Cześć!
Mam na imię Sylwia i witam Cię na stronie Kulturalne Rozmowy! Jest to portal dziennikarski działający na własnych zasadach, na którym znajdziesz wiele ciekawych wywiadów z gwiazdami, inspirujące historie ludzi sukcesu oraz recenzje dobrych książek i filmów. Rozgość się!

Zainspiruję Cię do osiągania wyższych celów.
Sprawdź, jak robią to inni!
CZYTAJ WIĘCEJ
  • 1
    WYWIADY
    Zapraszam Cię do poznania fascynujących historii ludzi sukcesu przepełnionych pasją nie tylko ze świata show biznesu.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 2
    RECENZJE
    Poznaj dobre książki oraz ich Autorów. Wejdź ze mną do świata literatury, z którego nie będziesz chciał odejść.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 3
    ARTYKUŁY
    Lubię coś czasem napisać, podzielić się opinią, spostrzeżeniami lub wiedzą na dany temat.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 4
    INSTA KURS
    Chciałabyś zacząć zarabiać na Instagramie? Poznaj najlepsze metody kreowania wizerunku, które opisałam w kursie.
    SPRAWDŹ TUTAJ

[rozmowa o książce] Eva Minge i jej "Gra w ludzi", czyli o współczesnym niewolnictwie


Eva Minge – kobieta, która w swojej dziedzinie osiągnęła międzynarodowy sukces. Projektantka mody, malarka, a teraz również autorka powieści sensacyjnej pt. "Gra w ludzi" opowiadającej prawdziwą historię kobiety uwikłanej w pewną grę, którą można przyrównać do współczesnego niewolnictwa praktykowanego za przyzwoleniem drugiego człowieka. Kim są influencerki? Co to są "nowe social media"? Ile wart jest człowiek jako produkt oraz na wiele innych pytań odpowiada podczas naszej rozmowy. Zapraszam – będzie ciekawie. Wiele rzeczy Was zaskoczy, tak jak mnie.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Co takiego musi się zadziać, aby uznana projektantka mody zaczęła pisać książki?

Eva Minge: Nic nadzwyczajnego. Musi znaleźć przede wszystkim czas i przestrzeń. Lubię pisać i kocham wyrażać się poprzez pisanie, co widać w moich profilach w social mediach, które od kilku lat sama prowadzę. Moje teksty są często cytowane przez media, jeśli poruszam ważne społecznie sprawy. Do tego grono moich fanów na Instagramie i na Facebooku od dłuższego czasu skandowało "Pani Evo, prosimy o książkę".

Pierwsza moja książka została wydana siedem lat temu. To była autobiografia pt. "Życie to bajka". Obecnie nie ma jej na rynku, ale można ją kupić chyba na Allegro, gdzie osiąga dość nietypowe ceny. Nie zamierzałam jej wznawiać, ponieważ ta autobiografia skończyła się w pewnym momencie mojego życia, do którego dopisuję kolejne rozdziały, więc przyjdzie taki czas, kiedy ją zaktualizuję.

Wracając do pytania, pojawiła się pandemia – szczególnie ten początek, kiedy byliśmy wszyscy zamknięci i przerażeni, a ludzie dookoła mnie odchodzili. Wszystkie spekulacje na temat potrzeby izolacji były dla mnie dziwne, ponieważ uznaję za oczywiste, że jeśli jest coś, z czym nie potrafimy walczyć, to powinniśmy zostać w domu. Nie mogłam więc z powodów oczywistych wyjeżdżać za granicę i wypełnić podstawowych obowiązków zawodowych, a ja jako osoba, która rano wychodziła z domu, a wieczorem wracała, zwłaszcza kiedy moi synowie już dorośli, nagle zaczęłam cierpieć na nadmiar wolnego czasu. Zastanawiałam się, co z tym zrobić. Poczułam się trochę jak na przymusowej emeryturze. Wcześniej wyobrażałam sobie, że w tym pięknym czasie będę pisać książki i że będę mieć czas, żeby malować. Bardzo żałuję, że nie wykształciłam się bardziej w kierunku artystycznym. Na świecie jestem znana głównie z mody haute couture. Jednak chyba bliżej jest mi do malowania obrazów oraz pisania książek. Nic nowego nie wymyśliłam. To jest mój plan od dziecka.
A skąd pomysł na historię o Annie?

Zawsze w tym momencie pojawia się pytanie o temat, ponieważ to nie wygląda tak, że siadam sobie przy laptopie i wymyślam jakąś tam historyjkę i ją piszę, żeby się fajnie sprzedała. Staram się, aby wszystko, co w życiu robię, było marką. Dając pewnym rzeczom swoją twarz, chciałabym, aby były przydatne. Dotyczy to przede wszystkim mody, ponieważ chciałabym, aby kobiety, które noszą moje ubrania, z nimi się utożsamiały, żeby sprawiały im one przyjemność. To samo jest w przypadku literatury. Chciałabym, żeby z jednej strony sprawiała ona przyjemność, więc bardzo się cieszę z odzewu wydawniczego. Otrzymałam wiele dowodów sympatii. Wydarzyła się niesamowita sprawa, ponieważ w ciągu dwóch tygodni były aż dwa dodruki. Jest to sytuacja dość nietypowa, zwłaszcza że mówi się o obecnym kryzysie czytelnictwa.

Historia, którą poznałam, bardzo mną wstrząsnęła. Nosiłam ją w sobie dość długo. Muszę zaznaczyć, że opisane w „Grze w ludzi” wydarzenia zdarzyły się naprawdę. Głowna bohaterka, Anna oraz inne postaci mają dla naszego wspólnego bezpieczeństwa zmienione imiona. Mamy ze sobą kontakt cały czas i pewnego razu zapytała mnie: "kiedy ty wreszcie zrobisz z tego użytek?". Namawiała mnie usilnie, aby wykorzystać tę jej historię i ją opisać. Dziś jest w zupełnie innym momencie swojego życia, o czym napiszę w drugim oraz trzecim tomie. Drugi właśnie kończę, ponieważ do końca września muszę odesłać do wydawnictwa.

Jest to więc powieść o społecznym wymiarze…

Tak. Perypetie Anny mogą bardzo wiele zmienić w społeczeństwie. Pokazuję w tej opowieści cały blichtr tego świata, który zawiera w sobie tyle samo dobra, co zła, dobrych i złych ludzi. Nie ma w niej podziału na płeć. Występują bardzo dobrzy mężczyźni i bardzo dobre kobiety, ale też są bardzo złe kobiety oraz bardzo źli mężczyźni. Odczarowuję trochę historię pt. jak handel ludźmi, stręczycielstwo czy wykorzystywanie to tylko mężczyźni.

Jeden z dziennikarzy ładnie nazwał to zjawisko "hazardem seksualnym". Zajmują się tym nie tylko mężczyźni, ale w takim samym stopniu też kobiety. One krzywdzą w takim samym stopniu zarówno kobiety, jak i mężczyzn. W pierwszej części książki, na końcu zapowiadam również wątek handlu dziećmi i wykorzystywania ich seksualnie. Pojawi się jego kontynuacja w kolejnych tomach.

W "Grze w ludzi" odkrywa Pani zupełnie inne, dotąd mi nieznane, oblicze social mediów, celebrytów.

Dokładnie. Przy okazji tej historii pokazuję ten sztuczny świat, który występuje obok świata realnego, czyli celebrytów czy gwiazd, które wypracowały swoją pozycję, świecą blaskiem, który imponuje innym. Social media wykreowały całą grupę celebrytów, którzy w życiu tak naprawdę niczego nie osiągnęli, a to, co udało im się stworzyć, jest po prostu przerażające. Niestety, to właśnie oni, ze względu na zasięgi i dlatego, że najłatwiej sprzedaje się głupota, są promowani.

Nawet poważne media zaczynają promować osoby, które niczego nie osiągnęły, ale stoi za nimi ich potencjalny czytelnik. okazuję prosty mechanizm hodowania takich celebrytów czy inwestowania w ich "karierę", którzy budują swoje zasięgi na głupocie lub zwyczajnie dlatego, że pięknie wyglądają. Z tego procederu są później czerpane korzyści. Tacy celebryci mają swoich managerów, prawników. Odkrywam kulisy tej sytuacji. Nie chodzi mi absolutnie o tanią sensację, ale o to, żeby czytelnik zrozumiał, dlaczego te osoby są promowane.

I to wszystko przenosi się do mediów…

Oczywiście, ponieważ media obecnie utrzymują się z odsłon, czytelników, klikania. Jeżeli taka osoba będzie promowana w mediach, to naturalne jest, że ona i cały jej fan club w postaci np. miliona czy dwóch milionów obserwujących na Instagramie przechodzi do tego medium. Wystarczy, że taka celebrytka pokaże, że jest na okładce danej gazety. Społeczność przez nią zgromadzona zacznie szukać tego tytułu. Są to więc proste mechanizmy biznesowe, czyli zwykły marketing.

Niestety obecnie media czy dziennikarze w bardzo małym stopniu zajmują się rzetelnym przekazywaniem wiadomości. Chodzi mi tu o informacje niepodlegające manipulacji. Niewielu zajmuje się pokazywaniem prawdziwych sylwetek ciekawych ludzi czy konstruktywną krytyką.

W większości media utrzymują się z reklam, które nie wyglądają tak, jak się wszystkim wydaje, np. produkt w postaci złotego pierścionka z podpisem Apart. Reklama dzisiaj to są także artykuły sponsorowane, product placement w artykule, kupiona opinia w danym artykule. Nie zawsze ma za to zapłacone gazeta, często dziennikarze dostają różnego rodzaju profity. Korupcja w świecie informacji to już nie jest tajemnica.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Nie chodziło jednak tylko o historię Anny. Takie sytuacje zdarzają się też i w Polsce, prawda?

Oczywiście. Żyję na prowincji z wyboru, wśród ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o wielu sprawach. Często mnie o coś pytają, pewne rzeczy gloryfikują. Takim przełomem było spotkanie z moją przyjaciółką – świetnym lekarzem, jej mąż także. Ich 15-letnia córka postanowiła przerwać naukę. W rozmowie ze mną tłumaczyła, że nie będzie się uczyć i nie pójdzie na żadną medycynę. Jej mama była tym faktem kompletnie załamana, ponieważ córka nagle zaczęła się stroić, robić mnóstwo zdjęć i w zasadzie nie wychodziła z Internetu. Rzeczywiście dziewczyna przynosiła złe wyniki w nauce, a wcześniej jej marzeniem było dostanie się do dobrego liceum. Podczas rozmowy zaczęła mi opowiadać o celebrytkach, które obserwuje. Poznała ten cały mechanizm, więc postanowiła, że dobrze się ubierze, zrobi kilka zdjęć i coś z tego będzie. Widziała, że jej rodzice pracują dzień i noc, są zmęczeni, znerwicowani, Ona tak nie chce. Dlatego tłumaczyła mi, że wystarczy, jak ładnie się ubierze, stanie na ściance, zaprezentuje jakieś ładne buty, a ktoś jej za to zapłaci. Dziewczyna pochodzi z Warszawy, gdzie wszystko jest dużo łatwiejsze w dostępie niż na prowincji.

Przyjaciółka uznała mnie za autorytet, więc po tym wszystkim przeprowadziłam z nastolatką długą rozmowę, ponieważ chciała, żebym otworzyła jej córce głowę i szczęśliwie się to udało. Dziewczyna skończyła świetne liceum i właśnie dostała się na medycynę.

Już wtedy sobie przyrzekłam, że jak tylko będę miała czas, to taka książka powstanie. Połączę w niej dwa światy. Anna bardzo dobrze poznała ten drugi, sztuczny świat, a jak do tego doszło, dowiedzą się czytelnicy z drugiej części.

Kim jest tak naprawdę Anna? Czy może Pani opowiedzieć coś więcej o kulisach Waszego spotkania?

Myśmy się przypadkowo spotkały z Anną we Włoszech, na Sardynii wiele lat temu. Kobieta potrzebowała potwierdzenia pewnych sytuacji i ja jej w tym bardzo pomogłam, choć w mojej ocenie ta pomoc nie była niczym nadzwyczajnym. Oczywiście, książka nie opowiada naszej historii, ponieważ gdybym ujawniła jej szczegóły, byłoby to niebezpieczne. Nie chciałabym więc zdradzać nic więcej. Mogę jedynie powiedzieć, że na pewno pomogłam jej wydostać się z Włoch i zacząć nowe życie.

Jak długo to wszystko trwało?

Anna dzięki temu, że urodziła dziecko, dodajmy, że niechciane przez ojca, a jednego z czarnych charakterów w mojej książce, była bezpieczna. Została więc uwięziona i sprowadzona do roli opiekunki jego matki, która też jeszcze pojawi się w kolejnej części.

Otworzyłam jej oczy na to, w czym tak naprawdę tkwi. Anna to bardzo mądra, inteligentna i przenikliwa osoba. Dała się złapać w sidła tak jak wielu z nas. Trzeba w tym momencie zauważyć, że jeżeli osoba obserwująca to wszystko z boku nam nie powie, co się dzieje, to nawet jeśli się tego domyślamy, to usilnie poszukujemy potwierdzenia dla tej sytuacji, po którym dopiero zorientujemy się, co się dzieje. To jest podstawą do tego, aby wydostać się z takiej mafii.

Trzeba jasno powiedzieć, że Anna nie została uwięziona w rozumieniu, że była otoczona murem, a wszyscy ją pilnowali, nie mogła się więc wydostać. Tu chodzi o to, że ona była ubezwłasnowolniona psychicznie. Miała też dziecko, opiekowała się również matką tego mężczyzny, którą polubiła, wręcz pokochała ze względu na brak miłości od swojej matki. Matka jego też była z nią bardzo związana.

Biorąc pod uwagę te wszystkie fakty, Anna z jednej strony chciała, a z drugiej nie chciała uciekać. Potrzebowała jasnego stwierdzenia: "ta sytuacja jest chora". Najważniejsza informacja, jaką udało mi się ustalić to to, że ten człowiek pozostaje nadal w związku w Polsce, podczas gdy ona przebywa we Włoszech.

Czasem w takich momentach dochodzą do nas, kobiet, zupełnie absurdalne myśli typu, że coś się zepsuło, ponieważ nie chciał tego dziecka, albo to sama kobieta jest zła czy gruba po urodzeniu i powinna schudnąć. I tak naprawdę to mężczyzna ją kocha, więc ona powinna poczekać. Kluczowym momentem będzie dostarczenie dowodów, że jest inaczej, czyli w tym przypadku zobaczenie zdjęć ukochanego mężczyzny z inną kobietą. A jeśli kobieta wydaje nam się podejrzana, to w zasadzie już znamy odpowiedź na pytanie, czy naprawdę mężczyzna kocha.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

O czym tak naprawdę jest ta książka według Pani? Czy tylko o tym procederze, a może o czymś jeszcze?

Ta książka przede wszystkim zawiera w sobie wątek sensacyjny, który zarówno moich czytelników, jak i mnie – powiem nieskromnie – trzyma w ogromnym napięciu. Jest to książka pisana obrazem. To znaczy, że w momencie czytania, możemy naprawdę się przenieść do tamtego świata. Zadaniem książki jest pokazanie, w jak ogromnych opałach często znajduje się człowiek. Nam się nierzadko wydaje, że nasze życie jest wtedy skończone, nic lepszego nam się już nie przytrafi.

Jako że mówimy ciągle o Annie, wspomniałabym o Brunie. On również przeżył zawód miłosny, mimo że jest zamożnym człowiekiem. Jemu trudno jest uwierzyć w miłość.

Anna zaś była fajną dziewczyną z marzeniami, które zrealizowała. Jako osoba pochodząca z małej prowincji, dostała się bowiem na prestiżowe studia. Jednak popełnia w pewnym momencie błąd, ale nie dlatego, że chce być z milionerem albo dlatego, że ktoś przyjechał po nią fantastycznym samochodem.

To dlaczego? Przecież wiele kobiet marzy o życiu księżniczki…

Opisuję ten wątek bardzo dobrze od strony psychologicznej, co potwierdziło mi kilku psychologów. Pokazuję dzieciństwo Anny, ogromny brak miłości, ten zimny, dziwny dom. Na jej drodze pojawia się pierwsza w życiu osoba, która okazuje jej uczucia. Anna nie wie, jak wyglądają uczucia. Nigdy nie doznała prawdziwej miłości od własnych rodziców. W związku z tym te "zabawki", których – jak się okazuje – wcale nie chce, ponieważ trzeba zauważyć, że jest to dziewczyna po nocach sprzątająca biurowce, żeby zarobić na studia i w ogóle się utrzymać. Są one dla niej więc dowodem atencji.

Jest młodą osobą i ten świat blichtru wydaje się dla niej interesujący, wciągający. Ale ona nie jest z tym człowiekiem dla tych kilku gadżetów. Jej się wydaje, że on – dając je jej czy wciągając ją w swoje piękne, luksusowe życie, okazuje jej miłość. Jest czuły, kochany, traktuje ją jak księżniczkę. Ona odbiera tę zabawę nią jako miłość. Dlaczego? Ponieważ Anna nie wie, jak wygląda miłość. Ojciec nie kochał matki, porzucił rodzinę w sposób komediowy. Dlatego dziewczyna nie wynosi tej miłości z domu. Nie wie, jak mężczyzna kocha kobietę.

Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że matka kocha ojca i cały czas mu służy, dogadza. Dlatego miłość to dla niej jest właśnie służenie i dogadzanie. Sama nie jest kochana, gdyż nie dostała nawet lalki od rodziców. Stać ich było na nią, ale ojciec uważał, to jakiś absurd, a matka poddawała się ojcu. Teraz ona w końcu dostaje te "zabawki" od tego człowieka, który dba o nią, czyli w Annie uruchamia następujący mechanizm myślowy: "acha, on mnie bardzo kocha". Okazuje się, że dziewczyna, nie mając doświadczenia, jak wygląda miłość, jest niedogrzana. Chwyta się zatem pierwszego uczucia, jak tonący brzytwy, a ta brzytwa ją rani. Ma za zadanie ją zabić.

Pokazuję w książce, że będąc w różnej sytuacji, los bardzo często wyciąga do nas ręce. Ta książka jest dla nas takim trochę przewodnikiem. Mówi do czytelnika: "nie poddawaj się". Życie Anny nadal nie jest idealne. Nadal boi się matki, która pomaga jej wychowywać dziecko, ale w stosunku do córki pozostaje zimna. Wracając do Polski, znajduje pracę niebędącą na miarę możliwości młodej dziewczyny, która chciała być prawnikiem. Sprzedaje w sklepie, gdzie również ma do czynienia z próbą wykorzystywania jej seksualnie, gdzie jest nieszanowana, upokarzana, poniżana.

I nagle dostaje szansę od życia, której mogłaby nie wykorzystać. Zrezygnowana uznała, że już nic dobrego jej nie spotka. Mając więc w sercu ból i świadomość, że gdzieś obok żyje mężczyzna, który zabił w niej miłość, jej szczęście, a jednocześnie jest ojcem jej dziecka, decyduje się na pewien odważny krok.

Nie chcą zdradzać fabuły, mogę jedynie powiedzieć, że dostaje więc pewną propozycję i odważa się ją przyjąć. Wie, że musi zagrać w tę grę, w którą – jak się dowiedziała – gra bardzo wielu ludzi. Jednym z głównych graczy jest właśnie ojciec jej dziecka. Ci gracze to przestępcy, organizowana grupa działająca na terenie całego świata. Zgadza się zostać pionkiem, który jako jedyny jest świadomy zasad gry. Stąd właśnie płynie przesłanie, że z każdego dna można się odbić i zajść naprawdę wysoko.

Gdyby Pani miała porównać Annę i Brunona, czym się różnią a co ich łączy?

Łączy ich na pewno zawód miłosny, inteligencja emocjonalna, poszukiwanie miłości. Różni ich stan posiadania, dzieciństwo – ten pozytywny bagaż, jaki dostajemy w przeszłości, który daje siłę.

W przypadku Bruna będzie to dziadek oraz jego rodzice. W domu był dogrzany, ale z kolei poza domem, w szkole jako kaleki geniusz jest skrzywdzony przez świat zewnętrzny. Jednak łatwiej niż Anna sobie z tym radzi, ponieważ ma za sobą dobre dzieciństwo. Dodatkowo wierzył w niego dziadek.

Oboje więc Anna i Bruno są z dwóch różnych światów. Są osobami skrzywdzonymi, ale każdy w inny sposób. Zostali jednak oszukani w sferze uczuciowej w identyczny sposób.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Jak ci bohaterowie postrzegają luksus, piękno i miłość?

Oboje chcą być kochani, akceptowani. Luksus dla Brunona jest nieistotny. On się nim otacza, ale nie ma on dla niego większego znaczenia. Bardziej postrzega to za pewnego rodzaju zamiennik, rekompensatę braku miłości i akceptacji.

Bardzo często ludzie, którzy nie dzielą z drugim człowiekiem pięknych emocji, otaczają się pięknymi przedmiotami. Znam to też z własnego doświadczenia. Brunonowi ten luksus ułatwia życie, pracę. O tym wszystkim dowiedzą się czytelnicy z drugiej części. Mężczyzna sporo podróżuje.

Dla Anny oznacza on co innego, ponieważ ona została na ten luksus złowiona. Tak jak wcześniej wspomniałam o marzeniu posiadania lalki, czyli otrzymania w dzieciństwie prezentu od rodziców. W życiu dorosłym pojawia się więc mężczyzna, który przynosi jej innego rodzaju "lalki". I ten luksus jest dla niej synonimem miłości. Oczywiście ona się później przekonuje, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim.

Jeśli chodzi o piękno, to Anna w ogóle nie patrzy na urodę. Dla niej mężczyzna oznacza opiekuńczość. Bierze się to z braku ojca. W tym więc przypadku powłoka zewnętrzna nie ma kompletnie znaczenia. Ważna jest dla niej umiejętność oddania emocji, uczuć.

Bruno zaś co prawda jest mężczyzną, ale dla niego uroda nie jest dla niego kwestią podstawową. Dowiedział się bowiem, że piękna kobieta może być zła. Nie bez potrzeby pojawiał się w innych miejscach, udając nauczyciela i człowieka ubogiego. Jest sfrustrowany faktem, że wszyscy postrzegają go przez pryzmat pieniędzy. Nigdy nie epatował majątkiem. Pieniądze nie stanowiły dla niego wabika ani narzędzia łowów. Marzył o tym, aby go ktoś pokochał, szanował go czy interesował się nim przez to, jakim jest człowiekiem, a nie przez to, co posiada.

Ważny jest tutaj wątek Mazur, gdzie dociera i gdzie zostawia swój helikopter, aby w innym miejscu odgrywać człowieka niezamożnego. Okazuje się, że ten zabieg również mu nie pomaga, ponieważ zostaje uwikłany w pewną grę.

W jednym z wywiadów wspomniała Pani o zjawisku "nowy show-biznes" i przyznam szczerze, że bardzo mnie ono przeraziło jako osobę dość mocno działającą w social mediach, szczególnie na Instagramie. Po czym możemy rozpoznać profil takiej celebrytki? Czy może Pani, bez konsekwencji, zdradzić kilka znaków szczególnych takiego konta? Na co powinniśmy zwrócić uwagę, aby nie dać się nabrać?

Wystarczy przejrzeć profil, sprawdzić w przeglądarce Google osiągnięcia jego właściciela i to wszystko. Jeśli nie ma się tytułu naukowego, mówiąc trywialnie albo nie zagrało się w pięciu filmach, jeśli nie kopie się jak Lewandowski, czyli nie ma trwałych osiągnięć, to już można uznać taki profil za podejrzany.

Oczywiście podchodzę z szacunkiem do różnych zawodów i rozumiem, że dziewczyna np. robi świetne makijaże – wtedy będziemy my kobiety to oglądać, ponieważ wszystkie to interesuje. Jeśli w dodatku jest mistrzynią, maluje gwiazdy, to jest dla mnie OK. Wtedy nie musi mieć profesury czy grać w filmie, ponieważ wiadomo, że jest świetną makijażystką.

Ale są takie profile, gdzie nie ma żadnego zawodu. Ciężko mi zrozumieć influencerkę jako osobę wykonującą właśnie taki zawód.

Odkąd przeczytałam Pani książkę, to faktycznie zaczynam się bać tego zjawiska, patrzę na te profile z dużą podejrzliwością.

I tak powinno być. Proszę mi wierzyć, że jest to przerażające i że słynna lista, o której wspominałam, że widziałam na własne oczy, była jednym z kluczowych powodów, dla których napisałam tę książkę. Widziałam ją kilka lat temu, o czym mówiłam w wielu wywiadach.

Mam nawet kolegę, który korzysta z usług agencji towarzyskich. Jest to człowiek wolnego stanu, który nigdy się z tym nie krył. Na moje pytanie: "skąd zna tych ludzi?" użył w stosunku do tych kobiet słowa niecenzuralnego. Oczywiście jako kobieta stanęłam w tym momencie w obronie osoby, którą znałam z mediów. Uznałam go za bezczelnego i się obraziłam. Na mojego focha dostałam natychmiast odpowiedź. Człowiek otworzył swoją pocztę, po czym mi zwyczajnie pokazał listę i cennik. Dalej uważałam, że to jest ściema, więc rozpoczął przy mnie korespondencję z konkretnymi osobami. Powiem szczerze, że długi czas nie mogłam się po tym fakcie pozbierać. Byłam zszokowana i doszłam do wniosku, że jestem dziewczynką z prowincji, która przez całe życie wierzy w różowe słoniki.

Mogę powiedzieć, że na tej liście znajdują się nie tylko influencerki, które wzięły się znikąd, ale też osoby, które najpierw były popularne z racji pełnionej funkcji w telewizji, w modelingu, wokalistki i potem ktoś im zaproponował tego rodzaju współpracę, a one się zgodziły. Proszę zauważyć, że nie zawsze chodzi o łóżko, czasem wystarczy zwykłe towarzystwo na jakiejś imprezie.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Chciałam zapytać o tytuł powieści. Co to znaczy "grać w ludzi" według Evy Minge?

W książce mamy do czynienia z realną grą, czyli obserwujemy doskonale zaznajomionych z regułami graczy i nieświadome pionki na szachownicy, które nie mają pojęcia, że nimi są. Te pionki mogą się zamienić w dość ważne postaci w miarę upływu gry. Wszystko rozgrywa się na różnych poziomach, niższym, wyższym, międzynarodowym. W tej grze biorą udział bardzo zamożni ludzie, ale też osoby o międzynarodowej popularności. Kolejne pionki, przechodząc do kolejnego etapu, zmieniają się w ważniejsze figury na planszy, ale uwaga, co jest bardzo ciekawe, idą coraz wyżej tylko wtedy, gdy prowadzą się bardzo moralnie. Przegrywają ci, których celem jest zniszczyć kogoś w końcowym etapie gry. Porównałabym to właśnie do kryminału. Osoba, która wygrywa, staje się celem zabójstwa. Przeżyje ten, kto zna reguły gry.

Dlaczego w ogóle ludzie decydują się na udział w tej grze?

Oni się nie decydują. Kompletnie nie są świadomi udziału w grze, czyli że są zawodnikami.

Dlaczego więc tacy gracze obstawiają?

To tak jak na wyścigach konnych. Jak stawia się na konkretnego konia, tak stawia się też na ludzi. A grają, dlatego że ich to podnieca. To jest zwykły hazard, jak w kasynie. Oni stawiają potężne pieniądze, po czym wygrywają lub przegrywają równie duże kwoty. Nic nadzwyczajnego, taka sobie gra. Gracze są też często podglądaczami. Można powiedzieć, że są nawet od tego uzależnieni.

Czyli szukają rozrywki tylko tej bardziej luksusowej?

Tak. Takiej bardzo wyszukanej, ponieważ to nie jest zwykłe stawianie na zawodnika na ringu, który jest świadom, że ma wygrać. Choć to też jest hazard. Ten proceder jest tak niezwykle skomplikowany, tak dokładnie przemyślany, że moich czytelników zadziwia, że w ogóle komuś mogło przyjść coś takiego do głowy.

A zaczęło się bardzo niewinnie…

Tak. Dlatego ta książka przestrzega nie tylko młode dziewczyny, ale też kobiety i mężczyzn, że, będąc na jakiejś imprezie, na której świetnie się bawimy, nawet VIP-owskiej imprezie wśród zamożnych uczestników, wiele kobiet poluje na bogatych mężczyzn. Pokażę to szczegółowo w drugiej części. Musimy się więc zastanowić, czy nie będziemy przypadkiem uwikłani w taką grę oraz czy to, że pójdziemy z kimś do łóżka, nie będzie wstępem do kolejnego etapu gry, w którym ostatecznie stracimy życie albo doznamy innego uszczerbku. Osoba, będąca świadomym graczem może przecież odegrać przed nami wielką miłość. Wtedy może zrobić z nami wszystko.

Często jest tak, że część graczy się tylko przygląda, ale druga strona jest też taka, że wchodzi do gry nieświadoma swojego udziału kobieta, ale myśliwy już może być świadomy. To jest właśnie niebezpieczne, ponieważ wtedy taką zawodniczkę tylko rozkocha, zaliczy, a ostatecznie złamie jej serce, gdyż się nią tylko zabawi. Warto podkreślić, że o tym, że ją porzucił, będzie wiedziało całe środowisko, w którym ona się chciała pokazać z jak najlepszej strony. Dziewczyna może marzyła, aby sobie znaleźć jakiegoś fajnego narzeczonego z dobrego środowiska, a stało się tak, że osoby z otoczenia uznają ją za łatwą. Wszyscy się dowiedzą, ponieważ przecież gracz musi przyjść i powiedzieć o wszystkim graczom.

Kim są uczestnicy gry? Osoby z deficytami, życiowi przegrańcy?

Gracze są zamożnymi ludźmi, oczywiście na różnych poziomach gry są gracze mniej lub bardziej majętni. Jednak na tym niższym poziomie też trzeba mieć już pieniądze. Są to ludzie bardzo często znużeni, znudzeni, którzy szukają dodatkowych podniet. Albo po prostu hazardziści, którzy do tej pory grają w kasynie, a teraz mogą wygrać w takiej grze. Mogą oni mieć oczywiście jakieś deficyty, ale nie nazwałabym ich nieudacznikami, ponieważ mimo wszystko coś w życiu osiągnęli, że stać ich na taką rozrywkę.

Jednak człowiek szczęśliwy, mający w swoim życiu wiele ciekawych rozrywek nie wpada na pomysł, aby wejść w taką grę. W kolejnej części pojawi się też wątek, z którego dowiemy się, że taki morderca sam był mordowany.

Jaki typ człowieka chciała Pani zdemaskować w tej książce?

Z jednej strony ludzi naiwnych, bogu ducha winnych, wierzących w różowe słoniki i w bajki o księżniczkach i książętach na białym koniu. Myślę, że jedną z największych krzywd społecznie zrobił film "Pretty Woman" – piękna bajka, w której prostytutka została przez nas wszystkich pokochana. W tej roli Julia Roberts jest genialna.

W swojej książce jakby usprawiedliwiam dziewczyny, które zajmują się nierządem. Demaskuję w dobrym tego słowa znaczeniu. Pokazuję, że nie zawsze k***a to k***a. Trudno jednak, aby się to kończyło jak w wymienionym przeze mnie filmie i pojawił się Richard Gere wspinający się na balkon. Chociaż, kto wie…

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Ale zdarzają się chyba przypadki, gdzie gra kończy się małżeństwem?

Tak, ale te kobiety nie są paniami na godziny, które siedzą na ławce, żują gumę i łapią faceta. Tylko są to kobiety świadome, wykształcone, inteligentne. Wnikają w to środowisko w trochę w innej pozycji. Trochę o tym, o czym Pani mówi, opowiem w drugiej części. Zależy mi na tym, aby pokazać, że nie zawsze prostytutka jest prostytutką z własnego wyboru.

To nie jest tak, jak w przypadku Vivian z "Pretty Woman", która nie miała na szkołę i życie, więc zaczęła zarabiać pieniądze w taki sposób. Ten film powstał w zupełniej innych czasach. Nie było Internetu, social mediów.

Bardziej chcę pokazać, że te kobiety są bardzo często oszukane, zwabione na miłość, na fantastyczne życie. Pokazuję obecne czasy, że np. dziewczyna idzie do łóżka z facetem, w którym się zakochuje, jak to zrobiła bohaterka mojej książki o ważnym pseudonimie Wagina. Ona naprawdę jest w nim zakochana. Jedzie za nim. Ostatecznie okazuje się, że on ją wybrał, tylko po to, aby świadczyła usługi dla niego i jego kolegów. Chciał, aby była pionkiem na niższym poziomie gry, którym on się zajmował. W momencie, kiedy ona sobie to uświadamia i chce odejść, okazuje się, że nie może tego zrobić, ponieważ on ma na nią takie haki, że jej życie byłoby skończone. Pozostaje jej więc albo samobójstwo, co często się niestety zdarza wśród tych dziewczyn, albo życie w mieszkaniu po 5-6 kobiet, gdzie są one faszerowane regularnie narkotykami, obsługują tirowców za grosze, a jeszcze muszą pracować w firmach tych ludzi, np. sprzątać w restauracji lub sklepie, zmywać gary, rozkładać towar na półki.

Czy wszyscy stają się pionkami, ofiarami tej gry?

Wszystko zależy od tego, z jakiego domu wyszliśmy, jakie mieliśmy dzieciństwo, jakie mamy deficyty, co nam się w życiu przydarzyło, jaki człowiek jest koło nas. Kobieta spełniona i szczęśliwa nie stanie się więc pionkiem.

Inną sprawą jest, że ten świat social mediów powoduje, że jednak kobiety trochę im zazdroszczą. Influencerki mają drogie buty, torebki, wyjeżdżają na luksusowe wakacje. I kobiety, patrząc na takie zdjęcia, mówią sobie: "w czym ja jestem od niej gorsza?". Skoro ona, czyli ta influencerka chodzi na imprezy i spotyka fantastycznych facetów, to ja też tak chcę.

Ale ten luksus to zwykła ściema…

Właśnie. Jeżeli tego nie rozumiemy i mamy potrzebę blichtru, luksusu, zarażamy się tymi social mediami, wierzymy w mrzonki, że w prosty sposób można sobie tak zwyczajnie pływać jachtami i nic nas to nie kosztuje, to muszę rozczarować, ponieważ w tej książce udowadniam, że wszystko ma swoją cenę. Jeżeli więc nie mamy tego "głodu" nieosiągalnego luksusu, jeżeli zadowala nas nasze fajne życie, to warto się czasem przepłynąć takim jachtem, żeby zrozumieć, że to nic nadzwyczajnego. Ja w swoim życiu bardzo dużo widziałam, uczestniczyłam w wielu sytuacjach ze względu na mój zawód, czyli podróżując po całym świecie, doświadczyłam obłędnych luksusów i na mnie to nigdy nie robiło żadnego wrażenia. To, czego potrzebuję, to dwa kotlety, jedna sypialnia – a nie pięciu, jednego domu – a nie dziesięciu, ponieważ każdy następny jest dla mnie problemem. Tyle.

Miałam kiedyś cztery samochody, ponieważ rekompensowałam sobie braki emocjonalne, czułam się niekochana, wykorzystywana. Kupowałam więc sobie kolejne „zabawki. Skończyło się jednak na tym, że trzy auta sprzedałam, gdyż w zasadzie tylko je serwisowałam, myłam, wszystkimi na raz nie jeździłam. To było bez sensu. Zrozumiałam, że ten nadmiar nie był mi do niczego potrzebny.

Ostatnio była nawet głośno opisywana sprawa i publikowano moje zdjęcia we włoskich gazetach za sprawą Berlusconiego, który zabiegał o spotkanie ze mną. Pisano o tym we włoskiej prasie. Ja jednak nie dałam mu tego numeru telefonu, nie zgodziłam się z nim umówić, ponieważ przecież jest człowiekiem żonatym. Ja nie chcę się bawić w żadne bunga-bunga, mimo że z pewnością to spotkanie dałoby mi dobry start.

W książce na nowo definiuje Pani człowieka jako produkt, który można łatwo sprzedać drogo lub tanio. Ile więc jest wart ten "produkt" w XXI w.?

To jest takie współczesne niewolnictwo, ale obecnie uprawiane w taki sposób, że te osoby się na nie zgadzają. Mówimy tu o produkcie wysokogatunkowym, który nas fascynuje. W bardzo prosty sposób można to policzyć. Wystarczy zobaczyć, od czego zaczął taki "produkt" i w jakim był miejscu, gdzie mieszkał oraz gdzie i czym podróżował kiedyś. Porównajmy to z tym, gdzie się znajduje obecnie.

Jeśli chodzi o zarobki, to w grę wchodzą tutaj kontrakty reklamowe na spore pieniądze, profil na Instagramie, gdzie za wpis przy dużych zasięgach bierze się między 20 a 60 tys. Jeśli mówimy o towarzyszeniu oraz wynajmowaniu „produktu” na imprezę albo zaproszeniu popularnej celebrytki, żeby uświetniła party w domu, to ceny są różne – między 20 a 60 tys., ale też wyższe, a na międzynarodowym rynku sięgają nawet do 200 tys. euro i wyżej. Co warto podkreślić, to fakt, że usługa wcale nie musi się to kończyć łóżkiem. Bardzo znane osoby bowiem są zapraszane do milionera na jacht, aby wziąć udział w imprezie. Spisuje się kontrakt, ponieważ takie osoby mają swoich prawników, więc dostają za to pieniądze i na tym się umowa kończy.

Eva Minge "Gra w ludzi" wywiad

Czy Bruno to jedynie wytwór wyobraźni literackiej, czy też ma swój odpowiednik w świecie rzeczywistym?

Tego nie mogę zdradzić. Ale mogę powiedzieć, że w drugiej części jego rola będzie bardziej rozbudowana.

Rozumiem. Czy spotkała się Pani z hejtem po wydaniu książki?

Osobiście nie. Nie czytam też komentarzy w Internecie. Mam tak od zawsze. Dochodzą do mnie same dobre informacje. Natomiast wiem, że pojawił się jakiś kompletnie niezrozumiały dla mnie szum środowiskowy. Parę osób zadzwoniło, że zaobserwowali jakieś oburzenie w środowisku. Tylko nie bardzo rozumiem, skąd się ono wzięło. W mojej książce nie ma przecież żadnych nazwisk. Ale to było na początku.

Natomiast ogólnie spotykam się z samymi pochlebnymi opiniami. A jeżeli w ciągu dwóch tygodni są dwa dodruki, z czego pierwszy był już dzień po wydaniu książki, to chyba jest dobrze. Mało tego, sam król kryminałów Remigiusz Mróz, z którym się w ogóle nie znam, pogratulował mi sukcesu. Jestem więc zadowolona, ponieważ nie ma chyba w naszym kraju osoby bardziej doświadczonej, jeśli chodzi o krytykę.

Uważam, że jest to kawałek dobrej literatury sensacyjnej napisanej fajnym, obrazowym językiem. To jest dla mnie istotne. Na razie nie odebrałam żadnej prawdziwej krytyki. Gdzieś tam mi ktoś podesłał jedną czy dwie opinie opublikowane na stronie Empiku, że książkę czyta się jak flaki z olejem i w ogóle jest nudna. Tyle. Słyszałam też od mojego przyjaciela, że jego koleżanka skrytykowała, że jest to słabe.

Osiągnęła Pani tak wiele na arenie międzynarodowej. Ma Pani wiele talentów. Czy potrafi Pani powiedzieć, czym jest dla Pani sukces?

Wolnym czasem, spokojem, kiedy są podwyżki prądu czy gazu. Świadomością, że moim bliscy są w dobrej kondycji, zdrowi i kiedy wszystko dookoła mam opanowane. To dla mnie możliwość dzielenia czasu tak, abym mogła malować, pisać i zajmować się moją pracą zawodową, czyli modą. Mogę przy tym być uśmiechnięta i nie mam wtedy żadnych rozterek egzystencjalnych.

Chcę, abym wszystko, co robię, mogła doprowadzić do końca. Jestem więc spełniona, jeśli wiem, że moja książka jest czytana i mogę o niej porozmawiać z Panią, ponieważ wiem, że Pani ją też przeczytała. Ma zatem wielu czytelników i to jest dla mnie sukces. To znaczy, że coś, co zrobiłam jest dobre.

Jeśli moje obrazy się sprzedają i osiągają trzykrotnie wyższą cenę po debiucie, czyli po roku, niż wtedy, choć też nie była mała. Kolekcjonerzy czekają na te obrazy. Nie byłoby jednak tego sukcesu, gdyby nie marka, która się świetnie rozwija. Podstawową sukcesu w moim rozumieniu jest właśnie ten wolny czas dla siebie, dla rodziny, przyjaciół, możliwość pójścia na kolację latem na deptak w mojej Zielonej Górze czy możliwość wyjazdu na weekend, żeby odpocząć. To nie są jachty, helikoptery, ale wewnętrzny spokój i poczucie spełnienia oraz dobrze przeżywanego życia.

Jak się osiąga taki sukces międzynarodowy w naszym kraju? Czy jednak bardziej przeszkadza, czy pomaga w karierze?

Sytuacja z filmem Blanki Lipińskiej to doskonale pokazuje. Nie dyskutuję tu o wartościach, walorach filmu. Pierwszą część obejrzałam u koleżanki na urodzinach i nie byłam specjalnie rozczarowana. Chciałam powiedzieć o niewątpliwym sukcesie, który odniosła Blanka. Natomiast w Polsce uznano go za samo dno i g***no, kiedy na zagranicznych portalach czytamy tylko o gratulacjach i wszyscy są zafascynowani osiągnięciem polskiej pisarki.

Mam dwóch zaprzyjaźnionych artystów Wojciech Siudmak i Andrzej Pągowski, który osiągnęli ogromny sukces poza granicami Polski, szczególnie Andrzej po powrocie ze Stanów, w których zdobył kilkanaście nagród New York Times. W Polsce był jednak krytykowany.

A Pani?

Ja, kiedy osiągnęłam swój pierwszy sukces, to zostałam skrytykowana przez środowisko. Dopiero po wielu latach, gdy zaczęło się o mnie pisać w "Washington Post", "New York Times", "Le Figaro", kiedy pojawiłam się w Kanał 5 we Francji, środowisko zaczęło mnie akceptować. Nikt mnie jednak za to jakoś specjalnie nie gloryfikował. Musiało upłynąć bardzo dużo wody.

Pojawili się nowi, młodzi dziennikarze, dla których ja jestem ikoną. Dla nich liczy się fakt, a nie kumoterstwo, czyli kto z kim się przyjaźni. W czasach, kiedy ja osiągałam te wszystkie sukcesy zagraniczne, w Polsce był czas tzw. kumoterstwa. Ważne więc było, kto z kim kawę pije, kto kogo ubiera czy kto komu co daje. Dzisiaj już tak nie jest. Młodzi dziennikarze zupełnie inaczej podchodzą do zawodu.

Co jest ważne z Pani perspektywy dla tych nowych dziennikarzy?

Dla nich ważna jest prawda. Pewnie nie mają świadomości tego, ale wszystkie wywiady, które ze mną robią młodzi dziennikarze, są nastawione na to, aby zarazić czytelnika drogą do sukcesu. Nad tym ubolewałam przed lata, kiedyś deprecjonowano mój sukces, zamiast zapytać, jak się go osiąga. Nie wiem, czy ci młodzi są tego świadomi, ale niektórzy może tak, że właśnie uprawiają misję społeczną. Takie właśnie powinno być dziennikarstwo.

Bardzo dziękują za niezwykle szczerą opowieść. Wszyscy teraz z ciekawością czekamy na dalsze losy Anny oraz innych bohaterów "Gry w ludzi".

Rozmawiała


Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.

Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!

Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.