[recenzja filmu] "Pojedynek" reż. Łukasz Palkowski
Wielu mówi, że w polskim kinie za dużo jest wojny, przemocy i okrucieństwa, co nie pozwala zapomnieć nam o tragicznej przeszłości, bo przecież martyrologia jest wpisana w DNA Polaków. W sumie nie sposób się nie zgodzić z tymi słowami, ale… co jeśli film pokazuje zupełnie inną rzeczywistość, odmienny obraz wojny, bez armat, krwi, strzelania czy nagłych wybuchów i ścielących się tysiącami trupów? Tak właśnie jest w "Pojedynku" Łukasza Palkowskiego, gdzie zamiast wojskowych komend, słyszymy rozmowę dwóch wrogich sobie narodów. Sytuacja ma miejsce w obozie w Kozielsku, gdzie Sowieccy żołnierze przetrzymują polską inteligencję, rzekomo w celu opieki nad dobrem narodowym. I tutaj właśnie zaczyna się cała akcja.
.png)
Oficer NKWD Zarubin (w tej roli Aidan Gillen znany widzom m.in. z "Gry o tron" czy "Peaky Blinders") poznaje Karola Grabowskiego (w tej roli Jakub Gierszał, któremu popularność przyniosła rola Dominika w "Sali samobójców", a który grał też m.in. w "Najlepszym", "Chyłce" czy "Langerze" Palkowskiego) – wybitnego polskiego pianistę i oficera, który od początku swoją niepokorną postawą przykuwa jego uwagę. Do bezpośredniej konfrontacji obu bohaterów, ku zdziwieniu pozostałych więźniów, dochodzi bardzo szybko. Zarubin, jako intelektualista i koneser sztuki, proponuje Grabowskiemu układ: jeśli zagra przed Stalinem, może wrócić do rodziny. Od samego początku więc wiadomo, że tytułowy „pojedynek” będzie miał jednak wymiar psychologiczny, a nie siłowy. Nie chodzi przecież o to, aby głośno krzyczeć i toczyć krwawe bitwy, ale o to, aby nas słyszano na wieki.
Niemal cały film obserwujemy więc zmagania tych dwóch postaci, próbę sił oraz manipulacji mającej na celu nakłonić wielkiego Polaka będącego autorytetem – chyba nawet w oczach samego Rosjanina – do przejścia na właściwą, czyli stalinowską stronę barykady. Mimo całej otoczki oraz wiadomego historycznie zakończenia, prowadzony tutaj dialog jest dość specyficzny. Nikt nikogo nie zmusza do niczego, nikt nikogo nie bije, nie torturuje, ale w powietrzu daje się wyczuć intrygę i nadciągający koniec. Wszystko bowiem rozgrywa się poza frontem, w atmosferze obozowego, na pozór spokojnego, życia, podczas którego przetrzymywani więźniowie grają w karty. Mamy tu zatem też innych jeńców, którzy – w moim przekonaniu – stanowią bardzo ważne tło dla głównego wątku. Reżyser chyba działa w myśl zasady: najważniejsze jest dobre tło, reszta zrobi się sama. Tę tezę udowadniają swoją grą Bogusław Linda, Julia Pietrucha, Tomasz Kot, Antoni Pawlicki czy Wojciech Mencwaldowski.
Zagrożenia ze strony okupantów więc w zasadzie widz nie wyczuwa, choć chyba właśnie w tej ciszy jawi się jakieś fatum, lęk oraz chęć przetrwania samego Grabowskiego oraz pozostałych. Reżyser niemal od samego początku gra ciszą i spokojem Jakuba Gierszała oraz elegancją Aidena Gillena. To wszystko powoduje, że "Pojedynek" jest tylko dla widzów cierpliwych, lubiących zwracać uwagę na detale, gesty, sytuacje czy słowa. Tutaj nie ma miejsca na dynamiczne sceny akcji czy ekspresyjne dialogi. Chociaż początek na to nie wskazuje, ponieważ udowadnia, że jednak można zbudować napięcie przez bliskość kamery z bohaterem, gdzie dosłownie czujemy lęk i strach uciekającego przed wrogiem Grabowskiego.
.png)
Ten film reprezentuje, mimo wszystko, zupełnie inne kino od tego, do którego od lat próbuje się nas przyzwyczaić z czysto tiktokowym dynamicznym i chcącym za wszelką cenę zrobić wrażenie na oglądających kadrem. Zamiast tego mamy spokój paradoksalnie niepokój, bunt mistrza fortepianu rozgrywający się na poziomie sztuki, ilustrowany dźwiękiem czy słowami wyśpiewanymi przez uczestników wydarzeń, a nie walką wręcz.
Muzyka w "Pojedynku" nie jest więc jedynie tłem dla wydarzeń. Staje się językiem wolności, którego nie dającej się zamknąć w obozowych murach ani podporządkować politycznej propagandzie. Fortepian Grabowskiego jest bronią pozbawioną przemocy, ale jednocześnie niezwykle groźną dla systemu, który wszelkimi sposobami próbuje podporządkować sobie ludzką świadomość. Widzimy to chociażby w sytuacji, kiedy Saszka, syn Zarubina, nauczony przez Grabowskiego, na oczach swojego ojca gra polski na pianinie, któremu towarzyszy odśpiewanie "Mazurka" Dąbrowskiego przez więźniów. Innym razem zaś, niezwykle utalentowana Julia Pietrucha, jako pilotka Janina Lewandowska, wykonuje "Miłość ci wszystko wybaczy".
Co dziwne, tutaj nikt nikogo za ten bunt nie każe, nie ma też próby odwetu czy efektownej przepychanki między charakterami. Jest czekanie, ale też momentami bezsilność – w moim przekonaniu – granicząca z akceptacją zachowania Grabowskiego, który jawnie ignoruje rosyjskie władze. Swoją drogą, szkoda, że relacji dziecka z Grabowskim nie wykorzystano w szerszym kontekście. W dość szybkim i nieco niezrozumiałym tempie przechodzi on niemałą metamorfozę z rozpieszczonego dziecka przekonanego, że wszystko należy do niego, nawet obozowy pies Polaków, na sympatycznego chłopca, z którym bawią się więźniowie, nazywającego pianistę "przyjacielem". To jest właśnie ta "ludzka" strona opowieści, a morał z niej płynie następujący: nieważne, skąd pochodzimy, ale ważne, jak pozwolimy się zobaczyć, nie w każdym bowiem jest tyle zła, ile przypuszczamy. Szkoda, że ten wątek został aż tak spłycona.
.png)
Choć zachowanie Polaka nie do końca można uznać za rozsądne, to odkrywa przed widzem nowy wymiar patriotyzmu. Pokazuje, że czasem cisza i dźwięk muzyki krzyczą najgłośniej, dlatego Rosjanie najpierw próbują unicestwić piękno kultury, ponieważ to ona zostaje z narodem na wieki, tworząc jego tożsamość. Nie od dziś przecież wiadomo, że naród, który przestaje myśleć, słuchać muzyki i śpiewać, przestaje istnieć.
Zarubin doskonale o tym wie, ale nie okazuje zdenerwowania wobec pianisty, nawet jeśli popełnia on najbardziej wrogie działania wobec agresora, a tym samym wobec stalinowskiego reżimu. Rosjanin zdaje się być bezsilny, pobłażliwy czy nawet, w moim przekonaniu, podziwiać swojego przeciwnika. Ten stan trwa jednak do czasu, gdy wyczerpie on wszystkie metody manipulacji.
.png)
Wtedy też jawnie wytyka Polakom ich niewygodne dla Sowietów przywary, czyli ślepe podążanie za ideałami i pokoleniową skłonność do buntu. Nie okazuje jednak jawnej wrogości wobec Grabowskiego, co jednak zastanawia i pozwala stwierdzić, że Zarubin nie może być przez widza postrzegany jako sadysta, demon, ale jest za to typowym wrogiem wszystkiego, co nie jest wpisane w stalinowską propagandę. Ma ambicje stworzyć nowe elity, ale czy mu się to uda?
W Kozielsku toczy się więc walka o przetrwanie nie tylko jednostki, ale też spuścizny kulturalnej, co też jest bitwą o honor, własne ja, tożsamość, rodzinę oraz wolność. Tylko pytanie, czy walutą za to wszystko powinny być talent, rodzina i podpisanie paktu z agresorem gotowym obiecać wszystko tylko po to, aby kogoś złamać? Tutaj widz musi odpowiedzieć sobie sam.
.png)
W tym kontekście tytułowy pojedynek należy rozpatrywać nie tylko jako walkę jednostki wobec zbiorowości, czyli totalitaryzmowi, ale też jako grę umysłów, w której intencje jednak ze stron zostały wyłożone wprost. Mimo braku wyraźnego napięcia emocjonalnego między Zaribinem a Grabowskim, to nadal bardzo ciekawy sposób na pokazanie gry ludźmi w myśl zasady, że za autorytetem pójdzie społeczeństwo. Tego właśnie oczekiwał Rosjanin od Polaka, chcąc go uczynić owo "tubą propagandową". Na tym polu jednka, mimo wielu podchodów i prób szantażu, może nie odnieść spektakularnego zwycięstwa biorąc pod uwagę buntowniczą naturę muzyka.
Jako widzowie, mamy tutaj też możliwość podglądania trzeciego wymiaru pojedynku, czyli wewnętrznego buntu samego pianisty, który – mimo że odczuwa lęk przed faktem, że być może już nigdy nie wróci do rodziny, to jednak stara się za wszelką cenę pozostać wierny swoim wartościom i jest gotów zapłacić za to najwyższą cenę. Jedyną formą przetrwania jest więc wątek komponowania przez Grabowskiego utworu dla córki, granego przez samego Jakuba Gierszała, można odczytać jako jeden z najważniejszych i najbardziej symbolicznych elementów całego filmu.
.png)
W tej historii nie jest to, mimo wszystko, tylko wzruszający gest ojca wobec dziecka, lecz wielopoziomowa metafora dotycząca pamięci, kultury oraz godności człowieka w sytuacji ekstremalnego zagrożenia. W obozowej rzeczywistości bohater zostaje pozbawiony niemal wszystkiego – wolności, możliwości decydowania o własnym losie, kontaktu z rodziną czy wpływu na przyszłość swoją czy narodu. Jedyną sferą, której reżim nie może kontrolować, pozostaje twórczość. Muzyka staje się więc dla Grabowskiego ostatnią obszarem wolności, w którym może zachować niezależność i pozostać sobą. Komponowanie nie podlega komendom ani ideologii, dlatego fortepian w jego rękach przestaje być tylko instrumentem – staje się aparatem oporu pozbawionego przemocy.
Pisany przez cały film utwór można także interpretować jako swoisty list bez słów. Grabowski nie ma możliwości przekazać córce wiadomości, nie wie nawet, czy jeszcze kiedykolwiek ją ujrzy. Kompozycja staje się więc metafirycznym sposobem nawiązania więzi z dzieckiem. Muzyka w "Pojedynku" jako jeden z bohaterów, ogrywa więc rolę i zastępuje język, którego bohater nie może użyć. W dźwiękach zapisane zostają emocje – tęsknota, miłość, nadzieja, ale także świadomość potencjalnej utraty. W tym kontekście utwór staje się zatem pamiątką po ojcu, ale też czymś, co może przetrwać nawet wtedy, gdy jego samego już nie będzie. Pytanie tylko, czy władze rosyjskie na to pozwolą.
.png)
Zaś w relacji z Zarubinem muzyka nabiera jeszcze jednego znaczenia. System totalitarny próbuje ujarzmić artystów, ponieważ kultura posiada potężną moc wpływu na społeczeństwo. Rosjanin chce więc wykorzystać talent Grabowskiego propagandowo i uczynić z niego symbol nowej, ujarzmionej władzy elity. Pianista odpowiada jednak w sposób zupełnie inny, niż spodziewał się jego przeciwnik. Zamiast wykonywać muzykę na potrzeby władzy, komponuje utwór osobisty, niemal intymny dedykowany córce. W tym kontekście jest to niema odmowa oddania swojego talentu w ręce systemu. To swoisty rodzaj buntu – nie głośny i nie widowiskowy, lecz konsekwentny i głęboko osadzony w wartościach samego bohatera.
Motyw ten można także odczytać z perspektywy historii, zwłaszcza w odniesieniu do tragedii związanej z Katyniem. Wielu oficerów zamordowanych przez NKWD nie miało szans pozostawienia po sobie jakiegokolwiek świadectwa. Ich los przez lata starano się wymazać z pamięci. Dzieło Grabowskiego można więc interpretować jako symboliczny ślad przetrwania – znak, że kultura i pamięć oprą się nawet najbardziej brutalnej próby ich unicestwienia. Muzyka staje się więc tu metaforą pamięci historycznej: człowieka można zabić, nie da się jednak w pełni zniszczyć tego, co dokonał.
.png)
Komponowanie muzyki towarzyszy Grabowskiemu przez cały film, a więc również w czasie jego wewnętrznej walki z samym sobą. Bohater musi zdecydować, czy skapitulować wobec presji Zarubina i uchronić siebie oraz rodzinę, czy też dochować wierności własnym zasadom. Muzyka staje się zatem świadkiem dokonanego wyboru. Niezależnie od jego konsekwencji Grabowski ocali coś najważniejszego – własną godność.
W tym sensie utwór dla córki można interpretować jako symbol czegoś znacznie większego niż wewnętrzne rozterki bohatera. To metafora kultury, która potrafi przeżyć mimo próby zagłady narodu. Grabowski może zostać pokonany jako człowiek, lecz nie jako twórca i reprezentant swojego dziedzictwa kulturowego. Jego muzyka przekracza granice obozu, czasu i polityki. Dlatego kompozycja, którą tworzy dla córki, staje się czymś więcej niż muzycznym prezentem – jest świadectwem miłości, pamięci i niezniszczalnej siły kultury, która potrafi uchronić ludzką godność nawet w najbardziej okrutnych warunkach. Jednocześnie ta twórcza wolność staje się źródłem napięcia i prób moralnych – każda decyzja Grabowskiego niesie za sobą konsekwencje, a utrata choćby części autonomii oznacza ryzyko osobistej zdrady wartości.
W pewnym kontekście zauważamy więc drobną rysę na jego bohaterskości, gdy walutą za możliwość przeczytania listu od córki będzie odegranie fragmentu utworu autorstwa wrogiego kompozytora. Pytanie, czy ulegnie pokusie i się wycofa, aby móc czerpać z tego wyboru osobiste korzyści, czy jednak stanie się bohaterem przez duże „B” i podąży za swoimi ideałami. Tutaj nie ma gotowego rozwiązania i jednoznacznej wygranej, ponieważ jakąkolwiek decyzję podejmie, ktoś ucierpi: albo ojczyzna, albo rodzina. Sam Grabowski poniesie więc konsekwencje emocjonalne i moralne. Cokolwiek nie zrobi, będzie postacią tragiczną.
.png)
Palkowski, w moim przekonaniu, zadaje pytania nie tyle o bohaterstwo, co o siłę miłości do rodziny, czyli czysto ludzkie oblicze człowieka, jakie, w odróżnieniu od chłodnego i przebiegłego Zarubina, prezentuje Grabowski. Reżyser zrzucił na tę postać ogromną odpowiedzialność walki o wolność Polski i o ocalenie spuścizny narodowej, więc tylko on może zdecydować, która miłość zwycięży – do żony i córki, czy do ojczyzny. Kiedy widzom wydaje się, że już zostaje złamany, następuje moment zawahania. Bohater zastanawia się nad swoją kapitulacją na rzecz okupanta i, o dziwo, odpowiedź w tej sprawie otrzymuje od swojej żony (Anna Próchniak). Owe zawieszenie przychodzi jednak tylko na chwilę, ponieważ Grabowski, jako wierny swojemu krajowi obywatel, wraca na wcześniej obraną ścieżkę i kontynuuje "białą wojnę" o godność swoją i całego narodu, mimo wcześniejszych wątpliwości, mamy tu zatem do czynienia z bohaterem nowego wymiaru, który ma swoje rozterki, obiekcje, ale też zasady etyczne i moralne, co do których widz nie ma wątpliwości od samego początku.
Dzięki takiej postawie oraz dość klarownie ukazanej sytuacji polsko-rosyjskiej, pozbawionej zbędnego patosu, jako widzowie wprost odnajdują odpowiedzi w sprawie katyńskiej. Wróg w "Pojedynku" zostaje rozpoznany natychmiast i – mimo że – od samego początku znamy zakończenie tej historii, to jednak nadal zastanawiamy się, o co faktycznie toczy się bój.
Film Palkowskiego nie jest zatem filmem o wojnie w klasycznym sensie. To opowieść o tym, że największe bitwy nie zawsze rozgrywają się na polu walki. Czasem toczą się w ciszy, między dwiema osobami, między sumieniem a strachem, między wolnością a chęcią przetrwania, między miłością do najbliższych a miłością do ojczyzny.
"Pojedynek" pokazuje, że czasem największy opór wobec przemocy nie polega na walce z bronią w ręku, lecz na odmowie podporządkowania własnego sumienia wrogowi. Natomiast w świecie pełnym przemocy i manipulacji największym zwycięstwem może okazać się nie triumf nad wrogiem, lecz ocalenie własnej godności.
Recenzowała
Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat do rozmowy albo żebym przeczytała i zrecenzowała Twoją książkę? Skontaktuj się ze mną, pisząc maila na adres: sylwia.cegiela@gmail.com.
Dziękuję, że przeczytałaś/eś ten artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi nowościami wydawniczymi lub ciekawymi historiami, zapraszam do mojego serwisu ponownie!
Publikacja objęta jest prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie tylko i wyłącznie za zgodą Autorki niniejszego portalu.
Komentarze
Prześlij komentarz