[rozmowa o książce] Norbert Żyła: Przestań robić wszystko na pokaz, zacznij żyć dla siebie
Są książki, które nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie, ponieważ nie opowiadają jedynie historii bohatera, ale dotykają miejsc, o których na co dzień mówi się zbyt cicho — uzależnienia, samotności, lęku przed odrzuceniem i desperackiej potrzeby bycia akceptowanym. "Życie dla brudnego różu" Norberta Żyły to właśnie taka opowieść — szczera, bezkompromisowa i pozbawiona literackiego upiększania rzeczywistości.
To historia Piotra — człowieka uwikłanego w alkoholizm, emocjonalne deficyty wyniesione z domu oraz życie w nieustannym ukrywaniu własnej tożsamości. Alkohol staje się dla niego nie tylko używką, ale także peleryną, która na chwilę daje odwagę, poczucie siły i iluzję kontroli. Jednak "brudny róż" szybko okazuje się nie kolorem szczęścia, lecz symbolem destrukcyjnego złudzenia, które prowadzi coraz głębiej w samotność.
Z Norbertem Żyłą rozmawiamy o źródłach tego symbolu, o brutalnej prawdzie terapii odwykowej, o emocjonalnym milczeniu wyniesionym z dzieciństwa, o homoseksualności wpisanej w walkę o własną tożsamość oraz o tym, dlaczego czasem najtrudniejsze nie jest wyjście z nałogu, ale wyjście z życia w ukryciu. To historia człowieka, który musi najpierw nauczyć się powiedzieć sobie prawdę, zanim będzie mógł zacząć naprawdę żyć.

Tytułowy "brudny róż" jest jednym z najmocniejszych symboli w książce — kiedy po raz pierwszy pojawiło się w Tobie to określenie i czy od początku wiedziałeś, że stanie się osią całej opowieści?
Norbert Żyła: Osiem lat temu, gdy pisałem "Życie dla brudnego różu" – jeszcze początkowo pod innym tytułem – szukałem określenia, które obrazowo przedstawiłoby stan, w którym znajduje się osoba uzależniona w chwili sięgnięcia po używkę. Mówi się, że można patrzeć na świat przez różowe okulary. Pomyślałem, że takie też zakłada człowiek w czynnym nałogu, tylko że to nie jest zdrowe szczęście. Chociaż samo określenie zrodziło się z czasem, temat uzależnień od początku miał być motorem napędowym całej opowieści.
Piszesz, że alkohol daje bohaterowi Twojej książki znacznie więcej niż innym ludziom — odwagę, pewność siebie, poczucie bycia kimś lepszym. Jednak ten dar jest w rzeczywistości pułapką…
Jest pułapką, w którą wpada wielu ludzi chcących odciąć się od świata, który ich rani, albo – tak jak Piotr w mojej książce – pragnących załatać nim własne deficyty emocjonalne. Alkohol działa szybko. Daje natychmiastową ulgę, ale potem wystawia niemały rachunek. Bohater mojej książki wpadł w błędne koło. Zaczął dostrzegać, jak bardzo destrukcyjny wpływ ma na niego uzależnienie, jednocześnie nie może z nim zerwać, ponieważ tak bardzo wrosło w jego osobowość.
W domu Piotra nie mówiło się o uczuciach. Na ile Twoim zdaniem emocjonalne milczenie w dzieciństwie stało się fundamentem późniejszego uzależnienia bohatera?
Z pewnością nie było to bez znaczenia. W wielu domach unika się trudnych tematów, a zwłaszcza rozmów o emocjach. W trakcie terapii Piotr uczy się na nowo nazywać swoje uczucia. Oswaja to, co przez lata zagłuszał i czego nie nauczył się określać w rodzinnym domu.
Dziadek Stanisław jest w książce kimś więcej niż wspomnieniem — wydaje się symbolicznym lustrem i przestrogą.
Dziadek Stanisław pojawia się jako metafora tego, co bezpowrotnie zabiera choroba alkoholowa.
Motyw terapii pokazujesz bez upiększeń — z brutalnością, absurdem, ale też z prawdziwą przemianą. Czy bałeś się, że szczerość w opisie odwyku bohatera może zostać źle odebrana przez osoby, które oczekują bardziej "ugrzecznionej" narracji?
Za dużo powstało już ugrzecznionych opowieści o uzależnieniach. Wszyscy znamy ten schemat: bohater sięga dna, trafia na odwyk, a potem wraca w chwale i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Wiele filmów i książek nie skupia się na samym procesie terapeutycznym, a szkoda, bo to właśnie tam dzieje się największa „magia”. Nie zawsze jednak jest lekko – bywają też trudniejsze momenty. Chciałem, aby książka w pełni to oddawała. Nie obawiam się jej odbioru, a wręcz wierzę, że zostanie doceniona właśnie za tą prostolinijną szczerość.
Grzesiek początkowo wydaje się niemal karykaturalny, a później buduje jedną z ważniejszych w relacji z Piotrem. Czy chciałeś przez tę postać pokazać, jak łatwo oceniamy ludzi po pierwszym wrażeniu?
Grzesiek pochodzi z zupełnie innego świata niż Piotr. Chciałem pokazać ten kontrast, wynikający z faktu, że alkoholizm jest demokratyczną chorobą – dopada ludzi z różnych warstw społecznych. Bohater mojej książki nie lubi ludzi, a sarkazm pomaga mu radzić sobie ze strachem przed nimi. Życie na przykładzie Grześka z czasem zaczyna udowadniać mu, jak wiele traci, z góry spisując każdego na straty.
W książce bardzo mocno wybrzmiewa pytanie: kto jest "prawdziwym alkoholikiem". Skąd bierze się ta potrzeba hierarchizowania cierpienia nawet wśród osób uzależnionych?
Ludzie od zarania dziejów mają tendencję do szufladkowania i porównywania się z innymi. Odwyk, na który trafia bohater mojej książki, jako placówka publiczna leczy ludzi z całego przekroju społecznego. Nie dziwi więc, że takie zachowania również zaznaczyły swoją obecność wśród pacjentów. Uważam, że każdy ma swoje dno i porównywanie się z innymi, czy licytowanie nie ma żadnego sensu.
Piszesz o homoseksualności nie jako osobnym wątku, ale jako części tej samej walki o akceptację siebie. Czy uważasz, że trudniejsze jest wychodzenie z alkoholizmu czy wychodzenie z życia w ukryciu?
W Polsce łatwiej jest przyznać się do uzależnienia niż do bycia osobą nieheteronormatywną. To smuci i przeraża jednocześnie. Właśnie tę irracjonalność chciałem pokazać poprzez wewnętrzne rozterki Piotra. Bohater "Życia dla brudnego różu" ze strachu jest gotowy uwikłać się w spiralę kłamstw, byleby tylko nikt nie domyślił się, że jest gejem. Podobne sytuacje towarzyszą każdego dnia wielu osobom LGBTQ+ w naszym kraju. Warto o tym mówić głośno.
Coming out na terapii to jeden z najmocniejszych momentów książki. Czy bardziej Twój bohater bał się odrzucenia przez innych, czy tego, że sam wypowiadając te słowa, nie będzie już mógł się przed sobą ukrywać?
Piotr spodziewał się odrzucenia ze strony grupy, jednocześnie wiedział, że jeżeli chce odmienić swoje życie, musi przerwać ciąg półprawd, które są tak bliskie czynnego uzależnienia. Postawił wszystko na jedną kartę, przekonany, że tylko prawda może go wyzwolić. Efekt tej szczerości zaskoczył wszystkich.
Bardzo mocno wybrzmiewa motyw Warszawy — miasta możliwości, ale też samotności i autodestrukcji. Czy Warszawa jest bardziej obietnicą czy bardziej pułapką?
Warszawa daje ogrom szans, ale też jest pełna ślepych uliczek. Wystarczy chwila nieuwagi i można się zagubić. Dokładnie tak jak Piotr. Chciałbym, żeby to była przestroga.
Piszesz, że alkoholizm to "choroba demokratyczna" — diler i policjant siedzą obok siebie jako równi ludzie. Czy terapia nauczyła Piotra większej pokory wobec ludzkich historii?
Z pewnością jedną z najważniejszych lekcji, jaką Piotr wyciągnął z terapii, była większa pokora wobec ludzi i ich historii. Życie pisze różne scenariusze i nigdy nie wiadomo, który z nich kiedyś nas może dotyczyć.
Zawód dziennikarza i życie w świecie mediów pokazujesz jako przestrzeń ogromnej presji i nieustannego grania roli. Czy miałeś moment, w którym poczułeś, że bardziej odgrywasz siebie, niż naprawdę żyjesz?
Dziennikarstwo daje mnóstwo sposobów na samorealizację. Kiedyś widziałem się przed kamerą, dzisiaj wolę pisać. Praca reportera wymaga pewnego rodzaju ekspresji i wchodzenia w rolę. Dobry dziennikarz telewizyjny powinien posiadać charyzmę lub przynajmniej ją dobrze udawać, by przyciągnąć uwagę widzów. Ja nie czuję się dobrze z tego rodzaju maską i związaną z nią zawodową presją. Kilka lat temu zauważyła to Barbara Rosiek – autorka książki "Pamiętnik narkomanki". Poznałem ją podczas jednego z wydarzeń literackich. Podzieliła się ze mną wtedy radą na życie, która do dziś mi towarzyszy: nie rób niczego wbrew sobie.

Bardzo ciekawy jest motyw "superbohatera" — alkoholu jako peleryny, która dawała moc. Czy dziś potrafisz powiedzieć, kim jest Piotrek bez tej peleryny?
Bez peleryny Piotrek był zagubionym i bardzo nieszczęśliwym człowiekiem, który ze względu na swoją orientację czuł się gorszy od innych. Przez lata słyszał z ust polityków, że nie zasługuje na równe prawa, z kościelnej ambony – że jest "tęczową zarazą". Obcy ludzie na ulicy bez powodu potrafili go poniżyć. Terapia w ośrodku odwykowym zapaliła w Piotrze iskrę wiary w drugiego człowieka i jego intencje. Dziś jest świadomym swoich zalet i wad mężczyzną, który nie traci energii na rzeczy, których nie może zmienić.
W książce często wraca obraz otwartej furtki — możliwości ucieczki. Czy w życiu Twojego bohatera większą siłę daje świadomość, że może odejść, czy decyzja, że jednak zostaje?
Siłę daje już sama możliwość dokonania wyboru. Piotrek sam zgłosił się na leczenie i opcja zakończenia go w dowolnym momencie to spory komfort, o którym pacjenci wysłani na terapię przez sąd mogą tylko pomarzyć.
"Szóste piętro" i myśli samobójcze to fragment niezwykle intymny. Czy pisanie o tak ciemnych momentach było formą oczyszczenia czy ponownego przeżywania bólu dla bohatera książki?
To rozdział opowiadający o samotności w wielkim mieście, dużych niespełnionych planach, ambicjach i idącym za tym zawodem. Pisanie dla wielu ludzi jest formą katharsis. Nie bez powodu wiele prac terapeutycznych, opisywanych też w mojej książce, dotyczy przelewania swoich myśli i – co za tym idzie – emocji na papier, a następnie dzielenia się nimi z całą grupą.
Malwina mówi: "Przestań robić wszystko na pokaz, zacznij żyć dla siebie". Czy to było najważniejsze zdanie, jakie można usłyszeć podczas terapii? Co ono oznacza?
Tak, to zdecydowanie jedno z najważniejszych zdań w książce. Czasem odpuszczenie jest najlepszym wyjściem. Jednym z głównych problemów, które wpychały Piotra w sidła nałogu, było nadmierne skupianie się na rzeczach, na które nie mamy wpływu – w tym na opinii innych. Zrozumienie, że zdanie obcych ludzi nie ma żadnego przełożenia na jego życie, było dla bohatera wyzwalające.
W tej historii pojawia się pytanie, kiedy ostatnio ktoś naprawdę zapytał: "jak się czujesz?". Czy po napisaniu tej historii masz poczucie, że bardziej nauczyłeś się zadawać to pytanie innym czy samemu sobie?
Oj tak, zdecydowanie. Okazanie zainteresowania drugiej osobie to gest, który może zmienić znacznie więcej, niż nam się wydaje. Przytłoczeni codziennością zapominamy, jak dużą moc mają słowa. Potrafią nie tylko ranić, ale również dawać nadzieję i podnosić na duchu. Czasem zwykłe "jak się czujesz" może odmienić czyjś dzień.
"Mały Książę" pojawia się w ważnym momencie terapii. Dlaczego właśnie ta książka stała się dla Piotra tak znacząca? Czy odnalazł w niej własną historię?
"Mały Książę" znalazł się w rękach Piotra przypadkiem, a mimo to bohater szybko i nieco ironicznie zaczął dostrzegać podobieństwa pomiędzy swoim życiem, a międzyplanetarnymi podróżami Małego Księcia. W stanie, w jakim Piotr czasem bywał, każde wyjście z domu było niczym przeprawa na inną planetę. Tym, co ich jeszcze łączy, jest pewien rodzaj dziecięcej naiwności.
Gdybyś dziś mógł stanąć naprzeciw Piotra z pierwszych stron tej książki, który dopiero się obudził z drżącymi rękami, pustką i kacem moralnym – co powiedziałbyś mu jako pierwsze?
Złapałbym go za rękę i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
Dziękuję za te ważne dla ludzi słowa.
Rozmawiała

Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.
Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!
Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.
Komentarze
Prześlij komentarz