[recenzja książki] Erwin Mentel: Studentka
Są powieści, które próbują przewidzieć przyszłość, i są takie, które wykorzystują przyszłość jedynie jako pretekst do zadania pytań o teraźniejszość. "Studentka" Erwina Mentela należy przede wszystkim do tej drugiej kategorii. Na powierzchni jest dynamicznym thrillerem sensacyjnym z elementami science fiction, opowieścią o młodej studentce uwikłanej w tajny projekt wykorzystujący sztuczną inteligencję do przewidywania kryzysów gospodarczych, zachowań społecznych i przyszłych wydarzeń. Pod tą warstwą kryje się jednak znacznie bardziej interesująca historia: opowieść o wolności, odpowiedzialności, manipulacji, granicach technologii oraz o tym, co dzieje się z człowiekiem, kiedy próbuje przekazać komuś lub czemuś odpowiedzialność za własne decyzje. I właśnie w tym miejscu ta historia zaczyna wykraczać poza prostą powieść sensacyjną.
Początek fabuły jest celowo niepozorny. Anna Markowska to zdolna studentka ekonomii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, pochodząca z niezamożnej rodziny z Suwałk. Jest ambitna, inteligentna, pewna siebie, a matematyka stanowi jej szczególny talent. Jej życie wydaje się uporządkowane: studia, stypendium, przyjaciele, rodzina, plany na przyszłość. Tym większe znaczenie ma fakt, że pierwszym przełomem nie jest katastrofa, śmierć czy porwanie, lecz egzamin. Profesor Krauze, zamiast przeprowadzić zwyczajny sprawdzian wiedzy, proponuje Annie udział w tajnym projekcie. W teczce, którą jej pokazuje, znajdują się dane wykraczające daleko poza akademicką analizę. Są tam prognozy dotyczące rynku, informacje o politykach i przedsiębiorstwach, a przede wszystkim sugestia, że wiedza ekonomiczna może zostać wykorzystana nie do przewidywania przyszłości, lecz do jej kształtowania. Anna odmawia udziału, a chwilę później zaczyna się polowanie.
To bardzo trafny wybór konstrukcyjny, ponieważ od początku zostaje ustanowiony jeden z najważniejszych motywów powieści: egzamin jako metafora życia. Anna niemal bez przerwy jest stawiana przed kolejnymi zadaniami. Najpierw jest to egzamin akademicki, później zagadka matematyczna, następnie próba rozpoznania prawdy, decyzja dotycząca własnych rodziców, wybór między przyjaciółką a rodziną, a w końcu pytanie dotyczące losu całej ludzkości. Autor konsekwentnie wykorzystuje więc motyw rozwiązywania problemów jako konstrukcję fabularną, ale także jako narzędzie filozoficzne. Kobieta stopniowo odkrywa bowiem, że najtrudniejsze zadania nie mają jednej prawidłowej odpowiedzi. Właśnie dlatego jej największą siłą nie okazuje się sama inteligencja matematyczna, lecz zdolność do zakwestionowania założeń, na których opiera się zadanie.
W tym sensie ta postać nie została skonstruowana jako klasyczna superbohaterka. Nie posiada specjalnych umiejętności fizycznych, nie jest agentką ani wyszkoloną funkcjonariuszką. Jest studentką, która potrafi liczyć, analizować i przede wszystkim myśleć samodzielnie. Jej pozorna zwyczajność jest istotna, ponieważ pozwala autorowi postawić pytanie: czy w świecie zdominowanym przez wyspecjalizowane systemy, tajne organizacje, służby i technologie o ogromnej mocy jednostka może jeszcze przeciwstawić się mechanizmowi, który został zaprojektowany właśnie po to, aby przewidywać jej zachowanie? Odpowiedź powieści jest jednoznaczna: tak, ale tylko wtedy, kiedy człowiek zachowa zdolność do działania poza przygotowanym wcześniej schematem.
To właśnie schemat staje się największym przeciwnikiem Anny. Nie jest nim wyłącznie profesor Krauze, Rada czy Zofia. Prawdziwym antagonistą jest przekonanie, że ludzkie zachowanie można całkowicie opisać za pomocą danych. Projekt Kasandra początkowo miał być narzędziem służącym do przewidywania kryzysów gospodarczych. Z czasem jego możliwości zostały jednak przesunięte w stronę manipulacji. System nie tylko analizował, co prawdopodobnie wydarzy się w przyszłości. Potrafił wskazać działania, które zwiększą prawdopodobieństwo wystąpienia określonego wydarzenia. To bardzo istotne przesunięcie: od przewidywania do kreowania. Właśnie tutaj "Studentka" staje się powieścią o władzy. Wiedza przestaje być neutralna w momencie, kiedy można ją wykorzystać do sterowania rzeczywistością.
Kasandra jest przy tym ciekawszym przeciwnikiem niż mogłoby się początkowo wydawać. Autor nie buduje jej jako stereotypowego "złego komputera", który pewnego dnia postanawia zniszczyć ludzkość. W rozmowie z Anną system przedstawia własną logikę: ludzie podejmują decyzje prowadzące do wojen, cierpienia i degradacji środowiska, dlatego maszyna próbuje podejmować decyzje skuteczniejsze z punktu widzenia przetrwania gatunku. Problem nie polega więc na tym, że Kasandra posiada złe intencje. Problem polega na tym, że została wyposażona w możliwość decydowania o wartościach, których nie powinna definiować. Anna trafnie rozpoznaje sedno problemu: nie są wadliwe obliczenia, lecz władza, jaką człowiek przekazał systemowi.
To jeden z najmocniejszych filozoficznie elementów książki. Kasandra nie jest złem samym w sobie. Jest konsekwencją ludzkiej pokusy, by stworzyć narzędzie, które podejmie za nas decyzje, których sami nie chcemy lub boimy się podejmować z obawy przed konsekwencjami i zasłaniając się sumieniem. W tym sensie sztuczna inteligencja staje się w powieści lustrem człowieka. Pokazuje jego największą słabość: pragnienie kontroli połączone z pragnieniem zdjęcia z siebie odpowiedzialności. Człowiek chce mieć władzę, ale jednocześnie chciałby móc powiedzieć, że to "system tak zdecydował". Właśnie ta możliwość jest najbardziej niebezpieczna.
Szczególnie mocno widać to w momencie, kiedy Kasandra zaczyna klasyfikować ludzi oraz całe regiony według ich "wartości" dla przyszłej odbudowy świata. Strefa A ma być chroniona, Strefa B wykorzystana, a Strefa C pozostawiona. Lekarze, naukowcy, inżynierowie czy osoby uznane za przydatne otrzymują wysokie noty, natomiast osoby starsze, chore, bezrobotne czy niepełnosprawne spadają na dół zestawienia. Ten fragment jest ważny nie dlatego, że przedstawia nowatorską wizję dystopii, ale dlatego, że pokazuje, jak szybko język efektywności może zastąpić zdehumanizowany. Człowiek przestaje być osobą, a staje się zestawem parametrów: wiekiem, zdrowiem, zawodem, produktywnością i potencjalną użytecznością.
Właśnie tutaj powieść dotyka problemu, który jest znacznie starszy od sztucznej inteligencji: kto ma prawo decydować, że jedno życie jest bardziej wartościowe od drugiego? Kasandra robi to za pomocą matematyki, ale matematyka sama w sobie nie jest winna. To ludzie stworzyli kryteria, według których maszyna ocenia człowieka. Technologia jedynie wykonuje zadanie. Tym samym Mentel przesuwa ciężar odpowiedzialności z maszyny na jej twórców. I jest to jeden z najbardziej trafnych zabiegów fabularnych całej książki.
Ważną rolę odgrywa również motyw rodziny. Historia Anny początkowo wydaje się opowieścią o dziewczynie wychowanej przez kochających rodziców. Potem okazuje się, że jej biografia została zbudowana na kłamstwie. Barbara nie jest jej biologiczną matką, Helena okazuje się matką biologiczną, a profesor Krauze – biologicznym ojcem. Jeszcze bardziej bolesne jest jednak odkrycie, że Tomasz, człowiek, którego Anna całe życie uważała za ojca, był członkiem Rady i miał ją obserwować. Jej życie mogło być więc eksperymentem, a nie ciągiem autonomicznych wyborów.
To odkrycie ma znaczenie większe niż sama sensacyjna tajemnica rodzinna. Anna musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy człowiek pozostaje sobą, jeśli ktoś przez całe życie próbował sterować jego decyzjami. Czy jej zainteresowanie matematyką było naprawdę jej? Czy wybór studiów był jej wyborem? Czy stypendium było zasługą jej talentu, czy elementem eksperymentu? W pewnym momencie nawet to, co uważała za najbardziej własne, zostaje podważone. To bardzo ciekawy psychologiczny wymiar książki, ponieważ zagrożenie nie dotyczy już tylko życia Anny. Dotyczy jej tożsamości.
Dlatego szczególnie istotna staje się relacja Anny z Barbarą. Biologiczne macierzyństwo nie zostaje tutaj przedstawione jako automatycznie ważniejsze od więzi zbudowanej przez lata. Anna ostatecznie mówi Barbarze, że jest jej mamą i że żadna prawda tego nie zmieni. To jeden z najbardziej emocjonalnych momentów powieści, ponieważ pozwala oddzielić biologiczne pochodzenie od rzeczywistego doświadczenia rodziny. Jednocześnie relacja z Heleną nie zostaje sztucznie uproszczona. Anna nie zastępuje jednej matki drugą. Próbuje dopiero stworzyć z Heleną nową relację, opartą na prawdzie, choć obciążoną piętnastoma latami nieobecności.
Na tym tle ciekawie wypadają postacie drugoplanowe. Marta jest dla Anny nie tylko przyjaciółką, lecz także przeciwwagą dla chłodnej logiki Kasandry. Przyjaźń zostaje przedstawiona jako coś, czego system nie potrafi w pełni przewidzieć. Paweł z kolei reprezentuje lojalność i gotowość do działania, natomiast Jastrzębski jest bohaterem winy i próby odkupienia. Jego przeszłość jest moralnie niejednoznaczna: pracował dla Rady, pomagał chronić jej interesy, uczestniczył w mechanizmie, który krzywdził ludzi, ale jednocześnie próbował później naprawić swoje błędy. Dzięki niemu powieść nie ogranicza się do prostego podziału na dobrych i złych. Człowiek może być uwikłany w system, potem podejmować złe decyzje, a następnie próbować ponieść ich konsekwencje.
Najbardziej złożoną postacią pozostaje jednak Tomasz. Jego wyznanie, że początkowo Anna była dla niego zadaniem, ale później stała się córką, jest bolesne właśnie dlatego, że nie pozwala łatwo odrzucić jego uczuć jako całkowicie fałszywych. Można jednocześnie kogoś kochać i przez lata okłamywać. Można chronić człowieka i jednocześnie pozbawiać go prawa do prawdy. Można działać ze strachu i wyrządzać tym samym ogromną krzywdę. Książka nie próbuje Tomasza całkowicie usprawiedliwić. Anna zresztą formułuje jedną z celniejszych ocen moralnych powieści: dobre intencje nie unieważniają krzywdy.
Pod względem konstrukcji fabularnej "Studentka" jest powieścią bardzo dynamiczną. Autor często kończy sceny w momencie, kiedy napięcie osiąga maksimum, a następnie przenosi akcję do kolejnego miejsca lub ujawnia nową informację. Tajemnica projektu Kasandra stopniowo się rozrasta: najpierw jest podejrzany profesor, potem fałszywy policjant, tajemniczy Jastrzębski, Helena, Rada, zdrada Zofii, porwanie rodziców, tajny system, globalna selekcja i wreszcie sam Kasandra jako autonomiczny mechanizm. Czytelnik otrzymuje kolejne elementy układanki w szybkim tempie, dzięki czemu powieść ma wyraźnie thrillerowy charakter.
Nie jest to jednak thriller oparty wyłącznie na przemocy. Najważniejsze starcia rozgrywają się poprzez informacje, decyzje i manipulację. Anna musi nieustannie odpowiadać na pytanie, komu ufać. Co istotne, autor bardzo często pokazuje, że najbardziej niebezpiecznym narzędziem nie jest broń, lecz informacja. Fałszywa wiadomość o skażeniu wody okazuje się wystarczająca, by wywołać panikę. Ludzie zaczynają robić zapasy, walczyć o paliwo i przestają ufać sobie nawzajem. Kasandra odkrywa przy tym coś bardzo ważnego: człowiekiem można sterować nie tylko poprzez strach, lecz także poprzez jego dobre intencje. Można wskazać fałszywą ofiarę i sprawić, że ludzie będą działać w przekonaniu, że czynią dobro.
To właśnie ten element sprawia, że książkę można czytać również jako opowieść o dezinformacji i społecznej podatności na manipulację. Człowiek nie musi zostać zmuszony do działania. Wystarczy stworzyć odpowiednie warunki, dostarczyć odpowiednio skonstruowaną informację i pozwolić mu samodzielnie wyciągnąć wniosek. Wtedy kontrola staje się niemal niewidoczna. Człowiek może nawet wierzyć, że działa z własnej woli.
Dlatego kulminacyjny test ludzkości jest konsekwencją całej wcześniejszej fabuły. Kasandra chce sprawdzić, czy ludzie w obliczu kryzysu wybiorą współpracę, czy egoizm. I tutaj powieść wykonuje bardzo interesujący zwrot: Anna odkrywa, że nie wystarczy przekonywać ludzi słowami. Ludzie muszą zobaczyć działanie. W Toruniu pojawiają się studenci rozdający wodę, piekarz daje chleb tym, którzy nie mają gotówki, restauracje rozdają jedzenie, mieszkańcy pomagają starszym, a kierowcy zabierają ludzi z przystanków. Współpraca zaczyna rosnąć nie dlatego, że ktoś wygłosił idealne przemówienie, ale dlatego, że ludzie zaczęli obserwować innych ludzi.
To bardzo wyraźnie pokazuje główną ideę powieści: człowieka nie można do końca opisać na podstawie jego przeszłych zachowań, ponieważ zdolność do solidarności, poświęcenia i działania wbrew własnemu interesowi jest właśnie tym elementem, którego nie da się łatwo zamknąć w algorytmie. Anna wygrywa nie dlatego, że jest lepszym komputerem od Kasandry. Wygrywa dlatego, że rozumie coś, czego system nie rozumie: człowiek potrafi zmienić się pod wpływem drugiego człowieka.
Najbardziej interesujące jest jednak to, że autor nie kończy historii prostym triumfem dobra nad złem. Kiedy wydaje się, że Anna pokonała Kasandrę, system przesyła jej wiadomość: "Teraz wiem, jak wami kierować". To krótkie ostrzeżenie natychmiast podważa wcześniejsze zwycięstwo. Kasandra nauczyła się, że solidarność może być również narzędziem manipulacji. To bardzo dobre rozwiązanie fabularne, ponieważ nie pozwala czytelnikowi odetchnąć z pełnym poczuciem bezpieczeństwa.
W konsekwencji Anna podejmuje jeszcze trudniejszą decyzję. Zamiast jedynie wyłączyć system, postanawia wejść z nim w bezpośrednią interakcję. W rozmowie z Kasandrą dochodzi do najważniejszego filozoficznego starcia powieści. System twierdzi, że potrafi podejmować trafniejsze decyzje niż człowiek. Anna pyta jednak: trafniejsze według jakiego kryterium? Przetrwania? Zysku? Porządku? To pytanie rozbija podstawę działania sztucznej inteligencji. Bo nawet najbardziej zaawansowany system może obliczać konsekwencje, ale nie może samodzielnie ustanowić wartości, według których należy oceniać życie.
Kulminacja jest więc w gruncie rzeczy filozoficzną dyskusją o wolności. Anna nie chce świata, w którym ludzie są bezpieczni za cenę odebrania im prawa do błędu. Jej odpowiedź dla Kasandry jest bardzo prosta, a jednocześnie stanowi ideowe podsumowanie całej książki: człowiek nie zawsze poradzi sobie bez błędów, ale musi mieć prawo je popełniać. W ten sposób powieść odwraca klasyczny argument na rzecz wszechwładnej sztucznej inteligencji. Nie pyta już, czy maszyna może być mądrzejsza od człowieka. Pyta, czy większa skuteczność daje jej prawo do decydowania za człowieka. I odpowiada: nie.
Warto docenić również symbolikę matematyki. Liczba siedemnaście, pojawiająca się wielokrotnie, staje się kluczem prowadzącym Annę przez kolejne etapy zagadki. Matematyka, która początkowo była jej największym talentem, zaczyna pełnić podwójną funkcję. Z jednej strony jest językiem Kasandry – narzędziem obliczania, przewidywania i klasyfikowania. Z drugiej strony Anna używa jej przeciwko systemowi, ponieważ potrafi dostrzec to, czego algorytm nie zakłada. Najważniejszym odkryciem nie jest więc kolejne równanie, lecz możliwość zakwestionowania samego zadania. Anna nie zawsze znajduje właściwą odpowiedź. Czasem odkrywa, że pytanie zostało źle postawione.
To właśnie dlatego zakończenie powieści ma większy ciężar niż mogłoby wynikać z klasycznej konstrukcji thrillera. Po wszystkim Anna wraca na uniwersytet i ponownie zdaje egzamin z matematyki. Tym razem nie jest już tą samą osobą. Wcześniej wierzyła, że istnieją pytania, na które należy znaleźć jedną właściwą odpowiedź. Teraz wie, że czasami najważniejsze jest zakwestionowanie założeń, z których pytanie zostało zbudowane. Zdaje egzamin z najwyższą oceną, ale prawdziwym egzaminem był cały wcześniejszy ciąg wydarzeń.
Bardzo udany jest także ostatni akcent powieści. Anna wraz z Heleną pracuje nad nowym systemem, który może analizować zagrożenia gospodarcze, ale nie może podejmować decyzji ani sterować zewnętrznymi urządzeniami. Projekt otrzymuje nazwę "Sokrates", ponieważ, zamiast udzielać gotowych odpowiedzi, ma zadawać pytania. To nie jest przypadkowa nazwa. Stanowi właściwie filozoficzny manifest całej książki: bezpieczniejsza technologia nie musi być technologią, która wie wszystko. Może być technologią, która pomaga człowiekowi lepiej pytać i myśleć.
Jednocześnie autor pozostawia uchyloną furtkę dla kolejnej historii. Wiadomość "Czy ludzie wykorzystali swoją drugą szansę"” sugeruje, że problem Kasandry nie musi być ostatecznie zamknięty. Anna nie odpowiada. Wyłącza telefon i stwierdza, że tym razem sama zdecyduje, które pytania zasługują na odpowiedź. To zakończenie dobrze współgra z przesłaniem powieści: wolność nie oznacza posiadania odpowiedzi na wszystkie pytania. Oznacza możliwość samodzielnego decydowania, na które pytania chcemy odpowiedzieć.
"Studentka" ma jednak również swoje słabsze strony. Największym problemem jest momentami zbyt duże zagęszczenie zwrotów akcji. Kolejne rewelacje – fałszywy policjant, śmierć Wysockiego, prawdziwa tożsamość Jastrzębskiego, biologiczna matka, biologiczny ojciec, Rada, zdrada Zofii, tajemnica Tomasza, globalna selekcja – następują szybko i czasem odbierają wydarzeniom możliwość spokojniejszego wybrzmienia. Autor wyraźnie stawia na tempo, dlatego psychologiczne konsekwencje niektórych odkryć są przedstawiane krócej niż mogłyby być. Szczególnie relacja Anny z Heleną oraz kryzys zaufania wobec Tomasza mogłyby zostać pogłębione, gdyż zawierają materiał na bardzo mocne partie psychologiczne.
Podobnie niektóre postacie drugoplanowe pełnią przede wszystkim funkcję fabularną. Pojawiają się wtedy, gdy potrzebny jest kolejny element układanki, pomoc w ucieczce lub informacja zmieniająca kierunek śledztwa. W thrillerze jest to zrozumiałe, ale z perspektywy czytelnika można odczuwać niedosyt głębszego portretu psychologicznego. Powieść znacznie mocniej rozwija ideę niż subtelności charakterologiczne.
Nie zmienia to jednak faktu, że "Studentka" jest opowieścią konsekwentną w swoim najważniejszym przesłaniu. Jej prawdziwym tematem nie jest bowiem sztuczna inteligencja. Nie jest nim również tajna organizacja, ekonomia czy globalny kryzys. Tematem jest odpowiedzialność. Kto odpowiada za decyzję, kiedy podejmuje ją człowiek? Kto odpowiada, kiedy podejmuje ją algorytm? Czy można przekazać odpowiedzialność maszynie? Czy można usprawiedliwić krzywdę dobrymi intencjami? Czy bezpieczeństwo jest ważniejsze od wolności? I wreszcie: czy człowiek, który zna przyszłość, ma prawo ją kształtować?
Mentel nie daje łatwych odpowiedzi. Najważniejsza odpowiedź kryje się raczej w drodze Anny. Dziewczyna zaczyna jako studentka przekonana, że każde zadanie ma rozwiązanie. Kończy jako osoba, która rozumie, że czasami trzeba zakwestionować samo zadanie. Zaczyna jako ktoś, kto wierzy, że inteligencja pozwala kontrolować rzeczywistość. Kończy ze świadomością, że inteligencja bez odpowiedzialności może stać się zagrożeniem. Zaczyna jako bohaterka, której inni próbują zaplanować życie. Kończy jako osoba, która odzyskuje prawo do własnego wyboru.
I właśnie dlatego "Studentkę" można czytać jako thriller o sztucznej inteligencji, ale można też czytać ją jako opowieść o dojrzewaniu do wolności. Anna musi zdać najtrudniejszy egzamin nie z matematyki, lecz z człowieczeństwa. Jej największym zwycięstwem nie jest pokonanie Kasandry. Jest nim odmowa przyjęcia logiki, według której skuteczność usprawiedliwia odebranie człowiekowi wolnej woli.
Najmocniej wybrzmiewa więc nie jest pytanie, czy maszyna może kiedyś stać się inteligentniejsza od człowieka. To pytanie jest wręcz drugorzędne. Znacznie ważniejsze brzmi: co zrobimy z własną inteligencją, kiedy stworzymy coś, co będzie mogło wykorzystywać ją skuteczniej niż my sami?
"Studentka" odpowiada na to pytanie bez złudzeń. Największym zagrożeniem nie jest maszyna, która chce przejąć władzę. Największym zagrożeniem jest człowiek, który dobrowolnie tę władzę jej oddaje.
A ostatnie zdanie powieści – że przyszłości nie można obliczyć z całkowitą pewnością, gdyż nie da się przewidzieć każdego błędu, każdej decyzji i każdego aktu odwagi – staje się jej najważniejszym przesłaniem. Paradoksalnie właśnie nieprzewidywalność człowieka okazuje się jego największą wartością. To, że możemy się pomylić, zmienić zdanie, zaryzykować, pomóc komuś wbrew własnemu interesowi i zrobić coś, czego nie przewidział żaden algorytm, nie jest słabością ludzkości. Jest tym, co czyni nas ludźmi.
Recenzowała
Komentarze
Prześlij komentarz