Najnowsze

Moje życie na Wyspach Brytyjskich – rozmowa z Agnes Gajewską

Agnes Gajewska to kolejna dziewczyna, która po zakończonej edukacji w Polsce postanowiła zmienić swoje życie i wyjechać z kraju. Opuszczając ojczyznę wiedziała jedno – nie chce tu wracać. Pragnie zbudować swoje życie na nowo, w zupełnie innym środowisku. Zaczęła pracować jak wszyscy obcokrajowcy – w zwyczajnym miejscu. Dopiero potem zamarzyła jej się kariera fotomodelki oraz instruktorki fitness, którą z powodzeniem rozwija. Swoje działania skierowała też na profil instagramowy, gdzie motywuje społeczność do pracy nad sobą i do spełniania marzeń. Na portalu Kulturalne Rozmowy opowiada o swoich początkach oraz o tym, dlaczego zdecydowała się na emigrację z Polski oraz trudach związanych z pobytem na obczyźnie. Zdradza również, że niebawem zacznie pracę nad swoim pierwszym filmem. Zapraszam na historię życia na emigracji, która rozpoczęła się kilka lat temu i trwa do dziś. 

Zapraszam na mój profil IG 
Agnes Gajewska o sobie… 

Agnes Gajewska: Na początku chciałabym bardzo podziękować za możliwość udzielenia wywiadu. To bardzo wiele dla mnie znaczy i doceniam. 

Jestem dziewczyną, która ma wiele marzeń i uparcie dąży do ich urzeczywistniania. Mam 25 lat i właśnie zaczynam swoją przygodę z fitnessem na profesjonalnym poziomie, ponieważ jestem w trakcie szkoleń i zostało mi już tylko zdanie egzaminu pisemnego. Dodatkowo jestem ambasadorką firmy Forever Living Products oraz influencerką, chociaż to drugie to bardzo szeroko rozumiane pojęcie. Lubię w wolnych chwilach pisać wiersze, ale robię to tylko wtedy, gdy mam wenę, ponieważ nie wyobrażam sobie siadać ot taki pisać… Przelewanie emocji na papier to trudna sztuka, a ja lubię dobre wydania. 

Obecnie pracuję też nad scenariuszem do filmu fabularnego o tematyce romantycznej, którego produkcja ruszy być może już w grudniu, jeśli nic nie popsuje planów. Staram się być wszechstronna i czerpać z życia jak najwięcej. Hobbystycznie jestem fotomodelką z kilkoma publikacjami na koncie. Kocham zwierzęta, szczególnie koty (jestem ‘’kocią mamą’’ półtorarocznego urwisa) i głęboko wierzę w to, że w niedalekiej przyszłości zbiorę fundusze na otwarcie schroniska. 

Jak długo i gdzie mieszkasz w UK? 

W Wielkiej Brytanii mieszkam od 6 lat. Przyjechałam tu tuż po zdaniu matury w 2014 roku. Początkowo chciałam zostać tylko na trzy miesiące, by móc wrócić na studia do Polski, jednak samodzielne życie bardzo przypadło mi do gustu. Mieszkam w niewielkim mieście Yeovil, w hrabstwie Somerset, które tak naprawdę jest mieszanką ludzi z różnych krajów. Można tu spotkać nie tylko Polaków, jest też sporo Bułgarów czy osób z Rumunii… Yeovil to naprawdę ładne miasto, ale nudzi się po kilku latach, ponieważ nie ma tu wiele atrakcji dla osób, które mieszkają w tym mieście na stałe. Lubię więc na weekend wyjechać gdzieś dalej i odpocząć od codzienności. 

Co było powodem Twojego wyjazdu z Polski? Jakie miałaś oczekiwania, nadzieje czy obawy wobec nowego miejsca zamieszkania? 

Tak naprawdę powodów było kilka… Na początku myślałam o wyjeździe na parę miesięcy, aby zarobić trochę pieniędzy i wrócić do Polski na studia. Takie miałam zawsze plany: zostać tłumaczem języka niemieckiego. Z czasem jednak, gdy zaczęłam dojrzewać, marzenia też się zmieniły. Zdając maturę, wiedziałam, że wyjadę i jednak nie wrócę… Nie wiedziałam, gdzie szukać pracy w Polsce, w jakim iść kierunku…. Miałam tu rodzinę, która pomogła mi znaleźć zajęcie, dlatego łatwo było mi wyjechać.

Moje oczekiwania były zdecydowanie, jak myślę o tym teraz, wygórowane. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie pracę na obczyźnie. Sugerowałam się tym, co mówili ludzie, którzy już tu byli i opowiadali na temat życia zagranicą. Rzeczywistość okazała się być inna. Miałam nadzieję, że faktycznie tutaj jest cudownie, że będę miała piękny dom i stworzę rodzinę. A jednak gdzieś głęboko w sercu miałam ogromne obawy przed dorosłym życiem, przed byciem odpowiedzialną. Naprawdę bałam się, że nie dam rady. W pewnym momencie straciłam poczucie własnej wartości i nie wiedziałam już, czym naprawdę chcę się w życiu zajmować. Nie znałam tu nikogo oprócz siostry i brata. Nie wiedziałam, jak przyjmą mnie ludzie, których poznam i czy mnie polubią. Tak, czułam się zagubiona. Ale wiedziałam, że muszę dać radę, bo nie chciałam wracać do Polski. 


Od czego zaczął się Twój pobyt na Wyspach? Z jakimi trudnościami oprócz tych wewnętrznych rozterek musiałaś się borykać? 

Największą trudnością był dla mnie język angielski. Chociaż dzisiaj uważam, ze nie ma opcji, by osoba, która tu przyjeżdża nie potrafiła się komunikować w tym języku. Wtedy było to dla mnie ogromnym stresem. Potrafiłam mówić płynnie w języku niemieckim. W szkole uczyłam się tylko podstaw angielskiego i nie podobało mnie się brzmienie tego języka w ogóle. 

Dlatego, gdy poszłam do mojej pierwszej pracy (a była to produkcja ciastek), totalnie nie wiedziałam, co robić i problemem było to, że nie potrafiłam się dogadać, a nikt z rodaków tam pracujących nie był w stanie mi pomóc. I od tego zaczęła się cała moja przygoda… Tamtego dnia zdałam sobie sprawę, że muszę mówić po angielsku I że nie chcę być w tamtym miejscu (mam na myśli pracę przy ciasteczkach). Jednak ta moja motywacja szybko spadła, gdy trafiłam do innego zakładu pracy, który przez wielu był nazywany ‘’obozem’’. To było naprawdę wyzwanie dojść do porozumienia z osobami, z którymi dzieliły mnie dekady i miały zupełnie inne podejście do życia. Takie zderzenie ze smutną rzeczywistością potrafi jednak kształtować, więc dzisiaj jestem wdzięczna, że mogłam w tym dość oschłym miejscu poznawać tak wiele różnorodnych charakterów. 

Co zabrałaś ze sobą z kraju? 

Zupki chińskie i całkiem sporą ilość pasztecików do smarowania, serio. Lubię być gotowa na wszystko, dlatego zabrałam ze sobą troszkę pieniędzy, które zarobiłam jeszcze w Polsce, by mieć na ewentualne opłaty, przejazdy i drobne zakupy. Spakowałam prawie wszystkie moje ubrania. 

Zabrałam też ze sobą pozytywne nastawienie. Co prawda, byłam zestresowana, ale lubię wyzwania, a ta podróż była moim największym życiowym wyzwaniem. Jestem najmłodsza z całego mojego rodzeństwa i chyba najmniej byłam samodzielna w tamtym czasie. Wyjazd był więc szansą na odcięcie pępowiny i rozpoczęcie dorosłego życia. 

Co Cię zaskoczyło po przyjeździe do UK? Ludzie, krajobrazy, pogoda? 

Zaskoczył mnie brytyjski styl życia, a mianowicie mam tu na myśli życie ‘’od weekendu do weekendu’’…Chociaż tak naprawdę po niedługim czasie zorientowałam się, że to całkiem ciekawy sposób na egzystencję. Anglicy to, powiedziałabym, specyficzny naród jednak bardzo ich lubię. Pozytywnie byłam zaskoczona też tym, jak szybko można tu załatwić różne sprawy. Założenie własnej firmy to chwila, podczas gdy w Polsce ludzie często muszą czekać miesiącami, by otworzyć własny biznes. 

Jak sobie radzisz w dość depresyjnym otoczeniu? 

Tak, nie ma co ukrywać, że pogoda tutaj bywa depresyjna i to przekłada się na humor codzienny. Czy jest na to rada? Myślę, że każdy powinien sobie znaleźć hobby, wtedy nie będzie dostrzegał minusów pogody jaka panuje na zewnątrz… No chyba, że ktoś lubi tylko słońce, wtedy chyba lepiej pojechać do Hiszpanii. Ta angielska pogoda, jeśli już o tym mowa, potrafi być tak naprawdę przepiękna i, mimo wszystko, ma swój magiczny urok. Angielskie wioski są przecudowne, podobnie jak fantastyczne, malownicze krajobrazy, a angielskie wąskie drogi kocham. 

Jeżeli chodzi o ludzi to mogę przyznać, że trochę rozczarowałam się zachowaniem Polaków tutaj. Oczywiście, zawsze jest tak, że nie każdy musi zostać naszym przyjacielem, ale odnoszę wrażenie, że niektórzy lubią przedstawiać siebie w świetle jak najbardziej korzystnym dla nich samych i rzadko spotka się tu bezinteresowną osobę, która pomoże komuś nowemu, kto dopiero tu przyjechał. Bardzo zaskoczyła mnie wyniosłość rodaków i wydaje mi się, że ludzie tutaj czują się tak jakby lepsi od tych, którzy zostali w Polsce. Uważam, że ile ludzi, tyle charakterów i patrząc na to też z drugiej strony – każdego ukształtowały inne życiowe historie. 


Jacy są Brytyjczycy w twoich oczach? Jakie mają wady a jakie zalety? 

To temat rzeka… Jak w każdym kraju znajdą się ludzie życzliwi, jak i aroganccy. Spotkałam tu wiele odmiennych osobistości I nie chciałabym klasyfikować nikogo, ponieważ, tak jak wcześniej wspomniałam, każdy z nas został ukształtowany przez inne doświadczenia życiowe. Brytyjczycy ogółem są dla mnie narodem, który nie przywiązuje uwagi do problemów na tle duchowym. Po 6 latach mieszkania tu spostrzegłam, że właśnie nie są oni szczególnie uduchowieni i myślą racjonalnie. Według nich wszystko można wytłumaczyć nauką. Nie wiem, czy traktować to jako wadę czy zaletę. Każdy niech to oceni na swój sposób. 

Lubię Brytyjczyków za ich poczucie humoru i cierpliwość. Ten angielski sarkazm jest mi bliski i bawi mnie. Jednak można też spotkać osoby śmiertelnie poważne, które niewiele mają wspólnego z żartami. 

Naprawdę ciężko jest mi wymieniać wady i zalety. Poznałam wielu Anglików, wiele Angielek i czasem to były osoby o zupełnie innych przyzwyczajeniach, charakterach i byłoby niestosowne nadawać im cechy ogólne jako narodu. 

Mieszkasz w małej miejscowości, co pewnie ma też wpływ na styl życia. 

Zdecydowanie wpływa to na ilość zleceń, jeśli będziemy mówić o karierze fotomodelki. Yeovil to małe miasto i nie odbywają się tu żadne wielkie wydarzenia. W pewnym sensie jest to trochę przytłaczające, ponieważ żeby sięgnąć marzeń, trzeba jechać dalej, do większych miast. Nie ukrywam, że Yeovil to całkiem dobra lokalizacja. Blisko do morza, lotniska. Nie ma więc tak, że są same wady wynikające z małomiasteczkowej lokalizacji. 

Jak Ci się żyje wśród Brytyjczyków? Czy są otwarci na obcokrajowców? 

Bardzo cenię sobie życie wśród Brytyjczyków, choć jak wiadomo jest tu sporo obcokrajowców, więc to takie życie w mieszance. Anglicy cenią Polaków za pracowitość, co czasem prowadzi do tego, że jesteśmy traktowani tu tylko jako tania siła robocza, więc nie mamy prawa do rozwoju i robienia innych rzeczy. Wielu Polaków boi się np., że straci pracę, więc nie walczy o swoje prawa. Nie wszędzie tak jest, ale mam różne doświadczenia i śmiało mogę powiedzieć, że w pracy przy produkcji ‘’depcze się’’ prawa pracownika. To teza dosyć kontrowersyjna, ponieważ zawsze są dwie strony medalu takiej sytuacji, jednak apeluję: nikt nie powinien doświadczyć niesprawiedliwości, a taka ma tutaj miejsce często. 

Podejście Brytyjczyków do obcokrajowców, zwłaszcza Polaków, można porównać do tego jak Polacy reagują, gdy obywatele Ukrainy przyjeżdżają do Polski. Zdania zawsze są podzielone: jedni będą narzekać, że ci z zagranicy zabierają pracę, a inni będą cenić sobie możliwość poznania nowych kultur. 

To sprawa bardzo indywidualna. Ja lubię poznawać nowych ludzi z innych krajów, można z nimi mówić po angielsku dzięki temu i poznawać zwyczaje innych narodowości. Myślę, że ogólnie Brytyjczycy są do nas – ludzi z innego kraju dosyć ciepło nastawieni. 

Z tego, co powiedziałaś jeździsz po Wielkiej Brytanii i fotografujesz? Jak u Ciebie zrodziła się ta pasja i które z fotografowanych przez Ciebie miejsc zapadło Ci w pamięć najbardziej? 

Uwielbiam fotografować piękne widoki, jednak bardziej odnajduję się przed obiektywem. To było wielkie zaskoczenie dla wszystkich, kiedy okazało się, że pracuję jako fotomodelka. Niewiele osób o tym wiedziało na początku, a i ja sama nie byłam przekonana, co z tego wyjdzie… 

Próbowałam swoich sił pracując dla agencji The Look Modelling Agency z siedzibą w Bournemouth, ale to nie było dla mnie. Wkrótce potem agencja została zamknięta, a ja postanowiłam, że sama znajdę sobie pracę jako niezależna fotomodelka. 

Zaczęłam o tym czytać, ponieważ nie bardzo wiedziałam jak podejść do tematu, a nie miałam nikogo znajomego w tej branży… 

Umówiłam się na sesję fotograficzną ze szwagrem mojej przyjaciółki, która też tutaj mieszka. Krystian Kłysewicz jest profesjonalnym fotografem i poprosiłam go o kilka fotek… Tak naprawdę to on zasiał we mnie takie przysłowiowe ziarno i stwierdziłam, że chcę spróbować. Polecił mi też wówczas kilka stron z ogłoszeniami i tak zaczęła się moja przygoda. Dodałam kilka zdjęć do mojego profilu i nagle zaczęło się odzywać mnóstwo fotografów. Świeża w całym temacie, musiałam nauczyć się wszystkich pojęć, zasad, pozowania… Musiałam stworzyć garderobę tylko do sesji. Skoro chciałam być niezależną fotomodelką, moim zadaniem było zadbać o to, by moje ubrania były różnorodne, ciekawe i nietuzinkowe. Włosy, makijaż… Na początku wszystko sama i bardzo mnie to fascynowało. 

Jednym z takich miejsc, które zapadło mi w pamięć była miejscowość Okehampton. Na początku studio, w którym miałam sesję portretową niczym się nie, ale kiedy przyjechałam tam z samego rana… pomyślałam sobie, że mogłabym tam zamieszkać. Bardzo piękne i ciekawe miejsce, które ma swój specyficzny klimat. Chętnie pojechałabym tam jeszcze raz, chociażby dla samego spaceru. 


Gdy mówię Wielka Brytania, myślę… 

Paracetamol! (śmiech). To pierwsze, co mi przychodzi na myśl, jednak chciałabym obalić ten stereotyp. To nieprawda, że angielscy lekarze przepisują tylko ten lek na wszystkie dolegliwości… Niejednokrotnie byłam w angielskiej przychodni i wcale nie dostałam zalecenia, by go zażywać. 

Jednak faktem jest to, że specjaliści tutaj nie przepisują od razu silnych leków, ponieważ wiedzą, iż organizm musi sam też walczyć z chorobą. Często obcokrajowcy tutaj narzekają, że lekarze nie chcą przepisać antybiotyku… To takie nasze polskie przyzwyczajenie, że jak się choruje to trzeba zażywać leki. Ja zdecydowanie jestem za naturalnymi metodami leczenia, a dla wzmocnienia odporności polecam aloes. 

Aktualnie jesteś w trakcie robienia kursu na fitness instruktora w prywatnej szkole. Czy to z ta branżą chciałabyś się związać w przyszłości? 

Zdrowy styl życia… Ten temat zawsze mnie, kolokwialnie mówiąc, kręcił. Lubię dbać o moje ciało i to też część mojej pracy jako fotomodelka. Muszę wyglądać ładnie. Wymiary muszą się zgadzać. 

Po 3 latach pracy w dziale produkcyjnym wiedziałam, że mam depresję ukrytą… Wielu ludzi ją ma, ale nie każdy o tym mówi. Nie każdy też chce się do tego przyznać. Dla mnie to były zabijająca rutyna, wegetacja i życie bez celu. Faktycznie przed treningami nie miałam ustalonej życiowych priorytetów. 

Najpierw zaczęłam zdjęcia i regularne treningi pokazały mi, że temat fitnessu bardzo mnie ciekawi. Chciałam dogłębnie poznać fizjologię oraz anatomię człowieka. Znalazłam prywatną szkołę i zaczęłam się uczyć. Marzę o tym, by stworzyć własny cykl DVD treningów dla kobiet. 

Jak wygląda tutaj takie szkolenie? 

To zależy od szkoły jaką się wybierze. Ja byłam zmuszona wybrać naukę online, ponieważ fizycznie nie byłabym w stanie dojeżdżać na zajęcia, pracując jednocześnie na pełen etat. 

Oczywiście są też opcjonalne zajęcia praktyczne, z których chętnie korzystałam I bardzo polecam, ponieważ nic nie zastąpi zajęć na żywo z profesjonalistami. 

Szkolenie jest w języku angielskim, więc było to dla mnie nie lada wyzwanie, aby nauczyć się biologii człowieka nie w ojczystym języku. Nie taki diabeł straszny jak go malują, to tylko kwestia chęci i uporu. Można spełniać swoje marzenia, a praca to klucz do sukcesu. 

Egzamin praktyczny był dla mnie dość stresujący, ponieważ musiałam przygotować plan treningowy dla osoby indywidualnej oraz dla grupy osób. Po przeprowadzonych przeze mnie zajęciach byłam oceniana przez egzaminatora. Zdałam! Teraz tylko egzamin pisemny. 

Po takim kursie można pracować na siłowni, prowadzić zajęcia z grupą osób i oczywiście są to też otwarte drzwi, by iść po kolejne kwalifikacje. 



Jak ważny jest zdrowy tryb życia dla Brytyjczyków i ćwiczenia z nim związane? 

Wow, to pytanie to wyzwanie. W opinii publicznej Anglicy to kraj pełen ludzi z nadwagą, którzy odżywiają się tylko fast foodami. Czy tak jest naprawdę? Trudno stwierdzić, gdyż siłownie są pełne, nie tylko obcokrajowców, ale też Anglików. 

To prawda, że dużo rodzin angielskich nie gotuje. Chodzą na obiady do restauracji, które oferują tanie i szybkie jedzenie, ale nie każdy tak jada. Ludzie z siłowni, na którą chodzę, to osoby z ambicjami mający marzenia. Oni ciężko trenują. Dbają o zdrowie i ciało. 

Jednak, gdy wyjdzie się na ulicę to faktycznie więcej spotka się osób z nadwagą. To przykre dla oka, że ludzie tak bardzo nie szanują swojego zdrowia. Mają na to zawsze argument, np. że chorują na coś i dlatego tyją. To naprawdę słaby argument i choć takie stwierdzenie może kogoś bulwersować, to właśnie z nadwagi często biorą się różne choroby. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś kocha siebie, to chce dla siebie jak najlepiej, dlatego dba o zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne (nasz stan fizyczny to zwierciadło dla duszy). 

Czego możemy uczyć się od Brytyjczyków? 

Uśmiechu i pozytywnego nastawienia wobec problemów. Niestety, my Polacy, jesteśmy narodem, który ciągle narzeka i nawet jak jest dobrze, to jest źle. Nie umiemy cieszyć się z małych rzeczy. Anglicy potrafią. Nie są krytyczni i szukają rozwiązań problemów, a nie uciekają od nich. Przynajmniej Ci, których poznałam. 

Czy po tak długim czasie pobytu w UK jesteś Agnes czy jednak jeszcze Agnieszką? 

Oczywiście zawsze będę tą niepowtarzalną Agnieszką, ale wolałabym być kojarzona jako Agnes, ponieważ jest to łatwiejsza forma do wypowiedzenia dla obcokrajowców. Poza tym, wydaje mi się, ze Agnes brzmi bardziej poważnie. Długo myślałam nad tym jakim nickiem posługiwać się w mediach społecznościowych… Aż w końcu stwierdziłam, że rozsądnie będzie używać po prostu imienia. 

Lubię moje imię. Ma piękne znaczenie i uważam, iż całkiem zgodne z moją osobowością. Jestem wdzięczna rodzicom za to, że właśnie takie imię mi wybrali. Tata też czasem dowcipkuje i nazywa mnie Agnes. 

Jak wygląda Twoja codzienność, czyli życie na emigracji w UK? 

W dobie wszystkim nam tak dobrze znanego koronawirusa, moja codzienność mimo wszystko bywa różna. Związując się z firmą Forever, mogę pracować w domu i mam czas na regularne treningi, by móc przygotować się odpowiednio do finału konkursu Miss British Isles. Staram się być w kontakcie z osobami, które śledzą moje media społecznościowe. Próbuję być pomysłowa i pokazywać też jakąś cząstkę mojego życia. 

Nie nudzę się w domu. Jeżdżę na różne sesje, a ostatnio miałam okazję być na planie filmowym. Nie brakuje mi atrakcji życiowych, a wieczorami lubię przeczytać rozdział dobrej książki. 

Mieszkam z narzeczonym, który ma stałą pracę. Uwielbiam gotować mu pyszne polskie obiady i układać wszystko na talerzu tak, by wyglądało jak danie w najlepszej restauracji. 

Dużo czasu poświęcam też na wychowanie mojego kota, co dla niektórych jest absurdalne, ale jestem pewna, że kociarze mnie doskonale rozumieją. 

Czy zamierzasz kiedyś wrócić do Polski czy jednak planujesz zostać w UK na stale? 

Zdecydowanie wybieram życie w UK. Polska mnie trochę przeraża. Jeździmy do Polski zawsze na święta Bożego Narodzenia i to mi wystarcza. Mam stały kontakt z rodzicami oraz bliskimi mi osobami, które mieszkają w Polsce. Nie planuję w niej mieszkać na stałe, ale wierzę, że w przyszłości będę miała okazje podróżować do ojczyzny w celach biznesowych. 

Prowadzisz profil na Instagramie, kiedy wpadłaś na pomysł założenia konta i jaki masz cel? 

Instagram to w dzisiejszych czasach najlepsze miejsce na to by pokazać siebie. Ludzie piszą blogi (ja też takiego prowadziłam kiedyś), ale znacznie łatwiej jest znaleźć grono odbiorców na Instagramie. Dla mnie to możliwość podzielenia się ze światem cząstką mnie. Bardzo chciałabym w ten sposób inspirować osoby, które nie mają w sobie motywacji do spełniania marzeń. 

Spotkałam się z wielkim hejtem ze strony osób, które są wokół. Robię coś innego, więc się wyróżniam i chociaż jest to przykre, że często nie ma się wsparcia, to nie można się poddawać. 

Dzięki Instagramowi mogę też dzielić się z ludźmi wiedzą o aloesie i pokazywać innym, że marketing sieciowy może być kolejnym źródłem dochodów. 

Instagram to też pewnego rodzaju pamiętnik. Mam jeszcze moje stare pamiętniki, które pisałam jako nastolatka… Zawsze czułam w sobie potrzebę dzielenia się uczuciami oraz przeżyciami i cieszę się, że w te medium daje takie możliwości. Poznałam dzięki tej aplikacji mnóstwo wspaniałych ludzi. Nie ukrywajmy też, że żyjemy w czasach, gdy pieniądze zarabia się przez internet, a to jest przecież bardzo ważne. 


Jaką społeczność gromadzisz wokół siebie? O czym do niej mówisz? 

Chcę pokazywać prawdziwe życie. Wiele dziewczyn na Instagramie przekłamuje rzeczywistość. Pokazują zdjęcia pięknych miejsc, drogich samochodów. Wydaje się jakby ciągle były na wakacjach. Jednak jako instagramerka (o ile mogę się tak nazwać) wiem, że to nie zawsze tak pięknie wygląda. Każdy ma czasem gorszy dzień, płacze do poduszki lub wybucha złością. I tego się nie pokazuje… Szkoda, ponieważ dużo młodych dziewczyn wpada w depresję, gdy nie udaje im się osiągnąć takiego życia jakie przedstawiają sławne celebrytki. 

Kiedy zaglądam w swoje statystyki, widzę, że większość osób mnie oglądających jest w zbliżonym do mnie wieku. Oczywiście, jest też sporo facetów, którzy czekają tylko na fotki z sesji bieliźnianych. (śmiech) 

Myślę, że ludzie lubią oglądać coś niecodziennego, kontrowersyjnego, czyli coś, co poruszy ich uczucia. Chcę pokazać to, Ze można mieć sposób na siebie. Nie warto przejmować się krytyką ze strony osób, które boją się nawet marzyć. Warto odbiegać od standardów i stworzyć niepowtarzalną wersję samego siebie. 

Wspomniałaś, że jesteś w trakcie pisania scenariusza, który będzie ekranizowany za kilka miesięcy, jeśli warunki epidemiczne na to pozwolą. Czy możesz zdradzić coś więcej na ten temat? Skąd w ogóle pomysł? 

Do tego, by nakręcić własny film zainspirowała mnie Dorota Doda Rabczewska. Jest dla mnie osobą, na której można się wzorować i to ona właśnie motywuje mnie do tego, że chcieć to móc i że warto spełniać marzenia. Nie mogę się doczekać premiery filmu, który właśnie produkuje! 

Tak też właśnie sobie pomyślałam, że ja też mogę zrealizować taki plan. Z racji tego, iż jestem romantyczką i marzycielką, mój film na pewno będzie pełen miłosnych wątków. Ale nie chcę robić typowego romansidła jakich wiele, dlatego stawiam na oryginalność i mam nadzieję, że uda mi się zaskoczyć widzów. Będziemy oczywiście kręcić w Anglii, planuję ujęcia na klifach na pięknej Kornwalii. Tak, jeśli nie będzie komplikacji to produkcja na pewno ruszy w tym roku. 

Bierzesz udział w konkursie Miss British Isles. Co to za wydarzenie? Czym się charakteryzuje i jak to się stało, że będziesz częścią tego przedsięwzięcia? 

Miss British Isles to konkurs dla wszystkich, którzy chcieliby rozpocząć karierę w (foto)modelingu. To szansa, by nawiązać nowe znajomości i kontakty, a przede wszystkim można pokazać się na scenie, co jest dodatkowym atutem w portfolio dla fotomodelki. 

Znalazłam informację o tym konkursie na jednej ze stron castingowych i pomyślałam, że może mogłabym spróbować… Wysłałam kilka zdjęć, a po paru dniach dostałam telefon, ze zakwalifikowałam się do finału. Byłam przeszczęśliwa i dopiero wtedy zaczęłam zagłębiać się w temacie tego wydarzenia. Podoba mi się idea konkursu, ponieważ do wygrania jest wiele nagród i każda kobieta dzięki temu może czuć się piękna oraz doceniona. Zostałam, można tak ująć, nominowana jako Miss Yeovil 2020. Ogromnie się cieszę, że mogę reprezentować miasto, w którym mieszkam. 

Finał został przesunięty z 27 września na 15 listopada, ale ta data nadal jest ruchoma ze względu na koronawirusa, także mam sporo czasu, by wybrać odpowiednie kreacje i zadbać o sylwetkę. Chciałabym dobrze wypaść na scenie i zostać wysoko oceniona przez jurorów. 

Dziękuję za poświęcenie mi czasu i za podzielenie się swoją historią życia na emigracji. 

A ja za możliwość udzielenia wywiadu. 

Zdjęcia 


Rozmawiała



Brak komentarzy