Najnowsze

Antoni Sałaj – serialowy Skirgiełło z „Korony królów” opowiada o swojej roli

Antoni Sałaj – aktor młodego pokolenia i absolwent Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie ma już za sobą kilka ról filmowych, m.in. w filmie „Legiony”. Obecnie daje się widzom poznać jako niepokorny Skirgiełło – starszy brat przyszłego króla Polski Jagiełły. Portalowi Kulturalne Rozmowy opowiada o swojej postaci, jego wadach i zaletach oraz o braterskich stosunkach z wielkim księciem Litwy.


Dlaczego zajął się Pan aktorstwem?

Antoni Sałaj: Właściwie, to nie mam pojęcia, skąd się u mnie wzięło aktorstwo. Od dziecka wychodziłem na scenę. Przed publiczność. Interesuje mnie wiele rzeczy, nie lubię koncentrować się na jednej dyscyplinie. Aktorstwo to praca, dzięki której poznaje ludzi. A przy okazji uczę się tego, o czym sam pewnie nigdy bym nie pomyślał.

Czy dusza artysty była w Panu od zawsze? Skąd się to u Pana wzięło?

Pamiętam, kiedy w dzieciństwie mama zabrała mnie do psychologa. Pani doktor była zachwycona, że narysowałem rodziców w perspektywie, więc myślę, że już wtedy gdzieś ta dusza artysty we mnie tkwiła. Duży wpływ mieli na to rodzice. Tata zajmuje się sztukami pięknymi, a mama przebojowo spełnia się jako profesor języka francuskiego. W podstawówce przygotowywała mnie do konkursów recytatorskich z tego języka.

Z tego, co wiem, zaczął Pan swoją artystyczną drogę od baletu. Co więc Pan odnajduje w balecie dla siebie?

Zacząłem tańczyć, ponieważ moja siostra chodziła na balet. Zawsze się ścigaliśmy, więc stwierdziłem, że też spróbuję i “połknąłem bakcyla”. Trwało to jakieś 6 lat. Balet to bardzo dobra forma rozwoju dyscypliny. Niesamowicie rozwija ciało i daje niezbędną świadomość.

Co Panu daje aktorstwo i dlaczego młodzi ludzie decydują się na ten zawód, zamiast wybrać codzienną pracę na etacie dającą stabilizację finansową?

To trochę zawód włóczykija. Potrafi być niewdzięczny, ale każda moneta ma dwie strony. W aktorstwie lubię to, że bez przerwy można dostarczać czegoś nowego sobie i innym.

W serialu „Korona królów” gra Pan Skirgiełłę – brata przyszłego króla Polski. Jak Pan trafił do obsady?

Do serialu trafiłem przez casting. Nie wiedziałem, do jakiej roli poszukują aktora. Skirgiełło był na tekście castingowym. Miałem do odegrania rozmowę między Jagiełłą a Skirgiełłą. Nie pamiętam już szczegółów, ale Vasyla jeszcze wtedy nie znałem.
Miałem za zadanie przedstawić tekst, a potem okazało się, że to właśnie mnie przypadła rola Skirgiełły. Ot cała historia. Zabawny jest fakt, że gdy zdarzało mi się marzyć o „pełnokrwistej" postaci, nie epizodycznej — nie przypuszczałem, że takie będzie Jej imię.


Jak już się Pan dowiedział, że zagra Skirgiełłę, to, w jaki sposób podszedł Pan do tworzenia tej postaci?

Zapisałem sobie tylko, że Skirgiełło nie śpi. Rano wstałem, wziąłem zimny prysznic i poszedłem na plan. Zapoznałem się też z całym procesem budowania unii polsko-litewskiej. Aczkolwiek, w moim
przekonaniu i rozumieniu Skirgiełło miał jeden główny cel – uszczęśliwić młodszego brata, pomimo napiętej atmosfery w polityce i przy rodzinnym ognisku. Z kart historii nie wyczyta się tego, jaki człowiek był na co dzień. Można przeczytać o tym, kim był, co robił i z kim walczył. Opinie i zdania są podzielone. Witold Kiejstutowicz w swojej Skardze przedstawia Skirgiełłę jako potwora. Kronikarze Wawelscy jako najlojalniejszego pracownika i oddanego brata. Kompromis wypracowałem budując relację z Vasylem i okazał się to dobry trop.

Mając na względzie to, co już Pan wie o swoim bohaterze, co by Pan powiedział o Skirgielle? Jaki on jest?

Po prostu – dzikus (śmiech). Lubię operować metaforami, więc może opiszę go w ten sposób: Jest noc. Jedziemy samochodem przez wieś. Nagle przez drogę przebiega dzik. Zatrzymuje się i patrzy na Nas. Spotykamy się wzrokiem na ułamki sekund przed uderzeniem. W chwili, kiedy cały świat rozpada się przed jego oczami.
To jest właśnie Skirgiełło.

Chyba jednak nie do końca taki dzikus. Mądrością również się wykazał.

Był starszym bratem, tak, ale nie był najstarszy. To chłopak, który uległ woli ojca i nie patrząc na to, że to jemu jako starszemu należy się władza, postanowił wspierać młodszego brata Jagiełłę. Jest to pewne wyrzeczenie.

Skirgiełło to postać drugoplanowa, ale szybko zyskała sympatię widzów. Odczuwa Pan w związku z tym większą popularność?

Nie przywiązuję się do tego za bardzo, ale ostatnio jedna sytuacja mnie bardzo urzekła, mianowicie dostałem list z prośbą o autograf. Co ważne, był to list papierowy, co niezwykle sobie cenię. Przeczytałem w nim mnóstwo ciepłych słów. Bardzo więc się cieszę, że moja praca spotyka się z pozytywnym odbiorem.

Dla aktora popularność tak naprawdę jest bardzo ważna. Dzięki niej też dostaje role, widzowie chcą go oglądać. Dlaczego więc Pan się do niej nie przywiązuje?

A czy bez Facebooka czy Instagrama nie mógłbym być aktorem?


Słuszna uwaga. Jakie stosunki łączą Skirgiełłę z Jagiełłą? Jak to się stało, że spośród całego rodzeństwa, to właśnie ta dwójka jest sobie tak bliska?

Z Wasylem poznałem się na próbach do 3. sezonu. Mieliśmy wówczas kurs jazdy konnej, co w naszym przypadku uważaliśmy za zbędne. Obaj niechętnie poszliśmy na trening. Spotkaliśmy się w kwaśnych nastrojach. Było czterdzieści stopni, a my marzyliśmy o zimnej wodzie i cieniu. Pojeździliśmy chwilę po ujeżdżalni. Żar lał się z nieba. Dla przełamania ciszy padło pytanie „kogo grasz?". Kiedy okazało się, że jesteśmy braćmi, zdaliśmy sobie sprawę z absurdu sytuacji. Zaczęliśmy się śmiać i pojawiły się przeczucia, że to będzie dobra znajomość.
Dostaliśmy też bardzo duże wsparcie od Wojtka Żołądkowicza, który dalej funkcjonuje w naszym „średniowiecznym śnie” jako tata. Trzeba pamiętać, że 3. sezon otwiera śmierć i pożegnanie Olgierda Giedyminowicza. Pierwsze dni były ciężkie, ponieważ docieraliśmy się w dialogach przed kamerą, w niemiłych okolicznościach założonych. Śmierć Olgierda. Myślę, że to wydarzenie przyczyniło się do bliskiej relacji braci. Wtedy do serialu wkroczyliśmy my. Cwaniaki.

Teraz już Pan więcej wie o swojej postaci, więc proszę powiedzieć, jak Pan odbiera Skirgiełłę jako brata Jagiełły, jako człowieka?

Myślę, że pomimo posiadanej wolności i bogactwa jest bardzo nieszczęśliwy. Można iść się z nim napić i przeżyć nie lada przygodę. Niestety ciężko byłoby funkcjonować z nim na co dzień. Jest typem samotnika i pracoholika. Co dalej, zobaczymy… Myślę, że wdał się i w mamę i w tatę. Od mamy zabrał troskę, a ojciec nauczył go „twardych” negocjacji.

Jaki jest Jagiełło w oczach Skirgiełły?

Nie powiem, że jest bohaterem. Jagiełło to mądry cwaniak. Skirgiełło zauważył, że co brat postanowi – zawsze zrealizuje. W oczach Skirgiełły, Jagiełło to kawał ładnego zakapiora z niesamowitym urokiem, przepełnionym spokojem pokerzysty. Skirgiełło i Jagiełło mają wspólne cele, więc jeśli Jagiełło ma na swojej drodze jakąś przeszkodę, to Skirgiełło pomaga mu ją ominąć. Cały czas próbują przetrwać.


Co Pan nie lubi czy lubi w swoim bohaterze?

Odnoszę wrażenie, że Skirgiełło nieustannie boi się i nosi przy sobie za dużo broni. Organicznie budzi to w nim lęk, ale woli być ubezpieczony. Za każdym razem, gdy przebywa wśród niezaufanych osób — przeczuwa zagrożenie. Nie raz to przeczucie prowokuje go do palnięcia jakiejś głupoty. Zawsze jest przygotowany aż nadto.
Wykreował pewien rodzaj stresu, który chyba napędza mu alkohol przyćmiewając myśli mogące wiele zdziałać.
Bardzo podoba mi się to, że jest wolny. Może robić, co mu się podoba. Ma więcej wolnego czasu od wielkiego księcia. Załatwia sprawy na swój oryginalny sposób i uwielbia patrzeć Jogaile w oczy z perspektywą, że wybiera się do tawerny i nie wie, gdzie go wieczór poniesie.   

Bardzo dziękuję za rozmowę i opowieść o niepokornym Skirgielle.  

Rozmawiała 
Jesteście ciekawi, co słychać u innych aktorów biorących udział w "Koronie królów"? Jeśli tak, zapraszam na wywiady z: Martą Bryłą - serialową królową Anną, Aleksandrą Przesław - serialową królową Adelajdą oraz z królem Kazimierzem Wielkim, czyli Andrzejem Hausnerem. Dla wielbicieli serialowej pary ze Świdnicy mam też niespodziankę w postaci wywiadu z Mateuszem Mosiewiczem (serialowym Guncelem) i Dagmarą Bąk (serialową Heleną).

Brak komentarzy