Najnowsze

Aktor musicalowy funkcjonuje trochę jak mnich, a trochę jak pracownik dużej firmy

Zosia Nowakowska znana szerszej publiczności z koncertów Piotra Rubika, a musicalowej widowni ze swoich występów w dwóch słynnych w Polsce teatrach. Ma za sobą wiele występów w telewizji i udział w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Teraz, już jako doświadczona artystka postanowiła rozpocząć solową karierę i tak powstał zespół Echo, o którym porozmawiamy dla portalu Kulturalne Rozmowy. Będzie też o musicalu, społeczeństwie oraz o samej Zosi. Zapraszam.


Zosia Nowakowska jakiej nie znamy. Kim jesteś naprawdę, kiedy nie patrzy na Ciebie oko kamery, nie stoisz na deskach teatru czy na scenie?

Zosia Nowakowska: Myślę, że zawsze jestem naprawdę. Nawet w teatrze w każdej postaci jest choćby odrobinę mnie. Odkrywanie nowych aspektów własnej osobowości przy okazji budowania roli to zawsze niezwykle fascynujący proces. Na co dzień jestem raczej domatorką, choć jednocześnie uwielbiam też podróżować, odkrywając przy tym nowe miejsca i smaki. Moją największą miłością ostatnich lat jest Portugalia z jej pięknymi, często niemal dzikimi plażami, wszechobecnym spokojem i przestrzenią. Najważniejsze są dla mnie relację z bliskimi mi ludźmi i to im poświęcam najwięcej uwagi. Mam dwa koty i absolutnie uwielbiam wszystkie zwierzaki. Podczas pandemii uświadomiłam też sobie, jak bardzo istotny jest dla mnie kontakt z naturą. Staram się go teraz pielęgnować i jak najczęściej wyjeżdżać poza miasto, żeby pospacerować nad rzeką albo w lesie. Z zawodu jestem psychologiem. Fascynuje mnie buddyzm i medytacja. W tym roku udało mi się połączyć te dwa aspekty i rozpocząć studia podyplomowe, na których zgłębiam temat uważności i mindfulness.

Spytam tradycyjnie. Od czego zaczęła się Twoja kariera muzyczna? Czy od razu wiedziałaś, że to jest właśnie TO, co chcesz w życiu robić?

Od początku podstawówki chodziłam do szkoły muzycznej, grałam na flecie poprzecznym i pianinie. Muzyka zawsze bardzo mocno była w moim życiu. Pamiętam, że już w przedszkolu ciągle śpiewałam i wymyślałam piosenki. Pod koniec szkoły podstawowej moja nauczycielka muzyki zauważyła, że mam fajny głos i zachęcała mnie, żeby go rozwijać. Na początku było mi trudno występować solo na scenie ze względu na moją nieśmiałość, ale szybko poczułam, że śpiewanie to jest TO!

Czy bycie artystą w obecnych czasach to wyzwanie czy raczej utrapienie? Dlaczego ktoś w ogóle decyduje się na bycie artystą?

W moim przypadku to nie była decyzja, ale naturalny proces. Wszystko w życiu prowadziło mnie tą drogą. Nawet jeżeli świadomie wybierałam inną ścieżkę, to teatr oraz muzyka upominały się o mnie i sprowadzały ponownie na artystyczne tory. Każdy zawód ma swoje plusy i minusy. Aktorstwo i śpiew od 17 lat przynoszą mi wiele satysfakcji i przyjemności, ale jeżeli coś się w tej materii zmieni, nie wykluczam, że poszukam szczęścia gdzie indziej, jednak na razie nie planuje życiowej rewolucji.

Kto jest Twoim artystycznym guru?

Nie mam artystycznego guru, choć jest wielu artystów, których cenię i podziwiam np. John Legend, Kurt Elling czy Esperanza Spalding.

Gdybyś miała wskazać tylko jeden występ i ogłosić go mianem tego najważniejszego, przełomowego w Twojej karierze, który byś wybrała?

Trudno jest mi wybrać jeden taki występ. Było kilka przełomowych momentów na mojej artystycznej drodze, np. mój teatralny debiut w musicalu „Romeo i Julia” w reżyserii Janusza Józefowicza, który zapoczątkował moją przygodę z teatrem albo Pierwszy koncert z Piotrem Rubikiem i czas, gdy zaczęłam romans z koncertowym graniem czy pierwszy spektakl w Teatrze Muzycznym Roma, który na nowo zaprosił mnie w teatralne progi, gdzie zostałam do dziś. Być może kolejnym przełomem okaże się współpraca z Noxem i płyta zespołu Echo, która mam nadzieję ukaże się już w maju.


Jak sama zauważyłaś, masz w swoim artystycznym spory dorobek. Które z doświadczeń scenicznych było dla Ciebie najbardziej wartościowe? Dzięki któremu, jesteś tu, gdzie jesteś?

Myślę, że jestem tu gdzie jestem właśnie dzięki sumie tych wszystkich doświadczeń. Każda współpraca czegoś mnie nauczyła, pokazała, co mi służy oraz rozwija mnie jako aktorkę i wokalistę, a co mnie ogranicza i spala. Jestem wdzięczna za wszystko, co mnie na tej drodze spotkało.

Wielu kojarzy Cię z występów w oratoriach Piotra Rubika. Jak doszło do Waszej współpracy? Co ona Ci dała?

Piotrek pojawił się na spektaklu w Teatrze Studio Buffo, gdzie wtedy występowałam, a potem zaprosił mnie na casting. Szukał tymczasowego zastępstwa za jedną ze swoich solistek, która wtedy była w ciąży. Ostatecznie zaproponował mi udział w zupełnie nowym projekcie „Zakochani w Krakowie”, a potem po rozpadzie jego ówczesnego zespołu zaprosił mnie do nowego składu, w którym śpiewam do dziś.
Nasz początek współpracy był dość stresujący. Piotr zadzwonił o 23.00 i zapytał, czy zaśpiewam z nim jutro w Olsztynie. Zgodziłam się, ale kompletnie nie znałam repertuaru. Uczyłam się w nocy i w drodze na koncert. Byłam tego dnia jedyna solistką i do dziś pamiętam, jak cała hala sportowa skandowała moje imię. To był pierwszy tak duży koncert, w jakim brałam. Od tego czasu zagraliśmy z Rubikową ekipą wiele podobnych i zwiedziliśmy przy okazji trochę świata. Ta współpraca dała mi bardzo wiele – piękne przyjaźnie oraz masę cudownych scenicznych i pozascenicznych doświadczeń.

Ja też doskonale pamiętam ten czas. Było głośno o całej sprawie. Jak się pracuje z orkiestrą, a jak z zespołem muzycznym, gdzie na scenie jest dosłownie kilka osób? Czym to się różni?

Gra z małym zespołem umożliwia dużo większy kontakt z muzykami na scenie. Można na bieżąco modyfikować formę utworu, bawić się nią i improwizować. W koncertach z orkiestrą symfoniczną połączeniem między wokalistą a muzykami jest dyrygent. To on stanowi centrum scenicznego wszechświata. Forma utworu jest dokładnie ustalona a wokalista jest w pewnym sensie częścią całej orkiestrowej machiny. Specyfika pracy jest totalnie rożna w tych dwóch przypadkach i bardzo się cieszę, że w mojej pracy mogę doświadczać obu wariantów.

Brałaś też udział w programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, w którym dostałaś się do ścisłego finału. Który swój występ zapamiętałaś najbardziej, a który nauczył Cię czegoś, czego jeszcze nie potrafiłaś?

Dobrze wspominam prawie wszystkie moje wcielenia z programu. Każde z nich w jakiś sposób mnie rozwinęło, otworzyło w jakimś aspekcie. Cały program był wielką przygodą. Najmniejszy sentyment mam bez wątpienia do męskich postaci. W programie utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem 100% kobietą. Wszystkie żeńskie wcielenia to była czysta przyjemność. Chociaż za każdym razem było to duże wyzwanie np. Whitney Houston czy Celine Dion – wokalne legendy czy Jennifer Lopez, która jest przecież zawodową tancerką. Ze względu na moją miłość do latino i salsy, wszystkie latynoskie divy są w czołówce moich ulubionych występów. Najbliższa mi jest chyba jednak LP i piosenka „Lost on You”. To było też najbardziej naturalne dla mnie wykonanie w tym programie, najbardziej „moje”.

Gdy oglądałam ten występ, to nie mogłam uwierzyć, można aż tak upodobnić się do kogoś innego. Masz też za sobą międzynarodową współpracę z Rogerem Watersem – liderem i basistą Pink Floyd. Jak to osiągnęłaś?

Spektakl „Ca Ira” Rogera Watersa, w którym brałam udział był reżyserowany przez Janusza Józefowicza, z którym pracowałam wówczas w Teatrze Studio Buffo. To on, po krótkim castingu zaprosił mnie do tego projektu. Spektakl był dużym przedsięwzięciem i wielkim przeżycie dla mnie. Miałam wtedy jakieś 17 lat i pierwszy raz pracowałam ze śpiewakami operowymi. Pamiętam, że zrobili na mnie tak duże wrażenie, że rozważałam startowanie do akademii muzycznej na śpiew klasyczny.

Teatr Studio Buffo i Teatr Muzyczny Roma – jakie miejsce w Twoim artystycznym życiu zajmuje teatr? Czego uczy młodych wokalistów takie miejsce?

Teatr zajmuje obecnie centralne miejsce w moim artystycznym życiu. Od początku swojej zawodowej drogi balansuję między teatrem a estradą. Jestem wdzięczna za taką możliwość. W teatrze wszystko jest bardziej uporządkowane, godziny prób, hierarchiczność instytucji. Aktor musicalowy funkcjonuje trochę jak mnich, a trochę jak pracownik dużej firmy. Jest zmuszony bardzo dbać o siebie, o swoje zdrowie i formę fizyczną. Grając kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt spektakli miesięcznie nasze funkcjonowanie przypomina funkcjonowanie zawodowego sportowca. Wydaje mi się, że praca w teatrze musicalowym uczy dyscypliny, działania zespołowego i w pewnym sensie pokory.


Czym jest muzyka i musical dla Ciebie?

Muzyka to dla mnie emocje i energia. Musical to multiplikacja tych emocji, gdyż muzyczne wrażenia wzmacnia opowiadana historia i żywe emocje aktorów na scenie.

Niebawem ukaże się Twoja debiutancka płyta i tutaj znów nie można pominąć faktu, że będzie to międzynarodowa współpraca z belgijskim producentem muzycznym Davidem Noxem. Powstał z tego wspomniany już przez Ciebie projekt ECHO. Opowiesz o nim coś więcej?

Nox jest tajemniczym facetem. Celowo działa pod pseudonimem, by zachować anonimowość. Może kiedyś zdecyduje się sam ujawnić więcej szczegółów na swój temat. Na razie musi wystarczyć jego muzyczna wypowiedź w postaci piosenek. Nox zauważył mnie w programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo. Odezwał się do mnie, spotkaliśmy się i szybko stwierdziliśmy, że nadajemy na podobnych falach. Zaczęliśmy nagrywać razem i tak powstał projekt „Echo”.

Promujące go dwa single „Zawołaj” i „Deja vu” utrzymane w klimacie retro z nowoczesną nutką. Ten drugi nazywany jest przez słuchaczy protest songiem. Przed czym protestuje Zosia – artystka? Czego się obawia?

Ta piosenka to mój protest przeciwko przemocy. Oczywiste są w niej odniesienia do obecnej sytuacji kobiet w Polsce, ale dla mnie ten tekst ma szerszy wymiar. Język przemocy i agresji jest dziś wszechobecny. Ja go nie rozumiem i nie umiem się nim posługiwać. Chciałabym, żeby nasza piosenka skłoniła słuchacza do zatrzymania się i zastanowienia. Bardzo boli mnie polaryzacja naszego społeczeństwa i kompletny brak porozumienia, ale wierzę, że punktów stycznych między nami jest, mimo wszystko, więcej. Poza tym nie musimy się we wszystkim zgadzać, żeby rozmawiać i żyć ze sobą. Można się przecież pięknie różnić i na tej różnorodności budować.

A czym są maski z utworu?

Myślę, że można je czytać dosłownie. Dziś wszyscy je nosimy i one pozwalają nam się trochę schować, być bardziej anonimowym. Może się wydawać, że dzięki nim pozostaniemy niezauważeni w być może nie do końca dla nas komfortowych okolicznościach. W konfrontacji z samym sobą maski są jednak bezużyteczne. Nie uchronią nas przed wstydem i poczuciem winy. Poza tym myślę, że jeśli chodzi o interpretacje tekstów to, piękne w sztuce jest to, że każdy może czytać ją jak chce, filtrując treści przez siebie i swoje doświadczenia. Artysta, tworząc, ma jakiś zamysł, ale tekst rezonuje później w każdym z słuchaczy inaczej. Dla jednych „Deja vu” jest historią tajnej agentki, a dla innych protest songiem i to jest w porządku.

Po co wołasz w utworze „Zawołaj”?

Wołam z tęsknoty. Z tęsknoty za przeszłością, domem, miłością.

Jakie jeszcze utwory znajdą się na płycie? O czym będziesz śpiewać?

To płyta o emocjach i relacjach. Będę śpiewać o miłości, zdradzie, cierpieniu. Czasami na poważnie a innym razem z przymrużeniem oka. Teksty są autorstwa Patrycji Kosiarkiewicz, Renty Przemyk i Piotra Bukartyka. Muzycznie płyta jest bardzo różnorodna. Będzie nastrojowo, ale też emocjonalnie i żywiołowo. Wspólnym mianownikiem jest retro charakter kompozycji i nowoczesne, elektroniczne akcenty.


Kiedy będziemy mogli posłuchać całej płyty i czy planujesz jakąś trasę promocyjną?

Premierę płyty planujemy w maju. Jeśli sytuacja na to pozwoli, to oczywiście chcemy jak najszybciej i jak najwięcej koncertować, ale nie ma jeszcze konkretnych planów.

Jako artystka masz prawo do głośnego wyrażania swoich poglądów dotyczących obecnej sytuacji. Co Cię dręczy jako człowieka, kobietę i artystkę?

Zwykle zachowuję swoje poglądy dla siebie. Wynika to z mojej niekonfliktowej natury. Zawsze staram się szukać dialogu i porozumienia, a te najbardziej drażliwe społecznie tematy często są okropnie konfliktogenne, co zjada mnie emocjonalnie. Było tylko kilka sytuacji, w których publicznie zabrałam głos. Wyjątek stanowił m. in. temat, którego dotyka nasz najnowszy singiel. W obliczu wyroku Trybunału Konstytucyjnego i sytuacji w jakiej zostały postawione kobiety, nie sposób milczeć. Niezmiennie zadziwia mnie, że w XXI wieku jako obywatelki europejskiego państwa cały czas musimy walczyć o prawa, które od dawna powinny być oczywistością.

To faktycznie bardzo smutne. Czego Ci życzyć?

Harmonii, spełnienia i dobrych ludzi wokół poproszę (śmiech).

Niech tak będzie. Dziękuję za Twój czas.

Rozmawiała

Brak komentarzy