Najnowsze

„Pink Book” – historie pisane przez kobiety o… kobietach

Edyta Folwarska i K.N.Haner to obecnie najciekawsze pisarki młodego pokolenia. Ich książki zachwycają niezwykłymi historiami, płomiennymi romansami oraz w niektórych przypadkach odważnymi scenami erotycznymi, w których nie brakuje jednak emocji. Kilka miesięcy temu pod wodzą ich agentki Marty Kordyl postanowiły połączyć siły i zaczęły przygotowania książek dla kobiet pod tytułem „Pink Book” wydanych przez Edipresse Książki. „Różowa seria”, jak ją nazywam, to ciekawe opowieści w formie osobnych historii w przypadku Edyty, a sagi spod pióra Kasi, które czyta się jednym tchem. Ja sama pochłonęłam obie historie bardzo szybko i postanowiłam zaprosić dziewczyny do rozmowy. Podpytuję autorki o ich relacje, pisarstwo oraz wiele innych spraw. Zresztą przeczytajcie sami, a nie będziecie żałować.


Dwie poczytne pisarki, autorki powieści dla kobiet zdecydowały się połączyć siły i wcielić w życie projekt pt. „Pink Book”. Skąd wziął się pomysł na realizację tak ogromnego przedsięwzięcia? Która z Was to wszystko wymyśliła?

Edyta Folwarska: O marzeniach związanych z pisaniem takich książek mówiłam od lat w wielu wywiadach. Kiedy wydawnictwo Edipresse wraz z moją agentką Martą Kordyl wpadło na pomysł, by stworzyć serię „Pink Book” i zaproponowali mi udział w tym projekcie, bez zastanowienia powiedziałam: tak. A do tego, gdy się dowiedziałam, że będę tworzyć serię wspólnie z K.N.Haner, uznałam to za zaszczyt i nie lada wyróżnienie.

Kasia N. Haner: Tak, to nasza agentka, Marta „wciągnęła” nas w ten projekt. Wydaje mi się, że idealnie się z Edytą uzupełniamy, dlatego to akurat nas wybrano, abyśmy były twarzami Pink Booków. Ja jestem ogromnie dumna i czuję się wyróżniona, ponieważ – tak jak mówisz – to ogromne przedsięwzięcie, które może przynieść jeszcze większy sukces.

Podobno nie znałyście się wcześniej osobiście. Miałyście za sobą jednak sporo rozmów telefonicznych a do poznania doszło dopiero przy wspólnej sesji zdjęciowej. Jakie towarzyszyły Wam emocje podczas tego roku przygotowawczego i podczas spotkania?

Edyta: Kasia jest kobietą, które bardzo cenię i szanuję. Inteligentna, o dobrym sercu, pewna siebie i przede wszystkim wspierająca a nie zazdroszcząca. Od razu ją polubiłam, ponieważ wyczułam szczerość i autentyczność. Obie jesteśmy do siebie podobne, gdyż jesteśmy takie „swojskie”, więc między nami jest prawdziwa chemia.

Kasia: Od zawsze uważam, że los stawia nam na drodze osoby, które mogą coś wznieść w nasze życie, zmienić je i taką osobą jest Edyta. Nie miałam więc najmniejszych wątpliwości, że się dogadamy. Mamy podobne poczucie humoru. Wiele wspólnych tematów, no i łączy nas miłość do książek oraz pasja pisania. Fantastyczne jest to, że w dobie wszechobecnej zazdrości i zawiści, my się autentycznie wspieramy. To nie jest udawane.


Czytujecie swoje książki? Dzielicie się spostrzeżeniami, uwagami dotyczącymi fabuły?

Edyta: Oczywiście! Kasi książki czytałam jeszcze zanim ją poznałam. Najczęściej skupiamy się na różnicach – ja piszę w trzeciej osobie, natomiast Kasia w pierwszej. Mamy inne style i innym językiem piszemy. I to jest w nas wspaniałe. Każda z nas jest inna.
Kasi historia to saga, taka książkowa „Moda na sukces”, u mnie każda opowieść jest inna, ale łączy je to, że bohaterkami są zawsze Polki, zwyczajne dziewczyny, takie ja my.

Kasia: Ja czekam na każdą książkę Edyty z serii „Pink Book”! Już zdążyła mi opowiedzieć nieco o tych, które dopiero będą wydane i nie mogę się ich doczekać. Nie wiem, czy mogę zdradzić, ale w szczególności chcę przeczytać „Stweradessę”! Bardzo pasuje mi styl Edyty, mimo że pisze swoje książki w trzeciej osobie, to w ogóle mi to nie przeszkadza, a musisz wiedzieć, że zazwyczaj nie lubię książek w tej narracji.

Jak wyglądały prace nad serią od pomysłu do realizacji?

Edyta: To jest praca trwająca od wielu miesięcy, tak naprawdę 24/7, kiedy razem z naszą agentką rozmawiamy o książkach. Jak mają wyglądać, jak trafić fabułą w gusta czytelniczek. Do tego dochodzi kampania reklamowa, nad którą pracuje sztab ludzi.
Kasia miała łatwiej niż ja, ponieważ jej „Efekt Erica” był już gotowy i czekał na druk. Ja natomiast zostałam postawiona przed nie lada wyzwaniem i w trzy miesiące musiałam napisać kilka książek. Bardzo ciężko było mi przez pierwsze tygodnie pogodzić dom, dziecko, pracę na etacie i książki, ale jak już weszłam w pewien tryb to poszło sprawnie. Tyle tylko, że czasami ze zmęczenia zasypiam nawet w dzień, krótka 10-minutowa drzemka zawsze mnie ratuje.

Kasia: Tak, u mnie tekst już jest. Całą historię napisałam wiele lat temu i czekała ona w szufladzie. To Marta wpadła na pomysł, by przerobić „Efekt Ericka” na „Pink Booki”. Śmieję się, że ja weszłam do tego projektu na gotowe, ponieważ redagować tekst, a pisać wszystko od nowa, to zupełnie dwie inne sprawy, ale Edyta…, tak jak wspomniała, została postawiona przed nie lada wyzwaniem napisania całej serii w bardzo krótkim czasie i podołała. Ogromnie ją za to podziwiam. My od wielu miesięcy żyjemy tym projektem. Każdego dnia coś się dzieje. Działamy prężnie, więc zgadzam się z Edytą, że to praca 24/7! (uśmiech)

Skąd czerpiecie inspiracje dla kolejnych historii? W końcu tych książek powstanie bardzo dużo i w dość krótkim czasie.

Edyta: To najczęściej zadawane pytanie. Inspiracje czerpię z życia mojego i moich koleżanek.

Kasia: Jeśli chodzi o „Efekt Ericka”, to tak jak wspomniałam, napisałam tę serię lata temu, a wtedy inspirowałam się głównie innymi romansami, które czytałam, stąd też decyzja o zmianie niektórych wątków i dopasowaniu ich typowo pod serię „Pink Book”.


Jaki macie patent na taki ogromny materiał literacki? Wypracowałyście jakiś schemat działania, rytm pracy?

Edyta: Jestem typem sowy, więc najlepiej pracuje mi się w nocy. Dlatego piszę książki zazwyczaj jak mój syn Tadeusz (2 lata) pójdzie spać. Jeśli goni mnie deadline i nie mam tego dnia innych zobowiązań (nie zapominajmy, że prócz książek prowadzę programy dla Polo Tv i Telewizji Polsat, piszę scenariusze programów i prowadzę koncerty, eventy), to wtedy piszę w ciągu dnia do momentu odebrania Tadzia ze żłobka.

Kasia: Ja piszę od ponad ośmiu lat, więc przez ten czas wypracowałam sobie rytm pracy. W mojej głowie fabuła układa się sama, a ja to potem przelewam na „papier”. Dodatkowo, z biegiem czasu, wyrobiłam sobie także styl, który z każdą książką się polepsza, a dzięki temu redaktor ma potem mniej pracy. (śmiech)

Dla jakiego typu kobiet jest Pink Book?

Edyta: Dla każdej z nas. Dla naszej mamy, babci, przyjaciółki. Dla kobiety, która chce się oderwać od szarej rzeczywistości i na chwilę przenieść się w świat romansu.

Kasia: Ja tu tylko mogę potwierdzić słowa Edyty. „Pink Booki” są dla każdej z nas.
Ludzie lubią wszelkiego rodzaju „szufladki”, również te dotyczące literatury, dzieląc ją sprawnie na kobiecą i męską. Czy w obecnych czasach ta stygmatyzacja nadal ma tak ogromne znaczenie? Czy jednak spotykacie się z męskimi czytelnikami Waszych książek?

Edyta: Moje książki czytają zarówno kobiety jak i mężczyźni. Trochę chyba jednak odchodzimy od tej kategoryzacji. Coraz więcej kobiet czyta kryminały i coraz więcej mężczyzn czyta romanse.

Kasia: W gronie moich czytelników są również mężczyźni, chociaż nie są tak aktywni w moich social mediach jak kobiety, ale wiem, że czytają. A ten podział się coraz mocniej zaciera, co mnie cieszy. Każdy z nas powinien czytać to, co lubi i co mu się podoba.

Obecnie wydawane książki z miłością w tle w niczym nie przypominają typowych Harleqiunów. Nie sposób w tym miejscu nie zapytać, czego oczekują od współczesnej literatury kobiety XXI wieku. Czy coś się zmieniło pod tym względem?

Edyta: Nasza seria „Pink Book” jest odpowiedzią na dawne `Harlequiny. Kobiety oczekują emocji, rozrywki oderwania od szarej rzeczywistości. Kochają pobudzać swoją wyobraźnie piękna miłością zakończoną happy-endem i to dają im nasze książki.

Kasia: Na pewno się zmieniło. Nawet na przestrzeni ostatnich lat schemat w romansach ulega dynamicznej zmianie. Najpierw kochałyśmy milionerów jak Grey, teraz zaczytujemy się w romansach mafijnych, a za chwilę pojawi się kolejny trend. Najważniejsze dla większości czytelniczek jest to, by w tych powieściach była prawdziwa miłość, a na końcu szczęśliwe zakończenie.


Dlaczego w ogóle czytujemy romanse? Po co są? Czy przypadkiem nie mają one być odpowiedzią na potrzeby czytelniczek żyjących w zabieganym świecie i zapominających o sobie? Czy jednak jest w tym coś głębszego?

Edyta: Książki mojego autorstwa to nie są zwykłe romanse. Ja zawsze wprowadzam głębszy sens, jakieś rady, wskazówki. Nie są to tylko historie usłane różami. Moi bohaterowie zmagają się z normalnymi problemami: chorują na raka, są zdradzani, mają problemy finansowe czy nie mogą znaleźć miłości. W książkach zwieram podpowiedzi, jak można wyjść z tych sytuacji.

Kasia: Moim zdaniem czytelniczki sięgają po tego rodzaju literaturę, by oderwać się od rzeczywistości. Część z nich na pewno odnajduje cząstkę siebie w najróżniejszych powieściach, utożsamia się z bohaterkami. I tak, jak mówi Edyta, często jest tak, że czytelniczka szuka w tych książkach odpowiedzi na własne rozterki miłosne. I najważniejsze, że ją znajduje.

Ile książek planujecie wydawać w ramach serii i czy każda następna będzie kontynuacją losów głównych bohaterów?

Edyta: Co 6 tygodni mamy premierę nowej książki. W moim przypadku każda premiera to zupełnie nowa historia i bohaterowie. Kasia, jak już wspomniałam, pisze sagę.

Kasia: Nie możemy zdradzić, ile dokładnie będzie części, ale tak, u mnie to będzie cała saga. Śmieję się, że powstanie coś na wzór „Mody na sukces”, ale obiecuję, że nikt nie zmartwychwstanie (śmiech).


Czytałam wiele książek i uważam, że obecna literatura wręcz kipi seksem i nie pozostawia nikomu pola do wyobraźni. Stąd według Was takie zapotrzebowanie na tego rodzaju sceny w książkach?

Edyta: Trudne pytanie. Osobiście tak nie uważam. Książki mają na celu pobudzić wyobraźnie a nie jak w przypadku ekranizacji pozbawić nas jej. Poza tym seria „Pink Book” to romanse, nie ma w nich więc dużo seksu, a jak już się pojawi, jak to w książkach o miłości, to jest on tak opisany, żeby nie zszokować trochę starszego czytelnika. Nasza agentka wszystkie historie testuje na swojej babci, więc jeśli ona powie, że tutaj jest nieelegancko, to poprawiamy dany fragment (śmiech).

Kasia: Czytelniczki są coraz bardziej odważne i żądne naprawdę gorących scen, a my autorki spełniamy ich fantazje (śmiech). A tak na poważnie to teraz wydaje się tyle tych romansów, że naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. „Pink Booki” nikogo nie zgorszą, a czytelniczki, które lubią, gdy w książkach jest więcej kontrowersyjnego seksu, spokojnie mogą sięgnąć po inne nasze powieści.

Jak już wspomniałyście, seria „Pink Book” jednak nieco odbiega od obecnych standardów dotyczących literatury z gatunku 18+. Sceny są dość delikatne i nastawione bardziej na emocjonalną stronę związku. Czy to celowy zabieg? O co więc chodzi w tych scenach?

Edyta: Tak.

Kasia: Tak, Marta nas pilnuje i w trakcie redakcji podkreśla na czerwono wszelkie „dosadne” określenia, ale spokojnie, nie znajdziecie u nas jakiś „dolin rozkoszy” czy „mokrych muszelek”.(śmiech)

Bohaterki Waszych książek pochodzą z 2 różnych światów. Czy jest coś, co łączy Inez i Megan? Jakieś wspólne cechy charakteru, sposób patrzenia na świat?

Edyta: Kobieca intuicja, siła i pragnienie miłości.

Kasia: Ja bym dodała jeszcze, że libido mają podobne (śmiech).

O czym są te książki? Interesuje mnie opinia z punktu widzenia autorek? Jakie mają przesłanie? Kogo chcecie zainspirować tymi historiami?

Edyta: Inez ma pokazać, jakie są plusy i minusy romansu z szefem. Czy warto za wszelką cenę realizować swoje marzenia.

Kasia: Moja historia to rollercoaster emocji. Miłość Megan i Ericka nie będzie prosta i usłana różami. Tam naprawdę wiele się jeszcze wydarzy. Każda czytelniczka będzie mogła przeżyć te ich wszystkie wzloty i upadki. Może lektura naszych „Pink Booków” zainspiruje kogoś do napisania własnej powieści?


Kto wie. Byłoby ciekawie. Czy w tej serii znajdzie się w nich jakiś walor edukacyjny, głębsze przesłanie dla czytelniczek?

Edyta: Jak najbardziej. Pokazujemy kobietom, jak unikać błędów, jak się zachowywać w pewnych sytuacjach, kiedy np.: szef cię mobbinguję, partner zdradza albo źle traktuje. A przede wszystkim pokazujemy, że każda z nas jest silna, piękna i mądra, więc zasługuje na wszystko, co najlepsze. To mężczyźni mają o nas zabiegać i się starać. A jeżeli tego nie robią, to widocznie na nas nie zasługują. Tak to się mówi: tego kwiatu jest pół światu…

Kasia: Wydaje mi się, że z każdej książki można wyciągnąć jakieś wnioski czy znaleźć w nim głębsze przesłanie. Nie będę tu niczego sugerować. Czytelniczki sama to dostrzegą bądź nie.

Dziękuję Wam za poświęcony mi czas i czekam na kolejne tytuły z serii „Pink Book”.

Rozmawiała 

Brak komentarzy