Cześć!
Mam na imię Sylwia i witam Cię na stronie Kulturalne Rozmowy! Jest to portal dziennikarski działający na własnych zasadach, na którym znajdziesz wiele ciekawych wywiadów z gwiazdami, inspirujące historie ludzi sukcesu oraz recenzje dobrych książek i filmów. Rozgość się!

Zainspiruję Cię do osiągania wyższych celów.
Sprawdź, jak robią to inni!
CZYTAJ WIĘCEJ
  • 1
    WYWIADY
    Zapraszam Cię do poznania fascynujących historii ludzi sukcesu przepełnionych pasją nie tylko ze świata show biznesu.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 2
    RECENZJE
    Poznaj dobre książki oraz ich Autorów. Wejdź ze mną do świata literatury, z którego nie będziesz chciał odejść.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 3
    ARTYKUŁY
    Lubię coś czasem napisać, podzielić się opinią, spostrzeżeniami lub wiedzą na dany temat.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 4
    INSTA KURS
    Chciałabyś zacząć zarabiać na Instagramie? Poznaj najlepsze metody kreowania wizerunku, które opisałam w kursie.
    SPRAWDŹ TUTAJ

[recenzja filmu] „Squid Game” – śmiertelna pogoń za mamoną


Z kinem koreańskim spotykam się nie pierwszy raz, ale zazwyczaj wybierałam seriale czy filmy historyczne ze względu na barwną oprawę oraz autentyzm gry aktorskiej. Tym razem, za namową większości postanowiłam obejrzeć też najnowszą produkcję Netflixa. Pomyślałam sobie, że skoro wszyscy mówią, że warto, to zaryzykuję. Tak też zrobiłam i pochłonęłam cały sezon „Squid game” w 3 wieczory.

„Squid Game” recenzja filmu

Aby nie zdradzać zbyt wiele z fabuły, którą i tak już pewnie wielu zna, to nadmienię tylko, że to dość mocny thriller Hwanga Dong-hyuka z dużą ilością krwi oraz przejaskrawioną momentami grą aktorów. Jeśli więc ktoś nie do końca rozumie ten rodzaj aktorstwa, trudno mu się będzie odnaleźć. To samo dotyczy humoru, który w niczym nie przypomina komediowych żartów, a raczej godne litości sytuacje.

Głównym bohaterem jest Seong Gi-hun – rozwiedziony hazardzista mający kłopoty z powodu niespłaconych długów, za co grozi mu utrata nerki i oka, a może nawet życia. Ten nieudacznik życiowy nadal mieszkający z matką pewnego dnia spotyka na swojej drodze pewnego nieznajomego, dostaje od niego propozycję udziału w dziecięcej grze, która ma być przepustką do udziału w nietypowych igrzyskach, a wygrana przyprawia o zawrót głowy. Gdyby mężczyzna wiedział, na co się godzi w akcie desperacji, pewnie nigdy nie zgodziłby się na taką zabawę, ale jednak stało się inaczej. Co gorsza, nie wie jeszcze, jak daleko ta decyzja zmieni jego życie.

Oprócz niego w grze bierze udział 455 osób. Do wygrania są miliardy południowokoreańskich wonów. Wszystkich łączy jedno – burzliwa przeszłość, zaciągnięte długi oraz zatargi z prawem. Obserwujemy tu więc ogromny przekrój społeczeństwa, ludzkich historii i dramatów, dzięki czemu poznajemy powody chęci zdobycia wygranej. Mamy tu więc nie tylko hazardzistę, ale też uciekinierkę z Korei Północnej, ciężko chorego staruszka, lekarza, przestępcę, prostytutkę. Łączy ich wspólny cel: odzyskać dawne życie, godność oraz status szanowanego obywatela odebrany przez brak pieniędzy.

Zachowanie bohaterów nakazuje widzom zastanawiać się, gdzie jest granica moralności. Jedni umieją ją wyznaczyć, a inni nie, co sprawia, że sam oglądający zaczyna wydawać wyrok na poszczególnych graczy, mówiąc: ten powinien zginąć, a tamten pozostać żywym. Serial wciąga oglądających w rozgrywkę, stawiając ich w roli kata lub wybawiciela.

Rozdarcie wewnętrzne na każdym kroku podkreślane za pomocą opowiedzianych historii pokazuje, że nie każdy gracz ma złe intencje, ponieważ uczestnikami krwawej zabawy są ludzie będący wyrzutkami społeczeństwa, którzy w pewnym momencie znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Przez to, co ich spotkało traktuje się ich jak podludzi przez pryzmat finansowej porażki. Co gorsza, sami też uważają się za nieudaczników, istoty przegrane niemające nic do stracenia. Ta gra, więc jest ich ratunkiem na miarę współczesnych czasów. W miarę upływu czasu widzą, że nagroda materialna nie jest najważniejsza. To nie o pieniądze w zasadzie toczy się walka, ale o odzyskanie człowieczeństwa, co uda się nielicznym. Życie bowiem stanowi dla każdego wartość najwyższą.

Uczestnicy rywalizują tutaj w typowych dla koreańskich dzieci zabawach, które raczej nie przypominają rozrywki, ale spełniają sadystyczne zachcianki innych osób z wyższych sfer. Rozgrywki odbywają się jednak za zamkniętymi drzwiami tajemniczego labiryntu przypominającego sale przedszkolne czy domek dla lalek. Można to też odczytać jako tęsknotę za dziecięcą naiwnością, beztroską zabawą i odebraniem prawa do marzenia z czasów, kiedy jeszcze życie było zabawą.

Zamiast imion i nazwisk graczom przydziela się numerki zupełnie jak w obozie koncentracyjnym. Każdy jest anonimowy, równy sobie oraz tak samo zdesperowany.

„Squid Game” recenzja filmu

Groteskowość tej sytuacji polega na tym, że pomieszczenia, w których mają miejsce poszczególne etapy tej mrożącej krew w żyłach rozgrywki, urządzono jak ogromny plac zabaw, gdzie krew leje się strumieniami po kolorowych ścianach, wsiąkając w podłoże w słoneczny dzień. Z daleka zaś wydobywa się głos sterujący wszystkimi i zwiastujący nadejście czegoś niespodziewanego. Uczestnicy są więc aktorami biorącymi udział w teatrzyku, do którego scenariusz zna tylko lider – reżyser całego przedstawienia.

Zaskakujące jest to, że znając reguły, ludzie godzą się na to wszystko z własnej woli. Makabryczne sceny wcale nie przypominają więc niewinnych dziecięcych zabaw. Są to sprytnie sztucznie wykreowane sekwencje scen pokazujące, z jaką lekkością można sterować ludzkim losem, gdy człowiek jest zdesperowany, znajdując się w sytuacji bez wyjścia. Staje się on wtedy łatwym celem dla innych, obiektem manipulacji oraz szantażu. Poddaje się innym jak marionetka, którą pociąga się za sznurki, aby robiła to, czego od niej się oczekuje.

Wszystko tam jest jaskrawe, przerysowane i upiorne. Pastelowe barwy wnętrz kontrastują ze strojami strażników, monitorami, kamerami zamontowanymi w każdym pokoju oraz trumnami z różowymi wstążkami. W grze natomiast obowiązują z góry narzucone reguły, których nie można naruszyć. Gdy tak się stanie, grozi za to najwyższa kara – śmierć. To samo zresztą spotyka przegranych – zostają oni bezlitośnie unicestwieni. Bezwzględność zamaskowanych strażników jest wręcz przerażająca. Nie mają oni litości dla nikogo.

Jednak wizja śmierci nikogo nie zniechęca. Wręcz przeciwnie, im więcej osób zginie, tym większa szansa na wyższą wygraną. Zaczyna się okrutna walka polegająca na przeliczaniu istnień ludzkich na pieniądze. Zwycięzca bowiem może być tylko jeden. Kolejne morderstwa, bo jak inaczej można nazwać eliminowanie przegranych, zdają się niczym w obliczu zdobycia tak olbrzymiej kwoty oznaczającej dla szczęśliwca lepszy byt.

Jest to więc gra na śmierć i życie o najwyższą stawkę: przeżycie oraz nagrodę finansową, która może rozwiązać problemy zwycięzcy na zawsze. Determinacja uczestników również jest przerażająca. Bez skrupułów knują, planują, zabijają oraz podkopują innych. Zachowują się tak, ponieważ dla tych ludzi prawdopodobnie nie jest już istotne, czy zginą tutaj podczas walki, czy wrócą do swojego nędznego życia, gdzie czeka ich podobny los. Ale czy naprawdę tak jest? Czy pieniądze są warte tego, aby narażać swoje i cudze życie? Na odpowiedź ze strony bohaterów nie mamy co liczyć. Pozostaje nam być tylko niemymi obserwatorami rozgrywek i wsłuchanie się w ich opowieści.

Jedno jest pewne, bez względu na indywidualne historie graczy, perspektywa spokojnego życia kusi wszystkich i doprowadza ich do skrajnych, momentami bezwzględnych zachowań, gdzie nie liczy się ludzkie życie, a wartości takie jak litość czy sympatia poczytuje się za słabość. Obowiązuje więc prawo silniejszego, sprytniejszego oraz bardziej przebiegłego. Uczestnicy gry zachowują się jak stado dzikich zwierząt, dla których ważny jest jedynie instynkt przetrwania. Te igrzyska śmierci przypominają więc polowanie na zwierzynę. Najsłabsze ogniwo musi polec.

Trudno jednoznacznie określić atmosferę panującą w serialu. Według mnie bywa dziwna, skomplikowana, ale jednak sprawia, że oglądając kolejne odcinki, widz wciąga się coraz głębiej. Chce jak najszybciej poznać wynik rozgrywki.

„Squid Game” recenzja filmu

Brutalność, przerysowanie oraz bezwzględność postępowania poszczególnych bohaterów to nic innego jak jawne sprzeciwianie się obecnej sytuacji, gdzie kapitalizm, wizja bogactwa oraz prawo pieniądza rządzą światem. To wszystko doprowadza nas powoli do zagłady ludzkości. Na pierwszy plan wysuwają się bowiem egoizm i niepochamowana chciwość, ale, co najważniejsze, nie jest on wrodzony, lecz nabyty w akcie desperackich uniesień, wobec których człowiek nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć cel. Rozpacz bezradnych uczestników gry powoduje, że nie wiedzą oni, co to wyrzuty sumienia, a jedyny dekalog, jaki znają, to prawo silniejszego, sprytniejszego. A wszystko po to, aby zdobyć przepustkę do lepszego świata pozbawionego biedy. Co zaskakuje najbardziej i jednocześnie napawa optymizmem, wielu z tych bohaterów nie myśli jednak tylko o sobie, o własnych korzyściach. Wygrana ma dla nich wymiar o wiele głębszy.

Mnie ten serial oglądało się z ogromnym niepokojem. Sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, co czuje człowiek znajdujący się w sytuacji bez wyjścia. Do jakich zbrodni jest w stanie się posunąć, gdy sam zostanie pozbawiony niemal wszystkiego. Idealnie tę sytuację ukazuje kontrast między bogato zdobionymi wnętrzami oraz strojami osób będących świadkami tej makabrycznej rozgrywki a uczestnikami w jednakowych zielonych dresach mieszkających w ubogich celach. Nagle uświadamiamy sobie, że z perspektywy wygodnego fotela ogląda się to wszystko jak dobry film akcji. Wniosek jest tylko jeden: pieniądz, a szczególnie jego nadmiar, pozwala na znacznie więcej. Człowiek owładnięty chęcią wzbogacenia się manipuluje, szantażuje i ogłupia długiego człowieka. Sprowadza go do roli biernego odtwórcy wizji innych ludzi odpowiedzialnych za losy świata.

Ta hierarchiczność społeczeństwa jest tu widoczna aż za bardzo. Świadczą o tym chociażby schody rodem z tych pamiętanych z dzieciństwa prowadzących na strych – trochę upiornych, ale na ich szczycie czekał cel, przepustka do lepszego świata pamiętanego z dzieciństwa. Ale to wszystko to jedynie złudzenie, pozory, o czym wszyscy szybko się przekonują.

Serial pokazuje dzięki użytym zabiegom stylistycznym, że ten prosty, zdesperowany lud wiedziony na rzeź staje się „zakładnikiem lepszej przyszłości”. Porządku podczas gry pilnować mają strażnicy ubrani w charakterystyczne różowe stroje z figurami geometrycznymi na maskach przypominającymi znaczniki pada z konsoli. Poszczególne figury oznaczają zajmowane stanowiska w hierarchii – koło przeznaczone jest dla najniższych rangą strażników, natomiast trójkąt przynależy do wyższych żołnierzy, a kwadrat do ich dowódców.

Ich anonimowość, czyli brak imion i nieznajomość twarzy powodują, że uczestnicy gry na ich widok reagują przerażeniem, co ułatwia każdej ze stron ślepe wykonywanie poleceń. Skrywani za mundurem bezwolni strażnicy mają za zadanie bez litości eliminować buntowników oraz przegranych. Gdyby zostali rozpoznani, straciliby swoją siłę.

Kolejna ciekawa symbolika została zastosowana w kolorystyce – zestawienie zieleni i różu w opozycji do siebie ukazuje bojowników przeciw systemowi bojących się ludzi w różowych strojach oraz pomieszczeń w tym samym kolorze, które mają przywoływać dzieciństwo.

Uwagę przykuwa również bijący po oczach brak realistycznie wyglądających kadrów, budowli, ulic i postaci lalki. Ma to pomóc uczestnikom w uwierzeniu, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, że nikt nie zginie. Zachodzi więc idealne połączenie fikcji z rzeczywistością, która ma dezorientować, zmylić, stworzyć iluzję, ale tylko po to, aby za chwilę zrzucić przegranych w przepaść. Są oni przecież przegranymi życiowo straceńcami, których na końcu drogi życiowej i tak czeka śmierć, więc żadnej litości nie będzie.

Czuć tu wszechobecny strach, tortury psychiczne i fizyczne znęcanie się nad innymi. Są akty seksualne, handel organami ludzkimi, zakłady o to, kto wygra. Przegranych czeka tylko śmierć. Wszystko jest zerojedynkowe – na kompromis, układy czy poddanie się nie ma miejsca.

„Squid game” nakazuje nam się zastanowić, czy faktycznie to, co jest zdobywane z takim trudem, poświeceniem i narażeniem niekoniecznie swojego życia będzie tego warte. Goniąc bowiem za absurdalnymi marzeniami, często zapominamy o najważniejszym – o byciu człowiekiem, o przyzwoitości oraz o zwykłych ludzkich odruchach. Nie chcemy pamiętać, że za każdym człowiekiem stoi jego historia, emocje i uczucia. Na myśl przychodzą mi w tym momencie utwór Edyty Górniak pt. „Litania”:
Złoty pieniądzu
Błogosławiony twój obraz,
Bez skaz oblicze twe.
Pożądania jedyny cel, złota blask.
Królestwa twego tron mi daj.
I duszę weź. Ja chcę,
Całym światem ja władać chcę.
Nierówność społeczna, jakiej doświadczamy na co dzień, czyli wykorzystywanie biednych przez bogatych również nie można bagatelizować. Takie społeczeństwo stworzyła potęga pieniądza, w którym bogaci dla zapewnienia sobie rozrywki skazują na cierpienie słabszych. Reżyser w ten sposób wytyka słabości naszego charakteru. Cierpienie i zadawany innym ból dodaje siły, a rodząca się zazdrość prowadzi tylko do zawiści.

Pozostaje jednak nadzieja, że okrucieństwo, brutalność oraz pogoń za pieniądzem nie staną się naszym jedynym, słusznym lekiem na frustracje i niepowodzenia życiowe.

Recenzowała 



Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.

Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.