[rozmowa o książce] Anna Solska: Bywa, że przegrana, staje się szansą
Zapraszam do przeczytania rozmowy z Anną Solską — autorką książki "W drodze do światów nieznanych", w której niezwyczajne historie zwyczajnych ludzi stają się punktem wyjścia do refleksji nad sensem życia, duchowością i tym, co wymyka się racjonalnym wyjaśnieniom. To spotkanie z kimś, kto nie tyle próbuje wyjaśniać tajemnice świata, ile uważnie wsłuchuje się w historie ludzi stojących na granicy tego, co racjonalne i niewytłumaczalne. W tych historiach splatają się doświadczenia graniczne, duchowe świadectwa, pytania o sens cierpienia i życia oraz refleksje nad tym, jak bardzo człowiek potrzebuje nadziei, znaczenia i wewnętrznej prawdy. Rozmawiamy o wierze, zwątpieniu, potrzebie sensu oraz o tym, dlaczego czasem właśnie przegrana staje się początkiem nowej drogi.

Anna Solska: Napisana przeze mnie książka rosła i zmieniała się wraz z upływem czasu. We wstępie, zgodnie z prawdą, napisałam: "Po ukazaniu się drukiem mojej poprzedniej książki Czy to dzieje się naprawdę? (wydanie I), w której szukałam odpowiedzi na pytanie: "Czy wokół mnie żyją zwyczajni ludzie, którym udało się dostrzec niewidzialne?", zaczęły zgłaszać się kolejne osoby chcące podzielić się ze mną swoimi "niezwyczajnymi historiami"." Pomyślałam sobie wtedy, że warto je spisać. Tym razem skoncentrowałam się na zdarzeniach związanych z życiem, śmiercią i upływem czasu.
W miarę jak pojawiali się kolejni rozmówcy, powiększał się zbiór niezwyczajnych historii opowiedzianych przez zwyczajnych ludzi, w którym sporo było opisów doświadczeń granicznych.
Książka nie jest kreacją, a praca nad nią nie była zbieraniem/konstruowaniem dowodów na uzasadnienie wcześniej sformułowanej tezy. Pomysł na uczynienie motywu drogi osią całej książki pojawił się stosunkowo późno i raczej przypadkowo. Kluczowy okazał się mój wyjazd do miejscowości Barnimie i samotny spacer polną drogą wysadzaną drzewami (zrobienie wówczas zdjęcie wykorzystałam podczas projektowania okładki). Pomyślałam sobie wtedy, że taka droga może być metaforą życia, a zebrane do tej pory przeze mnie historie można uporządkować według takiego właśnie klucza i opatrzeć stosownym komentarzem.
W efekcie mamy opowieść o człowieku, jego potrzebie sensu i wewnętrznej wędrówce ku temu, co niewidzialne i trudne do nazwania, ilustrowaną historiami różnych osób przekonanych o tym, że przeżyły przygodę o nadprzyrodzonym charakterze, która często zmieniła ich życie.
Czy podczas pracy nad książką miała Pani poczucie, że bardziej tworzy literaturę faktu, zapis duchowych świadectw, czy jednak opowieść o uniwersalnym ludzkim poszukiwaniu sensu?
Starałam się jak najwierniej dokumentować relacje osób, z którymi rozmawiałam. Zdecydowanie tworzyłam literaturę faktu (chociaż dotyczą bardzo tajemniczej materii).
Czy jest to zapis duchowych świadectw? Po części tak, ale nie tylko. Znalazły się tu również opisy spotkań z duszami zmarłych, tajemniczych snów, zjawisk zdumiewających, łamiących prawa natury oraz niezwyczajne historie, świadczące o istnieniu innej rzeczywistość, poza tą dostępną naszym zmysłom.
Umieściłam je w książce bez zachowania podziału na dwa porządki – porządek wiary i porządek empirycznego poznania – bo jestem przekonana o tym, że one wszystkie są kolejnymi odsłonami tej samej tajemnicy.
To sposób ułożenia/rozmieszczenia poszczególnych historii i moje komentarze, zawarte w oddzielnych rozdziałach, sprawiły, że napisana przeze mnie książka stała się opowieścią o uniwersalnym ludzkim poszukiwaniu sensu.
Nie próbuje Pani podważać wiarygodności swoich bohaterów ani zestawiać ich relacji z psychologicznymi czy naukowymi wyjaśnieniami. Czy była to świadoma decyzja literacka, czy raczej wynik osobistego przekonania, że nie wszystko powinno być tłumaczone rozumem?
Lubię rozmawiać z ludźmi, chętnie słucham tego, co mają do powiedzenia. Staram się zrozumieć. Wśród moich znajomych są osoby w różnym wieku, różnej płci i różnych profesji. Niewierzący i wierzący, niereligijni i religijni (prawosławni, protestanci, katolicy). Szanuję ich poglądy a oni moje. Części z tych osób dane było dostrzec to, co dla innych niewidzialne, przeżyć przygodę o nadprzyrodzonym charakterze. To oni jako pierwsi zechcieli się ze mną tym podzielić. Nie mieli wątpliwości, że to, o czym opowiadali, zdarzyło się naprawdę. Zakładam, że ich wypowiedzi były szczere i płynęły z głębi serca. Dlaczego miałabym im nie wierzyć? Tym bardziej, że sama mam podobne doświadczenia. W książce nie próbuję podważać ich wiarygodności z jeszcze jednego powodu, sens naszych przeżyć leży nie tylko w pytaniu "czy?", ale "co dalej?". Bo niezależnie od tego, jak nasze doświadczenie zostanie zinterpretowane, pozostaje realne. Istotne jest jak głęboko te przeżycia nas dotykają, jakie zmiany uruchamiają, jak wpływają na nasze relacje ze sobą i ze światem.
O możliwych interpretacjach opisywanych zdarzeń, wspominam w paru rozdziałach mojej książki, jednak nie rozwijam tematu, nie o to w niej chodzi.
Oczywiście, że "W drodze do światów nieznanych" mogłam zestawiać relacje świadków z psychologicznymi czy naukowymi wyjaśnieniami, ale wtedy byłaby to zupełnie inna książka.
Czy w trakcie zbierania tych historii zdarzyło się Pani usłyszeć opowieść, która całkowicie zachwiała Pani własnym sposobem patrzenia na rzeczywistość?
Byłam otwarta na wszystko to, co mają mi do powiedzenia moi rozmówcy. Każde spotkanie w jakiś sposób mnie ubogaciło, czegoś nauczyło. Były też takie, które pozostawiły kolejne znaki zapytania. Jednak żadna z usłyszanych opowieści, nie zachwiała moim własnym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Chociaż nie wykluczam, że gdzieś taka istnieje.

Jak wyglądał proces selekcji historii? Co decydowało o tym, że dana opowieść znajdzie swoje miejsce w książce, a inna pozostanie poza nią?
O ile w poprzedniej mojej książce znalazły się wszystkie usłyszane i zebrane przeze mnie wtedy historie, bez wyjątku, o tyle "W drodze do światów nieznanych" zastosowałam selekcję według pewnego klucza. Ponieważ interesowały mnie zdarzenia o nadprzyrodzonym charakterze związane z życiem, ze śmiercią i z upływem czasu, odpadły wszystkie te, które nie dotyczyły tej tematyki. Poza tym dbałam o to, aby każda z części książki zawierała odpowiednią ich ilość. Ponieważ ludzie, z którymi rozmawiałam najczęściej opowiadali o "niezwykłych" snach oraz o doświadczeniach związanych ze śmiercią bliskich sobie osób, tych historii zgromadziłam najwięcej. Wybrałam z nich tylko te, które wydały mi się najbardziej interesujące.
Czy któryś z bohaterów szczególnie w Pani pozostał — nie jako materiał literacki, ale jako człowiek i jego osobiste doświadczenie?
Po przeczytaniu tego pytania od razu pomyślałam o Basi J. z Olsztyna, którą poznałam parę lat temu, podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów (znajomość trwa do dziś). Opowiedziała mi wtedy parę "niezwyczajnych historii", w tym o krzaczku magnolii. Umieściłam ją w książce, chociaż z pozoru nie pasuje do pozostałych i zdaje się świadczyć bardziej o ludzkiej naiwności, niż doświadczaniu sytuacji przekraczających racjonalne rozumienie świata.
Przed około dwoma laty Basia posadziła w swoim ogrodzie krzaczek magnolii. Niestety roślinka nie bardzo się przyjęła, nie kwitła i prawie obumarła. Pewnego czerwcowego dnia moja znajoma postanowiła coś z tym zrobić, dać jej ostatnią szansę. Tak bardzo chciała mieć w ogrodzie magnolię. Okopywała, nawoziła i podlewała, nawet się nad nią pomodliła: "Proszę Cię, niech ta roślinka wypuści chociaż jeden listek" – zwróciła się do Boga. Następnego dnia, odkryła, że usychająca jeszcze wczoraj roślina, pokryła się dorodnymi liśćmi. Cała podekscytowana zawołała męża. Okazało się, że to on poprzedniego dnie, wieczorem, w miejsce rosnącej tu wcześniej, magnolii posadził nową, otrzymaną w prezencie na urodziny od kuzynki.
Basia ma rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jest pogodną, otwartą na świat i ludzi kobietą. Jej opowieść, chociaż wydaje się naiwna i nieco zabawna dała mi wiele do myślenia. Czy Basia została jednak wysłuchana? Czy ja zwróciłabym się do Boga z taką błahostką? Czy miałabym taką ufność?
Zadziwia mnie ta dziecinna ciekawość Basi, prostota serca i gotowość na przyjęcie tego co przynosi los.
W książce bardzo wyraźnie wybrzmiewa pytanie o sens cierpienia i kryzysu. Czy uważa Pani, że to właśnie momenty graniczne najczęściej otwierają człowieka na duchowe doświadczenie?
Tak, jestem głęboko przekonana o tym, że momenty graniczne mogą otwierać człowieka na duchowe doświadczenie. "Mogą", ale nie muszą. Myślę, że istotne są nie tylko same zdarzenia, ale i decyzje, które wtedy podejmujemy.
Nie zupełnie zgadzam się z powiedzeniem/Nie lubię powiedzenia "cierpienie uszlachetnia", bo nie każde cierpienie i nie każdego człowieka. Różnimy się przecież odpornością psychiczną oraz tolerancją na znoszenie ciernienia własnego oraz bliskich sobie osób.
W moim przypadku osobiste doświadczenia związane z cierpieniem i kryzysem (na szczęście nie były zbyt intensywne/traumatyczne) przyczyniły się do tego, że spojrzałam na życie z innej perspektywy i w pewnym sensie otworzyły mnie na duchowe doświadczenie. Dopiero wtedy zaczęłam dostrzegać rzeczy, sprawy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi, których nie widziałam.
Myślę, że cierpienie i kryzys, jeżeli są dobrze przeżyte, przyjęte, zaakceptowane, naprawdę mogą zmienić kierunek naszego życia, niczym zwrotnica kolejowa, przerzucająca nas na nowe tory. Bywa, że przegrana, staje się szansą. Mówią o tym również świadkowie w obu moich książkach.
Pani narracja nie narzuca interpretacji, raczej prowadzi czytelnika ku własnym refleksjom. Czy trudno było zachować ten balans między byciem przewodniczką a niewchodzeniem w rolę autorytetu, który wszystko wyjaśnia?
Sama nie lubię być pouczana. Również źle czuję się w roli kogoś, kto zawsze ma rację. Dotyczy to zwłaszcza tematyki poruszanej w "W drodze do światów nieznanych". Jest to dziedzina tak bardzo tajemnicza i trudno poddająca się badaniu, że wolałam dokumentować zaobserwowane przez siebie i swoich rozmówców fakty, niż w sposób autorytarny cokolwiek wyjaśniać czy pouczać kogokolwiek. Tym bardziej, że moje opinie w tej materii mogą być co najwyżej sugestiami. Ja naprawdę często nie mam gotowej odpowiedzi. Mogę się tylko domyślać, próbować interpretować, podejrzewać, że sprawy wyglądają tak, a nie inaczej. Stąd ta przestrzeń na refleksję. Nie tylko ze względu na czytelnika, ale i ze względu na mnie, autora.
Czy pisząc tę książkę, miała Pani w głowie konkretnego odbiorcę — osobę wierzącą, poszukującą, sceptyczną — czy zależało Pani na uniwersalności przekazu?
Może to nierozsądne z mojej strony, ale przyznam się do tego, że – zbierając materiały do swojej książki i równocześnie pisząc ją – nie zastanawiałam się nad odbiorcą. Nie pisałam dla konkretnego czytelnika, "pod czytelnika", tylko dla siebie. Mogłam sobie na to pozwolić. Nie miałam wydawcy, nikt mi niczego nie narzucał. I co ciekawe, to nie ja tworzyłam tę książkę, to raczej ona i historie opowiadane przez innych ludzi w jakiejś mierze tworzyły mnie, kształtowały, zmieniały. Można powiedzieć, że to ja rosłam razem z nią.
Teraz, kiedy "W drodze do światów nieznanych" została już wydana próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie: Dla kogo właściwie ona jest? Dla osoby wierzącej, poszukującej, a może sceptycznej?
Na pewno nie jest to książka dla poszukiwaczy sensacji i ludzi żyjących w pędzie, bezrefleksyjnie, nastawionych tylko na emocje. Myślę, że mogą odrzucić ją również osoby niechętne wszystkiemu co związane jest z duchowością i ma jakikolwiek związek z chrześcijaństwem (spora część moich rozmówców jest wierząca, a i ja w moich komentarzach przyglądam się opisywanym zdarzeniom z perspektywy osoby religijnej).
Wyobrażam sobie, że najprędzej/najszybciej sięgną po nią właśnie osoby wierzące, zainteresowane poruszaną tu tematyką.
Co "W drodze do światów nieznanych" może takiemu czytelnikowi dać? On już zapewne ma ukształtowany pogląd na świat i system wartości. Otóż, po lekturze, nie tylko może utwierdzić się w swoich przekonaniach, ale i uzyskać rzeczowe argumenty do rozmów, dyskusji. Na pewno te historie skłonią go do przemyśleń, a być może pozwoli odkryć coś nowego w sobie.
Książkę polecam szczególnie wszystkim wątpiącym, będącym na etapie refleksji nad własnym życiem, szukającym sensu, prawdy i autentyczności na swojej drodze życia. Może być interesującą i inspirującą lekturą dla czytelników niemających osobistych doświadczeń o ponadnaturalnym charakterze. Ktoś, kto je przeżył, otrzymał znak, nie potrzebuje więcej dowodów, bo już wie. Natomiast pozostałe osoby muszą polegać na słowach innych. Przyjmą je tylko ci, którzy są na nie otwarci, są otwarci na wymiar niewidzialny, duchowy, otwarci na tajemnicę.
Sądzę, że warto po tę książkę sięgnąć bez uprzedzeń, z uważnością i gotowością na coś więcej niż proste odpowiedzi, bo w gruncie rzeczy jej przekaz jest uniwersalny. Może warto dać sobie szansę i jak to proponuje Krzysztof Grzywocz w "Patologii duchowości", "podważyć to, co kiedyś uważaliśmy za oczywiste, a oczywiste tak naprawdę nie jest. I wtedy w naszym życiu pojawi się duży, dobry i twórczy znak zapytania".
Motyw "czegoś więcej" pojawia się dziś często w literaturze, ale bywa też odbierany jako temat ryzykowny, bo łatwo popaść w banał lub patos. Jak Pani broniła tę książkę przed taką pułapką?
Przyznam się, że nie miałam takiej świadomości. Może gdybym miała, nie rozpoczynałabym nawet pracy nad tą książką. Jeżeli udało mi się nie popaść w banał lub patos, to stało się to niejako mimochodem.
Styl książki jest prosty, momentami niemal reportażowy. Czy świadomie zrezygnowała Pani z bardziej literackiej metaforyczności, aby nie osłabić autentyczności tych historii?
Tak/Owszem, w książce nie znajdziemy literackiej metaforyczności, ani wyszukanych ozdobników słownych i dzięki temu opisane historie są bardziej autentyczne. Nie jest to jednak efekt przeze mnie zamierzony.
Ukończyłam biologię na Uniwersytecie Wrocławskim. Badam, obserwuję, dokumentuję i wyciągam wnioski. W życiu osobistym i zawodowym zawsze byłam "zadaniowcem". Bliżej mi do "literatury stosowanej" niż do tradycyjnie pojętej "literatury pięknej". Ja chyba pisać inaczej nie potrafię.

Czy uważa Pani, że współczesny człowiek — zanurzony w pośpiechu i racjonalizmie — wciąż potrafi słuchać takich opowieści i traktować je poważnie?
Nie wiem. Żyjemy w świecie nadmiaru. Nadmiaru rzeczy, informacji, emocji, płytkich relacji, a także nadmiaru książek. Mogę co najwyżej mieć nadzieję, że pomimo, tego całego zabiegania, ktoś zechce sięgnąć po napisane przeze mnie "Niezwyczajne historie zwyczajnych ludzi" i się z nimi zapoznać. Czy potrafi usłyszeć? Czy potraktuje je poważnie?
Współczesny człowiek ciągle dostarcza sobie nowych bodźców, informacja żyje bardzo krótko, to co przed chwilą jeszcze było nowością szybko powszednieje, obojętnieje. A im więcej treści konsumuje, tym kolejne mniej go poruszają. W ten sposób stopniowo traci zdolność dostrzegania i przeżywania. Lekiem przeciw/receptą na akcelerację tego zjawiska może być odzyskanie wrażliwości na to co już mamy.
Jeżeli zanurzona w pośpiechu i racjonalizmie odrzucę, jako "nierealne" i "niepoważnie", świadectwo kogoś kto jest przekonany o tym, że coś przeżył, doświadczył, i zrobię to tylko dlatego, że "tak mi się wydaje", sama pozbawię się szansy na "odzyskanie wrażliwości". I w jakimś sensie będę żyła w ułudzie.
Mogę udawać, że czegoś nie ma tylko dlatego, że nie pasuje do mojej wizji świata. Ale z tego powodu to coś nie przestanie istnieć. To, że nie widzę drobnoustrojów o mikroskopijnych rozmiarach, nie znaczy, że ich nie ma. Dla mnie ważna jest prawda. Negacja istnienia jakiegoś zjawiska nie spowoduje, że zjawisko zniknie.
Pani książka prowokuje pytanie o granice poznania. Czy według Pani istnieją rzeczy, których człowiek nie powinien próbować wyjaśniać, lecz raczej nauczyć się je przyjmować?
Czym innym są nasze, chęci wyjaśnienia, czym innym nasze możliwości poznania, a czymś jeszcze innym nauczenie się przyjmowania, akceptacja.
Człowiek jest istotą poszukującą i to właśnie jest siłą napędową rozwoju, postępu. A potrzeba zrozumienia wpisana została w ludzką naturę. Poszukujemy sensu, dążymy do poznania prawdy, chcielibyśmy wiedzieć. Pragniemy otrzymywać jasne, wyczerpujące odpowiedzi na zadawane pytania. Dlatego tak trudno jest przyjąć do wiadomości, że na pewne pytania odpowiedź brzmi po prostu: "Nie wiem".
Granice naszego ludzkiego poznania ciągle/nieustannie się przesuwają. Coś, co "wczoraj" było niewiadomą, już "jutro" może okazać się oczywistością/banalnie proste/łatwe. Cieszy mnie, że "dzisiaj" są jeszcze na świecie sprawy owiane tajemnicą. Dzięki temu życie ma swój zapach i smak.
Natomiast, jeżeli chodzi o nasze indywidualne poszukiwania i doświadczanie granic poznania, to każdy z nas, ludzi ma swoje własne. Tak myślę/Tak to widzę. Doświadczając i przyjmując świadectwa innych, budujemy obraz całości z niewielkich fragmentów. Ciągle jesteśmy w podróży, w drodze do światów nieznanych. A każdy z nas jest na innym etapie tej drogi.
Doprecyzowując odpowiedź na zadane pytanie: według mnie, nie chodzi o to, że "człowiek nie powinien próbować wyjaśniać", ale o to, że jego możliwości wyjaśniania są ograniczone i dlatego w pewnych sytuacjach nie pozostaje mu nic innego jak tylko akceptacja takiego stanu rzeczy. Dlatego, chociaż jestem osobą ciekawą świata (nie ciekawską), ciągle pytającą i szukającą odpowiedzi, mam w sobie zgodę na niewiedzę.
Jak reagowali bohaterowie, gdy dowiadywali się, że ich osobiste doświadczenia staną się częścią książki? Czy pojawiał się lęk przed oceną lub niezrozumieniem?
Reagowali różnie. Przypomnę, że część moich rozmówców sama zgłosiła się do mnie z propozycją opowiedzenia swoich historii po lekturze mojej poprzedniej/pierwszej książki. To oni zachęcili mnie do napisania kolejnej i z radością przyjęli do wiadomości, że ich historie/doświadczenia zostaną w niej umieszczone/znajdą się tutaj w tej nowej książce.
Co do pozostałych, to jedni się cieszyli, drudzy tylko wyrazili zgodę, a jeszcze inni takiej zgody nie wyrazili.
"Czy pojawiał się lęk przed oceną lub niezrozumieniem?" Myślę, że właśnie z powodu tego lęku spora część moich rozmówców poprosiła mnie o zmianę swoich imion (a przecież to tylko imiona). Byli też tacy, którzy nie zgodzili się na zamieszczenie własnych historii w książce, nawet pod pseudonimem. Twierdzili, że są to opowieści bardzo osobiste, z ogromnym ładunkiem emocjonalnym i w związku z tym czuliby się źle/niekomfortowo mając świadomość, że "część ich życia" została zamknięta w słowach i umieszczona na stronach czyjejś książki. Tym bardziej jestem im ogromnie wdzięczna za spotkanie i rozmowę.
Jestem wdzięczna każdemu z moich rozmówców za to, że zechcieli podzielić się ze mną swoim doświadczeniem, bo jest to dowód na zaufanie jakim zostałam przez nich obdarzona.
Czy spotkała się Pani z krytyką dotyczącą jednostronności światopoglądowej tej książki? Jeśli tak, jak Pani odpowiada na zarzut, że zabrakło w niej powątpiewania?
Nie jest łatwo odnaleźć ludzi, którzy przeżyli doświadczenie o ponadnaturalnym charakterze i do tego chętnie dzielili się tym z innymi. Ja nie chciałam wykorzystywać materiałów publikowanych w Internecie, nie robiłam castingu dla osób opowiadających niezwykłe historie. Przysłuchiwałam się z uwagą różnym rozmowom, często sama je inicjowałam. Wyłapywałam interesujące mnie wątki, dopytywałam o szczegóły, a jeśli byłam pewna, to mówiłam o pisanej przez siebie książce. Poza tym moi znajomi wiedzieli, że znowu coś piszę i podsyłali ludzi mających coś do powiedzenia na interesujący mnie temat.
Tak się złożyło, że osoby, których historie umieściłam w napisanej przeze siebie książce, najczęściej są wierzące (chociaż nie wyłącznie). Dlaczego? Może osobom wierzącym częściej przytrafiają się takie historie? Może posiadają oni swoistą wrażliwość, może otrzymali łaskę, może tylko znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu? A może przyczyną takiego stanu rzeczy był w jakiś sposób ograniczony krąg moich rozmówców? Tego nie wiem.
A ponieważ sama jestem osobą wierzącą i religijną, napisane przeze mnie komentarze są "jednostronne światopoglądowo". (Umieściłam je w oddzielnych rozdziałach więc czytelnik spokojnie możne z nich zrezygnować i nie czytać).
Owszem, książka jest jednostronna światopoglądowo. Nie mogę jednak zgodzić się z zarzutem, że brak w niej powątpiewania. Ponieważ jest we mnie ciągłe zadziwianie się światem, zadaję mnóstwo pytań sobie i innym ludziom/otoczeniu. Wydaje mi się, że taka też jest moja książka. Sporo w niej znaków zapytania i przestrzeń otwarta na refleksję. Niczego nie chcę czytelnikowi narzucać, udowadniać czy tłumaczyć. Nie daję gotowych odpowiedzi, raczej pytam i w tym pytaniu staram się być szczera, bo pytam również samą siebie.
Czy "W drodze do światów nieznanych" jest dla Pani bardziej książką o zjawiskach niewytłumaczalnych, czy jednak przede wszystkim opowieścią o człowieku i jego potrzebie sensu?
"W drodze do światów nieznanych" jest dla mnie zbiorem niezwyczajnych historii zwyczajnych ludzi spisanym i opatrzonym komentarzem przez kogoś kto im wierzy i ma podobne doświadczenia oraz jest przekonany o tym, że życie ma sens, ku czemuś prowadzi, a Bóg jest oczywisty. Książka zawiera opisy doświadczeń granicznych, w których człowiek zostaje postawiony wobec czegoś, co przekracza jego racjonalne rozumienie świata. A ponieważ przeżycia te zazwyczaj odciskają głębokie piętno na tych, którzy ich doświadczają, skłaniając do refleksji, a często również do zmiany dotychczasowego życia, staje się opowieścią o człowieku i jego potrzebie sensu. Opowieścią o próbach zrozumienia siebie i otaczającego świata.
Gdyby miała Pani zostawić czytelnikom jedno najważniejsze pytanie po zakończeniu tej lektury — nie odpowiedź, ale właśnie pytanie — co chciałaby Pani, aby zabrzmiało w nich najdłużej?
Oto moje pytanie: Czy masz odwagę przyjrzeć się sobie z ogromną czułością, ale i możliwie najbardziej obiektywnie i jeśli stwierdzisz, że droga, którą podążasz wiedzie donikąd, skorygować kierunek swojej wędrówki przez życie?
Dziękuję za tę niezwykle ważną dyskusję.
Rozmawiała

Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.
Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!
Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.
Komentarze
Prześlij komentarz