Najnowsze

Agata Komorowska: Państwo ma nas w dupie. I nie tylko nas. Nasze dzieci też

Agata Komorowska – autorka książek i mentorka kobiet. Samotna matka wychowująca dziecko z zespołem Downa oraz matka adopcyjna. Nią również, podobnie jak innymi Polkami wstrząsnęła ustawa Trybunału Konstytucyjnego o zakazie aborcji z przesłanek eugenicznych. Jak sama deklaruje, jeśli dziś byłaby w ciąży i płód okazałby się uszkodzony, usunęłaby. Jest przeciwna narzucaniu kobietom heroicznych wartości w imię religii katolickiej. Podczas naszej rozmowy opowiada, jak naprawdę wygląda życie z niepełnosprawnym dzieckiem. Bez ogródek i zbędnego lukru wytyka rządzącym fanatyzm i pogwałcenie przez nich prawa kobiet do wyboru, skazując tym samym na poświęcenie jej, dziecka oraz pozostałych członków rodziny. O tym wszystkim, ale też o wiele innych spraw pytam moją bohaterkę. 


W ostatnich dniach w Polsce zawrzało. Protestują nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, a nawet całe rodziny. Chodzi o bulwersującą ustawę uchwaloną przez Trybunał Konstytucyjny nakazującą kobietom rodzić niepełnosprawne dzieci z nieodwracalnymi wadami płodu. Czy uważasz tę postawę państwa za legalną? Co poczułaś jako matka, ale przede wszystkim kobieta, gdy usłyszałaś taki wyrok? 

Agata Komorowska: Dla mnie, matki niepełnosprawnego chłopca i dwojga dzieci adoptowanych, to jest absolutnie niewyobrażalne zło. Do urodzenia być może zmusić się da, do miłości już nie. Każdy ma prawo do życia, ale w miłości. Nawet Siostra Chmielewska, która sama adoptowała niepełnosprawnego chłopca przyznała, że nikogo nie należy zmuszać do heroizmu. W naszym kraju bycie rodzicem dziecka niepełnosprawnego jest heroizmem. Zmuszanie dzieci do cierpienia i ich matki do heroicznej postawy jest nieludzkie i nielegalne. 

Jak oceniasz wyrok Trybunału Konstytucyjnego? Co w praktyce oznacza ten wyrok na kobiety? 

To jest gwałt nie tylko na kobietach, ale i na śmiertelnie chorych i nieuleczalnie okaleczonych dzieciach. To jest dokładnie to – WYROK skazujący zarówno kobiety, jak i ich dzieci na niewyobrażalne cierpienie. Cierpienie w czasie ciąży, cierpienie po narodzinach. Powolne umieranie, torturę przez całe życie, bez względu na to, ile ono będzie trwało: jeden dzień czy pięćdziesiąt lat. I nie mówię tylko o cierpieniu fizycznym. Nie ma nic gorszego niż przyglądanie się cierpieniu własnego dziecka ze świadomością, że nie można mu pomóc. I nie chcę, żeby to zabrzmiało jak demonizowanie życia z dzieckiem niepełnosprawnym. Sama z takim żyję i jestem szczęśliwą kobietą, a mój syn dał mi więcej miłości niż mogłam sobie wymarzyć. Jednak ja to ja. Ktoś inny może zdecydować inaczej i powinien mieć do tego prawo. Ja nie czuję się Bogiem, więc nie zamierzam nikogo oceniać, namawiać albo odżegnywać od podjęcia decyzji odnośnie urodzenia niepełnosprawnego dziecka. Dlaczego więc TK robi za Boga? Nawet nie za Boga, bo Bóg daje człowiekowi wolną wolę, a nasze państwo “w imię Boga” ją odbiera. 

Dlaczego Twoim zdaniem państwo bez zgody kobiety decyduje o aborcji eugenicznej, którą tak naprawdę powinniśmy nazywać przerywaniem ciąży ze względów embriopatologicznych? Co chcą – nam, kobietom – przez to powiedzieć? 

Że mają nas w dupie. I nie tylko nas. Nasze dzieci też. 

Nie mówię, że aborcja jest dobrem, ale czasem kobieta znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Gdzie w tym wszystkim jest wolność wyboru oraz godność osobista rodzącej i jej dziecka? Czy naprawdę państwo, a potem kościół powinno stawiać sobie za cel bycia sumieniem narodu? 

Niech politycy i duchowni podniosą swoje tyłki z wygodnych foteli, zakasają rękawy i zaczną podcierać tyłki nieuleczalnie chorym w Domach Pomocy Społecznej. Niech adoptują te biedne dzieci, których tak zaciekle bronią. Niech otworzą ośrodki dziennej pomocy matkom, którym pękają kręgosłupy od dźwigania bezwładnych dzieci, które dorastają i zamieniają się z bezwładnych kruszynek w bezwładnych dorosłych. Niech zaoferują opiekę wytchnieniową dla matek dzieci, które trzeba monitorować 24 godziny na dobę, które nie śpią, krzyczą, biją, rzucają się. Niech zaoferują opiekę, żeby taka matka mogła pójść w kolejkę, by zapisać swoje dziecko na zabieg, wizytę lekarską czy rehabilitację. Nie mówiąc już o wypoczynku. Dlaczego tego nie robią?! Nie sztuką jest zakazać aborcji. Sztuką jest zorganizować takie warunki, w których matki będą czuły się bezpieczne i zaopiekowane, by z własnej woli urodzić chore dziecko. 


Często dziecko z poważnymi wadami umiera zaraz po rozwiązaniu, ale są też takie przypadki, że jednak przeżyje i problem narasta. Co wtedy? Czym jest więc zmuszanie kobiety do rodzenia dziecka z nieodwracalnymi wadami?

Jeśli dziecko rodzi się wbrew jej woli, jest to skazywaniem jej na dozgonną torturę. Tortura kończy się wtedy, kiedy matka lub dziecko umrze. Często stawiamy za przykład wyjątkowe kobiety, które adoptują niepełnosprawne dzieci. Mówi się: “Patrzcie, nie narzekajcie, tylko patrzcie i bierzcie przykład! One z własnej woli adoptują chore dzieci!”. Kluczem tutaj jest “z własnej woli”. Nie każdy czuje powołanie do sprawowania opieki nad wyjątkowo chorym dzieckiem, tak jak nie każdy czuje powołanie do adopcji nawet zdrowego dziecka. Adopcja jest wyborem. Adopcja dziecka chorego jest wyborem. Urodzenie dziecka, które już na początku ciąży jest bardzo chore przestało być wyborem. Po co więc robić badania prenatalne. Proponuję zakazać ich wykonywania. No bo po co? 

Dla Ciebie to heroizm na siłę czy zrobienie z kobiety cierpiętnicy w imię Boga? A może to narzucenie jej na siłę roli społecznej, w której od wieków trwała i ktoś nie potrafi się przystosować do nowej roli – jako kobiety silnej i aktywnej? 

Moim zdaniem to katolicki fanatyzm, który rolę krowy rozpłodowej kobiecie narzuca od wieków. 

Jak rozumiesz słowo aborcja w kontekście kobiety oczekującej na niepełnosprawne dziecko? 

Czasem szuka się mniejszego zła i aborcja w niektórych przypadkach nim jest, a raczej była. 

Jakie następstwa niesie ze sobą ta ustawa? Co się może stać? Jakie zagrożenia dla kobiety, ale też rodziny płynął na skutek jej przyjęcia nie tylko psychiczne, ale też prawne, finansowe? 

Wiem tylko tyle, że niektóre kobiety będą zmuszone takie dzieci zostawić w szpitalu. Te dzieci będą skazane na powolne umieranie w samotności, bez kochających ramion, bez kogoś, kto będzie gotów czuwać bez względu na zmęczenie, ból i cierpienie. I nie można za to winić tych matek. Wyobraź sobie samotną kobietę, która już ma dzieci. Rodzi dziecko, które być może całe swoje krótkie życie spędzi w szpitalach. Co ona ma zrobić? 

No właśnie, co? Niektórzy politycy znają odpowiedź. Czyli Twoim zdaniem państwo coraz bardziej godzi w prawa kobiet? 

Nasze państwo coraz częściej godzi w prawa człowieka: kobiet, dzieci, wszelkich mniejszości i inności. Staje się państwem totalitarnym, wrogim, szowinistycznym i fanatycznie religijnym. 

Jaka powinna być rola kraju w takim razie skoro chce, aby rodziły się takie dzieci, które w zasadzie są dziećmi jedynie przez chwilę i w końcu dorosną? Przecież w wielu przypadkach nie będą one pełniły ról społecznych, jako rodzina czy pracownicy. 

Państwo nie ma prawa chcieć albo nie chcieć, by kobieta rodziła. Zadaniem państwa jest opieka nad jego obywatelami bez oceny, a nie narzucanie jakiejś doktryny religijnej albo systemu wartości jednego człowieka. To już dyktatura, a nie demokracja. 

Takie dzieci pozostają dziećmi do końca życia. Dla nich wiek 18 lat nic nie zmienia. Wiele z nich przez całe życie będzie na etapie bobasa, któremu trzeba zmieniać pieluchy. Tylko, że ten bobas ma 160 cm wzrostu, waży 60 kg i jest silny jak tur. Nie kontroluje tego, co robi i jak to robi. Kiedy mój syn z zespołem Downa skończył 10 lat, nie mogłam już ani ubrać go na siłę, ani na siłę wsadzić do samochodu. Kocham go niewyobrażalną miłością, bo jest. Ale życie z nim nie jest sielanką, a zespół Downa to jedna z najłagodniejszych niepełnosprawności. To dzieci pełne miłości i empatii, ale też bardzo uparte i samowolne jednostki. Młoda kobieta da sobie z takim małym słodziaczkiem radę, ale kobieta sześćdziesięcioletnia z upartym trzydziestolatkiem, którego trzeba nakłonić do ubrania się, wyjścia z domu albo do powrotu do samochodu, już kiepsko. 

Rolą państwa jest wspieranie rodziny, by mogła zaopiekować się niepełnosprawnym dzieckiem. Wspieranie nie polega jedynie na dawaniu pieniędzy, ale na stworzeniu warunków, w których dziecko otrzymuje niezbędne wsparcie medyczne, a rodzina psychologiczne. Gdzie matka może pracować i spełniać się zawodowo oraz społecznie, pomimo choroby dziecka. Nasze Państwo daje takiej matce 1400 zł i zakaz pracy. Taka matka jest kiepskim pracownikiem etatowym, bo dziecko jest na pierwszym miejscu, więc często z pracy znika. Matki dzieci niepełnosprawnych chętnie podejmą prace dorywcze albo zdalne, chętnie też założą firmy i będą tworzyły pomoce edukacyjne dla dzieci czy inne dzieła, które mogłyby sprzedawać. Ale to dochód niepewny, więc większość się nie podejmuje, bo nie chce stracić tych 1400 zł. To jest chore! Spróbuj wyżywić siebie i np. troje dzieci za 1400 zł, dodatkowo wożąc dziecko niepełnosprawne na prywatne zajęcia, zabiegi i rehabilitacje, które kosztują od 90 do kilkuset zł za godzinę. 


Czyli wsparcie finansowe jest nadal niewystarczające? Nawet jeśli doliczymy do tego 500+, którym się ciągle chwalą politycy. I mówisz to Ty – matka, która sama urodziła dziecko z zespołem Downa i w ostatnim wywiadzie dla Onet.pl publicznie zadeklarowała, że usunęłaby ciążę. Skąd taka decyzja? Jesteś przecież matką niepełnosprawnego dziecka, które z pewnością kochasz? Nie boisz się reakcji zwolenniczek pro-life?

Mam w dupie ich reakcję. Niech każda z nich zaadoptuje chore dziecko albo stworzy rodzinę zastępczą dla dzieci, które nie mogą być adoptowane. Obecnie w ośrodkach opiekuńczo-wychowawczych czeka ponad 75 tys. dzieci. Która chętna? 

Nigdy nie powiedziałam, że usunęłabym Krystiana. Nie wiedziałam, że urodzę dziecko z zespołem Downa. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym wiedziała. Dzisiaj wiem, że nie dałabym rady opiekować się drugim dzieckiem niepełnosprawnym. I jeśli teraz, w moim wieku i okolicznościach bym się dowiedziała, że mam urodzić chore dziecko, to bym usunęła. Za granicą, ale bym usunęła. 

Jak w tym wszystkim odnajduje się Krystian? Czy odczuwa ostracyzm społeczny z powodu kultu ludzi idealnych pod każdym względem? 

On tego na szczęście nie rozumie. Kiedyś chciałam, żeby był jak najmądrzejszy i jak najlepiej się rozwijał. Dzisiaj cieszę się, że jest na tyle upośledzony umysłowo, że nie rozumie tego, co się w tym kraju wyrabia. 

Jak oceniasz tolerancję społeczną na dzieci dotknięte niepełnosprawnością? 

Widzę większą dyskryminację w kościele i wśród instytucji państwowych niż wśród ludzi. Mam fantastycznych sąsiadów i znajomych. Wszyscy akceptują Krystiana. Jednak kiedy po raz pierwszy zgłosiłam się do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego, bo pragnęłam zaadoptować dziecko, to zostaliśmy odrzuceni, właśnie ze względu na niepełnosprawność Krystiana. Wyobrażasz to sobie?! 

A gdzie w tym wszystkim jest religia i odpowiedzialność za czyjeś życie? Przecież jako kraj katolicki musimy wierzyć, że wszystko jest darem Bożym. Czy ta teza czasem nie za daleko poszła? 

Szukałam wsparcia w kościele. W konfesjonale pytałam, co ja mam zrobić, jak sobie poradzić. Jeden ksiądz poradził, żebym kochała. Tyle że ja kochałam, ale chciałam usłyszeć, że sobie poradzę, że Bóg mnie wspiera i że dam radę bez względu na okoliczności. Ewidentnie ksiądz nie był przygotowany na takie wyzwanie jak matka niepełnosprawnego dziecka… Drugi chciał wiedzieć, czy praktykuję z mężem stosunek przerywany w ramach antykoncepcji… 

Poważnie? Jestem oburzona! Rozmawiamy ciągle o tym, co tu i teraz, ale chciałam wrócić do początków Waszego wspólnego życia z Krystianem od momentu, gdy się dowiedziałaś o wadzie i o waszym wspólnym czasie po porodzie. Co się zmieniło? Jakie konsekwencje ponosi kobieta oraz oczywiście jej rodzina – nie możemy przecież pominąć tego tematu. 

Świat całej rodziny zmienia się nieodwracalnie. I tu chcę podkreślić, że ja osobiście jestem za te zmiany wdzięczna. Dzięki Krystianowi jestem dzisiaj zupełnie innym człowiekiem. Moje dzieci są wrażliwymi na wszelkie inności i mniejszości ludźmi. Są pełnymi empatii obywatelami tego kraju. Kiedy rozmawiałam z moją 9-letnią córką o wyroku TK i o protestach, powiedziała, że ona zaadoptuje te dzieci, kiedy dorośnie. Jestem z niej dumna. Tak mogę patrzeć na narodziny Krystiana teraz, z perspektywy czasu. W międzyczasie rozpadło się moje małżeństwo, nabawiłam się depresji i nerwicy. 

Czy możliwość wyboru to oznaka miłości do dziecka, które kiedyś zostanie samo i miłości wobec najbliższych, którym nie chcesz „serwować” późniejszych następstw wynikających z poczęcia i urodzenia dziecka? 

Ja bym tu nie leciała aż tak wysoko. Możliwość wyboru, to możliwość wyboru. To świadomość, że jeśli zdecyduję, że nie dam rady z takiego czy innego powodu, to mogę zrezygnować. Ja dzisiaj wiem, że w moim wieku i w okolicznościach, w których obecnie żyję nie dałabym rady wspierać kolejnego niepełnosprawnego dziecka i wychowywać tych, które już posiadam. Nazwij mnie słabą, złą czy jaką tam chcesz. Wiem, że chorą ciążę bym usunęła. Nigdy bym nie obciążyła żyjących dzieci odpowiedzialnością za tę decyzję. Nie zrobiłabym tego dla nich, tylko dlatego, że ja bym nie dała rady. No cóż, jestem za słaba. 


Wcale tak nie uważam. To rozsądna decyzja moim zdaniem. A jak oceniasz to, co się dzieje teraz wokół tego orzeczenia, te wszystkie okropne protesty okraszone często wulgaryzmami?

Nie podoba mi się forma. Byłam z moją córką samochodem na blokadzie ulic Warszawy. Pytała, dlaczego ci ludzie tak brzydko mówią. Osobiście uważam, że taka retoryka tylko daje pożywkę rządzącym. Ja jestem za pokojowymi, choć wymownymi aktami protestu. Zaproponowałam zostawianie lalek pod kościołami, Trybunałem Konstytucyjnym, siedzibami PiS i urzędami państwowymi. Te lalki mają symbolizować porzucone dzieci, którymi nasi politycy i duchowni będą musieli się zaopiekować. 

Ale to może nie wystarczyć. Nie będzie dostatecznie zrozumiane, a wręcz ostatecznie zbagatelizowane. Ładne słówka i wzniosłe gesty to za mało według mnie. Przecież każda zmiana zawsze była okupiona rewolucją. Może właśnie tak musi być? Terapia szokowa jest potrzebna? 

Nie znoszę przemocy. Przemoc rodzi przemoc, agresja potęguje agresję. Ale być może faktycznie są ludzie mali i zadufani, których w żaden łagodny sposób przekonać się nie da. Każdy kat potrzebuje ofiary. Dopiero kiedy ofiara zaczyna kąsać, ten zaczyna się bać i ustępuje. 

Jako mentorka wielu kobiet w Polsce z pewnością na co dzień spotykasz się z podobnymi do Twojej historiami, historiami tragicznymi i przepełnionymi bólem. Czy mogłabyś opowiedzieć te najgorsze, aby zobrazować ogrom cierpienia, jakie zgotuje kobietom ustawa? 

Nie będę epatować cierpieniem innych. To nic nie da. Dla tych, którzy tego nie doświadczyli to tylko słowa, tania sensacja. To trzeba poczuć na własnej skórze, w środku kolejnej nieprzespanej nocy, przy szpitalnym łóżku czy będąc na środku ulicy, kiedy Twoje dziecko zaczyna wrzeszczeć i rzucać się po ziemi, umierając z lęku, że umrze zarażone COVID-em, bo z racji swojej niepełnosprawności może nie poradzić sobie z nową chorobą. My kochamy nasze niepełnosprawne dzieci i jesteśmy gotowe walczyć o nie do ostatniego tchnienia, naszego lub ich. 

Mogę moją postawę wyjaśnić też inaczej. Są ludzie, którzy przeszli raka, chemioterapię i zmierzyli się ze śmiercią. Są szczęśliwi, a nawet wdzięczni za to, że choroba zweryfikowała ich wartości, zmieniła ich postrzeganie świata. Nikt jednak nie radzi drugiemu: hej, miej raka, zobaczysz, jak cię to fantastycznie odmieni. Wiele osób zarzuca mi: “Jak śmiesz być za wolnym wyborem, skoro przecież sama masz niepełnosprawne dziecko?!” To jest problem w odbiorze tego, co mówię ja i wiele innych kobiet. Jeszcze raz podkreślam: zaakceptowałam mojego syna i życie z nim. Zaakceptowałam fakt, że do końca życia będzie moim dużym dzidziusiem. Zaakceptowałam fakt, że prawdopodobnie nigdy ponownie nie założę rodziny, nie wyjdę za mąż. Zaakceptowałam fakty i nauczyłam się czerpać z życia pełnymi garściami, mimo wszystko. Jednak znam dziesiątki kobiet, które nigdy nie zaakceptowały tych faktów. Które cierpią w samotności i nie mają środków, czasu ani energii leczyć swojej depresji, nerwic i podupadającego zdrowia. Akceptowanie aktualnego stanu mojego życia nie oznacza, że je komukolwiek polecam, a tym bardziej nikogo bym nie śmiała zmuszać siłą. To indywidualna decyzja każdej mamy i taty (jeśli jest) i taką powinna pozostać. 

Dziękuję za podzielenie się tak trudną historią. Oby te protesty pomogły zatrzymać ten nieuczciwy wobec Polek proceder.

Rozmawiała 

Zdjęcia: Iwona Karolak

Zapraszam również do czytania innych wywiadów z Agatą Komorowską

Tylko miłość i empatia oraz szacunek do siebie i innych nas uratują
Sukces staje się ciężarem, a nie spełnieniem marzeń

Brak komentarzy