieli duży wpływ moi rodzice i ludzie, których spotykałem na drodze. To oni pozwalali na to, żebym pielęgnował swoją pasję. 

Mówisz, że przybrałeś pseudonim, który nie określa płci właściciela. W czasach, kiedy wszyscy chcą być „jacyś”, Ty stawiasz na nieokreśloność. Dlaczego?

Mój pseudonim nie określa pochodzenia i w każdym języku brzmi uniwersalnie, ale podoba mi się Twoja interpretacja. Według mnie potrzeba „określania się” nawet na siłę i po trupach do celu świadczy o słabości. Ta potrzeba wrzucania do jednego worka, szufladkowania ludzi… Potem do kolejnego wora, a wór do jeziora. Po co? Powinniśmy się szanować i nie sugerować tym, co ludzie mają o nas do powiedzenia. Opinie innych są bez znaczenia. Serio.

Skąd wziął się pomysł na to pseudo?

Chciałem, żeby mój przydomek, tak jak moje imię i nazwisko zaczynał się na literę „M”. Dodatkowo, żeby brzmiał zawsze tak samo, a jego wymowa nie sprawiała nikomu kłopotów. Dzięki temu pozostanie aktualny na lata.

Szokujesz wyglądem, tematyką utworów. Tak mówią inni, a co Ty sam o tym twierdzisz?

Widzisz, ciężko mi pojąć, czym naprawdę szokuję i zaczynam się powoli buntować przeciwko takiej retoryce. Przez takie stwierdzenie nie byłem zapraszany do telewizji, a moich utworów nie grano w stacjach radiowych. Wstrząsające jest to, że żyję w kraju, w którym nietolerancja i zaściankowość osób decyzyjnych przyczynia się do stwarzania nierównych szans, w których jako twórca, artysta czy wokalista muszę walczyć o przetrwanie. Ktoś gada bzdury, że to co robię jest szokujące. Nie sposób tego zrozumieć w momencie, gdy w mediach cytowane są wypowiedzi osób publicznych, które pokazują medialnie faka, mówią o wycinaniu innych obywateli w pień albo kreują się na obrońców wolności słowa, przy czym przez lata wspierali system dyskryminacji czy autocenzury. To jest dla mnie szokujące i kontrowersyjne. Hipokryzja na masową skalę.

Czy taki właśnie powinien być według Ciebie artysta? Jaka jest jego misja wobec świata i ludzi?

Moją misją wobec świata jest to, żeby pokazać, że sztukę tworzy się z potrzeby serca, a nie tylko dla pieniędzy. To, że przy okazji poruszam tematy, którym na siłę przylepia się łatkę „kontrowersyjne”, to nie jest mój problem. Obecnie jestem wkurzony, ponieważ sytuacja, w której się znajdujemy pokazuje czarno na białym, że Polska oparta jest na układach i jak wciąż daleko jesteśmy od szeroko pojętej „równości społecznej”. Wyraźnie widać, że nadal jesteśmy „jaskiniowcami”, którzy wierzą, że ścięcie kołtuna może nas zabić. Nie ma powodów do dumy czy szczycenia się brakiem podstawowej wiedzy. Wake the fuck up…

Starasz się w swoich utworach pokazywać siebie prawdziwego, czy też używasz metafor oraz wymyślonych historii, aby przekazać ważne treści? Co według Ciebie kryje się pod tym pojęciem prawda?

Oczywiście tworząc teksty, zawsze sięgam po osobiste przeżycia, traumy, przemyślenia. Przy czym używam masy metafor. Powodują one, że jeden tekst może być zinterpretowany na wiele sposobów. Prawdą jest, gdy tworzymy szczerze, prosto z serca. Sztuka powinna umożliwiać twórcom przeżyć ekonomiczne, jednak mam wrażenie, że wielu moich kolegów i koleżanek przyjęło schemat myślenia „o napiszę o złamanym sercu, ponieważ to się sprzeda; będę skromny, gdyż to ludzie lubią; będę pokazywać, jak bardzo jestem outsiderem – ludzie pomyślą wtedy, że jestem alternatywny”. To powoduje, że prędzej czy później plastikowa fasada zaczyna przebijać się przez sztukę. Nie jest to prawdziwe. 

fot. D. Miszewski
Czy artyści mają obowiązek reagowania na to, co się wokół nich dzieje? Czy coś Cię ostatnio zszokowało do tego stopnia, że postanowiłeś się wypowiedzieć? Czy jest w ogóle coś, co Cię jeszcze dziwi?

To zależy, w jakim momencie znajduje się świat. Na ogół powiedziałbym, nie mają obowiązku. Jednak znajdujemy się w historycznym momencie dla naszej planety i czas na bycie zachowawczym się skończył. Wracamy do tego, co mówiłem chwilę temu. Przykładowo odmawia mi się czasu antenowego, czy publikacji ze względu na to, że jestem „zbyt kontrowersyjny”. Nie pomaga to, że od samego początku mówię o szacunku, równym traktowaniu, a z dyskryminacją mierzę się od 2 dekad życia w Polsce. W tym samym momencie ludzie, którzy odmawiają innym prawa do głosu, dzielą nas na lepszych i gorszych. Przecież jednym z kuratorów jest kobieta, która chce bronić status quo „terapii konwersyjnej”, która jest niczym innym jak psychicznym znęcaniem się i przemocą na drugim człowieku. 
I mało kto reaguje na takie wypowiedzi. Przez to, że dopuszczono język pogardy i nienawiści do mediów, pozmieniały się wartości. Dzisiaj mówienie o wieszaniu ludzi na drzewach zbiera poklask, a twórczość chłopaka, który może być nadwrażliwy spotyka się z ostracyzmem.

Muzyka i słowa zawarte w utworze powinny być pewnego rodzaju komunikatem dla świata i ludzi. Jakie komunikaty przekazujesz w swojej twórczości?

W najnowszym singlu, do którego przygotowujemy nagranie teledysku rozliczam się z traumą. Mierzę się z lękiem, który jest tak silnie zaszczepiony w naszej kulturze. Dosłownie „rozliczam się z diabłem”. Na razie więcej nie mogę powiedzieć. Trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać i śledzić moje social media oraz kanał na YouTube.

Kto przychodzi na Twoje koncerty czy słucha Twojej muzyki?

Obecnie mam przerwę w koncertowaniu, co się zmieni po wydaniu nowego albumu. Do tej pory było to bardzo duże grono młodych, otwartych ludzi, którzy podzielają wartości równego i wolnego świata.

W Twoim śpiewaniu odczuwa się wyzwolenie. Co uwalniasz w sobie, śpiewając?

Myślę, że śpiewanie i tworzenie to dla mnie pewien rodzaj emancypacji wolności. Mojej wewnętrznej potrzeby przypomnienia sobie, że jako wolny człowiek mam prawo tworzyć to co chcę i czuję. Tylko ja decyduję o sobie samym i nikt nie ma prawa mi tego odbierać.

Czy długo musiałeś się odblokowywać, aby znaleźć się w polskiej rzeczywistości i zacząć być sobą? Jak wyglądał ten proces?

Wychowałem się w stolicy Francji, w jednym z piękniejszych miast świata. Myślę, że w Paryżu przyswoiłem pewien rodzaj otwartości i ekspresji, której nie potrafię odrzucić. Piszę w języku angielskim i francuskim, ponieważ przychodzi mi to naturalnie. Łatwiej mi się wyrazić i przekazać to, co w danym momencie myślę i czuję. 
W Polsce wciąż uczę się, jak być sobą, ponieważ regularnie muszę walczyć z wiatrakami oraz z ludźmi, którzy krzyczą o wolności, a w rzeczywistości boją się jej jak ognia.

Co sądzisz o problemach związanych z tolerancją w dzisiejszym świecie? Na czym one według Ciebie polegają? Czy jest choć odrobinę lepiej niż było kilka lat temu?

Jest definitywnie gorzej (śmiech). Nie wiem do końca, co się dzieje ze światem. Wiem jedno, że odkąd rządzą obecni politycy na świecie, siwieję w tempie ekspresowym (śmiech). Staram się na to reagować z dystansem i często śmiechem, gdyż nie ma sensu się denerwować. Mam wrażenie, że stała się widoczna natura ludzi, którzy chcieli uchodzić za wyznawców równości i tolerancji. Media mainstreamowe i ich ludzie pod wieloma względami nie są lepsi od tych mówiących twardo o przywiązaniu do tradycji. Czarno na białym widać hipokryzję i chęć obrony własnego „status quo”. Szczerze? Trochę mnie to brzydzi. 



W swojej twórczości poruszasz dość odważne tematy, nie tylko w słowach, ale też w obrazach. Jak sądzisz, czy tolerancja i szacunek do innych są możliwe w obecnym społeczeństwie, które jest coraz bardziej podzielone i wrogo nastawione do drugiej osoby?

Jak widać jest coraz trudniej. Ludzie obrażają się o byle co. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, prowadzić dialogu. Sarkazm, ironia i czarny humor mamy na autocenzurze. Sam łapię się na tym, czy “tym zdaniem czasem kogoś nie obrażę”. W życiu nie wszystko musi być na serio. Walkę o lepszy świat trzeba jednak podjąć. To jest prawdziwie niemoralne, aby dopuszczać zło do głosu i dla świętego spokoju dawać mu wygrywać walkowerem, „bo i tak nie wygrasz, odpuść”. Teraz wręcz trzeba uświadamiać ludzi.

Angażujesz się w kampanie społeczne? 

Na tyle, na ile czas mi pozwala. Dlatego przeprowadziłem kampanię o „hejcie” przy okazji wydania utworu S.E.X. Kampania dotyczyła nienawiści i braku wiedzy na temat pojęcia płci w naszym społeczeństwie. Z tego powodu wspieram niezależną kulturę czy równość małżeńską i większość ruchów emancypacyjnych walczących o równość społeczną, płciową czy ekonomiczną.

Czego możemy się spodziewać u Ciebie w najbliższym czasie? Jakie masz plany zawodowe?

Skończyliśmy scenariusz do najnowszego klipu. Z wiadomych powodów dopiero ruszyliśmy z produkcją. Wciąż trwają prace nad krążkiem. Wydanie płyty idzie wolniej niż bym tego oczekiwał, ale taki jest koszt bycia artystą niezależnym. Mam jednak świadomość, że to, co robię jest w pełni moje i pracuję głównie na swoje nazwisko. Przynajmniej, gdy będzie porażka, to będę ubolewać w gronie najbliższych i w tym samym gronie będę świętować sukces. Także śledźcie koniecznie social media, ponieważ zbliżamy się dużymi krokami do premiery!

Twoi fani będą więc czekać na efekty tej pracy. Dziękuję za poświęcony mi czas.

Ja również dziękuję za rozmowę. 

Rozmawiała

Brak komentarzy