Najnowsze

Tadeusz Seibert: Przyszedłem do The Voice, aby dać się poznać

Tadeusz Seibert zapamiętany w jubileuszowej X edycji The Voice of Poland jako Tadzik z drużyny Margaret. Pochodzi z Malborka. Ma sobą spore doświadczenie sceniczne jako wokalista i aktor musicalowy. Sztuki wokalnej uczyła go mama. Ukończył też Akademię Muzyczną w Bydgoszczy w klasie wokalistyki jazzowej. Prowadzi własną szkołę wokalną, a do programu przyszedł, aby dać się poznać szerszej publiczności. Czym jest dla niego ten program oraz jak radzi sobie w roli nauczyciela śpiewu opowiada portalowi Kulturalne Rozmowy. Zapraszam. 

fot. Jakub Dąbrowski
Polacy poznali Tadeusza Saiberta jako wokalistę, ale mało co, nie zostałbyś aktorem. Co Cię skłoniło do zmiany decyzji? Co daje Tobie muzyka czego nie ma w aktorstwie? 

Tadeusz Seibert: Moimi pierwszym marzeniem było zostać wokalistą, ale jak każdy nastolatek przechodziłem mutację. U chłopaka ten stan nie sprzyja śpiewaniu, dlatego w tym okresie poszedłem trochę w stronę sportu, ale też zainteresowałem się aktorstwem. Występowałem w różnych kółkach teatralnych. Realizowałem swoją pasję na deskach teatru i w piosence aktorskiej czy w konkursach recytatorskich. Jednak tak naprawdę to muzyka zawsze była moją wielką pasją. Życie potrafi płatać figle i nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli, ale rzeczywiście był czas, kiedy chciałem pójść w stronę aktorstwa, jednak to muzyka zwyciężyła. To tej pasji i jej rozwijaniu poświęciłem najwięcej czasu. 

Z tego co wiem, śpiewu uczyła Cię mama. To pomaga w byciu dobrym wokalistą czy raczej przeszkadza? Motywuje czy wręcz przeciwnie? Jak się pracuje z mamą?

Od momentu, kiedy zacząłem stawiać pierwsze kroki wokalne, mama mnie zawsze wspierała. Czułem te wsparcie, które jest zawsze potrzebne u każdego młodego człowieka. Rodzice powinni stanąć przy boku dziecka niezależnie od rodzaju pasji, czy to sportowej, teatralnej czy wokalnej. To jest bardzo istotne.
Praca z mamą nie należy do najłatwiejszych. Funkcjonuje nawet takie powiedzenie „obyś cudze dzieci uczył”. Tak więc ten kontakt z rodzicem przed dłuższy czas nie jest taki prosty, jakby się chciało. Tym bardziej, że śpiewałem w zespole wokalnym złożonym z samych dziewczyn. Wiadomo więc, iż miałem momenty, kiedy się popisywałem, czym niejednokrotnie rozwalałem próbę.
W tym czasie szukałem też w całej Polsce różnych warsztatów i festiwali. Mama wyrażała zgodę, aby wyjeżdżał, uczył się i poznawał innych nauczycieli. Mogłem się więc rozwijać u innych wokalistów czy prowadzących warsztaty.      

Na co dzień uczysz śpiewu w swojej autorskiej szkole, ale jednak zdecydowałeś się wziąć udział w The Voice. Skąd pomysł na ten krok? Dlaczego profesjonalni muzycy i wokaliści w ogóle decydują się na udział w tego rodzaju programach? 

Fakt, że uczę śpiewu, śpiewam i się z tego utrzymuję, nie znaczy, że już jestem w 100% spełniony. Nie daje to żadnych forów. Każdy ma takie same szanse. Tym bardziej, że nie ma w programie określonego wieku. Mógł przyjść ktoś młodszy czy starszy.
Sztuka wokalna jest ciężka do oceny, ponieważ tutaj nie jest jak w sporcie, że im dalej skoczysz, tym masz wyższe noty. Jednak te gusta są różne, więc jednemu może się podobać taka barwa, a drugiemu inna. Fakt, czy komuś bardziej pasuje mój głos czy innej osoby, to opinie w tym względzie są podzielone. Jak to mówią, o gustach się nie dyskutuje.
Przyszedłem do The Voice, aby dać się poznać. Mam też świadomość, jak ciężko wybić się na rynku muzycznym bez wytwórni, bez wsparcia, ale też bez tej rozpoznawalności w pewnym sensie. Dlatego zdecydowałem się na ten krok, ale nie było to łatwe. Długo się nad tym zastanawiałem. 
Odpowiadając na Twoje pytanie „dlaczego?”, odpowiadam, że ze względu na to, że program jest ciężki. Muzycy pokazują swoją muzykę w radiu czy na różnych scenach bez medialnego wsparcia i tej właśnie rozpoznawalności. Program jest dużą szansą. To chyba właśnie jest głównym celem i motywacją dla wokalistów.


Skąd pomysł na założenie autorskiej szkoły wokalnej? Czy według Ciebie czegoś brakuje w obecnym systemie kształcenia wokalistów? 

Nie ma czegoś takiego jak system kształcenia wokalistów. Wokal nie podlega żadnemu toku edukacji. Natomiast ja uczę się całe życie. Trochę umiejętności zdobyłem od mojej mamy oraz na różnych warsztatach czy szkoleniach. Uczę się, pracując na scenie. Tak więc sobie pomyślałem, że fajnie by było przekazywać tą wiedzę, a są takie osoby, które chciałyby się u mnie uczyć i mogę im w tym pomóc. Ja także uczę się od moich uczniów. Zwracam uwagę na różne ważne aspekty we frazowaniu czy w ogóle w muzyce. Oni mi często opowiadają o swoich inspiracjach. Mam więc stały kontakt z muzyką, czy to podczas nauki czy na scenie. Bardzo się cieszę, że mogę przekazywać młodym, zdolnym adeptom sztuki wokalnej wiedzę zdobytą przez całe życie oraz podczas studiów muzycznych.    

Na czym polega ten autorski program nauczania?  

Fakt, jest to autorska szkoła wokalna, ale nie nazywałbym tego tak wzniośle autorskim programem nauczania. Sztuka wokalna składa się na wiele technik wykonawczych. Nigdy jednak nie opierałem się tylko na jednej z nich. Podczas warsztatów poznawałem ich wiele.
Myślę, że do każdego z uczniów należy podejść indywidualnie. Każdy z nich ma inną barwę, więc często te ćwiczenia trzeba przygotowywać pod osobę indywidualnie, więc nie mam żadnego autorskiego planu szkoleń wokalnych. Staram się do każdego ucznia podchodzić z osobna i dawać mu to, czego on potrzebuje i czego chce się nauczyć.   

Jaką wiedzę starasz się przekazać kursantom? Czego uczysz oprócz samego śpiewania?

Skupiamy się oczywiście głównie na śpiewaniu, ale że śpiewanie nie jest taką prostą sprawą techniczną, to często rozmawiamy na różne tematy. Chcę się dowiedzieć o inspiracjach moich uczniów, o tym, czego lubią słuchać. Zdarza się też, że osoby te są pozamykane w pewnym sensie, co sprawia, że ten prawidłowy dźwięk nie może zostać wydobyty. Trzeba więc podejść do tego psychologicznie, dlatego tak ważny jest dobry kontakt między uczniem a nauczycielem. Nie możemy się wstydzić, ponieważ ćwiczenia wokalne dla osoby z zewnątrz, która się na tym nie zna, mogą w dużej mierze wydawać się głupie czy niepotrzebne. Dlatego po prostu potrzebne jest to zaufanie.  

Oprócz szkoły, pracowałeś też przy musicalu „Legalna blondynka” Janusza Józefowicza. Czy możesz coś więcej o tym opowiedzieć? Jak się pracowało z legendą musicalu? 

Tego tytułu już nie gramy od około dwóch lat. Ale było to dla mnie wspaniałe doświadczenie. A tak w ogóle to ubiegałem się o rolę w musicalu „Metrze”. Wtedy akurat Janusz Józefowicz stawiał spektakl w Krakowie w Teatrze Variete. I tak się złożyło, że potrzebował obsadzić męskie role. Tam więc był mój pierwszy poważny debiut teatralny i praca.
Bardzo dobrze wspominam ten czas, ale przede wszystkim obsadę, z którą mieliśmy bardzo bliski kontakt. Przesiadywaliśmy ze sobą około 4 miesiące podczas przygotowań do musicalu. W większości to osoby bardzo doświadczone teatralnie. Był to dla mnie niezwykle aktywny czas. sporo się wtedy nauczyłem. Poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Odczuwałem tą bliskość z teatrem. W sumie tych spektakli zagraliśmy całkiem sporo, ok. 50-60.  
  
A udział w The Voice? Czym był dla Ciebie i co chcesz po sobie pozostawić nowym fanom zdobytym dzięki programowi? Jaką muzykę? 

Udział w programie traktuję również jako naukę, ponieważ w bardzo krótkim czasie, jeśli człowiek będzie bardzo chciał i skupi się nad tym, co ma zrobić, to faktycznie może to zrobić. Z odcinka na odcinek sporo pracowałem oraz zdobyłem dużo nowej wiedzy. Do tego dochodzi też praca z kamerą. To wszystko wpływa na pracę artysty. Mam nadzieję, że w momencie, gdy te światła zgasną a kamery zostaną wyłączone, to widz ze mną zostanie. To jest moje największe marzenie. A zostanie mam nadzieję z moją muzyką, którą tworzę. Będę się ją starał wydać na płycie. Chciałbym, aby stało się to jak najszybciej.


Od początku, gdy odwróciły się wszystkie fotele, wiedziałeś, że wybierzesz Margaret? Czy jednak pomysł powstał spontanicznie? 

Tak, od samego początku chciałem iść do Margaret, czyli do Gosi. Jednak, gdy odwróciły się wszystkie fotele, miałem nie lada zagwozdkę, do kogo pójść, ponieważ każdy z trenerów tak słodził i powiedział tyle miłych słów, że ten wybór wcale nie był taki prosty i oczywisty. Ostatecznie jednak poszedłem do Margaret. 

Miałeś okazję śpiewać podczas programu różny repertuar. W czym czułeś się najlepiej, a który utwór sprawił największy problem? 

To było bardzo fajne, że podczas programu miałem okazję poznać u siebie duży koloryt wokalny i dużo barw swojego głosu w różnych stylistykach. Bardzo dobrze czuję się w polskim repertuarze. Zaśpiewanie utwór Zbigniewa Wodeckiego pt. „Lubię wracać tam, gdzie byłem” było dla mnie wielką przyjemnością. Śpiewałem też Czesława Niemena pt. „Jednego serca”, bardzo bliski mi utwór, ale on nie jest też prosty. Te programy były nagrywane na żywo, co stanowiło dla mnie dodatkowy stres. Jednak takim wyzwaniem, jeśli chodzi o repertuar to było na pewno „When A Man Loves A Woman” czy właśnie „Jednego serca”, które śpiewałem w oryginalnej tonacji. „Crying” Areosmith – nigdy bym nie uwierzył, że ten utwór też zaśpiewam w oryginalnej tonacji. Także widzisz, że nie był to lekki zestaw, dlatego ciężko mi powiedzieć, który z tych utworów był najtrudniejszy. Wbrew pozorom „Spragniony” Bednarka nie był dla mnie aż tak wymagający.   

The Voice to program nie tylko dla dobrych wokalistów, ale też dla ludzi o mocnych nerwach i umiejących walczyć z tremą czy stresem, o którym wspomniałeś. Jak sobie z tym radziłeś? Widzowie oraz jurorzy nie zawsze są przychylni… 

Stres był oczywiście i wiązał się z tym, że były to programy na żywo, więc nie było mowy o poprawkach. Wszyscy uczestnicy się wspierali. Dostałem też mnóstwo pozytywnej energii od mojej rodziny, od przyjaciół. Starałem się podczas odcinków na żywo być bardzo skupiony. Zdobyłem też pewne doświadczenie jeszcze przed programem. Starałem się więc uspokoić i być przekonanym, że jestem dobrze przygotowany i robić swoje. 

Co teraz po finale The Voice? Jakie masz plany?    

Teraz mam nadzieję, że będę mógł prędko pokazać Państwu płytę z moim repertuarem. Wierzę, że stanie się to bardzo szybko i będę mógł się szybko rozwijać. Pokażę wszystkim, co mi w sercu gra.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w szybkim wydaniu płyty.  

Rozmawiała

Brak komentarzy