Najnowsze

Aleksandra Windyga: Siłą dobrego tekstu piosenki jest jego uniwersalność

Aleksandra Windyga – wokalistka, influencerka, studentka historii sztuki. Przygotowuje się do wydania pierwszego swojego albumu, którego początkiem jest singiel pt. „Mniej więcej”. Poza swoją działalnością artystyczną Ola jest też influencerką za sprawą zgromadzonej na Instagramie ponad 60-tysięcznej społeczności. O tym właśnie rozmawiam z moim kolejnym Gościem na portalu Kulturalnej Rozmowy. 

fot. A. Szczepańska
Zaczniemy Naszą rozmowę dość prozaicznie. Opowiedz moim czytelnikom o sobie. 

Aleksandra Windyga: Nigdy nie byłam dobra w „wizytówkach”, więc będzie krótko, ale na temat. Aleksandra Windyga, 25, kłodawianka z urodzenia, łodzianka z wyboru. Pasje: muzyka, moda, podróże i Mc Flurry z lionem. 

Czym zajmujesz się na co dzień? 

Gram w teatrze muzycznym, studiuję historie sztuki. W przerwach prowadzę instagrama i, jak zapewne już wiecie, pracuję nad autorskim albumem. 

Gdybyś miała zdefiniować swoją muzykę, co byś o niej powiedziała? 

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślę, że w czasach, w których w muzyce praktycznie wszystko już było, nie warto nic definiować na początku, a raczej dać sobie przestrzeń na to, by nasza twórczość nas samych zaskakiwała. Mój pierwszy singiel wpisuje się w ramy szeroko pojętego popu, ale pracując nad kolejnymi wiem już, że będą one czerpały także z innych gatunków. 

Ostatnio miałam okazję przesłuchać utworu pt. „Mniej więcej”. O czym według Ciebie jest ta piosenka? 

Nie wiem, czy chciałabym odpowiadać na to pytanie. Wydaje mi się, że siłą dobrego tekstu piosenki jest jego uniwersalność. Nie mnie oceniać, czy tekst „Mniej więcej” do takich się zalicza, ale chciałabym pozostawić słuchaczom przestrzeń do własnej interpretacji. Mogę zdradzić, że tyczy on się mojego doświadczenia z trudnymi początkami relacji damsko- męskiej. 

Jak doszło do powstania singla? 

Pierwszy był tekst. Nie ukrywam, że swoje przeleżał zanim wraz z Tomkiem Czaplińskim i Adamem Mortasem zabraliśmy się za jego umuzycznienie. Jak to zazwyczaj w każdej współpracy bywa, każdy z nas dołożył do „Mniej więcej” swoją cegiełkę i powstało coś, czego dziś możecie posłuchać. 

Teledysk nie zaskakuje formą. Jest dość prosty i główną bohaterką jesteś Ty. Skąd pomysł na taki minimalizm w czasach, kiedy wszystko musi być wystrzałowe oraz kolorowe? 

Dziękuje za rozpatrywanie mojego lyric video jako teledysku, ale nie ukrywam, że z założenia nie miał być to teledysk, a właśnie lyric viedeo. Staraliśmy się trochę je urozmaicić i faktycznie wyszło nam coś na pograniczu klipu. Zapewne do kolejnych produkcji powstaną pełnowymiarowe teledyski, ale w tym przypadku było to niemożliwe ze względu na pandemię. 

Czym jest dla Ciebie muzyka? Do czego jest potrzebna Tobie i ludziom? 

Muzyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Już jako trzylatka próbowałam swoich sił na „scenie”. Potem zmieniały się tylko rozmiary tych „scen”, ale pasja pozostała do dziś. Mimo, że udało mi się uczynić z niej mój zawód, nadal pozostaje przede wszystkim moją miłością. Myślę, że to się nie zmieni. 

Czego słuchasz, gdy jesteś w podróży? 

Lubię być zaskakiwana, dlatego częściej niż swoich „playlist” słucham radia. Żeby było jeszcze ciekawiej często zmieniam stacje, aby żadna z nowości mi nie umknęła. Kiedy cos przykuje moją uwagę, po powrocie do domu wklepuje nazwisko artysty do wyszukiwarki i sprawdzam, co jeszcze ma do zaoferowania. 

fot. A. Szczepańska
Co Cię relaksuje? 

Ostatnio odkryłam potęgę masażu, także jeśli macie zdolnego masażystę pod ręka to polecam. Jeśli nie macie – Martini ze spirtem przy zachodzie słońca, byle nie za często (śmiech). 

Przeżywamy teraz dość trudny czas – pandemię. Jak on wpływa na życie i funkcjonowanie artysty takiej jak Ty? 

Nie ukrywam, że koronawirus mocno pokrzyżował mi plany. Teatr, z którym współpracuję był zmuszony zawiesić działalność, więc nagle okazało się, że pierwszy raz od dawna cierpię na nadmiar wolnego czasu. Jest jednak w tym wszystkim jakiś pozytyw! Miałam chwilę, by zabrać się za mój autorski projekt. 

Co jeszcze Aleksandra Windyga robi w czasach kwarantanny? 

Wolny czas pozwolił mi się rozwinąć w dziedzinach, na które wcześniej go brakowało. Tak, np. ze stałej użytkowniczki pyszne.pl stałam się szefem kuchni na pełen etat. 

Na Instagramie napisałaś o sobie, że jesteś wokalistką i influencerką. Czy traktujesz obie aktywności na równi? 

Raczej nie. Staram się podchodzić do mojej aktywności na Instagramie coraz bardziej profesjonalnie, ale muzyka zawsze była i będzie na pierwszym miejscu. 

Zbudowałaś dość dużą społeczność w mediach społecznościowych. Co oznacza dla Ciebie być influencerem? 

Ogromną radość z tego, że ktoś docenia to, co robię, jak i odpowiedzialność za to, by to co prezentuje spełniało oczekiwania moich odbiorców. 

Kim są obserwujący? Jak długo budujesz swój wizerunek na Instagramie? 

Ze statystyk wynika, że w większości są to kobiety w wieku od 20-30 lat. Wizerunek buduję od pierwszego wstawionego zdjęcia w 2014 roku. Najpierw trochę nieudolnie, teraz bardziej świadomie. 

Co sprawia, że zaufało Ci aż tylu followersów? 

Myślę, że to raczej pytanie do moich obserwatorów. Staram się, żeby prezentowane przeze mnie treści były interesujące. Ocenę tego, na ile to mi się udaje pozostawiam obserwatorom. 

fot. A. Szczepańska
Dajesz ludziom prawdę czy jednak wolisz kreować rzeczywistość? Czy możliwe jest w ogóle pokazywanie prawdziwej siebie na Instagramie? 

Staram się nikogo nie udawać, ale nie jest tajemnicą, że media społecznościowe nigdy nie oddadzą prawdziwych nas w stu procentach. Nie uważam jednak, by było w tym coś złego. Staram się pokazywać prawdę, ale nie ukrywam, że bardzo rzadko mówię followersom o swoich problemach. W takich sytuacjach najczęściej zamykam się w sobie. 

Jeszcze do niedawna Instagram służył do pokazywania siebie wypięknionym, idealnym, a teraz ten trend powoli się zmienia. Jesteśmy naturalni, bardziej ludzcy. Jak się z tym czujesz? 

Nigdy nie miałam problemu, żeby pokazać się na Instagramie bez make up’u czy w trakcie treningu. Mam z tym luz, czasem może zbyt duży (śmiech). 

Popularność niektórych influencerów jest tak duża, że Twoim zdaniem powinniśmy ich traktować jako celebrytów czy jednak jeszcze nie zasługują na to miano? Jaki masz do tego stosunek? 

Moim zdaniem tytuł celebryty to nie jest coś, na co trzeba sobie zasłużyć. Celebryta jest znany z tego, że... jest znany. To zazwyczaj kwestia szczęścia i przypadku, nie zasług. Influencer (w większości przypadków) przekazuje jakąś wartość swoim odbiorcom. Może lepiej jest być znanym influencerem niż celebrytą? 

Pewnie masz rację. A to co robisz jest w Twoim przekonaniu pracą czy jednak hobby? Dlaczego? 

Praca, która sprawia nam przyjemność przestaje być pracą, a staje się pasją. Staram się, żeby tak właśnie było z każdym moim zajęciem. 

O czym marzysz? Co chciałabyś osiągnąć w życiu? 

Podobno marzeń nie można zdradzać, by nie zapeszać więc to pytanie pozostawię bez odpowiedzi. 

Dziękuję za poświęcony mi czas. Życzę powodzenia w kolejnych projektach. 

Rozmawiała

1 komentarz: