Najnowsze

Sandra Kubicka – polska modelka w Stanach

Sandra Kubicka pochodzi z Łodzi i mimo młodego wieku ma już za sobą potężny bagaż doświadczeń. W wieku 12 lat przeprowadziła się do swojej mamy do Miami, gdzie kontynuowała edukację i – mając 13 lat – rozpoczęła karierę modelki, która nieprzerwanie trwa do dziś. Wraz z upływem czasu zdobyła największe światowe okładki oraz rozgłos. Ostatnio jej popularność wzrosłą również w Polsce za sprawą udziału modelki w programie „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami” organizowanym przez Polsat. Portalowi Kulturalne Rozmowy opowiada o tym wydarzeniu, ale także o kulasach pracy modelki oraz o prawdziwym obliczu tego świata. Opowiada mi też o swoich początkach w Stanach oraz emigracji. Zdradza też najbliższe plany i gdzie spędzi swoje kolejne święta. Zapraszam na rozmowę. 


Jaka jest Sandra Kubicka?

Sandra Kubicka: Nie lubię za bardzo siebie określać. Uważam, że lepiej by było, jakby mnie określił ktoś z boku. Sandra prywatnie jest zwykłą dziewczyną, a nie żadną gwiazdą. Jestem zabawna, śmieszna, lubię się wygłupiać. Jestem odważna. Zawsze mówię, co myślę. 

Połowę swojego życia jesteś modelką. Jaką byłaś osobą przed rozpoczęciem swojej przygody w tym zawodzie, a jaką osobą jesteś teraz? Jak modeling Cię ukształtował?

Gdy weszłam w modeling, byłam dzieckiem, więc ten zawód sprawił, że szybko dorosłam. Kiedy moi rówieśnicy martwili się o to, co założyć do szkoły, o sprawdziany i studniówki, ja pracowałam, latałam po świecie. Musiałam pilnować, ile godzin śpię, żeby wstać na sesje. Musiałam zawsze być przygotowana, profesjonalna. Otaczałam się ludźmi starszymi ode mnie, co sprawiło, że bardzo szybko musiałam dojrzeć. Dlatego też często ludzie są w szoku, kiedy mówię im, ile mam lat, ponieważ zachowuję się jakbym miałam ponad 30. Czasami też wyglądam poważniej, pewnie z racji tego, jak się zachowuje, więc moja rodzina mówi na mnie mała-stara. Często zachowuję się jeszcze poważniej niż moja mama. Przez modeling nie miałam prawdziwego dzieciństwa.

Jak radziłaś sobie ze szkołą, kiedy zaczęłaś być modelką? W jakim systemie edukacji byłaś prowadzona?

Kiedy wyjechałam do mamy do USA, skończyłam właśnie szkołę podstawową, więc kontynuowałam naukę już w Stanach w szkole publicznej, do której chodziłam siedem miesięcy. W momencie, kiedy moja kariera zaczęła się coraz szybciej rozwijać, wszyscy zrozumieliśmy, że to jedyna szansa, aby zainwestować w moją karierę. Byłam więc uczona prywatnie. Miałam nauczycielką, która uczyła mnie w domu. Uczyłam się przez internet. Miałam też telefoniczną szkołę. To był kurs dla ludzi zajmujących się show-biznesem. Ten system edukacji umożliwił mi odrabianie prac domowych podczas lotu samolotem czy pobytu w hotelach. Byłam jednak odizolowana od mojego środowiska szkolnego, od rówieśników, więc nie miałam z nimi kontaktu. Uczyłam się tylko z nauczycielem.

A co z językiem? Czy wyjeżdżając z Polski, znałaś już język angielski na poziomie umożliwiającym Ci swobodną komunikację?

Moi dziadkowie, którzy mnie w Polsce wychowywali, starali się, aby moja edukacja była na jak najwyższym poziomie, więc chodziłam do najlepszej szkoły w Łodzi, a poza tym chodziłam też na dodatkowe lekcje języka angielskiego. Uczyłam się więc języka, ale w Polsce uczą bardziej brytyjskiego, więc edukacja jest zupełnie inna. W momencie, gdy wyjechałam do Stanów i na drugi dzień musiałam pójść do amerykańskiej szkoły, to wszystko wyglądało jak w filmie – inne korytarze, inne szafki. To było dla mnie totalnie abstrakcyjne. Codziennie po lekcjach zostawałam z innymi dziećmi z obcych krajów na dodatkowych zajęciach języka angielskiego. Pamiętam, że była grupa 15-osobowa, w której nikt nie mówił po angielsku, więc się nie rozumieliśmy. Zaprzyjaźniłam się więc z dziewczyną z Rosji – wtedy była dla mnie najbliższa, wiadomo – Polska i Rosja sąsiadują ze sobą. Rozmawiałyśmy więc tak, że ona mówiła do mnie po rosyjsku, a ja do niej po polsku. Nauczyłyśmy się swoich języków. Mnie jako dziecku nauka języka zajęła rok. Po tym czasie mówiłam w tym języku biegle. A w związku z tym, że w domu po polsku mówiła do mnie tylko moja mama, a moja rodzina tylko po angielsku – po półtora roku zaczęłam nawet myśleć po angielsku. Stąd też dziś łatwiej jest mi wyrazić w tym języku, co czuję niż po polsku.


Jak ten brak rówieśników sposób wpłynął na Twoje relacje z rówieśnikami w późniejszych latach?

Od wielu lat chodzę na terapię, ponieważ uważam, że taka terapia przyda się każdemu – zarówno zdrowemu, jak i osobie z problemami. Każdy powinien pójść do specjalisty i się wygadać. Izolacja od rówieśników miała wpływ na moje późniejsze relacje, na przykład na relacje z mężczyznami. Zawsze byłam zainteresowana kontaktem ze starszymi od siebie osobami. Nie potrafiłam znaleźć wspólnego języka z moimi rówieśnikami przez to, że ich wokół siebie nie miałam. Na pewno więc odbiło się to na mnie.

To bardzo ciekawe co mówisz. Pracujesz w modelingu od 13 roku życia. Byłaś jednak jeszcze dzieckiem, a już musiałaś na zdjęciach pozować jak dorosła, czyli w pozach niedostosowanych dla tego wieku. Jak udało Ci się przetrwać w tym świecie dorosłych? Jak się w tym wszystkim odnalazłaś?

Zawsze byłam bardzo ciekawą i odważną dziewczynką. Zaczynając pracę modelki, nie widziałam, jak to jest, jak się chodzi w szpilkach, nie wiedziałam, jak się pozuje. Podglądałam inne modelki. Kiedy przychodziłam na sesje, patrzyłam przez kurtynę, jak one to robią. Później w domu godzinami ćwiczyłam. Na początku, gdy pozowałam, robiłam sesje dla marek młodzieżowych. W tej chwili tak naprawdę nie ma znaczenia, ile masz lat, ale jakie masz podejście do pracy. Nauczyłam się tego, że nikt nie myśli o mnie, że jestem taka młoda. Najważniejsze jest, jak wygląda produkt na zdjęciu, jak ja go sprzedaję. Musiałam sobie to wszystko w głowie poukładać. Z wiekiem zaczęłam się do tego przyzwyczajać. Zupełnie inaczej na to patrzę. Dobrym przykładem jest rozmowa z moim narzeczonym, któremu mówię, że dostałam super kontrakt na wiele krajów. Dla niego najważniejsze jest, czy będę pozować w bieliźnie i czy wokół mnie będą mężczyźni. Mamy zupełnie inne podejście. Ja podchodzę do tego całkowicie profesjonalnie przez pryzmat kariery, a osoby niezwiązane z tym otoczeniem traktują to zupełnie inaczej. Myślą właśnie tak: ona jest w bieliźnie, musi pozować w sensualnych pozach. Nie wchodzę więc w to psychicznie. Mam w głowie tylko to, że muszę wykonać swoją pracę.

Czy 13 lat to odpowiedni czas dla dziewczynki do rozpoczęcia kariery modelki?

Myślę, że gdybym miała córkę, to bym jej nie pozwoliła być modelką w tak młodym wieku. 

Wtedy zdecydować o pracy modelki pomogła Ci mama, czy sama jako 18-letnia dziewczyna też byś wybrała dla siebie taką drogę? Czy podjęłabyś świadomie to samo wyzwanie?

Bardzo ciężkie pytanie, na które nie wiem, jak odpowiedzieć, ponieważ do 18 roku życia chodzimy do szkoły, wybieramy sobie liceum czy technikum. Wybieramy sobie rzeczy, w których chcielibyśmy spróbować swoich sił. Ja nie miałam takich możliwości, rozwijać się w innych kierunkach, np. lekarz, weterynarz czy kucharz. Nic innego nie próbowałam w życiu. Modeling to jedyne, co znam. Dostosowałam do tego swój tryb życia. Teraz kiedy jestem w Polsce tak długo, czyli w jednym miejscu, bez podróży, doznałam kryzysu, ponieważ nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nigdy w życiu nie spędziłam w jednym miejscu więcej niż dwa tygodnie. I nagle od czterech miesięcy jestem w tym samym miejscu. To jest dla mnie dość dziwne zjawisko. Nie wyobrażam sobie w tej chwili, że od poniedziałku do piątku muszę chodzić do tej samej pracy. Nie mam pojęcia, jakby potoczyło się moje życie, gdybym została w Polsce. Być może nadal mieszkałabym w Łodzi, z moją babcią w bloku.

Gdzie w trakcie swoich podróży związanych z karierą modelki dotarłaś najdalej?

Najdalej udało mi się dotrzeć do Kapsztadu. Wspięłam się na górę Lwa, więc miałam okazję zobaczyć całą Afrykę z góry.

Najważniejsza sesja dla Ciebie. Wiesz…, takie, które odmieniły Twoją karierę. Które to były? 

Chyba była to okładka do polskiego wydania "Glamour". Chciałam wszystkim udowodnić wszystkim tym, którzy powiedzieli mi kiedyś, że jestem za gruba, aby być modelką, że jednak nią jestem. Ta sesja była realizowana w Los Angeles. Była wyjątkowa.
Drugą sesją, która odmieniła moją karierę, była sesja w Acapulco do amerykańskiego "Playboya". Wtedy każdy się dowiedział o Polce, która jest na wszystkich okładkach "Playboya" na świecie.


Wspomniałaś o okładce "Playboya", jaki więc masz stosunek do swojego ciała, do nagości? Takie sesje nie cieszą się dobrą sławą.

To prawda, ale nie wiem, czy wiesz, ale ja byłam jedyną Polką na świecie, która powiedziała, że się nie rozbierze. To była najlepsza sesja na świecie. Zrobiłam ją w ubraniach, ale bardzo seksownych. Nigdy nikt nie widział mojego kompletnie nagiego ciała. Druga sesja w Acapulco była robiona kompletnie bez makijażu i fryzury, a zdjęcia zrobiono mi pod odpowiednim kątem. Było więc bardzo modowo. Wszyscy się zachwycili. Można więc to zrobić ze smakiem i pewnymi ograniczeniami. Nagość można objąć w obiektywie artystycznie i nie trzeba do tego celu wykonywać sugestywnych póz czy gestów.

Do czego służy Ci modeling? Jak przekaz chcesz światu ogłaszać?

Cały czas staram się walczyć z tzw. stereotypami. Każdy myśli, że modelki są głupie i nie mają nic do powiedzenia. Oczywiście, zdarzają się takie dziewczyny, które rzucają szkoły i faktycznie nie potrafią powiedzieć nic sensownego. Uważam jednak, że dzięki temu, że podróżujemy po całym świecie, mamy okazję zobaczyć inne kultury, nauczyć się czegoś nowego, języków, sposobu bycia. Można to później przekazywać. Uczę dziewczyny, że różne sytuacje się zdarzają. Każdy człowiek je przeżywa – ja też. Oczywiście, uważam na słowa, ale też pokazuję im prawdziwą siebie, aby dziewczyny nie myślały, że modelki mają łatwe życie, są piękne i dopieszczane. My naprawdę ciężko pracujemy. Dlatego, że ludzie nas obserwują, mamy okazję zwrócić na coś uwagę. Chciałabym bardzo, aby więcej osób mówiło nie tylko o tym, że jest pięknie i że mają w szafie drogie ciuchy od projektantów.

Żyjesz i pracujesz w Miami już od ponad 10 lat. Czy czujesz się już bardziej dziewczyną stamtąd, czy jednak jesteś Polką rozwijającą tam tylko karierę?

Jestem dumna, że jestem Polką. Zawsze powtarzam, że mamy w kraju piękne krajobrazy oraz utalentowanych ludzi. Powiedziałabym więc, że jestem i czuję się Polką, ale z amerykańskim podejściem do życia. Nawet będąc w Polsce, wszyscy mi mówią, że widać, że jestem z Polski – piszę
i mówię w naszym języku, ale jednak patrzę na świat bardziej optymistycznie.

Jak wygląda zawód modelki? Opowiedz o jednym dniu pracy Sandry Kubickiej.

Pierwsze i najważniejsze, co muszę zrobić, to porządnie się wyspać. Zazwyczaj trwa to 8-10 godzin. Trzeba być wypoczętą do sesji, które trwają zazwyczaj 10 do 12 godzin, więc muszę mieć siłę, aby cały dzień stać na nogach. Nikt nas nie rozpieszcza i nie wychwala naszej urody. Klienci mają nas cały dzień na planach zdjęciowych, więc chcą tę obecność wykorzystać do ostatniej minuty. Wiele razy musimy się przebierać. Cały dzień stoimy na nogach. Nie ma czasu na wypicie kawki. Plan zdjęciowy ciągle jest zmieniany. Mamy tylko pół godziny w ciągu pracy, żeby zjeść czy odpocząć. Wszyscy dotykają cię w tym samym czasie – ktoś czesze twoje włosy, kiedy inny ktoś upina ci za dużą sukienkę, ktoś inny znowu poprawia ci make-up. Czyli wiele rąk dotyka cię w jednym czasie. Czasami więc dostaję w pewnym momencie ataku paniki, jak mnie za dużo osób na raz dotyka i ciągle do mnie ktoś coś mówi. Nie wiem wtedy, gdzie mam patrzeć i kogo słuchać. Jestem po takim dniu bardzo zmęczona, więc muszę coś zjeść, a jeszcze muszę pójść na siłownię. Potem trzeba umyć włosy, bo nie można iść na drugi dzień na plan z tymi samymi włosami. Muszą być czyste. Trzeba mieć umalowane paznokcie na kolor nude – u stóp też muszą być zawsze zrobione, bieliznę w cielistym odcieniu. Trzeba mieć stringi, biustonosz z ramiączkami i bez. Musisz mieć zawsze ogolone nogi. Na sesje zdjęciowe nie możesz przyjść z makijażem na twarzy. Nie możesz się spóźniać, a co ważne – nie możesz się spóźnić na lotnisko, bo potem płacisz kary za to, że nie pojawiłaś się na sesji. Koszty pokrywasz z własnej kieszeni, z tego, co zarobisz. W związku z tym dla mnie modeling to szkoła odpowiedzialności. Dodatkowo podróżujemy same. Nie mamy do kogo się odezwać. Na lotnisku trzeba sobie znaleźć coś zdrowego do jedzenia, co wcale nie jest takie proste. To samo w hotelach, np. jeśli mam przelot z USA do Niemiec i w dodatku w niedzielę, kiedy jest wszystko zamknięte. Wtedy nie mam co zjeść, więc cały dzień głoduję.

Jak byłaś młodsza, to przecież nie mogłaś podróżować sama. Jak to wyglądało?

To prawda, do momentu, gdy nie skończyłam 15 lat, podróżowała ze mną moja mama, albo jej mąż czy mój kuzyn. Wymieniali się, ponieważ nie mogłam być sama. Samodzielne podróży zaczęłam po 15 roku życia, a od 16 lat możesz już być sama w hotelu. W wieku 16 lat poleciałam do Peru, więc się trochę bałam – wiadomo, daleki kraj, obcy język. Jednak mam bujną wyobraźnię, więc zawsze sobie coś wyobrażałam, co się może wydarzyć. Zawsze więc patrzyłam, kto za mną idzie, zapamiętywałam auta. Musiałam być ostrożna – porwania dziewczyn i handel żywym towarem w tej części świata się zdarza.


Czyli takie rzeczy się dzieją?

Tak. Bardzo często w Mediolanie porywają dziewczyny i sprzedają je do krajów arabskich.

Jacy są Polacy w Twojej ocenie, teraz kiedy masz okazję ich obserwować przez te cztery miesiące, a jacy byli, kiedy opuszczałaś Polskę?

Kiedy wyjeżdżałam, to pamiętam, że zawsze mówiło się „proszę pani/proszę pana”. Ludzie wtedy byli zdystansowani, nie przekraczali granic. Sporo czasu zajmowało ludziom poznanie drugiej osoby,
a potem zaproszenie jej do domu. Zastanawiano się, czy wypada w ogóle przyjść do kogoś do domu, czy wypada zadzwonić po godzinie 20. Teraz widzę, że to się zmieniło. Ludzie podchodzą do nas, są bardziej bezpośredni. To jest chyba zasługa mediów społecznościowych. Ludzie nas podglądają w tym medium niemal codziennie i przez to mają poczucie, że nas znają.
Amerykanie są jednak od razu na „tak”. Jak kogoś poznają, to na następny dzień już chcą się umówić z tobą na kawę, zaprzyjaźnić, często spotykać. Po prostu kochają wszystkich. I może nie jest to do końca prawdziwe i trwałe, ale robi to dobre pierwsze wrażenie. Polakom za to więcej czasu zajmuje, aby do kogoś dotrzeć, poznać, przekonać się. Potem zastanawiają się, że może to będzie moja przyjaciółka, a może nie.

Czego Cię nauczył pobyt w Miami, co byś zabrała do Polski, jeśli zdecydujesz się kiedyś wrócić na stałe?

Prędzej zabrałabym jedzenie z Polski do Stanów, ponieważ mamy u nas o wiele lepsze jedzenie. Zawsze mi brakuje polskiego jedzenia. Jeśli chodzi o mentalność, to amerykańskie podejście do życia jest fajny, ale jeśli chodzi o stosunek do rodziny i relacje międzyludzkiej, to uważam, że w Polsce jest z tym o wiele lepiej. U nas człowiek w wieku 35-40 lat ma już żoną, męża i dzieci – jest więc ustabilizowany, natomiast w Miami mężczyzna w tym wieku lata po klubach i szuka sensacji z młodymi modelkami. Dla mnie to jest absurd i nie toleruję takich sytuacji. Dlatego, im jestem starsza, tym poważniej myślę o rodzinie, dzieciach oraz o powrocie do Polski. Jednak Miami to jest miasto imprez, gdzie lato trwa cały rok. Mieszkańcy nie mają więc poczucia mijającego czasu. Nie ma pór roku, nie czują, że się starzeją – myślą po prostu, że są wiecznie młodzi. Dla nich życie to zabawa, więc można je przepić i przetańczyć. Uważam, że to chwilowo jest fajne, ale nie może być naszym stylem życia.

W relacjach z ludźmi cenisz sobie amerykańską uprzejmość czy dosadną często szczerość?

Lubię szczerą prawdę, ale też komplementy. Uważam, że wszystko powinno być wyważone. Nie lubię sytuacji, kiedy ktoś mi słodzi, a potem jest chwila, kiedy ta relacja nagle znika.

Jak to jest u Ciebie z przyjaciółmi? Czy masz ich wielu, czy jest to tylko wąskie grono?

Cenię sobie jakość, a nie ilość. Najwierniejsze grono przyjaciół mam w Łodzi, którzy są ze mną przez te wszystkie lata, odkąd wyjechałam z Polski. Mimo rozłąki ten kontakt się nie urwał. Już jak mieszkałam w Stanach, to rozmawiałam z nimi przez telefon. Teraz przyjeżdżają do mnie co weekend. W USA mam też dwie przyjaciółki – jedną w Los Angeles, druga w Nowym Jorku. Widujemy się rzadko, ale jak już to nastąpi, to nie czujemy, że ten czas rozłąki miał znaczenie. Mam narzeczonego i więcej mi do szczęścia nie potrzeba.

Robisz karierę za granicą, w Polsce nie byłaś dotąd tak bardzo znana. Czy myślisz, że teraz byłoby Ci łatwiej zaistnieć na polskim rynku, czy jednak ten amerykański jest łatwiejszy do zdobycia?

Starałam się kiedyś zacząć pracować jako modelka w Polsce, wtedy już byłam modelką w USA. Cały czas słyszałam, że nie nadaję się, bo jestem za gruba, za niska itd. uznałam więc, że w Stanach mimo tego, że jest większa konkurencja (większy kraj, więcej osób, więcej modelek), to łatwiej jest zostać modelką tam. Pamiętam, że kiedy próbowałam w kraju swoich sił i chodziłam do agencji, to modelka musiała mieć 180 cm, rozmiar 32 lub 30 i być szczupła jak patyk. W Stanach już wtedy zaczęło się to zmieniać. Woleli mieć modelki zdrowe, uśmiechnięte. Nie musiały mieć 180 cm. Te kryteria zmieniły się dopiero niedawno i do Polski dotarły kilka lat temu. Pojawiły się głosy, że w Paryżu nie można używać do pokazów tak szczupłych modelek. Wtedy też zaakceptowano ten stan w naszym kraju. Zmieniło się postrzeganie modelek. Nagle zaczęto się mną interesować, ale wcześniej padałam ofiarą hejtu.

Dobrze, że o tym wspominasz, ponieważ chciałam Cię właśnie podpytać o hejt w Ameryce. W Polsce ludzie dość swobodnie wypowiadają swoje opinie w mediach społecznościowych i używają przy tym często niewybrednych słów. Nie spotyka ich za to żadna kara. Czy podobnie jest w USA?

W USA bardziej uważają na słowa. Tam jednak można bardzo szybko narobić sobie problemów. Gdyby taka sytuacja, która miała miejsce w Polsce dotycząca zarzutów, że zrobiłam psu krzywdę, w Stanach odpowiedziałyby za te zarzuty wszystkie media, które powieliły te błędne informacje. Niestety w Polsce prawo nie jest aż tak restrykcyjne i nie bierze się wszystkich słów na poważnie. Ludzie też sobie w związku z tym bardzo dużo pozwalają. W Stanach słowo jest karalne, a w Polsce ewidentnie jeszcze nie. To samo dotyczy hejtu w internecie, ponieważ dostałam kiedyś e-mail, że zostanę oblana kwasem, gdy wyląduję. Od razu zadzwoniłam z tym na policję. Radiowóz eskortował mnie z lotniska do domu. To wszystko zajęło 15 minut. W naszym kraju nie wyobrażam sobie tej samej sytuacji – nikt na policji nie wziąłby na poważnie takiego maila.
W USA miałam też sytuację z dość głośnym rozstaniem z byłym narzeczonym, który sprzedał naszą historię do gazet. Prasa mogła oczywiście napisać, co chciała, ale musiała uważać na słowa. W Polsce raczej nie sądzę, żeby ktoś uważał na słowa. Musi się więc zmienić coś w polskim prawie.
Najbardziej przerażające jest to, że w mediach społecznościowych pojawiły się grupy dyskusyjne, których członkowie potrafią „dyskutować” na dany temat od rana do wieczora.


Wzięłaś udział w „Tańcu z Gwiazdami”, w którym dotarłaś aż do półfinału, czego Ci gratuluję. Jak to w ogóle się stało, że zdecydowałaś się wystąpić w tym programie?

Ten rok był dla mnie bardzo ciężki i chciałam, aby coś się zadziało w moim życiu. Miałam ogromny kryzys, kiedy nie wiedziałam, czy będę jeszcze modelką, czy nie, ponieważ przez chorobę bardzo przytyłam. Nagle przyszło do mnie zaproszenie do udziału w „Tańcu z gwiazdami”, na które od razu się zgodziłam. Chciałam na moment odetchnąć od show-biznesu amerykańskiego. Pomyślałam sobie, że to może być fajna opcja powrotu do Polski. Chciałam trochę pobyć z moimi przyjaciółmi i z rodziną. Kocham tańczyć, a to pozwoli mi przy okazji wrócić do formy. Zacznę się lepiej czuć. Tak się stało. Jestem teraz w takiej formie życiowej, w jakiej nigdy nie byłam. Jestem spełniona, nauczyłam się nowych rzeczy i poznałam wspaniałych ludzi. Dowiedziałam się, że lubię telewizję. Ludzie mogli mnie poznać i też polubić. Miałam szansę powiedzieć kilka zdań, wypowiedzieć opinie na różne tematy. Dzięki programowi oraz tańcowi miałam możliwość opowiedzenia o sobie, a teraz zaczynam współpracę z Polsatem, będę prowadzić galę Mister Supranational – 7 grudnia w Katowicach, na co nie mogę się doczekać. Gala będzie na 120 krajów. „Taniec z Gwiazdami” odmienił moje życie, otworzył nowy rozdział przede mną. Zobaczymy, jak pójdzie mi debiut, ale mam nadzieję, że ta przygoda będzie trwała nadal.

Czym jest dla Ciebie taniec?

Podobnie jak w modelingu, w tańcu tez trzeba zachować ogromną dyscyplinę. Trzeba się przed tańcem rozgrzać. Trzeba się rozciągać przed i po tańcu. Musisz dbać o ciało i o dostarczanie organizmowi witamin czy suplementy, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jest to więc ogromna odpowiedzialność. Można też wykazać się kreatywnością, dodać coś od siebie. W każdym tańcu miałam okazję pokazać inną siebie. Poznawałam się z różnych stron – romantycznej czy bardziej dzikiej. Mogłam pokazać trochę pazura. Bardzo miło wspominam ten program i żałuję, że nie wzięłam udziału w nim wcześniej. Jest mi smutno, że nie będę mogła zatańczyć drugi raz, bo chętnie bym to zrobiła.

Taniec towarzyski jest dość specyficzny, ponieważ musisz zbliżyć się do partnera tanecznego i z nim po prostu tańczyć. Jak sobie z tym poradziłaś?

To prawda, poznajesz człowieka, z którym zaczniesz tańczyć i musisz poczuć z nim „chemię”, musisz polubić. A co najważniejsze, te emocje muszą być prawdziwe, ponieważ w tańcu natychmiast będzie zauważalne, jeśli te emocje między nami będą negatywne. Trzeba więc pewne rzeczy zagrać, aby widzowie uwierzyli, że to dzieje się naprawdę.

Ty miałaś dodatkowo utrudnioną sytuację, ponieważ musiałaś zmienić partnera. Jak więc sobie z tym poradziłaś?

To się wydarzyło z dnia na dzień, więc nie miałam czasu, aby poznać Wojtka. Czytałam jednak kiedyś książkę, w której napisano, że ludzie, którzy poznają się w sytuacji, gdzie jest wysoki poziom adrenaliny, myślą inaczej. To właśnie tak było, gdyż ja miałam w głowie myśli, że jeśli nie będę miała teraz tancerza, odpadnę z programu i będę musiała wracać do Miami. Zaczęłam więc myśleć tylko o tym, aby dobrze zatańczyć, zapamiętać kroki. Zupełnie na bok odsunęłam myśli, że muszę poznać Wojtka i wyczuć. Nie mieliśmy czasu na to wszystko. Te nerwy i ciężar zszedł ze mnie już po odcinku. Wojtek okazał się bardzo fajną osobą i dobrze mi się z nim tańczyło, więc jak wrócił do mnie drugi raz, ogromnie się ucieszyłam, że był to właśnie on, ponieważ nie chciałam poznawać kolejnego tancerza.


Który z tańców był Twoim ulubionym i tym, który zapamiętasz do końca życia?

To był taniec współczesny, czyli balet do „Czarnego łabędzia”, ponieważ moja mama była baletnicą. Zawsze powtarzała mi, że marzeniem każdej baletnicy było zatańczenie właśnie do „Czarnego łabędzia”. Moja mama niestety nie zdążyła zatańczyć, ponieważ jej karierę przerwała kontuzja kolana, więc w momencie, kiedy dowiedziałam się, że będę odtwarzać tę rolę, poczułam tę presję. Nie chciałam zawieść mamy i chciałam, aby była ze mnie dumna, bo przekazała mi ten taniec w genach. Po obejrzeniu tańca, po prostu się popłakała i powiedziała, że spełniłam jej marzenie. Gdy mnie obserwowała podczas programu, to czuła jakby to ona była na parkiecie. Pokochałam więc balet, ponieważ kobieta podczas tańca może poruszać się z gracją. Staje się delikatna, wzruszająca. Ostatecznie już po programie zapisałam się na balet i zamierzam kontynuować naukę indywidualnie.

Twoja mama była baletnicą, dlaczego więc, zamiast wybrać taniec, zostałaś modelką?

Moja mama zawsze twierdziła, że mam wszelkie warunki do bycia modelką – jestem wyższa od mojej mamy o dwie głowy. Z racji tego, że jestem wysoka i szczupła, muszę być modelką. Być może wiedziała, jak ciężki jest balet i chciałam mnie przed tym uchronić.

Najtrudniejszy taniec w trakcie trwania programu. Kiedy chciałaś zrezygnować, bo zwyczajnie miałaś dość?

Był taki moment przy paso doble. Wtedy nie rozumiałam w ogóle, jak można wyciągać biodra w drugą stronę. Z moją skoliozą i nienaturalnie wygiętym kręgosłupem musiałam – bo tego ode mnie oczekiwano – go schować nie mogłam tego zrobić, bo mnie to boli. A gdy czegoś nie potrafię, bardzo się denerwuję, ponieważ nie rozumiałam, nie potrafiłam tego zrobić. Dostałam ten taniec do powtórzenia w półfinale i wiedziałam, że nie przejdę do finału. To był kryzysowy moment dla mnie samej. Byłam na siebie zła, ponieważ fizycznie nie potrafiłam tego zrobić. Jestem osobą, która za wszelką cenę chce dążyć do postawionego sobie celu, a w tym momencie byłam bezsilna.

Na zakończenie naszej rozmowy zdradź jeszczem jakie są Twoje najbliższe plany?

Na razie jestem w Polsce. Chcę spędzić święta z dziadkami. Teraz będę prowadzić galę. Niedługo lecę na sesję do Niemiec i do Szwecji. W styczniu jeszcze pobędę trochę w Polsce, a potem polecę na pokaz mody Guess oraz do Afryki. Pod koniec stycznia już chyba lecę do Miami.

Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów. 

1 komentarz:

  1. Mega fajny wywiad :) powodzenia I pozdrowienia. Życzę sobie więcej takich fajnych , pozytywnych ludzi wokół nas

    OdpowiedzUsuń