Cześć!
Mam na imię Sylwia i witam Cię na stronie Kulturalne Rozmowy! Jest to portal dziennikarski działający na własnych zasadach, na którym znajdziesz wiele ciekawych wywiadów z gwiazdami, inspirujące historie ludzi sukcesu oraz recenzje dobrych książek i filmów. Rozgość się!

Zainspiruję Cię do osiągania wyższych celów.
Sprawdź, jak robią to inni!
CZYTAJ WIĘCEJ
  • 1
    WYWIADY
    Zapraszam Cię do poznania fascynujących historii ludzi sukcesu przepełnionych pasją nie tylko ze świata show biznesu.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 2
    RECENZJE
    Poznaj dobre książki oraz ich Autorów. Wejdź ze mną do świata literatury, z którego nie będziesz chciał odejść.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 3
    ARTYKUŁY
    Lubię coś czasem napisać, podzielić się opinią, spostrzeżeniami lub wiedzą na dany temat.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 4
    INSTA KURS
    Chciałabyś zacząć zarabiać na Instagramie? Poznaj najlepsze metody kreowania wizerunku, które opisałam w kursie.
    SPRAWDŹ TUTAJ

[rozmowa o książce] Roma J. Fiszer: Jako młoda osóbka marzyłam o zostaniu Robinsonem w spódnicy


Roma J. Fiszer – polska pisarka, autorka powieści obyczajowych. Urodzona w Poznaniu, ale od wielu lat mieszka w Gdyni. Napisała m.in.: „Kilka godzin do szczęścia” (2016), „Wzgórze pełne słońca” (2016), „Sezon na szczęście” (2017), „Chatę nad jeziorem” (2019). Niedawno wydała swoją kolejną powieść „Wzgórze miłości”. Jej ogromną miłością są Kaszuby i to właśnie ten region Polski zajmuje sporą część wszystkich zapisanych historii. Dziś autorka opowiada mi o tym, jak pisze oraz od czego się to wszystko zaczęło. Zapraszam – będzie ciekawie.

Roma J. Fiszer "Wzgórze miłości" wywiad

Kim jest Roma J. Fiszer?

Roma J. Fisze: Kimś podobnym do swoich sąsiadów niczym na pozór się niewyróżniającym. Przecież kiedy spaceruję, nie widać pióra, którym opisuję piękno Kaszub i Kaszubów, nie noszę przy sobie klawiatury. W najbliższym otoczeniu prawie nikt nie wie, że ta Roma, to właśnie ja. Dobrze mi z tym, ponieważ dzięki temu mogę zachowywać incognito, swobodnie podsłuchiwać i podpatrywać. Dodam, że jestem od wielu lat na emeryturze, a premiera pierwszej powieści „Kilka godzin do szczęścia” miała miejsce w styczniu 2016 roku. Miała być pierwszą i ostatnią, ale życie napisało inny scenariusz. Dotąd udało mi się wydać jedenaście powieści i jedno duże opowiadanie, i nie mam zamiaru na tym skończyć.

Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem i z ludzkimi historiami?

Od samochodowego wypadku, który wydarzył się nam w lutym 2009 roku. „Dogonił” nas samochód z pijanym kierowcą mającym 2,6 promila alkoholu we krwi…

Nam, cudem, prawie nic się nie stało, ale nasz samochód nadawał się do kasacji. Szkoda dalszych słów, choć zdarzenie zapisało się mocnymi zgłoskami w naszej pamięci. Boldem.

A potem transcedentalne przemyślenia, metafizyczne odniesienia, wciąż pytania i pytania. Dlaczego zostaliśmy uratowani przez Najwyższego, którego każdy sobie inaczej wyobraża? Czy zostało nałożone na nas jeszcze jakieś dodatkowe zadanie do wykonania na tym ziemskim padole? Co to ma być takiego? I tak we wspólnych domowych rozmowach, w tym z córką Patrycją, „ustaliliśmy”, że Roma ma pisać, a „terenem eksploracji literackiej” mają być Kaszuby i Kaszubi. Jeśli jest się czterdzieści lat inżynierem-projektantem systemów radiokomunikacyjnych (bo tak wynika z moich dyplomów), przekroczyło w owym czasie 60-lat, to jest to bardzo ciekawe wyzwanie. A potem pisanie, krok po kroku, aż znalazłam się tu, gdzie jestem.

Skąd bierze Pani pomysły na swoje książki?

Z obserwacji wszystkiego, co dzieje się wokół, z historii zasłyszanych od rodziny czy znajomych, przeżyć ojców, dziadów. Bardzo wiele dołączam z historii Polski, Kaszub, Kaszubów, których poznawanie to moje hobby. To mnie ciągnie do pisania najbardziej. A potem wymyślanie głównych wątków powieści, dla których przykłady przynosi codzienne życie. Z kolei miksowaniem wszystkiego zajmuje się wyobraźnia, której mam wciąż pod dostatkiem, czemu nieustannie się dziwię. Skąd to się bierze? Odpowiedź jest prosta: tak mam i już. Wykorzystuję w powieściach stare rodzinne nazwiska, jak choćby Nagengast; w pierwszych czterech tomach sagi jest o tym wiele. Tak się np. nazywa główna bohaterka cyklu Anna Nagengast, a po mężu Prawosz. Kolejnych pomysłów nie brakuje i starczy ich jeszcze na wiele dalszych powieści.

Pisanie daje mi…

Możliwość „ucieczki” od szarzyzny, codzienności, chociaż z drugiej strony, mówię o niej w moich powieściach sporo właśnie, ponieważ ona w życiu jest najważniejsza. Dotyka nas wszystkich. Borykanie się z nią, „przechytrzanie” jej. Bywa, że w ciężkiej walce, a jeśli trzeba, to uznawanie się chwilowo za pokonanego. Pokonanym, gdyż na przykład na śmierć, czy na choroby, często nie mamy wpływu.

Pisanie jest więc szukaniem możliwości rozwiązywania pułapek, jakie na nas zastawia życie, starając się być przy tym pogodnym, a często krotochwilnym. Dlatego w moich tekstach Czytelnicy znajdą sporo przykładów, że po scenach tragicznych, następuje nagłe rozprężenie, a nawet wesołość. To trochę podpowiedź, jak powinniśmy zachowywać się w podobnych sytuacjach w życiu.

Roma J. Fiszer "Wzgórze miłości" wywiad

Z jakim pisarzem lub pisarką się Pani utożsamia i mogłaby się Pani porównać? Mówię tu o stylu, doświadczeniach, ideałach…

Niestety nie jestem pisarką „wyuczoną” jak poważna część piszących. Mówiąc „wyuczona”, myślę o studiach polonistycznych, dziennikarskich itd. Jestem właściwie Nikiforem w tej branży, osobą, która pojawiła się znikąd, przypadkiem, na skutek zbiegu nieoczekiwanych okoliczności. Moi idole byli kiedyś ulokowani w dziedzinie radiokomunikacji, ponieważ to mój zawód, więc do ich umiejętności starałam się kiedyś dążyć. Oczywiście byli też idole w dziedzinie literatury, tyle że na nią zawsze było mniej czasu.

Jeśli już muszę kogoś wymienić, to najbardziej pochłanianymi autorami byli Sienkiewicz, Kraszewski i Bunsch. Oczywiście poznałam także całą klasykę literatury krajowej i światowej, i staram się dotąd być na bieżąco. Najbardziej jednak interesowała mnie zawsze literatura historyczna, ale także społeczno-obyczajowa. Nie będę wymieniać autorek i autorów, gdyż to lista tuzów światowej i polskiej literatury.

A co do porównywania się z kimś… Piszę od dwunastu lat z potrzeby serca, początkowo do szuflady, a na czytelnicze półki dopiero od sześciu lat, kiedy to córka wysłała mój tekst do Agencji Autorskiej ZetZet. Potem przyszła od jej szefa, Zbyszka Zawadzkiego, pozytywna odpowiedź aż wreszcie odezwało się wydawnictwo Edipresse. Poza tym, w moim wieku nie ma już potrzeby porównywania się z kimkolwiek, nawet jeśli to dotyczy wyłącznie stylu pisania. Niektórzy piszą do mnie, że to mój styl jest specyficzny, więc…

Gdyby mogła Pani zamienić się na jeden dzień w jakąś postać z książek, kto by to był i dlaczego?

Jako młoda osóbka marzyłam o zostaniu Robinsonem w spódnicy. Trudno mi to wyjaśnić, rodziców to dziwiło, mnie też. Jeśli chodzi z kolei o bohaterów moich książek, to z jednej strony jest to bardzo łatwe zadanie, ponieważ zdecydowana ich większość to postaci sympatyczne, czy to kobiety, czy mężczyźni. Czy wynika z tego, że jestem sympatyczna? Może nie zawsze się udaje, ale się staram. Chcę sympatycznych postaci, takie też celowo wymyślam, ponieważ codzienne życie ma zbyt wiele złych twarzy, żeby wymyślać jeszcze złe charaktery. W każdej z postaci lokuję jakieś cząstki mojej osobowości, wiedzy o świecie, zainteresowań. Ci, którzy mnie znają dokładnie, potrafią to wychwycić. Lubię być Felcią, ponieważ ona w swojej spiżarni zawsze znajduje coś na rozgrzanie ciała, ale także duszy, wesołym słowem, wymyśloną od ręki krotochwilą. Jeśli chodzi o wiek, lepiej byłoby być Kaśką, ale z Anną także mi po drodze, choćby przy słuchaniu muzyki, każdej dobrej muzyki, gdyż bez niej nie mogę się obyć.

Czy przywiązuje się Pani do bohaterów swoich książek?

Zastanawiam się właśnie, kto bardziej przywiązuje się do nich: ja czy moi Czytelnicy? Jeśli nieustannie piszą do mnie, żeby kontynuować sagę, choć napisałam także pięć niezależnych powieści, to chyba Oni bardziej przywiązali się do moich bohaterów. Z przyjemnością jednak dalej piszę o nich, kontynuuję ich losy, choć biologia wśród nich też musi obowiązywać. Niektórzy z nich są już bardzo leciwi – tak to kiedyś wymyśliłam, więc muszą „odchodzić”. Jakie jest zatem rozwiązanie? Można z nich robić matuzalemów, ale nie można udawać, że w literaturze prawa biologii nie obowiązują. Dlatego wymyślam swoich bohaterów w różnych kategoriach wiekowych, aby o nich pisać i pisać. Zakończenia moich powieści są na ogół „otwarte”, żeby w każdej chwili można kontynuować fabułę i wrócić do wcześniej wymyślonych postaci.

Jak wygląda Pani otoczenie podczas tworzenia, co Pani lubi mieć koło siebie, a co Pani absolutnie przeszkadza?

Na letnisku, gdzie spędzamy kilka miesięcy w roku, wystarcza śpiew ptaków, szum wiatru, deszcz dzwoniący o dach czy szyby. Lubię ciszę, choć musi być w niej obecna także muzyka. Każda dobra muzyka, harmonia, jak ją definiują Anna, Kaśka i Eliza. Od Vivaldiego, poprzez Chopina, mistrzów opery aż do smooth jazzu, rocka, popu, a także muzyki ludowej, jak choćby nasza kaszubska Welewetka. Nazwiska wykonawców, tytuły ulubionych utworów, a często teksty, przywołuję w swoich powieściach nieustannie, a muzyka wybrzmiewa zawsze w tle zdarzeń. Uwielbiam też słyszeć na żywo radosne dziecięce głosy, ponieważ to także najprawdziwsza muzyka.

Przeszkadzają natomiast remonty, wiercenia w naszych struno-betonowych blokach. Pod ich wpływem zaraz trzęsą mi się palce na klawiaturze, nie mówiąc o bólu uszu. Jedynym rozwiązaniem pozostają wówczas słuchawki.

Roma J. Fiszer "Wzgórze miłości" wywiad

Gdyby miała się Pani znaleźć w jednej ze swoich książek, to w której i dlaczego akurat w tej?

Tytuł jest oczywisty: „Wzgórze miłości”, ponieważ w tej powieści szeroko opisana jest Szkocja, trzecia moja miłość, po Kaszubach i Poznaniu – gdzie mój matecznik. Zamieszkać w małym wiejskim domu na Mull of Kintyre, oglądać wschody słońca z tamtejszego klifu, słyszeć dochodzące spod niego dźwięki szkockich dudziarzy maszerujących brzegiem morza, to moje marzenie z ostatnich lat. W tym samym miejscu byli również wcześniej Kaśka i Maciej, w „Sezonie na szczęście”. To wszystko jest prawdopodobnie echem zauroczenia sprzed lat przebojem Paula McCourtneya o takim właśnie tytule.

Bardzo lubię szkocką historię, kulturę, muzykę i historię, ale także sąsiednich krajów: Walii i Irlandii. Dlatego tak chętnie wynajduję różne cuda na ich temat, w tym historię naczelnika klanu Campbellów, Torquhila Iana Campbella, trzynastego księcia hrabstwa Argyll, noszącego jednocześnie gaelicki tytuł syna Wielkiego Colina, którego siedzibą jest Inveraray Castle. Prawda, że to pasjonujące? A jeśli jeszcze ten książę, jak okaże się w mojej, częściowo wymyślonej historii, posiada słowiańską haplogrupę R1a1, to staje się to wręcz pasjonujące. Na Wyspy Brytyjskie „zbłądziła” także Iwona, bohaterka „Listów sprzed lat”, w poszukiwaniu Arthura, swojej miłości z dawnych czasów.

Co takiego jest w Kaszubach, że postanowiła Pani o nich pisać? Jakie są Pani ulubione miejsca i jak one wpływają na Pani twórczość?

Dlaczego piszę o Kaszubach? Tutaj mieszkam od ponad 50 lat, więc zdążyłam poznać i pokochać! Są najpiękniejsze, niedoceniane, często lekceważone i niesłusznie przypina się Kaszubom różne łatki. Tutaj w większości toczą się opisywane przeze mnie zdarzenia.

Parchowo jest naszą najulubieńszą kaszubską wsią. W jej pobliżu mamy od czterdziestu lat swoją „świątynię dumania”, letnisko z drewnianymi chatkami. Tam ładujemy swoje akumulatory na cały rok. Tam powstają też wszystkie najistotniejsze życiowe plany i pomysły kolejnych powieści. W którąkolwiek stronę stamtąd nie ruszyć same cuda: Węsiory i Bytów, Kartuzy i Kościerzyna, Wdzydze, Gochy, Słupsk, Ustka, Wejherowo, Hel. Zresztą cała Norda z Małym Morzem, czyli Zatoką Pucką. Oczywiście urzekająca Gdynia, w której mieszkam i która jeszcze nie tak dawno była małą wioską. „Pereł” wokół jest wiele, więc wystarczy otworzyć którąkolwiek z moich książek, żeby je podziwiać, i dać się ponieść moim o nich opowiadaniom.

Szósta część sagi, „Wzgórze miłości”, opowiada o zwyczajnym życiu, ale jednak dużo tam jest informacji dotyczących historii miast Europy. Ile trwało zebranie informacji do napisania tej książki?

To pytanie dotyka techniki pisania. W ostatnich dwóch latach trudno jest podróżować, ale od czego jest internet jako niewyczerpane źródło informacji? Choćby mapy Google Earth, za których pośrednictwem możemy być gdziekolwiek tylko dusza zapragnie? Oczywiście trzeba znać sposób poruszania się w ten sposób po świecie, a potem już tylko inwencja i czas. Przykładowo Sycylia z powieści „Kurs na miłość”. Nigdy raczej tam nie będę, a musiałam. Pierwszy krok to mapa i spacery za jej pośrednictwem na przykład po Palermo. Potem jak w „lupie elektronicznej” poszukuje się szczegółów znalezionych miejsc, obiektów: sanktuarium Santa Rosalia, Palazzo dei Normanni – Pałac Królewski, Cattedrale di Palermo – katedra, Teatro Massimo Vittorio Emanuele – opera, most Ponte dell’Ammiraglio, i inne. Poszukiwania szczegółów o tych miejscach w albumach, literaturze, w portalach włoskojęzycznych. A potem sklecenie kilku czy kilkunastu zdań, żeby wzbudzić ciekawość Czytelników. To kosztuje dużo, bardzo dużo czasu, ale od czegoś są jeszcze noce, prawda? (śmiech)

Dla kogo jest ten cykl?

Mogłabym powiedzieć, że głównie dla kobiet, ale jeśli piszą do mnie mężczyźni choćby tak:

„Ostatnio wpadła mi w ręce pani książka >>Siedlisko gorących serc<<. Zainteresowałem się nawiązaniami do historii, a także opisywanymi barwnie różnymi miejscami na Kaszubach. Zorientowałem się, że to czwarta część i zacząłem studiować sagę od początku. Jestem zauroczony”.

To tylko przykład. Takich listów w prywatnych wiadomościach w social mediach znajduję więcej. Oczywiście głównie piszą do mnie kobiety. Niektóre wybierają się szlakiem moich bohaterów, odwiedzają nawet Parchowo, wykupują wczasy nad jeziorem Mausz. Zwiedzają Kaszuby krok po kroku, np. Szwajcarię Kaszubską, Bytów, a także inne miejsca regionu, które opisuję. To dla takich Czytelników właśnie piszę. Nie pomyślałam, że tak może się zdarzyć, a jednak tak się dzieje. Piszę tak, aby nie pojawiała się „dostępowa” etykieta np.: tylko dla kobiet. Moje powieści są dla wszystkich, bez względu na płeć i wiek. Pisanie o Kaszubach z historią w tle jest moją misją. Mam jeszcze sporo o nich do opowiedzenia.

Który gatunek jest Pani ulubionym? Jakie książki czyta Pani najchętniej i czy pokrywa się to z tym, co najczęściej pisze?

Wspomniałam już, że książki historyczne. A jeśli już, to „nieśmiertelny” Jasienica. Czytam jego eseje właściwie non stop. Za każdym razem odnajduję coś nowego, ponieważ weryfikuję u niego zdarzenia z historii, na które gdzieś ostatnio natrafiłam. Oczywiście sprawdzam również Jasienicę, gdyż on pisał bardzo, ale to bardzo subiektywnie. Jestem pod wielkim wrażeniem pióra i sposobu pisania Dana Browna – to znowu w gruncie rzeczy historia.

Trudno się od jego powieści oderwać. Maciej Siembieda i jego intrygujące „444”. Literackie warsztaty obu pisarzy są doskonałe. Powieść „Legion” Elżbiety Herezińskiej, czy jej książki dotykające wcześniejszej historii Polski, to także majstersztyk. Jest doskonała w dziedzinie reaserchu historycznego, a potem fabularyzowaniu odnalezionych faktów. Tytaniczna praca. Niezmiennie podziwiam i jeśli trzeba, też nie żałuję sił i czasu.

Roma J. Fiszer "Wzgórze miłości" wywiad

Co chce Pani zaoferować swoim Czytelnikom? Czy pisze Pani głównie po to, by podarować im rozrywkę?

Przede wszystkim oferuję odpoczynek, ukojenie po kolejnym szarym dniu, pełnym walki o pozostanie sobą. Chcę, aby chociaż na stronicach moich powieści Czytelnicy odnaleźli dobro, którego wokół nas jest coraz mniej. Stąd nie ma u mnie złych bohaterów, czy nadmiernych wulgaryzmów. Tego sporo mamy dookoła. Moje teksty nie są czystą rozrywką, choć akurat ją bardzo trudno zdefiniować. Czytelnicy odnajdą w moich powieściach opisy podobnych zdarzeń, jakie przeżywają na co dzień. Czeka ich sporo pozytywnych wzruszeń i radości.

Z drugiej strony pokazuję dobro, jakie często wypływa z przeżywania bólu i cierpień. Odnajdą w opisie codziennych zdarzeń ślady z historii, piękno Kaszub, ale też innych miejsc w Polsce czy Europie, dokąd trafią moi bohaterowie. Zachęcam ich do odwiedzania niecodziennych obszarów, które uchowały się wbrew wojennym zawieruchom, zaniedbaniom oraz zapomnieniu. Być może, niektóre wątki, zdarzenia są nieco wyidealizowane, ale jeśli ktoś chce znaleźć zdarzenia bardziej realistyczne, znajdzie je na sąsiedniej półce.

Kiedy następna część?

Piszę prawie nieustannie. W tej chwili pracuję, niemal równolegle, nad dwiema powieściami. Jedna z nich to kontynuacja kaszubskiej sagi. Prawdopodobnie w okolicach połowy roku pojawi się już siódma jej część, ale nie ostatnia. Będziemy dalej przeżywać losy Anny, Kaśki i Elizy oraz ich przyjaciół z Siedliska Sołacz w Parchowie.

Druga to historia dwóch miłości: współczesnej, pomiędzy Elwirą – młodą dziennikarką a Krzysztofem – leśnikiem z Borów Tucholskich oraz miłości sprzed lat, pomiędzy Apolonią a Zbysławem, rozgrywającej się w retrospekcjach, ze statkiem „Batory” w tle. Znowu dużo Kaszub, głównie z Gdynią, ale też Parchowem i jeziorem Mausz.

Dziękuję bardzo za tak ciekawą opowieść o pasji pisania, Kaszubach oraz Pani bohaterach. Co chciałaby Pani powiedzieć swoim Czytelnikom?

Na zakończenie pragnę podziękować Czytelnikom za sięganie po moje powieści i zapraszam do poszukiwania kolejnych.

Rozmawiała



Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.

Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.