Najnowsze

Podróż po Krainie Fiordów

Sylwia Smółkowska jest autorką bloga Kierunek Norwegia. Od trzech lat mieszka w Norwegii i w każdej wolnej chwili zwiedza Krainę Fiordów, o czym opowiada na swojej stronie. Portal Kulturalne Rozmowy wraz z Sylwią zaprasza na rozmowę o życiu w Oslo, podróżach i najpiękniejszych miejscach w kraju, który pachnie cynamonem, lukrecją i kawą.


Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z Norwegią?

Sylwia Smółkowska: Do Norwegii przeprowadziłam się 28 października 2016 roku. Pierwsze pół roku było takim momentem, w którym miałam wrażenie, że mieszkam gdzieś pomiędzy Polską a Norwegią, ponieważ sporo spraw w kraju trzeba było jeszcze zamknąć.

Dlaczego zdecydowałaś się akurat na ten kraj?

Była to najbardziej spontaniczna decyzja, jaką do tej pory podjęłam w moim życiu. Nie planowałam wyjazdu z Polski. Lubiłam mieszkać w Gdyni. Miałam tam przyjaciół, ulubione miejsca. Przed wyjazdem prowadziłam firmę. Razem z moim narzeczonym dostaliśmy propozycję wyjazdu i stwierdziliśmy, że warto spróbować. Najwyżej wrócimy. Gdybyśmy wtedy nie wyjechali, pewnie długo zastanawialibyśmy si ę, co „by było, gdyby”. Traktowaliśmy to, jak przygodę. Na początku wyjeżdżaliśmy na pół roku, góra rok, na razie mieszkamy tutaj 3 lata.

Co należy zrobić, aby po przyjeździe do Norwegii móc normalnie funkcjonować? Chodzi mi głównie o sprawy prawno-administracyjne.

Norwegia nie jest w Unii Europejskiej, więc część rzeczy była dla mnie nowa. Na początku trzeba otrzymać numer personalny, tymczasowy i złożyć wniosek o kartę podatkową . Potem musimy otworzyć norweskie konto w banku, co również do najłatwiejszych może nie należeć. Jeżeli mamy pracę i zarejestrujemy swój pobyt na policji, możemy po określonym czasie starać się o stały numer personalny, który bardzo ułatwia funkcjonowanie w tym kraju. Mamy wtedy dostęp do platform internetowych urzędów, jesteśmy zarejestrowani u lekarza rodzinnego i tak dalej.
Przepisy zmieniają się dość często, więc przed wyjazdem na oficjalnych norweskich stronach warto zawsze sprawdzić, jak sytuacja wygląda w danej chwili. Polacy są w Norwegii są największą mniejszością narodową, dlatego na niektórych stronach możemy znaleźć informacje nawet w języku polskim. Informacje dotyczące formalności zawsze najlepiej sprawdzać na oficjalnych stronach, ponieważ różne portale nie zawsze nadążają z aktualizacją informacji.

Jak wyglądały Twoje początki w obcym kraju? Czegoś się obawiałaś? A co ze znajomością języka?

Początki były ciężkie, sporo tęsknoty, trochę frustracji, dużo spraw do załatwienia. Pierwszy rok dał mi w kość, ale z drugiej strony też bardzo dużo nauczył. Przede wszystkim, żeby zbyt szybko się nie poddawać.
Tak jak wspominałam, wyjechałam do Norwegii bardzo spontanicznie. Nie znałam nawet jednego słowa po norwesku. Brak znajomości języka był kulą u nogi, mimo że w Norwegii większość osób mówi po angielsku. Potem w miarę upływu czasu wszystko się poukładało.
Po jakimś czasie zaczęliśmy również dużo podróżować po Norwegii. Był to nowy sposób na spędzanie wolnego czasu. Odkrywanie nowych miejsc przyniosło mi bardzo dużo radości i znacznie przyspieszyło aklimatyzację w nowym miejscu. Założyłam bloga, zaczęłam robić zdjęcia, opowiadać innym o pięknych miejscach w Norwegii. Okazało się, że sporo osób interesuje się tym, czyta i czeka na więcej. Dzięki temu poznałam naprawdę fajnych ludzi, wzięłam udział w wielu projektach, a aktualnie moja pasja w coraz większym stopniu staje się moją pracą.

Które miejsca w Norwegii są dla Ciebie najpiękniejsze?

Przyznam szczerze, że nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, mimo że dostaję je bardzo często. Norwegia jest bardzo zróżnicowanym miejscem, jadąc przez kraj co chwilę zmienia się krajobraz za oknem. Są lodowce, cudowne góry, fiordy, tysiące jezior i wodospadów. Nie potrafię zdecydować się na jedno miejsce dla mnie najpiękniejsze. Cała Norwegia jest ciekawa, ale jeżeli miałabym polecić miejsce do odwiedzenia na pierwszy raz, to polecam wycieczkę nad fiordy. Bardzo lubię wracać do Sognog Fjordane. To cudowny region, który skradł moje serce do tego stopnia, że chciałabym tam zamieszkać.


Czy wcześniej miałaś lub wiedziałaś o Norwegii i Norwegach jakieś wyobrażenie? Czy udało Ci się obalić jakieś mity o mieszkańcach tego kraju i o samym kraju?

Na pewno myślałam, że będzie tutaj zimniej! Norwegia w oczach wielu to kraina wiecznego lodu i zimna. I faktycznie nie jest to gorąca Hiszpania, ale np. w Oslo pogoda niewiele się różni od tej, do której byłam przyzwyczajona w Gdyni. Przed wyjazdem usłyszałam od paru osób, że na pewno dostanę tutaj depresji, taka jest straszna pogoda, szaro i ponuro. W Oslo z pogodą nie jest najgorzej, a największym minusem nie jest pogoda, ale bardzo krótkie dni w zimie.
O samej Norwegii wiedziałam niedużo. Marzyła mi się wycieczka do tego kraju, więc znałam atrakcje turystyczne, trochę historii i to wszystko. Nie przyjechałam do Norwegii, bo byłam w niej zakochana. Tak nie było. Norwegia miała u mnie czystą kartę, a zdanie o niej starałam się wyrobić sobie sama, nie bazując na zachwytach lub negatywnym spojrzeniu innych. Bardzo nie lubię stereotypów, więc od początku poznając ten kraj, nie brałam ich pod uwagę.

Jak wygląda sprawa obywatelstwa? Co trzeba zrobić, aby je uzyskać?

Aby otrzymać norweskie obywatelstwo, trzeba spełnić szereg wymagań, m.in. przebywać minimum 7 lat ciągiem w Norwegii legalnie, zdać egzaminy potwierdzające m.in. znajomość języka norweskiego, wiedzę o społeczeństwie.
Wniosek o złożenie obywatelstwa nie jest darmowy i np. obywatel Polski powyżej 18 lat musi wnieść opłatę w wysokości 3700 NOK. Inne procedury obowiązują osoby, które np. żyją tutaj samotnie, a inne, osoby, które są w związku małżeńskim/partnerskim z obywatelem czy obywatelką Norwegii.
Wszystkie informacje dotyczące obywatelstwa można znaleźć na oficjalnej norweskiej stronie www.udi.no. Przepisy dotyczące obywatelstwa zmieniają się od roku 2020 i od tej chwili będzie można mieć podwójne obywatelstwo, na co czekało wielu Polaków mieszkających tutaj od lat. Do tej pory przyjmując obywatelstwo norweskie, należało zrzec się poprzedniego.

Jak żyją typowi Norwegowie? Czym się zajmują? Jakie mają rozrywki?

W Norwegii bardzo wiele osób ceni sobie aktywność fizyczną, spędzanie czasu na świeżym powietrzu, wędrówki po górach, pływanie po jeziorach. I nie ma się co dziwić. Norwegia to naprawdę piękny kraj. Są góry, fiordy, dzikie lasy, lodowce i wodospady. Gdy mieszka się w takim otoczeniu, to aż ciężko chociaż raz na jakiś czas nie wyruszyć na szlak.
Na początku ta aktywność Norwegów była dla mnie sporym szokiem, zwłaszcza że ja w Polsce do super aktywnych osób nie należałam. Starsi ludzie na siłowni, całe rodziny na szlaku, deszcz – nie deszcz, wychodzą na spacer. Norwegowie mają nawet takie powiedzenie, że nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania oraz wychodź na wycieczki, świeże powietrze, a nigdy „nie skwaśniejesz” (tłumacząc dosłownie). I te dwa powiedzenia bardzo trafnie oddają to, jak wygląda styl życia dużej części mieszkańców Norwegii.

A jak jest w pracy? Czy zauważyłaś jakieś szczególne podejście do obowiązków wśród Norwegów? Czy są jakieś różnice między Norwegami a Polakami w tym zakresie?

Moim zdaniem są bardziej wyluzowani, jeżeli chodzi o podejście do pracy. Nie ma takiego „wyścigu szczurów”, pędu, ale to są tylko moje doświadczenia, a wiadomo, że w zależności od branży, a nawet regionu, to podejście może się znacznie różnić.
Z tego, co ja zaobserwowałam, Polacy na pewno robią wiele rzeczy szybciej, jesteśmy bardziej żywiołowi. Norwegowie, zanim podejmą decyzję, często zwołują zebrania, debatują, potem piszą raporty, a dopiero na końcu podejmują decyzję. Myślę, że w Polsce dzieje się to wszystko szybciej.
To, co widać gołym okiem to również różnica w jakości obsługi klienta. Tutaj w 80% przypadków trafiam na bardzo miłych, zaangażowanych w pracę ludzi. Już od wejścia witają Cię uśmiechem i sprawiają wrażenie, jak gdyby naprawdę interesowały ich Twoje potrzeby. Czy te uśmiechy są szczere?... To już inna, indywidualna kwestia.


Ile zarabia przeciętny Norweg a ile emigrant? Jak się mają te zarobki w stosunku do życia do przysłowiowego pierwszego? Mówiąc wprost, ile trzeba zarobić, aby móc spokojnie utrzymać się w Norwegii.

Krąży mnóstwo mitów o tym, jak to w Norwegii zarabia się wręcz miliony. Podaje się kwoty nie z tej ziemi. To absolutnie nie jest tak, że w Norwegii zarabia się w kilka chwil np. na mieszkanie w Polsce. Żyjąc "normalnie”, czyli bez bardzo oszczędnego trybu życia, wcale nie odkłada się olbrzymich kwot. W Norwegii, w porównaniu do Polski, zarabia się bardzo dużo, ale tutaj wydaje się również sporo. Koszty życia są wysokie.
W Norwegii nie ma pensji minimalnej dla wszystkich, są natomiast minimalne stawki dla poszczególnych branż. Średnia płaca w 2018 roku wynosiła 45 610 NOK miesięcznie brutto, co daje około 19 000 zł brutto. Netto jest to około 13 000 zł. To są średnie zarobki, należy pamiętać, że nie każdy tyle zarabia, a dużo niższe pensje nie są wcale rzadkością. Zwłaszcza na początku drogi zawodowej w tym kraju.
Nie odpowiem, ile trzeba zarabiać, aby się utrzymać, dlatego że zależy to od wielu czynników oraz od tego, jaki styl życia każdy prowadzi. Powiem tylko, że przykładowo za mieszkanie i rachunki płacę miesięcznie około 7000 zł. Do tego dochodzą koszty paliwa, ubezpieczenia, wydatki na jedzenie i po prostu życie. Małe zakupy spożywcze to wydatek przy dwuosobowym gospodarstwie domowym minimum 300 zł. Norwegia nie jest krainą miodem i mlekiem płynącą, ale w momencie, gdy żyje się w związku, a dwie osoby pracują, można spokojnie żyć, a wakacje od czasu do czasu nie są wielkim wyrzeczeniem.

Mieszkasz w Oslo, ale czy od razu było to Twoje miejsce docelowe. Czy jednak najpierw osiedliłaś się w mniejszym mieście?

Mieszkam pod Oslo, w centrum jestem po 10 minutach jazdy pociągiem. Od początku mieszkam w tym samym mieszkaniu i lubię tę okolicę.
Oslo zaskoczyło mnie chyba wszystkim. Myślałam, że Oslo jest większe, a po 3 latach znam już chyba każdy zakamarek tego miasta. Mimo że to stolica kraju, bez problemu można znaleźć ciche i spokojne miejsca. Wsiadasz w metro i po chwili jesteś nad jeziorem, w lesie. Z centrum miasta możesz popłynąć na jedną z okolicznych wysp i znowu masz uczucie, że jesteś na wsi, a nie w europejskiej stolicy. W sobotnie poranki wiele dzielnic jest cichych, masz wrażenie, że niemal opuszczonych. To nie jest wielka metropolia i nie każdemu Oslo przypada do gustu. Ja już to miasto polubiłam, ale nie ukrywam, że ciągnie mnie teraz w inne rejony Norwegii. Widok z okna na góry mi się marzy i jeżeli zdecyduję się zamieszkać tu na dłużej, raczej przeniosę się w inne okolice.

Jakie miejsca poleciłabyś odwiedzającym Oslo?

Spacer wzdłuż rzeki Akerselva, zachód słońca i kawa na Grefsenkollen, widok na miasto nocą z Ekebergparken i zwiedzanie centrum, czyli Opera Aker Brygge. W Oslo jest naprawdę sporo miejsc do odwiedzania, warto też, choć na jeden dzień wyjechać z miasta i wybrać się na zwiedzanie okolic. A w pobliżu stolicy Norwegii znajduje się kilka perełek wartych zobaczenia.

Czego my, Polacy, moglibyśmy nauczyć się od Norwegów?

Na pewno szacunku do przyrody. Bardzo dużo spędzam czasu na norweskich szlakach i rzadko kiedy trafiam na śmieci czy zniszczone przez człowieka miejsca. Gdy pokazuję Norwegię innym, często słyszę to samo spostrzeżenie, że jest po prostu czysto, że wszystko jest zadbane.
Ekologia w ogóle jest tutaj ważnym tematem i mówi się o tym tutaj dużo i często. Oczywiście to nie tak, że Norwegia to idealny pod względem ekologii kraj, ponieważ, tak jak inne Państwa, Norwegowie również mają jeszcze sporo do zrobienia, ale przede wszystkim o potrzebach zmian się tutaj mówi i małymi kroczkami stara się zmieniać na lepsze.
Norwegowie żyją też wolniej i spokojniej. Mam wrażenie, że nie ma tutaj takiego pędu, ja też w tym kraju bardzo zwolniłam.


Jak Norwegowie postrzegają emigrantów?

Różnie. Bardzo różnie. Ja nie miałam ze strony Norwegów do tej pory jakichś przykrości, ale to nie znaczy, że to się nie zdarza. Jak wszędzie, są ludzie, którym to w ogóle nie przeszkadza, a są i tacy, którzy emigrantów nie lubią i nie boją się o tym mówić wprost.
Zdaję sobie sprawy, że w Norwegii jestem gościem, to nigdy nie będzie moja Ojczyzna, więc staram się szanować ich zwyczaje i tradycje.
Polacy są tutaj największą mniejszością narodową, dlatego język polski słychać tutaj na każdym kroku. Czy Norwegom to odpowiada? To już pytanie do nich, a ile Norwegów, tyle odpowiedzi.

Jaki mają stosunek do kobiet Norwegowie?

Norwegia robi co może, żeby idea równouprawnienia była tutaj realizowana w największym stopniu. Zarówno w stosunku do kobiet, jak i w stosunku do mężczyzn. Widok kobiet obsługujących sprzęty budowlane, kierujących ruchem, jeżdżących koparkami itp. nie jest tu rzadkością, tak samo, jak nikogo nie dziwi tutaj mężczyzna pracujący jako opiekun w przedszkolu.
To samo dotyczy wychowania dzieci. Mężczyźni bardzo angażują się w wychowanie swojego potomstwa. Biorą urlop tacierzyński, zajmują się domem razem ze swoimi żonami. To właśnie Norwegia jako pierwszy kraj na świecie wprowadziła płatny urlop ojcowski.
W 2018 Norwegia znalazła się na drugim miejscu światowego rankingu równouprawnienia płci. I to widać nawet na co dzień.

Jak ważna dla Norwegów jest rodzina?

I tutaj znowu nie chciałabym uogólniać. Bo z jednej strony są ludzie bardzo słabo związani z bliskimi, z drugiej jest mnóstwo zżytych wielopokoleniowych rodzin. Z rodziną w Norwegii jest tak, jak na całym świecie, jedne dogadują się lepiej, inne gorzej. Jedne zżyte są bardzo, inne spotykają się bardzo, bardzo rzadko. Są rodziny, które dbają np. o swoich starszych rodziców, a jest wiele rodzin, które o swoich starszych bliskich zapominają.

Pojęcie rodzicielstwa wśród Norwegów – czym się różni od polskiego?

Różni się i to bardzo. Myślę, że ogólnie skandynawskie wychowanie jest zupełnie inne niż polskie. Przede wszystkim dzieci spędzają tu bardzo dużo czasu na świeżym powietrzu. Bez względu na pogodę, deszcz, nie deszcz, na ulicach, w lesie możesz spotkać przedszkolaków w swoich wodoodpornych kombinezonach, jedzących drugie śniadanie siedząc np. na ziemi. Już w żłobkach zaczyna się proces hartowania. Małe dzieci śpiące w wózku, kiedy na zewnątrz jest dość zimno, nikogo tutaj nie dziwią.
Jak dziecko bawi się w kałuży, nie słyszy: wyjdź, bo się pobrudzisz. Dzieciaki od małego uczą się życia w zgodzie z naturą, a przede wszystkim mają dobrze się bawić, ponieważ są dziećmi.
Tutaj nie chucha się tak bardzo na dzieci. W zimie często widzę dzieciaki bez czapek, rękawiczek, szalików i nikt nie zaczepia ich matek, pytając, czy aby szkrabowi nie jest za zimno.
Również na szlakach dość często spotykam całe rodziny, często z naprawdę małymi dziećmi. I nie są kurczowo trzymane za ręce przez rodziców w obawie przed upadkiem. Tutaj dzieci szybciej uczy się samodzielności, co naprawdę najlepiej widać właśnie podczas takich wypadów w góry, do lasu, nad jeziora.
Z drugiej strony czasami mam wrażenie, że dzieci mogą tutaj wszystko. Nastolatki nie ustępują miejsca starszym w komunikacji miejskiej, zostawiają po sobie śmieci w miejscach publicznych. O wychowaniu skandynawskim można by opowiadać i opowiadać, gdyż to naprawdę diametralnie różne podejście do wychowania od tego, jakie funkcjonuje w Polsce. Większość rodziców, którzy pierwszy raz przyjeżdżają do Norwegii, mocno się dziwi.

Skoro już rozmawiamy o dzieciach, to muszę zapytać, jak wygląda polityka socjalna wobec najmłodszych?

Rodzice wychowujący dzieci do 18. roku życia otrzymują zasiłek rodzinny. Na każde dziecko wypłacane jest świadczenie w wysokości 1054 NOK. Jeżeli dziecko od 13 do 23 miesięcy np. nie idzie do przedszkola, to rodzice mogą otrzymywać zasiłek opiekuńczy, tym razem wynoszący 7 500 NOK (jest kilka sytuacji, w których można się o ten zasiłek ubiegać). Są również zasiłki ciążowe. Jest jednorazowa zapomoga dla tych matek, które jeszcze nie wypracowały prawa do macierzyńskiego (83 149 NOK) .
Samotni rodzice również mogą liczyć na wsparcie Państwa m.in. dodatkowe świadczenia socjalne na dzieci. W przypadku zasiłków jest oczywiście więcej wymagań i sytuacji, w których można je otrzymać.


Co z programem nauczania? Czy są jakieś zauważalne różnice z polskim? Co byś zabrała do polskiej szkoły?

Tak, norweska szkoła znacznie różni się od polskiej. Przede wszystkim jest większy luz. Nie ma tak dużego nacisku na dyscyplinę, jak w Polsce. Nie ma też konkurencji i oceniania. Oceny pojawiają się dopiero w 8 klasie. Tutaj dzieci się nie wyróżnia. Mam wrażenie, że za wszelką cenę stara się traktować wszystkich jednakowo. To ma oczywiście swoje plusy i minusy, ponieważ – jak zauważają również Norwegowie – może to po prostu demotywować dzieci szczególnie utalentowane.
W szkole podstawowej dziecko ma być przede wszystkim zadowolone, szczęśliwe. Nie ma uwag, jedynek, masy prac domowych. Nacisk kładzie się za to na naukę języków obcych, na sport, aktywność. Tutaj szkoła podstawowa ma być z założenia bezstresowym dzieciństwem. Nauka ma sprawiać radość i absolutnie nie wpływać negatywnie na najmłodszych.
To brzmi trochę jak sielanka i raj dla dzieci, ale jak wszystko, ma to swoje plusy i minusy. Prawdziwe życie to jednak w dużej części stres, praca i w mniejszym lub większym stopniu ocenianie przez innych, przed którym bardzo mocno chroni się tutaj dzieci.

Jakie masz rady dla osób, które planują wyjazd do tego kraju? O czym bezwzględnie należy pamiętać?

Zależy, czy wyjeżdżasz do Norwegii do pracy sezonowej czy zamierzasz np. przeprowadzić się tutaj na stałe. Praca sezonowa jest o tyle łatwiejsza, że często oferowane jest również zakwaterowanie. Wyjeżdżając, też – powiedzmy na 3 miesiące – raczej nie jest dla nas super istotne, gdzie będziemy mieszkać, gdyż chcemy przede wszystkim zarobić.
Na pewno warto zawsze sprawdzić, jakie są minimalne stawki w branży, w której będzie się pracowało, skontrolować, czy faktycznie istnieje taka firma, jak ta która ma być pracodawcą itp. Pamiętajmy o umowie, o naszych obowiązkach, ale też o prawach np. do wynagrodzenia za nadgodziny, do przerw.
Trzeba bardzo uważać na różnych pośredników. Nie raz i nie dwa spotkałam tutaj ludzi, którzy zostali oszukani. Niestety często przez własnych rodaków, także zawsze trzeba zachować sporo ostrożności.
Wyjeżdżając na stałe np. z rodziną, na pewno trzeba mieć ze sobą trochę oszczędności na początek. Wynajęcie mieszkania kosztuje – powiedzmy – 6 tys. złotych, ale dodatkowo trzeba wpłacić depozyt, często są to 3 czynsze. Oszczędności przydadzą się również po prostu na pierwsze tygodnie życia, ponieważ od momentu zatrudnienia, do pierwszej wypłaty trzeba jakoś żyć.
Wyjeżdżałam do Norwegii bez języka norweskiego i po czasie uważam, że był to błąd. Drugi raz nie zdecydowałabym się wyjechać bez norweskiego. Znajomość języka znacznie ułatwiłaby moje początki w Norwegii i przyspieszyła wiele spraw.

Dobrze, że o tym wspomniałaś, ponieważ właśnie chciałam zapytać, czy da się znaleźć pracę bez języka norweskiego? Czy jest to w ogóle możliwe? 

Zależy od tego, na jakiej pracy Tobie zależy i w jakiej branży oraz od Twojego wykształcenia i doświadczenia. Na pewno bez języka norweskiego jest znacznie trudniej, a są branże, w których bez języka norweskiego po prostu pracy nie ma. Z drugiej strony znam osoby, które pracują w tym kraju od wielu lat, znając tylko język angielski.

A co ze służbą zdrowia? Jak funkcjonuje? Jest bardziej publiczna czy prywatna? Co z ubezpieczeniem?

O norweskiej służbie zdrowia krążą skrajnie różne opinie. Na szczęście nie trafiłam nigdy do norweskiego szpitala, korzystałam do tej pory jedynie z podstawowej opieki medycznej, czyli wizyty u lekarza rodzinnego.
Pracując legalnie w Norwegii, zyskujesz prawo do opieki medycznej, z pensji odprowadzana jest składka na ubezpieczana zdrowotne. Idąc do lekarza, musimy jednak za wizytę zapłacić, a dokładnie istnieje coś takiego jak egenandel, czyli coś na kształt wkładu własnego. Są dwa typy wkładu własnego i każdego roku określana jest jego wysokość. Po przekroczeniu określonej kwoty w danym roku można starać się o tzw. frikort i od tej pory wizyty u poszczególnych lekarzy są darmowe. Są oczywiście grupy zwolnione nawet z wkładu własnego np. dzieci.
Z ciekawostek mogę powiedzieć, że w Norwegii pracuje wielu polskich lekarzy, polskich pielęgniarek oraz dentystów. Są również lekarze zagraniczni, którzy kończyli medycynę w Polsce. Znalezienie lekarza rodzinnego mówiącego po polsku w większych miastach nie jest problemem.


Jak wygląda polityka senioralna?

Norwescy emeryci różnią się znacznie od polskich i – nie ma co ukrywać – duży wpływ mają na to po prostu pieniądze. Są zamożniejsi, więcej podróżują, zwiedzają, kawiarnie w powszednie dni są pełne starszych osób pijących kawę i rozmawiających ze znajomymi. Są też na pewno aktywniejsi. Częściej można tu zobaczyć starszych ludzi na siłowniach czy – tak jak już wspominałam – na szlakach. To nie jest jakiś wyjątkowy obrazek, a raczej norma, co skutkuje tym, że norwescy seniorzy należą do jednych z najzdrowszych w Europie.

A co ze starszymi osobami, które wymagają opieki?

Bardzo często takie osoby żyją w domach spokojnej starości. I nie jest to tak, że wyrodne dzieci pozbywają się schorowanych staruszków. Często to starsi ludzie podejmują takie decyzje, nie chcąc w żaden sposób wpływać na życie i funkcjonowanie rodziny. To nie jest tutaj tabu. Nie jest to też źle postrzegane, a raczej normalne sprawa i dla wielu naturalna kolej rzeczy. Zarówno dla starszych osób, jak i ich potomstwa.

Mówi się, że w krajach skandynawskich poziom zaufania jest dużo wyższy niż w pozostałej części Europy. Z czego to Twoim zdaniem wynika i jak się objawia?

Podobno przed laty Norwegowie byli dużo bardziej ufni, ale czasy się zmieniają wszędzie. Tutaj również wzrosła przestępczość. Zdarza się więcej kradzieży i ten poziom zaufania spada. Mimo wszystko dalej spotykam się z dużym zaufaniem ze strony Norwegów. Nie raz, wynajmując np. domek na weekend, nie widziałam właścicieli tego miejsca. Czekała na mnie otwarta chatka z kluczami w drzwiach.
Ciągle zdarzają się wioski, w których nikt nie zamyka domu, a wartościowe rzeczy zostawiane są na podwórku bez obawy o kradzież. Samoobsługowe mini warzywniaki przy drogach to również popularne rozwiązanie. Jak to wygląda? Przy drodze stoi stragan z warzywami i owocami, a Ty bierzesz sobie np. woreczek jabłek, a pieniądze wrzucasz do stojącej obok puszki na pieniądze.
Przed wieloma sklepami nie są chowane do środka na noc np. kwiaty, meble ogrodowe czy inne sprzęty. To samo z restauracjami – rozstawione są stoliki z pięknymi kwiatkami, ozdoby. To wszystko zostawione na noc, niestrzeżone, bez większej obawy.

Za czym tęskni Polka w Norwegii?

Za bliskimi i polskim jedzeniem. Wychowałam się na wsi. Moja Mama ma przydomowy ogródek z przepysznymi warzywami i owocami, więc smak naprawdę pysznych warzyw znam bardzo dobrze. I w Norwegii tego mi bardzo brakuje, nie zawsze jest czas, żeby pojechać do okolicznych gospodarstw. W sklepach niestety warzywa i owoce jak dla mnie są bardzo średnie. Poza tym tęsknię za dobrze znanymi i lubianymi przeze mnie miejscami. Tęskno mi do Mazur i do mojej ulubionej Gdyni.

Czym jest dla Ciebie Polska? Czy kiedyś wrócisz do ojczyzny? Czy jednak tu – w Norwegii jest teraz Twoje miejsce na ziemi, Twój dom?

Polska to dla mnie moja rodzina i przyjaciele, przede wszystkim. Czy wrócę do Polski? Nie wiem, czas i życie pokaże. Nie wiem też, czy to Norwegia jest krajem, w którym zostanę na zawsze oraz czy to już mój ostatni przystanek i moje miejsce na ziemi. Mieszkam tutaj dopiero 3 lata i, w mojej ocenie, jest zdecydowanie za wcześnie na tego typu deklaracje. Dzisiaj żyje mi się tu dobrze, ale nie wiem, co będzie za rok, za dwa. Nie wiem jak zmieni się moja perspektywa, jeżeli zdecyduję się na posiadanie dzieci. Nagła wyprowadzka z Polski i życie na emigracji nauczyło mnie, że nigdy nie można mówić nigdy. I nie ma też co planować za dużo, ponieważ wszystko może się zmienić w ciągu jednej chwili.

Jak rozumiesz słowo „dom” w kontekście emigracji?

Obecnie jestem na etapie odpowiedzi na pytanie, gdzie jest mój dom. Zawsze, lecąc do Polski, cieszę się bardzo. Latam do Gdańska, więc jak tylko widzę z daleka polskie wybrzeże, serducho się raduje.
Z drugiej strony nie wyobrażam sobie teraz spakować się i wrócić do Polski na stałe. W Norwegii mam już swój mały świat, ulubione miejsca, pracę i przede wszystkim sporo planów związanych z tych krajem. Na razie domem są chyba dla mnie ludzie, których kocham i jak w domu, czuję się wtedy, kiedy mam ich przy sobie.


Czego nauczyła Cię emigracja?

Otwartości na innych ludzi, tolerancji. Wyzbyłam się oceniania innych. Jeszcze bardziej nie znoszę stereotypów. Emigracja to był dla mnie duży impuls do rozwoju i do zmian. Nauczyłam się nowego języka. Wzięłam udział w wielu kursach. Otworzyłam się na ludzi. Zaczęłam dużo więcej podróżować. Nabrałam odwagi do realizacji zamierzonych celów, ale też nauczyłam się, że nie można się poddawać. To wszystko nie przyszło samo, za mną i cały czas przede mną dużo pracy, stresu, frustracji i strachu.

Jakie są zalety życia w stolicy i w ogóle na emigracji? A jakie znajdujesz wady?

Największą zaletą w Oslo jako miejsca do życia jest moim zdaniem łatwiejsza możliwość znalezienia pracy niż w mniejszych miastach, zwłaszcza na początku. Poza tym, tak jak mówiłam wcześniej, w moment możesz znaleźć się w lesie, nad rzeką, nad jeziorem, a nawet na wyspie. W zimie kilka chwil i możesz jeździć na nartach. Oslo jest specyficzne, ale po lepszym poznaniu naprawdę daje się lubić.
Zaletą życia na emigracji jest możliwość sprawdzenia siebie. Wyjazd to zazwyczaj rozpoczęcie wszystkiego od nowa, czysta karta. Olbrzymia szansa nauki, jeżeli tylko chce się z tego skorzystać. Emigracja zmieniła mnie bardzo. Odkryłam w sobie wiele pasji, w końcu znalazłam odpowiedź na pytanie, co chcę w życiu naprawdę robić i co daje mi radość. Emigracja to też olbrzymia możliwość poznania innych kultur, tradycji. Dla mnie emigracja to w tym momencie szansa na rozwój i ogromny impuls do ruszenia z miejsca. Niestety to wszystko kosztuje bardzo dużo czasu i pracy. W Norwegii jestem gościem i w każdą rzecz muszę wkładać dużo, dużo więcej pracy, niż gdybym robiła to samo
 w Polsce.
Największą wadą życia poza Ojczyzną są momenty, które Cię omijają. Urodziny przyjaciółki, Dzień Matki, Imieniny Dziadka. Ja nie mieszkam tutaj długo, z rodziną i przyjaciółmi jestem zżyta bardzo mocno, więc dla mnie jest to ciężka sprawa.

Gdybyś miała teraz jeszcze raz podjąć decyzję o wyjeździe, zdecydowałabyś się na ten krok?

Tak, może nie tak na wariata i spontanicznie, ale mimo wszystko podjęłabym taką samą decyzję. Na pewno przygotowałabym się lepiej do tego wyjazdu, przede wszystkim nauczyłabym się najpierw języka. Wtedy pewnie szybciej zaaklimatyzowałabym się w nowym kraju i na pewno łatwiej byłoby mi się odnaleźć na początku mojej norweskiej drogi.

Dziękuję za garść cennych informacji i życzę powodzenia.

2 komentarze:

  1. Hm.Sam mieszkam w Norge od lat już chyba 8(nawet nie wiem kiedy zleciało)Nadal mnie ten kraj zachwyca.Ludzie są różni.Dobrzy i źli ,mądrzy i głupi.A przyroda cudna. Tylkodeszcze w Vesylandet potrafią zmęczyć.Ale juz przywykłem. SOGN OG FJORDANE już nie istnieje

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyna wypowiada się z rezerwą i to się jej chwali. Jednak myślę te taki "wywiad" powinien być przeprowadzony z osobą która jest tu o wiele dłużej i mieszkającej w wielu miejscach. "Za każdą górą norweską mieszka się inaczej , jesli mogę top tak okreslic. Ja okreslam to tak, jest Oslo i Norwegia, mało maja wspolnego ze soba.

    OdpowiedzUsuń