Cześć!
Mam na imię Sylwia i witam Cię na stronie Kulturalne Rozmowy! Jest to portal dziennikarski działający na własnych zasadach, na którym znajdziesz wiele ciekawych wywiadów z gwiazdami, inspirujące historie ludzi sukcesu oraz recenzje dobrych książek i filmów. Rozgość się!

Zainspiruję Cię do osiągania wyższych celów.
Sprawdź, jak robią to inni!
CZYTAJ WIĘCEJ
  • 1
    WYWIADY
    Zapraszam Cię do poznania razem ze mną fascynujących historii ludzi sukcesu przepełnionych pasją ze świata show biznesu i nie tylko.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 2
    RECENZJE
    Poznaj dobre książki oraz ich Autorów. Zapraszam Cię do świata literatury, z którego nie będziesz chciał odejść.
    SPRAWDŹ TUTAJ
  • 3
    INSTAGRAM KURS
    Mam obsesję na punkcie social mediów! Chciałabyś zacząć zarabiać na Instagramie? Poznaj moje najlepsze metody kreowania wizerunku, które opisałam w kursie.
    SPRAWDŹ TUTAJ

Maja Hirsch, czyli Paulina Febo z „BrzydUli”: Paulina to postać tragiczna

BrzydUla – serial produkowany przez TVN oparty na kolumbijskim pierwowzorze pt. „Yo soy” zgromadził przed telewizorami sporą rzeszę fanów. Już podczas emisji pierwszego sezonu w 2008 roku zyskał ogromną popularność. Teraz, po 12 latach, ponownie wraca na antenę. Widzowie z zapartym tchem oczekiwali dalszych losów Uli Cieplak, jak również innych bohaterów. 
Z jedną z aktorek postanowiłam więc porozmawiać o produkcji. Maję Hirsch, czyli serialową Paulinę Febo podpytuję o kulisy serialu, motywy postępowania byłej narzeczonej Marka Dobrzańskiego oraz o relację z jej serialowym bratem Aleksem. Rozmawiamy też o kwarantannie narodowej i życiu podczas izolacji. Zapraszam serdecznie wszystkich fanów. Będzie ciekawie. 


Masz na swoim koncie kilka niezwykle ciekawych zapamiętanych przez widzów ról. Czy uważasz się za gwiazdę telewizji? Czy jednak masz do gwiazdorstwa inny stosunek? 

Maja Hirsch: Nie, nie uważam się za gwiazdę telewizji i nie jest to z mojej strony żadna fałszywa skromność. Po prostu się nią nie czuję. W naszym kraju są osoby, które mają status gwiazdy, jednak muszę stanowczo stwierdzić (bez żalu) ,że ja do tej grupy nie należę. Trudno mi tez siebie umiejscowić i ocenić. To raczej widzowie mają możliwość, aby predestynować mnie lub nie do takiego miana. Osobiście myślę o sobie jako o aktorce, która wykonuje swój zawód. 
Rzeczywiście zagrałam w wielu serialowych produkcjach w różnych stacjach telewizyjnych, nigdy zaś nie byłam aktorką tzw. jednej stacji, z czego bardzo się cieszę. 
Jeśli zaś chodzi o sam stosunek do gwiazdorstwa, to jest tak pojemne zagadnienie, że trzeba je rozpatrywać w na kilku płaszczyznach. Są bowiem różne rodzaje gwiazdorstwa, samo te słowo ma zarówno pejoratywny, jak i pozytywny wydźwięk. Lecz te dywagacje zajęły by nam zbyt dużo czasu (śmiech). 

Grasz obecnie w dwóch niezwykle popularnych serialach dwie skrajnie różne postaci – Elwirę i Paulinę? Do której Ci bliżej emocjonalnie i charakterologicznie? 

Bliżej mi zdecydowanie do Pauliny Febo. 
Przede wszystkim z racji wieku, ale też emocjonalnie, ponieważ jestem z tą postacią związana od pierwszego sezonu „BrzydUli”. Przez 1,5 roku chodziłam w jej kostiumach i czułam to, co ona. 
Ta bohaterka łączy w sobie pewnego rodzaju spokój z ogromnym temperamentem, co bardzo przypomina mi mnie samą. Fakt, że ma klasę i jest minimalistyczna w postrzeganiu pewnych rzeczy nie oznacza, że jest tzw. ciepłą kluską. Wręcz przeciwnie, ma ogromny temperament, co, mam nadzieję, widzowie również będą mogli dostrzec w drugim sezonie. 
Podoba mi się jej styl, elegancki wyważony, niekrzykliwy. Zauważam też w niej pewien smutek, rodzaj melancholii, który lubię i który jest tez moją cechą. Febo, podobnie jak ja, lubi piękne rzeczy, więc zarówno charakterologicznie, jak i emocjonalnie właśnie ta postać jest mi bliska. 
Elwira jest postacią bardziej kompulsywną, histeryczną i nie do końca wiedzącą, co robi (śmiech), dzięki temu jednak można było zachować jej komizm w serialu “Zakochani po uszy”. 
Obie te bohaterki łączy jedno, ogromna miłość, jaką darzą bliską osobę. W przypadku Febo jest to Marek Dobrzański, w przypadku Elwiry – córka Sylwia. I, mimo pewnego mroku, który mają obie te kobiety, nie uważam ich za osoby negatywne. 

Kilka miesięcy temu rozpoczęły się zdjęcia do drugiego sezonu kultowej „BrzydUli”. Emisja pierwszych odcinków ruszyła niedawno w TVN. Jak to jest wrócić na plan tak popularnego serialu po 12 latach? 

Ja osobiście czułam radość i ekscytację, także z tego powodu, że będę znów na planie z tymi samymi ludźmi, co 12 lat temu. Bardzo lubię całą ekipę aktorską, z którą pracuję. Cieszę się, że po tak długiej rozłące, gramy ze sobą i jest znów tak samo fajnie jak było. Jest po prostu cudownie z każdym z nich, czyli z Filipem Bobkiem, Julią Kamińską, Moniką Fronczek, Łukaszem Garlickim, Łukaszem Simlatem, Mariuszem Zaniewskim czy Kasią Zielińską, Dominiką Kluźniak i Dorotą Pomykałą. Cudowni aktorzy. Cieszę się, że do ekipy dołączyli nowi reżyserzy, ale też tęsknię za poprzednimi. 
Jednocześnie trochę obawiałam się, czy będę umiała po tak długim czasie wrócić do emocji tej postaci, czy będę umiała odszukać je u siebie. Z emocji przecież bierze się ruch, mowa czy sposób patrzenia. Zwyczajnie bałam się, że tego w sobie nie odnajdę. Tak się na szczęście nie stało. 


Czy odgrywana przez Ciebie postać będzie tą samą Pauliną Febo, czy jednak czeka widzów z jej strony zupełnie coś nowego? 

Ta Paulina będzie inna, ponieważ my też nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, którymi byliśmy 12 lat temu. Uważam, że nawet nie jesteśmy tymi samymi ludźmi, jakimi byliśmy wczoraj. Człowiek, według mojej teorii, ulega nieustannej przemianie z godziny na godzinę, a nawet z minuty na minutę i to właśnie jest wspaniałe. Paulina, siłą rzeczy, też jest inna. Pokaże widzom taką siebie, jakiej nie mieli okazji poznać w poprzednim sezonie. Nie mogę jednak zdradzić więcej szczegółów. Zapraszam wszystkich do oglądania. 

Jaka jest w Twoim odbiorze Paulina? 

Osobiście bardzo i z całego serca jej współczuję, przede wszystkim jej, jako kobiecie. Cieszę, że mogę jako aktorka wcielać się w tę rolę. Paulina jest bardzo samotna. Ma ogromny deficyt miłości. Jest od lat obsesyjnie zakochana w Marku, który jej nie chce. Zawsze tak było, więc uważam ją za postać tragiczną. 
Zarówno ona, jak i Aleks są dla mnie postaciami wyjętymi rodem z tragedii antycznej. Jakakolwiek by ich sytuacja nie spotkała, nigdy nie będzie dobrze. Oni nigdy nie będą spełnieni czy szczęśliwi. 
Ich zachowanie, np. intrygi i knucie Aleksa Febo (granego przez Mariusza Zaniewskiego) są jakby konsekwencją przeszłości. Bardzo wcześnie przecież utracili rodziców, więc prawdopodobnie byli wychowywani przez dalszych członków rodziny, może dziadków czy wujków… 
Obie te postaci bardzo lubię. Według mnie są one prawdziwe, niekrystaliczne, nie pozostają bez skazy i, jak każdy z człowiek, mają wady. 
Podoba mi się, że Paulina właśnie pokazuje siebie taką, jaką jest naprawdę. Nie udaje. Nie stara się przypodobać. Próbuje przez chwilę, ale ostatecznie jej emocjonalność nie pozwala udawać przez długi czas. 
Dlatego, mimo że mówimy o komedii, dla mnie Paulina jest postacią tragiczną, co w serialu obyczajowo-komediowym wydaje mi się bardzo interesujące. 

W serialu dość wyraźnie został zarysowany wątek rodzeństwa. Co łączy Paulinę z Aleksem? Czy w tej relacji można znaleźć coś pozytywnego? 

Oczywiście! Ta relacja jest wspaniale rozpisana przez scenarzystów, ponieważ rodzeństwo Febo, jak na Włochów przystało, bardzo się wspiera. W momencie, kiedy Aleks robi coś, że tak to nazwę – niedobrego, Paulina – mimo że się z tym nie zgadza – nie neguje tego. Próbuje mu przemówić do rozumu, przekonać go, ale nie odrzucać. Paulina jest często między młotem, a kowadłem, z jednej strony kocha brata, z drugiej zaś często się z nim nie zgadza. Nierzadko jest zmuszona do trudnych wyborów, jeśli chodzi o ocenianie postepowania Aleksa. 
Jeżeli chodzi zaś o jego wsparcie dla Pauliny, myślę, że jest tu pewien problem. Zawsze neguje i negował on jej związek z Markiem i jej uczucia do niego. Właściwie też często myśli o sobie. Wynika to chyba z faktu, że jest bardziej nieszczęśliwy od niej. Mimo wszystko nie postrzegam go jako postaci stricte negatywnej. Po prostu – z powodu własnych deficytów, wyrządza krzywdę innym. 
Moim zdaniem te rodzeństwo to tzw. smok dwugłowy. Jest w tej relacji pewnego rodzaju uzależnienie od siebie nawzajem. Będzie to widać w drugim sezonie, a czego aż w takim stopniu nie było 
w pierwszym. Teraz zobaczymy o wiele mocniej i głębiej zarysowaną relację między nimi. Zostanie też pokazane, jak bardzo się ze sobą nie zgadzają oraz jak inaczej postrzegają wartości. Będą mocno skonfliktowani. 
Zdarzą się, mimo to, momenty, kiedy będą wobec siebie lojalni. Chociaż każde z nich lojalność pojmuje nieco inaczej. Aleks, jeśli chodzi o lojalność, niestety, jest wg mnie parę kroków za Pauliną. Jednak na swój sposób też ją kocha. 

A Marek Dobrzański? Dlaczego Paulina tak kurczowo i do samego końca trzymała się tego związku? Przecież wszystko wskazywało, że nic ich w zasadzie nie łączy, oprócz przyjaźni rodziców. 

Faktycznie Marka z Pauliną być może nic nie łączyło oprócz przyjaźni rodziców. Natomiast Paulinę z Markiem łączyło uczucie. Oczywiście, ona jest osobą, która robi pewne rzeczy na pokaz, tego jej odebrać nie można. Musi mieć wszystko poukładane (np. ślub, w jej przekonaniu, powinien się odbyć, bo wszyscy tego oczekują). 
Ona bardzo kochała i kocha Marka, więc wybaczała mu wiele. Uważała, że powinna być w tym małżeństwie za wszelką cenę. Jednak to był związek, gdzie jedna osoba kochała, a druga nie. 
Dlaczego się tak kurczowo trzymała Marka? Moim zdaniem tutaj już wchodzimy w temat, gdzie kobieta – mimo doznawanej krzywdy – trwa w związku. W pojmowaniu Pauliny, Marek był miłością jej życia. Była i jest na niego “chora”. 


Jaki jest stosunek Pauliny do Uli? Czy coś się w tym względzie zmieni? 

Zmieni się z powodów oczywistych. Ula jest teraz żoną Marka, jednak Paulina nie będzie jej traktowała jako rywalki, co jest moim zdaniem dość absurdalne. W kontekście kobiecości bowiem Paulina wcale nie jest zazdrosna o Ulę. Mimo tego, życzyłaby sobie być na jej miejscu, czyli chciałaby stworzyć
z Markiem rodzinę i mieć dzieci. 
Ta chora sytuacja powoduje, że Paulina jest w stanie wybaczyć Markowi więcej niż Uli. Nie wiem do końca, jak potoczą się dalsze losy w tym wątku, ponieważ do tej pory zrealizowaliśmy 70 odcinków. Na pewno Febo będzie chciała się zbliżyć do rodziny Dobrzańskich, ale oczywiście będzie chodziło jej głównie o Marka. 

Twoja bohaterka już w pierwszym sezonie wzbudzała różne emocje w widzach i z pewnością obecnie poruszy jeszcze wiele osób. Jesteś przygotowana na te wszystkie komentarze? 

Kiedy ostatecznie było wiadomo, że „BrzydUla 2” się jednak pojawi, a poprzedni sezon ciągle powtarzano, cały czas dostawałam wspaniały feedback dotyczący mojej postaci. Ludzie, gdy już się zdystansowali do tej postaci, zrozumieli, że jest ona tak naprawdę biedna. Poznając ją, początkowo faktycznie byli na nią źli, ale potem – patrząc na to wszystko z „lotu ptaka“, uznali, że w całej tej sytuacji jest ona mocno poszkodowana. 
Póki co, jeszcze żadne negatywne komentarze dotyczące drugiego sezonu do mnie nie dotarły. Jednak myślę, że z czasem się one pojawią. Uprawiając ten zawód, nauczyłam się, że wszystkim nie dogodzę (śmiech) 

Co jest Twoją bronią, kiedy wchodzisz na scenę teatru czy na plan zdjęciowy? 

Nie nazwałabym tego bronią, wolę natomiast mówić w kontekście swojej pracy o skupieniu. Jeśli jestem skupiona nad tym, co mam do zrobienia czy zagrania, nie muszę się specjalnie bronić, tylko po prostu gram. Uważam, że jeśli uda mi się w trakcie sceny być tu i teraz, mogą wyniknąć z tego cudowne rzeczy, niezależnie od tego, czy jest to teatr czy plan zdjęciowy. Dlatego, moim zdaniem, najważniejsze jest właśnie skupienie i cel. 

Jesteś aktorką, która powinna zagrać wszystko, ale z drugiej strony nie musisz godzić się na każdą propozycję. Co decyduje o tym, że w pewnych projektach bierzesz lub nie bierzesz udziału? 

Zaraz po zakończeniu zdjęć do pierwszego sezonu „BrzydUli”, dostawałam kilkakrotnie propozycje wzięcia udziału w „Tańcu z gwiazdami” i „Jak oni śpiewają”, których się nie przyjęłam. Starałam się jednak nie rezygnować z żadnych projektów aktorskich. 
Gdy chcę wziąć udział w danym przedsięwzięciu, to najpierw sprawdzam na etapie czytania scenariusza, czy wzbudza on we mnie emocje. Jeśli tak się stanie, to już jest dobrze. Druga rzecz to ludzie, z którymi mam pracować. Jest to dla mnie bardzo ważny element. Odkryłam to stosunkowo niedawno, że bardzo istotna jest dla mnie atmosfera w pracy, dlatego lepiej mi jest pracować z ludźmi, z którymi mogę nawiązać pozytywne relacje niż te tzw. artystyczne toksyki (śmiech). 

Aktorzy mówią zazwyczaj, że muszą być adwokatami odgrywanych przez siebie postaci. Jak więc bronisz swoich bohaterów? 

Bardzo nie lubię określenia „bronić postaci” czy nawet słowo „postać” wielokrotnie przeze mnie używane podczas Naszej rozmowy nie ma w zasadzie racji bytu. Wg mnie wygląda to tak, że wchodzi na plan Maja, czyli ja, której nadaje się jakieś imię, ubiera się w kostium, ale jednak to ciągle jest Maja, która jest postawiona w jakiejś fikcyjnej, ale jednak prawdopodobnej sytuacji. Tak naprawdę staram się być bardziej jak… niż tworzyć w zamyśle reżysera jakąś postać. Dla mnie w tym wszystkim istotne jest zrozumienie motywacji i relacji, czyli co mną kieruje i jaki mam stosunek do poszczególnych osób, z którymi mam wejść w konkretne sytuacje. Czy je lubię, czy nie, to już zależy od odgrywanej roli. 
To trochę pytanie o istotę tego zawodu, ale to chyba zagadnienie na osobną rozmowę. 

Zmieńmy nieco temat i porozmawiajmy o obecnej sytuacji. Co porabiała Maja Hirsch podczas kwarantanny, a co dzieje się u Ciebie teraz? 

Czas od marca do czerwca spędziłam niezwykle produktywnie. Zrobiłam remont części domu, oczywiście nie ukończyłam go jeszcze w pełni, ponieważ cały czas coś poprawiam (śmiech). 
Ogólnie panował wtedy ogromny spokój, więc podobało mi się, że wszystko dzieje się wolniej. Nawet zakupy robiłam wolniej, ponieważ do sklepu wpuszczano po kilka osób. Poświęciłam więc więcej czasu na te same codziennie czynności, które zwykle wykonuję. Nie nudziło mi się więc. Jestem osobą, która bardzo lubi spędzać czas w domu i te wszystkie domowe zajęcia. Oczywiście, bez przesady. Nie oznacza to, że sprzątałam i gotowałam obiady każdego dnia. Jednak lubiłam rozmowy z rodziną, z moją córką oraz zabawę z kotami, rozmowy ze znajomymi przez telefon i życie w necie. Czasem cos przeczytałam, a od momentu, kiedy można było wychodzić (Boże, jak to brzmi), chodziłam na dwugodzinne spacery. Kocham takie zwyczajne życie. Bardzo zaczęłam je doceniać. 
Wielu mi mówiło: teraz wszystko się zmieni i jak Ty teraz żyjesz. Nie można się przecież spotykać na kawie z koleżankami. Odpowiadałam, że w zasadzie moje życie się tak bardzo nie zmieniło. Jestem osobą towarzyską, ale nie gonię aż tak bardzo za ludźmi. Spotykam się z nimi, owszem, ale nie jakoś nagminnie i intensywnie. 
Obecnie, jak wiesz, jestem w trakcie zdjęć do „BrzydUli 2”. Potrwa to do kwietnia 2021 roku. W tzw. międzyczasie zrobiłam premierę „Zemsty” w teatrze. Zagraliśmy niestety tylko 3 spektakle i pojawił się drugi lockdown, który przerwał dalsze spektakle. Ta sytuacja nie pozwoliła mi również uczestniczyć w gościnnych spektaklach w Teatrze Kwadrat, w których biorę udział od 4 lat. 
W zasadzie więc pozostaje mi plan zdjęciowy, ale to fajne, ponieważ lubię skupić się solidnie na jednej produkcji. 


Czym dla Ciebie była kwarantanna, czyli ta przymusowa izolacja bez sceny, planu filmowego czy spotkań przy kawie? 

Nie mam i nigdy nie miałam poczucia izolacji. Ani teraz, ani wcześniej. W dobie Internetu jestem cały czas w kontakcie ze znajomymi. Wiadomo, że zawodowo wiąże się to z utratą płynności finansowej, ponieważ nie pracuję. 
Jestem jednak osobą, która umie sobie doskonale zorganizować czas, więc w zasadzie nigdy się nie nudzę. Jeśli akurat nie pracuję, to mam mnóstwo innych rzeczy do zrobienia. 
Oczywiście, że tęskniłam za pracą, ponieważ ten czas od marca do czerwca był długi. Jednak, mimo wszystko, nie miałam poczucia alienacji, wyobcowania, samotności. Uważam, że to był cudowny czas. 

Jaką lekcję możemy wynieść jako społeczeństwo z tej całej sytuacji, czyli kwarantanny narodowej? 

Nie chciałabym wchodzić w rolę mentorki społecznej. Każdy pewnie odczyta ten czas po swojemu. Osobiście jestem zwolenniczką równowagi w każdym aspekcie życia. Fanatyzm w jakiejkolwiek sferze mnie przeraża. Panika i związane z nią pompowanie emocji jest niekorzystne. Uważam, że powinniśmy być ostrożni i dbać o siebie, natomiast to, co się dzieje w mediach czy w ogóle w telewizji jest karygodne. Dlatego też nie mam specjalnego zaufania do statystyk przedstawianych przez media. 
Nie mówię, że choroba nie istnieje, natomiast uważam, że w tym temacie mamy do czynienia z ogromną manipulacją, a jaka wysoka będzie jej skala, przekonamy się dopiero za kilka lat, kiedy już to wszystko przeżyjemy. 
Zdaje sobie sprawę, że za to, co mówię mogę być w jakiś sposób źle ocenione. Inni uznają być może też, że bagatelizuję sytuację. Jednak tak nie jest. Ja też się tego wszystkiego bałam. Zachowywałam ogromną ostrożność. Jednak w pewnym momencie zaczęłam też słuchać tej drugiej strony, czyli jak to inni nazywają tzw. teorii spisowych, które wydawały mi się bardziej logiczne niż to, co mówią media. Dlatego staram się zachować zdrowy dystans do tej sytuacji. 
Dla mnie więc jest to lekcja samodzielnego myślenia, czyli na ile jestem podatna na czynniki zewnętrzne, a na ile zachowuję trzeźwy umysł. Postanowiłam, że nie będę popadać w paniczny strach, ani też nie chcę być zbyt nieostrożna. Zachowuję w tym wszystkim jakiś rodzaj zdrowego rozsądku. 

Dziękuję za Twój czas i życzę powodzenia w realizacji kolejnych projektów. Obyśmy wszyscy wrócili do normalności jak najszybciej.

Rozmawiała