Najnowsze

Kim są bywalcy portali społecznościowych? Poznaj 20 grup użytkowników

Facebook oraz Instagram to od kilku lat jedne z najpopularniejszych portali społecznościowych. Potencjalni użytkownicy – zwykli internauci lub biznesmeni – po zarejestrowaniu mogą dzielić się swoimi przemyśleniami, zdjęciami, udzielać się w facebookowych grupach dyskusyjnych, fanpage’ach czy na profilach instagramowych. Tworzą sieci kontaktów powiązane z wybraną tematyką lub branżą. Użytkownikami social mediów są więc ludzie z różnych środowisk, w różnym wieku oraz poziomie wykształcenia czy statusie materialnym.


W związku z tym tak samo, jak Internet jest zbiorowiskiem informacji sprawdzonych bądź fałszywych udostępnianych przez różne osoby, tak Facebook czy Instagram w ostatnim czasie doczekał się ogromnej popularności wśród tych, którzy chcą jedynie „zaistnieć” w przestrzeni wirtualnej, traktując ją nie tylko jako miejsce spotkań i rozmów, ale też jako przestrzeń do komentowania rzeczywistości.

Wśród wszystkich użytkowników można wyróżnić kilka, a nawet kilkanaście typów. W niniejszym artykule zostaną przedstawione jedynie najważniejsze rodzaje „maniaków społecznościówek”. Sprawdźcie, czy przypadkiem nie należycie do jednego z nich.

Rodzice lub – jak kto woli – „zakręcone mamuśki”

Owo „bycie w sieci” (o zgrozo!) zaczynają już nawet niemowlaki czy dzieci w wieku przedszkolnym. Wszystko oczywiście odbywa się za sprawą ich rodziców. Zazwyczaj jest to mama – tata rzadziej, chociaż bywają już w sieci coraz częściej. Rodzice mocno zaangażowani w wychowanie swojej pociechy robią karierę w popularnych społecznościówkach.

Chętnie publikują zdjęcia oraz komentarze dotyczące każdej – nawet najbardziej intymnej – sfery z życia maluszka. Przeczytamy tam coś w stylu: „podziwiajcie moje dziecko lub księżniczkę/księcia”. Komentarze na tablicy zostawia dość ubogie. Zazwyczaj jest to albo emotikon, albo tylko jedno słowo okraszone fotką z „ostatniej chwili”.

Z wszystkim takim wpisów dowiemy się np. o chorobie pociechy, co zjadło lub co aktualnie robi, w co się bawi czy gdzie było w ostatnich dniach itp., są i tacy, co publikują zdjęcia z USG czy narodzin maluszka, a nawet kangurowania (tutaj tatusiowie), chwaląc się przy tym pojawieniem się kolejnego potomka w rodzinie.

Rodzic wypowiada się najczęściej w pierwszej osobie liczby pojedynczej, prowadząc narrację z perspektywy dziecka (dotyczy dzieci z różnymi chorobami) lub w liczbie mnogiej. Urealnia w ten sposób jego istnienie w sieci. Wszystko to jest piękne, ale należy zachować umiar, bo ileż można czytać czy oglądać fotek z nawet najsłodszymi dziećmi.

W niektórych przypadkach można zauważyć, iż prowadzone profile osobiste lub fanpage’e mają cechy charakterystyczne dla dziennika – w przypadku Facebooka, zmienia się jedynie forma przekazu na publiczną, dostępną dla wszystkich. Takie wpisy, czy to na fanpage’u czy na grupie parentingowej mają ogromną popularność szczególnie wśród najbliższych znajomych, także rodziców i członków rodziny. Ogólnie rzecz ujmując, nie stanowią żadnej wartości, i każdy jest podobny do poprzedniego, a mimo to generują większy ruch na naszym profilu.

Jakkolwiek widok malucha jest miły dla oka, są też negatywne wizerunki dziecięcych profili. Chodzi głównie o ten rodzaj matczynej miłości, która nakazuje eksponować tragedię dziecka w przypadku jego choroby, prośby o dary lub przy okazji zbiórki na operację. Ogrom nieszczęścia podkreślają wzruszające podpisy pod zdjęciami oraz same zdjęcia. Najbardziej irytuje jednak próba wyłudzenia zainteresowania swoim dramatem przez notoryczne i nachalne wysyłanie prywatnych wiadomości z prośbą o wsparcie czy pomoc w promocji, spamowanie naszych skrzynek irytującymi tekstami (mechanizm kopiuj-wklej jest tutaj najczęstszym schematem działania), które i tak trafią do kosza, a nadawca tej jakże przejmującej wiadomości ryzykuje blokadę.

Co gorsza, wielu z tych użytkowników – w przypadku braku jakiejkolwiek odpowiedzi na apel od gwiazdy czy celebryty – reaguje dość jednoznacznie, wypisując na profilu takiej osoby dość nieprzyjemne słowa wyrażające dość mocno pretensje o rzekomej ignorancji w stosunku do nieszczęśliwej matki i jej chorego dziecka. Zlitujcie się! Ileż można oczekiwać na pomoc. Oczywiście, jeśli jest to jednak wiadomość raz na jakiś czas wysłana w prywatnej wiadomości, to jeszcze nie tragedia, ale jeśli sytuacja powtarza się częściej i przybiera formę publicznego nacisku, to chyba już gruba przesada. Nikt nie musi pomagać każdemu tylko dlatego, że ma status osoby publicznej czy więcej w portfelu. Pozwólmy zdecydować o ewentualnej darowiźnie. W przeciwnym razie skutek będzie zupełnie odwrotny.

Tajemniczy i wrażliwi

Są to osoba, która niespecjalnie mają coś do powiedzenia. Cechą charakterystyczną ich wpisów są emotikony odzwierciedlające aktualny stan ducha, „proszące” o współczucie, wsparcie w trudnych sytuacjach życiowych. Uwielbia, gdy ktoś się o nią/niego troszczy, podpytuje o powód zmartwienia. Szukają „sieciowych” psychologów, a Facebook traktują jak miejsce terapii. Sama zainteresowana – na pytanie o powód złego samopoczucia – odpowiada półsłówkami, robiąc wokół siebie tylko sztuczny szum.

Nastrój osoby wrażliwej przeglądającej portal powoduje, że klika ona również w zdjęcia przedstawiające cierpienie czy apele o pomoc, eksponujące chorobę – niekoniecznie człowieka – myśląc, że już samo kliknięcie pomoże. W tym momencie mamy album zaśmiecony mnóstwem bezużytecznych grafik, na których np. zostaliśmy niespodziewanie oznaczeni w zbiorowych życzeniach świątecznych czy innych wydarzeniach bez naszej wiedzy.

Oprócz tego możemy przeczytać napisane lub dodane czyjeś grafiki z pseudomądrymi cytatami, które często nijak mają się do rzeczywistości, a są jedynie pobranymi z sieci grafikami, np. popularnymi Demotywatorami. Tacy użytkownicy nieustannie publikują też smętne (w zależności od nastroju) piosenki z YouTube’a albo udostępnia treści od innych.


Kolekcjonerzy

Raczej bierni użytkownicy mediów społecznościowych. Nie dodają postów zbyt często, ale za to chętnie „lajkują” czyjeś fotki, złote myśli i każdą aktywność znajomych. Kliknięcie „Like it” ma oznaczać, że już widzieli wpis na fanpage’u czy profilu na Instagramie i dalej nie zagłębiają się w jego treść. Ogólnie nie wykazują żadnych negatywnych cech. Jeśli chcemy coś wypromować, na niego zawsze możemy liczyć.

Do tej grupy możemy włączyć również tzw. "zapraszaczy", którzy odczuwają potrzebę zaproszenia nas – nawet jeśli nie znamy się w ogóle czy nie widzieliśmy się przez wiele miesięcy albo znamy się jedynie z portalu – niemal na każde wydarzenie, które najczęściej sami tworzą. Niektórzy też popadają w nieodpartą chęć kolekcjonowania znajomych wirtualnych, do których prawdopodobnie nigdy się nie odezwą. W konsekwencji mamy u siebie ponad tysiąc „martwych dusz”, które nawet nie są zainteresowane, co robimy i czym się zajmujemy. Takim znajomym mówimy stanowcze „NIE!”.

Członkowie

Niezwykle aktywna grupa osób zaznaczająca się na wielu portalach społecznościowych. Takie osoby również łatwo znaleźć i odkryć ich zainteresowania. Czują one silną potrzebę przynależności do jakiejś społeczności czy grupy pasjonatów, więc ciągle wyszukują i zapisują się do nowych kręgów o podobnych pasjach, charakterach, zawodach, poglądach społecznych, problemach czy uwarunkowaniach zdrowotnych. Są wtedy niezwykle oddani sprawie, chętnie dyskutują z innymi, doradzają, łączą się w bólu, wspólnie też nienawidzą czy zazdroszczą. Wyznają zasadę: w grupie siła. Bywają bardzo niebezpiecznymi fanatykami. Z łatwością wyrażają swoje oburzenie, jeśli ktoś nie podziela podobnej opinii co oni. Wtedy taka osoba zostaje skazana na ostracyzm.

Niemi obserwatorzy

Zachowują się jak ludzie-widma. Mają dość niebanalnie brzmiące pseudonimy, które praktycznie od razu wzbudzają podejrzenia u zaawansowanego użytkownika mediów społecznościowych. Ogólnie nie wykazują zainteresowania tym, co się dzieje. Pojawiają się i znikają, ale zawsze wiedzą, co się dzieje u znajomych lub przyczajają się do wybranej grupy ludzi, śledząc ich aktywność. Często zaczepiają, wysyłając wiadomości (najczęściej można to zaobserwować na Instagramie wśród młodych kobiet w seksownych ubraniach i wyzywających pozach), a jeżeli adresat nie wykazuje zainteresowania, potrafią być nieprzyjemni. Na szczęście zawsze można zablokować niechciane czaty, więc nie musimy się martwić o natrętne zachowania podobnych użytkowników.

Opiniotwórcy

Nieustannie wyszukują nowe artykuły o swoim kraju i politykach, w których opisana jest trudna sytuacja ekonomiczna państwa. Są pierwsi do komentowania oraz oceny sytuacji. Usiłują „nawrócić” obywateli na dobrą drogę. Kiedy spojrzymy na profil polityków-ekonomistów, znajdziemy tam wszystkie informacje dnia, więc nie będziemy musieli już w zasadzie oglądać wiadomości. Lubią dzielić się ze wszystkimi tym, co znajdą w sieci. Kierują się zasadą, że social media przyjmą wszystko. Ranią złym słowem czy nawet wulgaryzmami oraz komentują wszystkich i wszystko wkoło. Nie robią tego prosto w oczy, a jedynie obrażają dla samego faktu obrażania. Ich największą bronią jest anonimowość.

Kreatorzy własnej rzeczywistości

To potencjalny materiał na dobrych współpracowników dla agencji marketingowych. Ich największym osiągnięciem jest regularna aktywność w mediach społecznościowych, ale nie ograniczają się do Facebooka czy instagrama. Często swoje działania kierują również w stronę autorskiego bloga czy obecności na forach internetowych. Zakładają własny fanpage czy profil, administrują grupą. Wszystko po to, aby dać upust swojej kreatywności. Publikują w tych miejscach osobiste przemyślenia, poezję, rysunki czy inne treści zgodnie z ich upodobaniami. Są też twórcami filmów, autorami muzyki, zdjęć, opowiadań. Odznaczają się zatem wybitną kreatywnością, którą potrafią zainteresować wielu ludzi.

Komentowanie, rozdawanie lajków, emotikonek czy serduszek na Instagramie, publikowanie czy udostępnianie to sens życia takiego bywalca w social mediach. Tym żyje codziennie i tak wygląda jego dzień po dniu. Można takie osoby odszukać bez problemu, ponieważ udzielają się dosłownie wszędzie. Wyszukują miejsca odpowiadające ich zainteresowaniom i zaczynają swoją autopromocję. Dzięki temu są idealnym kandydatami do udziału w kampaniach marketingowych. Chętnie zaprasza się ich do współpracy, ponieważ z reguły są otwarci na nowe relacje biznesowe. Potrafią promować produkty lub usługi, czym przyciągają uwagę potencjalnych klientów oraz agencje reklamowe. Mają lojalnych znajomych oraz wnikliwych obserwatorów, co jest niezwykle cenne w świecie e-commerce.


Wszędobylscy komentatorzy

Podobnie jak „lajker” starają się reagować na wszystko i wszędzie, ale ich słowa czy jakakolwiek aktywność nie mają większego sensu. Ograniczają się do kilku bezsensownych, krótkich wypowiedzi, które nic nie wnoszą do dyskusji, np. „pozdrawiam :)”, „śliczne”, czasem same emotikony lub zwyczajnie wita każdego codziennie rano słowami „dzień dobry”. Zjawisko często można zaobserwować na profilach osób publicznych, celebrytów czy artystów.

Typem komentatorów są również trolle, którzy próbują śmiać się z komentarzy znajomych, wypisywać głupie żarty lub wyrażać negatywne emocje czy eksponować ich dekadenckie nastroje.

Społeczni rozmówcy

Jakkolwiek social media są stworzone po to, aby komentować, wchodzić w relacje czy reagować na wirtualną rzeczywistość, to jednak ta kategoria bywalców mediów społecznościowych bywa dość irytująca. Starają się brać udział w każdej dyskusji, dzieląc się swoimi mądrościami w sposób niezwykle irytujący i zauważalny. Narażają się tym samym nieustannie na bana czy negatywne opinie ze strony innych. Jednak zdają się tego nie zauważać i brną dalej niemal nadgorliwie, zaznaczając obecność przy każdej nadarzającej się okazji.

Krytycy czy hejterzy

Podobnie jak rozmówcy nie są mile widziany w gronie internautów. Ich obecność wiąże się z bardzo negatywnymi uczuciami i reakcjami. Swą obecność zaznaczają niezwykle wyraźnie, żywo dyskutując w sobie właściwy sposób o pewnych tematach. Zazwyczaj wybierają najbardziej spektakularne wątki, aby dać upust frustracji oraz niezadowoleniu. Nie są to jednak merytoryczne opinie, ale słowa wulgarne, aroganckie czy wręcz szokujące. Obrażają, a nie komentują, co daje im satysfakcję. Publicznie okazują swoje frustracje nie tylko wobec osób znanych czy mądrzejszych od siebie, ale również dotyczące produktów czy usług, z których przyszło im skorzystać. Nie przejmują się specjalnie opinią współtowarzyszy dyskusji, ponieważ nie ma ona dla nich znaczenia. Każdego traktują bez wyjątku, szkalując bez wyjątku w najbardziej wyrafinowanych słowach.

Wielki brat

Osoby te bardzo rzadko komentują i udzielają się w social mediach, ale uważnie obserwują działania innych. Analizują i wyciągają wnioski. Są to dość niegroźne persony, ale niezwykle wnikliwe oraz ciekawskie. Zawsze wiedzą, co się u nas dzieje, ale nigdy nie dają tego po sobie poznać. Inwigilują, aby potem móc zdobytą wiedzę wykorzystać przeciwko nam. Powinny więc uważać szczególnie osoby prowadzące działalności, aby ktoś uprzejmie nie powiadomił, co się u nas dzieje.

Duchy

To dość specyficzna kategoria obserwatorów, dla których ważna jest przestrzeń osobista. Nie lubią się afiszować ze swoją obecnością w mediach społecznościowych. Ich zdjęcie zazwyczaj nie przedstawia wizerunku osoby, do której należy dany profil. W zamian zobaczymy tak pupila, kwiatki lub avatara, który nie pozwala na identyfikację personalną. Profil ducha jest zazwyczaj niewidoczny dla innych, częściowo ukryty i aby wejść w społeczność tegoż, należy poprosić o pozwolenie, czyli wysłać prośbę o zgodę na obserwację. Ta skrytość daje grupie duchów możliwość obserwowania innych bez konieczności wejścia w jakąkolwiek relację. Wysyłają tym samym sygnał, że nie mają ochoty na publiczne obnażanie się lub kontakt ze strony innych. Wolą izolować się od tłumów i zachować anonimowość. W skrytości chowają swoją tożsamość w obawie przed nadmierną poufałością oraz utratą prywatności.

Zapaleni kolekcjonerzy-specjaliści

Są to zazwyczaj niemal fanatycy sfokusowani na jednym tylko temacie i nie interesuje ich nic innego. Potrafią siedzieć przez długie godziny nad jednym tematem, zbierać materiały w postaci informacji tekstowych, zdjęć czy linków, aby potem wrzucić je w konkretnym celu w grupie fanów z podobnymi poglądami. Swoją pasję traktują bardzo serio i biada temu, kto zarzuci im brak profesjonalizmu. Narazi się na oburzenie oraz odtrącenie ze społeczności. Do kluczowych zadań kolekcjonera należy więc: codzienne, skrupulatne przeglądanie wszystkiego, selekcja oraz publikowanie na własnym terenie tego, co uznaje za stosowne. Chętnie dzielą się też swoimi zdobyczami z innymi kolekcjonerami. Uwaga!!! Jeśli pojawi się ktoś lepszy, natychmiast zostaje sprowadzony na ziemię i nie jest dopuszczony do działań w obrębie grupy. To dość wybredna społeczność, która nie zainteresują się każdą napotkaną informacją. W ich przekonaniu tylko to, co oni robią oraz publikują jest niezwykłe czy warte uwagi i ma wpływ na innych. Są niezwykle zaangażowani w to, co robią i faktycznie potrafią zgromadzić wokół siebie publiczność.


Gwiazdy „internetów”

Bardzo towarzyscy, ale jednak nieznani szerszej grupie ludzi użytkownicy mediów społecznościowych. Myślą, że wszystko dzieje się wokół nich i że każdy będzie ich podziwiać. Dzielą się ze znajomymi wszystkim, co ich ostatnio spotkało, np. zdjęciami w nowych ubraniach, w stroju kąpielowym czy na siłowni lub ze spotkań z przyjaciółką. Opisują lub (częściej na Instagramie) fotografują swój stan ducha, samopoczucie albo nawet fakt, że jedzą. Wstawiają fotki z imprez oraz z tzw. podwórka, np. z wyprawy po bułkę, z niby przypadkowo zaaranżowanego kadru lub z wizyty u sąsiadów. Często bawią się więc w reporterów, w których są jedynymi gwiazdami.

Wiele spośród tych osób zakłada swoje strony fanowskie, profile na Instagramie i nieustannie – z uporem maniaka-spamera – zaprasza znajomych do polubienia ich, chwaląc się przy tym swoimi – nierzadko ubogimi – osiągnięciami i wątpliwymi sukcesami.

Gwiazdy z portali społecznościowych udzielają się też na wielu grupach z ogłoszeniami lub specjalizujących się w wymianie lajków. Wśród nich są też i tacy, którzy faktycznie mają się czym chwalić. Mimo że nie są to osoby publiczne, to jednak uznaje się je za prawdziwe osobowości, gdyż pracują jako przedsiębiorcy oraz biznesmeni różnych branż zarządzający własnymi projektami. Jednak częściej są to zwykli śmiertelnicy, którzy informują o swoich miłościach i codziennych przyziemnych sprawach. Każdy znajomy przecież musi wiedzieć, że akurat w tym momencie ktoś jest zakochany. Komentuje i „lajkuje” zdjęcie partnerki/partnera, publicznie wyznając miłość. Najczęściej Jest to domena bardzo młodych kobiet.

„Gwiazda” ma na swoim koncie kilka postów na dzień. Człowiek nie musi już takiej osoby odwiedzać, gdyż wszelkie informacje z jego życia publikowane są na bieżąco na portalu. Ciągle wysyła zaproszenia do grona znajomych, które pewnie i tak zostaną zignorowane lub wyrzucone do kosza.

Pseudointelektualiści

Na swoim profilu bez przerwy „karmią” znajomych znalezionymi w sieci zdjęciami zwierząt, ludzi, krajobrazów lub innych przedmiotów, dodając do tego sentencje, frazy albo cytaty. Są też tacy, którzy polemizują z każdym użytkownikiem. Wydają swoje opinie na wiele tematów, uznając, że mają „patent” na rację. Wprost tryskają „social media intelektem”, w rzeczywistości będąc osobą bez pracy czy konkretnego zajęcia, celu życiowego lub nieposiadającą hobby, która nie czuje się spełniona w żadnej dziedzinie. Są życiowymi frustratami, który tylko czekają, aby kogoś lub coś skrytykować. Na portalu spędzają większość dnia, a nawet zarywają noce. Często w swoich postach poruszają bardzo ambitne tematy i przemyślenia, zupełnie ich nie rozumiejąc.

Sportowcy-maratończycy

Nieustannie zanudzają nas swoimi fotkami z wydarzeń sportowych lub innych. Zazwyczaj wybierają sobie jakiś cel do osiągnięcia i publicznie się nim chwalą, co w sumie jeszcze nie jest takie złe. Jednak gdy jest czegoś za dużo, powoduje odwrotne reakcje – inny użytkownicy stracą zainteresowanie takimi osobami. Z wielką starannością relacjonują wszystkim, czego dokonali. Chcą być dopingowani przez znajomych – tylko wtedy czują się dowartościowani.

Społeczni managerowie

Na portalu nie pojawiają się zbyt często, ale jak już to zrobią, to zazwyczaj promują posty kolegi-artysty. Przekazują znajomym informacje o koncertach czy innych wydarzeniach kulturalnych. Chcą, aby ich posty były niezwykłe, niemalże ekskluzywne. Oni sami nie mają nic wspólnego z artystami, więc może przejawiają swym działaniem tęsknotę za czymś, czego nigdy nie osiągną?

Wirtualni gracze

Częściej można było ich zauważać jeszcze kilka lat temu, ale teraz też mamy na Facebooku graczy, choć nie w takich ilościach jak to było kiedyś. Jednak amatorzy gier o każdej porze dnia i nocy jest online, gdyż dużo grają i nic nie komentują. Często wysyłają spam-zaproszenie do gry swoim znajomym, uznając to za niezwykle ważne lub zabawne. Ich istnienie szczególnie na Facebooku zaznacza jedynie aplikacja informująca znajomych o przejściu do etapów kolejnych rozgrywek. Zastanawiające jest to, że użytkownicy mają aż tyle czasu na tę mało ambitną rozrywkę.


Social media ignoranci

Na samą myśl o mediach społecznościowych reagują pogardą i niezrozumieniem. Uważają, że to strata czasu i otwarcie wyrażają swój brak zrozumienia dla bywalców popularnych portali społecznościowych. Nie znają podstawowych terminów. Są kompletnymi laikami w temacie social mediów, ale nie oznacza to, że można o nich zapomnieć. Są po drugiej stronie barykady. Używają Internetu tylko do celów informacyjnych. Dla nich to jedna wielka bzdurach. Dlatego też nie rozumieją mechanizmów funkcjonowania w tym świecie, uważając, że to tylko zabawka. Nie potrafią się poruszać po mediach społecznościowych i dlatego wielu użytkowników wprost mówi, że takie osoby po prostu nie istnieją.

Samozwańcze InstaStar

To osoby, które wzbudzają we mnie największy uśmiech (chyba nie do końca pozytywny), ponieważ nie są nikomu znane, nikt nigdy o nich nie słyszał i nie dokonały niczego szczególnego, ale to im nie przeszkadza w ustawieniu sobie statusu osoby publicznej i dodaniu sobie do imienia słowa official. Myślą, chyba że w ten sposób dodadzą sobie powagi, podniosą się do rangi zawodowców, a tymczasem jest wręcz odwrotnie. Nie mają zbyt wiele wartościowej treści i obserwatorów, więc chyba nie warto wychodzić przed szereg i udawać kogoś, kim się nie jest.

Pomimo że social media to miejsce, gdzie możemy przeczytać i zobaczyć dosłownie wszystko, to jednak wykorzystywane z głową, mają swoje zalety. Są wśród użytkowników również i tacy, którzy posługują się mediami społecznościowymi w obszarze swojej działalności zawodowej. To zazwyczaj są ludzie biznesu, artyści czy przedsiębiorcy. Jednym daje to możliwość zaistnienia, a innym zarobienia mniej lub bardziej znaczącej kwoty pieniędzy.

Oczywiście, każdy z nas teraz łapie się na tym, że po trosze, należy do wszystkich wyżej wymienionych grup. Trzeba na to uważać, a jak Wy sobie z tym radzicie?

Brak komentarzy