[recenzja książki] Katarzyna Maludy: Wojenni kochankowie"
W trzecim tomie sagi "Cień od Wschodu" pt. "Wojenni kochankowie" Katarzyna Maludy z niezwykłą przenikliwością i narracyjną dyscypliną podejmuje temat dojrzewania – nie tylko osobistego, lecz także społecznego i historycznego. Fabuła została umiejscowiona w przededniu wielkich przemian XX wieku, ale jej siła nie polega wyłącznie na historycznej rekonstrukcji. To przede wszystkim portret społeczeństwa zawieszonego między epokami, w którym napięcia klasowe, ideowe i emocjonalne układają się w gęstą sieć niejednoznacznych wyborów.
Autorka kreśli świat, w którym stary porządek chyli się ku upadkowi, ale nowy jeszcze się nie wyłonił. Arystokracja traci wpływy, inteligencja liberalna grzęźnie w bezradności, a klasa robotnicza rozrywana jest między nadzieją a fanatyzmem. Na tle tego rozchwiania społecznego śledzimy dramatyczny proces przebudzenia głównej bohaterki – Ireny Kossakowskiej, młodej kobiety uwikłanej w struktury swojej klasy, lecz zarazem coraz bardziej odczuwającej ich ograniczenia.
Maludy nie daje czytelnikowi łatwych odpowiedzi ani bohaterów jednoznacznie pozytywnych. Jej postacie są wewnętrznie rozdarte, psychologicznie wiarygodne, a ich działania niosą konsekwencje zarówno indywidualne, jak i społeczne. "Wojennych kochanków" można czytać jako powieść o dojrzewaniu, klęsce dawnych modeli męskości, rewolucyjnej niepewności, a także jako literacką próbę zmierzenia się z pytaniem, czy idea może przetrwać bez człowieka, a człowiek – bez relacji.
Pisarka otwiera powieść sceną, która mogłaby uchodzić za metaforę całej epoki: młoda, pełna ideałów Irena Kossakowska, niesie niebezpieczny ładunek przez ulice Warszawy. W jej ruchach pobrzmiewa lęk, ale też determinacja. Przejście od dziewczęcej naiwności do świadomości ryzyka odbywa się błyskawicznie. Ta scena nie tylko wciąga czytelnika, ale stanowi wyrazisty kontrapunkt dla pozornie spokojnego, salonowego życia, w którym toczą się rozmowy o filozofii, polityce i przyszłości Europy.
Powieść ukazuje więc tę kobietę jako podmiot, nie przedmiot historii – bohaterka nie jest bierną obserwatorką, lecz aktorką wydarzeń. Jej misja – dostarczenie amunicji – nie jest jedynie tłem, lecz aktem odwagi, który uwidacznia napięcie między osobistym lękiem a ideową determinacją. Co istotne, fabuła nie idealizuje bohaterki: jej brawura graniczy z głupotą, a lęk paraliżuje działanie. Tym samym postać Ireny staje się głęboko ludzka i realistyczna.
Irena Kossakowska to zatem postać, wokół której koncentruje się nie tylko fabuła, ale również filozoficzna oś powieści. Na początku książki jest marzycielką z inteligenckiego domu, zafascynowaną rewolucją, ale też głęboko naiwną. Jej pierwsza misja – dostarczenie amunicji – to zarazem egzamin i symboliczny rytuał przejścia. Wewnętrzne napięcie, panika, poczucie kompromitacji – to moment, w którym zostaje brutalnie skonfrontowana z rzeczywistością.
Irena początkowo romantyzuje lud i rewolucję – wyobraża sobie siebie jako bojowniczkę sprawiedliwości społecznej. Jednak z czasem, dzięki bezpośrednim kontaktom z robotnikami, doświadcza gorzkiej prawdy: jej zaangażowanie, choć szczere, bywa powierzchowne, wynikające z potrzeby działania, a nie z prawdziwego zrozumienia. Punktem zwrotnym staje się jej refleksja nad Genowefcią – wierną służącą – i przełomowe uświadomienie, że nawet najbliżsi jej ludzie pozostają dla niej przezroczystymi figurami społecznego układu.
Transformacja Ireny się nie kończy wraz z zakończeniem historii – ale już tu widzimy jej przebudzenie: z dziewczyny zapatrzonej w idee staje się kobietą umiejącą patrzeć uważnie, empatycznie, a także kwestionującą same fundamenty ideologii, w której uczestniczy.
Ta kobieta jest bohaterką na granicy dwóch światów: uprzywilejowanej inteligencji i robotniczego proletariatu. Jej zaangażowanie polityczne – uczestnictwo w PPS, przemycanie broni, odczyty gazet rewolucyjnych – może sprawiać wrażenie ideowego, ale warto zadać pytanie: czy nie wynika ono bardziej z potrzeby emocjonalnego przebudzenia niż głębokiego przekonania?
Wszystko, co robi, ma w sobie coś z teatralnego gestu: ukrycie nabojów w bieliźnie, dramatyczna ucieczka po ich rozsypaniu, czytanie "Czerwonego sztandaru" z podniosłością. To, co początkowo wydaje się heroizmem, z czasem zaczyna wyglądać jak romantyczna ucieczka od luksusowego znudzenia. Irena żyje w świecie, który już ją nie zaspokaja: przyjęcia, elegancja, małżeńskie plany – wszystko to wydaje się jej puste.
Co więcej, jej zaangażowanie ma charakter jednostronny – to ona "przychodzi do ludu", nie stając się jego częścią. Z czasem zaczyna dostrzegać, że robotnicy, których uczy, nie są jedynie postaciami ze społecznej broszury, ale ludźmi z krwi i kości, często nieporadnymi, czasem brutalnymi, zawsze zmagającymi się z czymś, czego ona nie potrafi sobie nawet wyobrazić.
Można więc odczytać jej historię jako nie tyle wybór idei, co odruchowy bunt przeciwko społecznej przewidywalności, rodzaj młodzieńczego desperackiego szukania sensu. Dopiero pod koniec powieści Irena zaczyna naprawdę "rozumieć" lud i siebie samą – nie poprzez doktryny, ale przez osobiste doświadczenie konfrontacji z bólem, niesprawiedliwością i własną ignorancją.
Katarzyna Maludy odznacza się imponującą świadomością realiów epoki. Warszawa 1914 roku – z Dworcem Kowelskim, tramwajami elektrycznymi, atmosferą napięcia politycznego – nie jest tylko tłem, ale jednym z bohaterów powieści. Topografia miasta, język, zwyczaje – wszystko to oddane jest z dokładnością godną reportażu historycznego. Budynek Filtrów, realna postać Rasputina, krążące gazety PPS i SDKPiL – każdy element ma swoje zakorzenienie w faktach.
Powieść nie ogranicza się jednak do suchego odtwarzania historii. Potrafi oddać, jak wielka polityka przenika codzienne życie – rozmowy o wojnie na Bałkanach, o wpływach Rasputina, czy o nadchodzącej konfrontacji panslawizmu i pangermanizmu są osadzone w intymnych przestrzeniach salonów, kuchni i warsztatów. Autorka pokazuje różne warstwy społeczne w ich autentycznym splocie: arystokrację, inteligencję, robotników i służbę.
Język "Wojennych kochanków" zasługuje na osobne uznanie. Maludy bawi się stylem i rytmem zdań, stosując liczne stylizacje: mówione kwestie robotników są przesiąknięte gwarą, salonowe dialogi charakteryzuje elokwencja i elipsa, a wewnętrzne monologi bohaterów – zwłaszcza Irenki – ujawniają niuanse psychologiczne. Różnorodność językowa następuje płynnie, bez sztuczności.
Autorka wykorzystuje także język jako narzędzie ironii. Opisy nastrojów salonowych – z rozmowami o wojnie przy herbacie i ciasteczkach – wybrzmiewają gorzko, kiedy skontrastuje się je z obrazem konającej kobiety w zapluskwionym mieszkaniu Konieczka. Maludy nie ucieka również od liryzmu, szczególnie w scenach podróży, przyrody i dziecięcych wspomnień Irenki. Dzięki temu język powieści oddaje pełnię emocjonalnego spektrum epoki.
To, co wyróżnia "Wojennych kochanków", to głęboko realistyczna konstrukcja bohaterów. Irena Kossakowska staje się tutaj postacią złożoną: z jednej strony romantyczna idealistka, z drugiej – uprzywilejowana kobieta, która dopiero odkrywa, czym jest rzeczywistość robotnicza. Jej wewnętrzna przemiana, dokonująca się na oczach czytelnika, staje się osią fabularną całej powieści.
Zaś Józef Konieczek to postać tragiczna: człowiek idei, twardy, zamknięty, wierzący w rewolucję jako jedyną szansę na sprawiedliwość społeczną. Jego osobista tragedia – chorująca żona, zdegenerowany syn – nadają mu rys głębokiej przeciwstawności.
Rajski natomiast to świetny przykład nowej klasy technokratów: ambitny, pragmatyczny, ale wewnętrznie wyrachowany. Kazik, zakochany w Irenie chłopak z nizin, to przykład młodego pokolenia gotowego do działania, ale jeszcze nieuformowanego ideologicznie.
Kazik i Józef Konieczek, choć pochodzą z tej samej klasy społecznej, reprezentują dwa skrajnie różne sposoby myślenia, działania i reagowania na niesprawiedliwość społeczną. Ich zestawienie w powieści Katarzyny Maludy wydaje się nieprzypadkowe – funkcjonują jak dwa bieguny ideowego spektrum, jak dwie możliwe ścieżki, którymi może podążyć człowiek należący do warstw wykluczonych.
Kazik – młody, chłonny, emocjonalny – jest ucieleśnieniem nadziei. Jego zakochanie w Irenie, choć podszyte różnicą społeczną, nie nosi w sobie romantyzmu. Traktuje ją jak "panią", ale jednocześnie jak osobę piękną i dobrą. To nie przepaść klasowa decyduje o jego postawie, lecz coś bardziej ludzkiego – zdolność do uczucia, lojalności, budowania więzi. Kazik nie potrzebuje manifestów i programów – potrzebuje sensu, bliskości, wspólnoty. Jest potencjałem – czymś, co jeszcze nie uformowane, ale pełne możliwości.
Konieczek natomiast uosabia przeciwny biegun. Życiowo doświadczony, fizycznie i psychicznie wyniszczony, pogrążony w osobistej tragedii, oddaje się idei z chłodną determinacją. To nie miłość ani wspólnota są dla niego siłą napędową, lecz ideologia, dyscyplina i porządek. Broń i podziemne gazety stają się jego relikwiami – substytutem sensu, który gdzieś po drodze mu umknął. Konieczek nie walczy już o ludzi, ale o idee – nie po to, by zbliżyć się do innych, lecz by zrealizować wizję sprawiedliwości, która wyklucza indywidualne emocje. Jego rewolucja odzwierciedla porządek, który musi nadejść, nawet kosztem ofiar.
To więc mężczyzna skrajnie zideologizowany, który oddaje się zrywowi z fanatyzmem, ale przegrywa na poziomie osobistym i emocjonalnym. Jest ojcem nieobecnym, mężem niewidzialnym, człowiekiem zamkniętym w twierdzy przekonań. Nie pozwala sobie na czułość, nie ufa miłości ani relacjom – tylko idei. W jego przypadku rewolucja jest zimna, mechaniczna, odarta z człowieczeństwa. To również postać upadku – nie jako ofiary, ale jako człowieka, który sam się zdehumanizował.
W tym świetle Kazik i Konieczek stają się symbolicznymi reprezentacjami dwóch dróg, które stoją przed klasą robotniczą: Kazik – droga empatii, relacji i potencjalnego porozumienia z innymi klasami; Konieczek – droga dogmatu, radykalizmu i ostatecznego wyobcowania. Jedno z fundamentalnych pytań powieści brzmi: czy Kazik może dorosnąć, nie tracąc tego, co w nim najbardziej ludzkie? Czy może wejść w świat idei i działania, nie stając się kolejnym Konieczkiem – zgorzkniałym rewolucjonistą, który zamiast ludzi widzi już tylko schematy walki klas?
Katarzyna Maludy nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Zostawia czytelnikowi przestrzeń do refleksji – nad tym, czy nadzieja i bunt mogą współistnieć, czy raczej są od początku skazane na rozszczepienie.
Każdy z bohaterów ma swój światopogląd, motywacje i wady. Nie ma tu bohaterów jednoznacznych charakterologicznie. To świat pełen szarości, sprzeczności i emocjonalnych barw.
Zupełnie inaczej autorka nakreśliła literacki portret Jana Rajskiego. Według niej to postać fascynująca, choć pozornie drugoplanowa. Jako inżynier, samouk, człowiek z chłopskim pochodzeniem, który zdobył wykształcenie i wpływy, reprezentuje nowy typ społeczny: technokratę, racjonalistę, oportunistę, który z zapałem korzysta z możliwości awansu, jakie oferuje rozwijająca się epoka przemysłowa.
Rajski jest zupełnym przeciwieństwem Ireny: chłodny, pragmatyczny, niezdolny do bezinteresownego gestu. Jego wypowiedzi – o współzależności gospodarek, o nieopłacalności wojny, o międzynarodowych powiązaniach finansowych – są świadectwem nowoczesnego, technokratycznego światopoglądu, który nie mieści się ani w romantyzmie rewolucji, ani w ideach niepodległościowych.
Jednocześnie Rajski nie rozumie emocji, co czyni go skutecznym analitykiem, ale złym partnerem i nieudolnym kandydatem na męża. Jego plany wobec Ireny nie mają nic wspólnego z miłością – są elementem strategii życiowej. Jako przyszły urzędnik w Petersburgu, liczy, że zdobycie ręki Irenki otworzy mu drogę do salonów.
Ten mężczyzna to wcielenie modernizacji bez humanizmu. Nie jest zły – ale jego moralna pustka, brak empatii i przekonanie o wyższości logiki nad uczuciem czynią z niego postać pełną obaw. Jego wiara w stabilność systemów, w racjonalność kapitału i interesów zderza się z rzeczywistością, która – jak wiemy z historii – eksploduje w roku 1914.
Rajski to człowiek nowej epoki, która jeszcze nie nadeszła – ale już zapowiada, że będzie inna: chłodniejsza, mniej romantyczna, bardziej brutalna w swojej racjonalności.
W tym kontekście "Wojenni kochankowie" Katarzyny Maludy to opowieść inicjacyjna młodej kobiety – historia dojrzewania Ireny Kossakowskiej, która stopniowo przechodzi drogę od dziewczęcej egzaltacji ku trudnej świadomości społecznej i osobistej. Jednak przy głębszym odczytaniu okazuje się, że równie mocno – a może nawet silniej – jest to powieść o kryzysie męskości, o klęsce mężczyzn, których dotychczasowe role i modele zachowań przestają być skuteczne i wiarygodne wobec nadchodzących przemian epoki.
Jak już zostało wspomniane, Rajski, jeden z centralnych męskich bohaterów, uosabia typ człowieka nowoczesnego, ale pozbawionego wewnętrznej głębi. Jest ambitny, elokwentny, zna język polityki i postępu, a jednak jego zimny pragmatyzm, wyrachowanie i kompleksy wobec arystokracji sprawiają, że ta postać staje się wcieleniem intelektualnego oportunizmu. Mężczyzna chce "wżenić się" w rodzinę Kossakowskich nie z miłości, lecz z wyrachowania – to jego projekt społecznego awansu. Co więcej, jego polityczne diagnozy – wiara w stabilność porządku kapitalistycznego, w skuteczność racjonalnych mechanizmów gospodarczych – okazują się oderwane od rzeczywistości. Rajski widzi świat jako system, ale nie rozumie emocji, nie pojmuje napięć klasowych ani dramatów jednostkowych. To człowiek nieprzygotowany na rewolucję, mimo że próbuje nad nią zapanować.
Z kolei Emil Kossakowski, ojciec Ireny, to figura zupełnie inna – łagodny, pełen humanizmu, kochający, a jednocześnie bezradny wobec rzeczywistości. Jego miłość do córki jest wzruszająca, ale ślepa. Nie rozpoznaje w niej buntu ani nie zauważa, że świat, w którym dorastała, przestaje istnieć. Emil reprezentuje liberalne, oświeceniowe podejście do życia, które nie znajduje już odpowiedzi na pytania nowego wieku. Jego pokolenie – inteligencji o wysokich ideałach i dobrym sercu – nie zdążyło przygotować młodych do walki o prawdziwą wolność. Emil jest nie tyle winny, co tragicznie nieprzystosowany.
W przeciwieństwie do tych mężczyzn, kobiety w powieści – choć często początkowo niedojrzałe, ograniczane przez konwenanse, zamknięte w klasowych strukturach – wykazują zdolność do przemiany. Irena dojrzewa poprzez porażki i rozczarowania, zaczyna widzieć świat poza sobą.
Genowefcia, choć przez lata niewidzialna, zaczyna być postrzegana jako podmiot społeczny i moralny. Nawet pani Kossakowska, przedstawicielka tradycyjnej kobiecości, w rozmowach z Rajskim pokazuje momenty refleksji i autokrytycyzmu. Kobiety nie mają gotowych rozwiązań, ale mają elastyczność, wrażliwość i odwagę, by kwestionować status quo.
Z tej perspektywy "Wojennych kochanków" można czytać jako powieść o przebudzeniu kobiet – ich społecznej, klasowej i emocjonalnej emancypacji – oraz opowieść o impasie mężczyzn, którzy utknęli w starych rolach: żywiciela, intelektualisty, rewolucjonisty. W świecie, który się rozpada, kobiety uczą się poruszać w chaosie. Mężczyźni – w większości – próbują jeszcze ten świat kontrolować, nie rozumiejąc, że wymyka się on spod ich rąk. To nie przypadek, że symboliczny cień, który nadciąga od Wschodu, pada przede wszystkim na ich schematy – to ich sposób istnienia zostaje najpierw zachwiany, a potem unieważniony.
Nie bez przyczyny jednym z głównych tematów powieści jest zderzenie idei rewolucyjnych z codziennością klas niższych. Maludy z wyczuciem pokazuje rozłam w ruchu robotniczym: z jednej strony PPS – bardziej narodowy, niepodległościowy, bliski Piłsudskiemu; z drugiej – SDKPiL, zorientowany internacjonalistycznie, marksistowski, oderwany od idei polskiej państwowości.
Autorka unika jednak prostych klasyfikacji. Irena, choć sympatyzuje z PPS, poznaje działaczy SDKPiL i zaczyna rozumieć, że granice ideologiczne często rozmywają się w praktyce. Konieczek – członek SDKPiL – to nie tylko ideolog, ale też człowiek pogubiony, zmagający się z domowym piekłem. Irena czyta "Czerwony sztandar" z mieszanymi uczuciami – niektóre hasła ją poruszają, inne drażnią abstrakcyjnością.
Powieść demaskuje również inteligencki paternalizm: Irenka, Rajski i jej ojciec to ludzie, którzy "wiedzą lepiej", co jest dobre dla klasy robotniczej – mimo że ich znajomość życia proletariatu bywa powierzchowna. Autorka zadaje pytanie: czy można naprawdę walczyć o lud, nie będąc jego częścią? Czy emocjonalna empatia wystarczy, by zbudować most między klasami?
Maludy pokazuje, że nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi – są tylko zmagania idei z życiem. Sama rewolucja wydaje się krucha, niepewna, pełna sprzeczności i wewnętrznych napięć. To opowieść bardziej o ideologicznej niepewności niż pewności.
Dlatego rewolucja w powieści Katarzyny Maludy nie jest wyłącznie politycznym zjawiskiem – to przede wszystkim proces psychologiczny, społeczny i kulturowy, który przechodzi zarówno społeczeństwo, jak i poszczególni bohaterowie. Jest obecna nie tylko w manifestach i podziemnych drukach, ale także – a może przede wszystkim – w relacjach międzyklasowych, mentalności i tożsamościach bohaterów.
Maludy unika uproszczeń. Klasa robotnicza nie jest idealizowana, a inteligencja nie jest jednoznacznie deprecjonowana. Zamiast tego pokazuje, jak głębokie są podziały strukturalne i mentalne. Konieczek, stary robotnik, marzy o świecie, w którym znikną klasowe różnice – ale jego wizja jest utopijna, pełna przemocy, jednowymiarowa. Z kolei Irena, która z pozycji inteligenckiej "schodzi do ludu", przeżywa przebudzenie – z romantycznego wyobrażenia o rewolucji zostaje jej niepokój, zmieszanie, wstyd i pytania bez odpowiedzi.
Na drugim biegunie są salony Kossakowskich – miejsce pozornego spokoju, dyskusji przy herbacie, snucia planów. Tutaj ideologie są czymś estetycznym, poddawanym intelektualnej analizie, ale niekoniecznie realnemu działaniu. Maludy konfrontuje ten świat z ciasnymi, ciemnymi mieszkaniami robotników, w których nie ma miejsca na abstrakcję – są konkretne potrzeby: chleb, leczenie, godność.
Jedną z największych sił powieści jest pokazanie, że rewolucja nie zaczyna się w gazetach, ale w poczuciu niesprawiedliwości, zmęczeniu, upokorzeniu. I że najpierw musi nastąpić rewolucja świadomości – zarówno wśród biednych, jak i bogatych. To powieść o klasowości nie jako zestawie danych statystycznych, lecz jako przeżywanej rzeczywistości: przez spojrzenia, gesty, akcenty, role przypisane kobietom i mężczyznom w różnych warstwach społecznych.
"Wojenni kochankowie" to opowieść, w której historia i literatura splatają się w sposób mistrzowski. Katarzyna Maludy nie tylko rekonstruuje przeszłość – ona ją ożywia, oddaje jej złożoność, tragizm i piękno. Każdy z wątków – polityczny, społeczny, obyczajowy i osobisty – buduje spójną, wielowymiarową narrację o nadchodzącej katastrofie, ale też o dojrzewaniu jednostki w cieniu wielkiej historii. Powieść jest intelektualnie gęsta, literacko bogata i emocjonalnie poruszająca.
Mimo tytułu sugerującego historię miłosną, książka Maludy jest jednak przede wszystkim powieścią o emancypacji – osobistej, społecznej i ideowej. Irena przechodzi drogę od "panny z dobrego domu" do kobiety świadomej społecznych nierówności. Nie jest to jednak prosty model edukacyjny – autorka pokazuje, jak trudna i bolesna może być ta przemiana. Irenka popełnia błędy, naiwnie podchodzi do polityki, ale w końcu zaczyna rozumieć, że nie chodzi tylko o wielkie idee, lecz o konkretne cierpienie ludzi.
Feministyczny wydźwięk powieści widać także w ukazaniu kobiecego doświadczenia: niespełnionych ambicji Marii Kossakowskiej, bezradności chorych, codziennych zmagań służby domowej (Genowefci), czy skazania kobiet robotnic na los społecznego milczenia. Wszystko to spięte jest subtelną, ale wyraźnie wyczuwalną ironią – autorka nie moralizuje, ale skłania do refleksji.
Warto też zastanowić się nad samym tytułem cyklu "Cień od Wschodu", który można odczytywać wielopoziomowo. Z jednej strony odnosi się dosłownie do nadchodzącej burzy dziejowej – rewolucji, wojny, przemian społecznych – która nadciąga z Imperium Rosyjskiego. Z drugiej strony – symbolizuje ideologiczne napięcie, które przenika umysły bohaterów: cień rewolucji, ale też cień naiwności, pychy, niespełnionej sprawiedliwości.
Cień to również metafora dojrzewania Ireny – ciemne światło, które pada na jej idealizm, zmuszając ją do przyjęcia perspektywy bardziej realistycznej i krytycznej.
Tytuł "Cień od wschodu" to jedno z najbardziej wieloznacznych i sugestywnych haseł powieści Katarzyny Maludy. Niesie w sobie nie tylko konkretne odniesienia geopolityczne, lecz także głęboki ładunek symboliczny i psychologiczny. Jego interpretacja otwiera przed czytelnikiem wiele ścieżek odczytania – od historycznego niepokoju, przez egzystencjalną niepewność, aż po metaforę wewnętrznej przemiany bohaterów.
W najbardziej dosłownym sensie „wschód” oznacza kierunek geograficzny, a zatem odnosi się do Rosji – imperium, z którego nadciągają coraz bardziej niepokojące zmiany. W kontekście fabuły jest to zarówno realne zagrożenie militarne, jak i ideologiczne: rozwój myśli rewolucyjnej, socjalistycznej, rosnące napięcia społeczne i rosnąca nieprzewidywalność sytuacji politycznej w Europie. "Cień" symbolizuje tu nadciągającą katastrofę – coś, co nie jest jeszcze do końca widoczne, ale już rzuca mrok na codzienne życie bohaterów. To atmosfera niepokoju i destabilizacji, która zaczyna przenikać nawet najdalsze od polityki przestrzenie: domy, relacje rodzinne, miłość, ambicje.
Jednak cień w tytule nie ogranicza się jedynie do sfery geopolityki. W warstwie psychologicznej staje się on metaforą egzystencjalnej niepewności, duchowego zawieszenia, stanu przejściowego, w którym znajdują się wszyscy główni bohaterowie powieści.
Irena doświadcza wewnętrznego rozdwojenia – między lojalnością wobec swojej klasy a fascynacją rewolucją. Konieczek pogrąża się w zgorzknieniu i ideologicznym fanatyzmie, tracąc kontakt z emocjonalną rzeczywistością. Rajski próbuje zarządzać światem jak systemem logicznym, a tymczasem sam pogrąża się w cynizmie i pustce. W tym ujęciu "cień" to stan duchowego mroku, w którym dotychczasowe zasady i struktury tracą swoją oczywistość, a nowe jeszcze się nie ukonstytuowały. To rzeczywistość, która przestaje być przejrzysta, w której trudno rozpoznać granice dobra i zła, lojalności i zdrady, miłości i kalkulacji.
Wreszcie warto spojrzeć na "wschód" jako symbol przemiany i światła – miejsca, gdzie wschodzi słońce. Dlatego cień nie jest wyłącznie zapowiedzią katastrofy, lecz może być także znakiem przebudzenia, transformacji, początku czegoś nowego. W tym sensie tytułowa metafora nabiera znaczenia również w odniesieniu do Ireny – bohaterki, która, przechodząc przez moralny i emocjonalny mrok, zaczyna widzieć świat inaczej. Jej dojrzewanie, wyrwanie się z klasowego schematu, zmiana spojrzenia na Genowefcię, Konieczka, Kazika – wszystko to odbywa się właśnie w "cieniu" wielkich wydarzeń, które jeszcze nie nadeszły, ale już rzutują cień na jej decyzje i emocje.
"Cień od wschodu" rozumiany w kontekście trylogii, czyli "Narzeczonej rewolucjonisty", "Dzikich serc" oraz "Wojennych kochanków" to zatem tytuł pełen napięć: zwiastuje zagrożenie, ale i możliwość przemiany; niesie w sobie chłód politycznego fatalizmu, ale i iskrę duchowego przebudzenia. Jego siła tkwi właśnie w tej niejednoznaczności – tak jak niejednoznaczne są czasy, które opisuje każdą z tych powieści, i ludzie, którzy w tych czasach próbują się odnaleźć.
Recenzowała

Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.
Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!
Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.
Komentarze
Prześlij komentarz