Najnowsze

„Blondynka na Hawajach” – rozmowa z podróżniczką Beatą Pawlikowską

Beata Pawlikowska, pochodząca z Koszalina polska podróżniczka, która swoje przygody opisuje w niezwykle ciekawych poradnikach opatrzonych autorskimi ilustracjami oraz zdjęciami. Jej seria o Blondynce przemierzającej świat wydawana jest od 2001 roku i nadal cieszy się niezwykłym zainteresowaniem. Autorka zapisuje w nich swoje wspomnienia, odkrywa przed czytelnikami historię oraz tradycje związane z tymi niezwykłymi miejscami. Całkiem niedawno na rynku wydawniczym ukazał się kolejny tytuł pt. „Blondynka na Hawajach”, gdzie na kolejnych kartach odkrywa przed nami tajemnice tego niezwykłego miejsca. To o tej książce właśnie rozmawiamy. 

Niedawno wydała Pani swoją kolejną książkę pt. „Blondynka na Hawajach”, w której odkrywa Pani przed czytelnikami nieznaną stronę tej części świata. Skąd pomysł na tę podróż? Dlaczego akurat Hawaje? 

Beata Pawlikowska: To magiczne miejsce! Po raz pierwszy usłyszałam o Hawajach, kiedy miałam piętnaście lat. Nie pamiętam, gdzie przeczytałam, że na jednej z wysp znajduje się święty wulkan Mauna Kea, Biała Góra. To jest jednocześnie najwyższa góra na świecie, licząc od jej podstawy, która znajduje się w oceanie. Napisałam wtedy opowiadanie pt. „Mauna Kea” i postanowiłam, że pewnego dnia wejdę na jej szczyt. 

Gdy myślę Hawaje, mówię… 

ananasy!! Najlepsze, najsłodsze ananasy na świecie. 

Podobno rdzennych Hawajczyków jest bardzo niewielu. Skąd wziął się ten deficyt? 

Wszędzie tam, gdzie dopływali Europejczycy, przywozili ze sobą wirusy i bakterie, które nie istniały w innych częściach świata i na które miejscowa ludność była nieodporna – takie jak choćby czarna ospa, odra, cholera czy tyfus. Tak też było na Hawajach. 

Czy widać różnicę między nimi, a ludźmi zamieszkującymi wyspy? Jacy są współcześni Hawajczycy? 

Oczywiście, różnica jest ogromna. Rdzenni Hawajczycy mają urodę polinezyjską – oliwkową skórę, piękne rysy twarzy, lśniące, falujące czarne włosy. Takich osób jest na Hawajach niewiele. Większość to przybysze, którzy osiedlili się na Hawajach w różnych momentach historii. Najpierw Amerykanie, którzy siłą i podstępem przyłączyli Hawaje do Stanów Zjednoczonych, potem sprowadzeni przez nich ludzie do pracy na plantacjach – głównie Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy, Filipińczycy. Po zakończeniu kontraktów wielu z nich decydowało się zostać na archipelagu i dzisiaj stanowią prawie 40% ludności. 

W czym Hawajczycy różnią się od nas – Polaków? 

Współcześni Hawajczycy – składający się głównie z Azjatów i białych Amerykanów – najbardziej chyba różnią się od nas upodobaniami kulinarnymi. Amerykanie przywieźli ze sobą hamburgery, parówki i ogromne porcje jajecznicy z bekonem na śniadanie, podczas gdy Azjaci stołują się w etnicznych restauracjach serwujących makaron i ryż z dodatkami. 

Hawaje są znane w Polsce przede wszystkim jako egzotyczny kurort wakacyjny. Gdyby mogła Pani przybliżyć czytelnikom portalu prawdziwe oblicze tego miejsca? 

To zależy od wyspy. Rzeczywiście Oahu i Maui to miejsca bardzo turystyczne, gdzie jest dużo hoteli, restauracji, wycieczek statkami i w głąb lądu. Zupełnie inaczej jest jednak na wyspie Molokai, najrzadziej odwiedzanej, gdzie mieszkają rolnicy i garstka imigrantów. 

Co Pani osobiście najbardziej podoba się na Hawajach? Czy widzi się Pani jako mieszkankę wysp? 

Jak najbardziej! Chciałabym mieć duży, jasny, tropikalny dom nad oceanem wśród szeleszczących palm kokosowych (śmiech). Codziennie rano chodziłabym po plaży, słuchałabym egzotycznych ptaków i jadła ananasa na śniadanie. Joga na piasku, odwieczny szum oceanu, ciepły wiatr, letnia pogoda przez cały rok. Wierzę w to, że wszystko jest możliwe, więc być może pewnego dnia to marzenia stanie się rzeczywistością. 

Tego właśnie Pani życzę i dziękuję za poświęcony mi czas.

Rozmawiała
Zdjęcie: Katarzyna Piwecka


Brak komentarzy